niedziela, 17 września 2017

ZMIANY

Czas w szkole jakby rządził się swoimi prawami – nie wiadomo kiedy upływają tygodnie, składające się w miesiące i lata. Przestępujesz szkolne progi w poniedziałek i opuszczasz mury placówki w piątek, właściwie bez poczucia, że w międzyczasie wychodziłaś z pracy. Po śmierci Bartka prawie przez pięć miesięcy, czyli do samych wakacji,  byłam na zwolnieniu lekarskim. Nie mogłam zdobyć się na powrót, by pracować z dziećmi. Myślałam, że już nigdy nie będę w stanie zajmować się synami i córkami innych matek. I tylko mojej cudownej Pani Psychiatrze zawdzięczam, że stanęłam znów w szkolnych murach. Wróciłam do szkoły rok temu. Dałam radę. Nawet nie wiem, kiedy nadeszły wakacje.

Teraz zaś minęły dwa tygodnie nowego roku szkolnego. I wszystko dzieje się znowu w przyspieszonym tempie. A do tego pozytywnie zaskakuje. W pierwszym tygodniu nauki wymusiłam na Beacie, abyśmy wreszcie zwróciły się do dyrekcji o dodatkowy gabinet pedagogiczny. Ubiegły rok w sposób wystarczający dowiódł, jak bardzo brakuje nam przestrzeni. Efekt? Zgoda dyrektora od ręki. Nasz nowy gabinet już jest przygotowany do malowania. Kolejna sprawa to podjęcie nauki na studiach psychologicznych, o co starałam się już od czasu ukończenia psychoterapii. I wiadomość z ostatniego tygodnia – zgoda dyrektora! Aż zaczynam bać się tych zmian, o których kiedyś tak długo marzyłam. Ale przy okazji także czuję takie podekscytowanie, z jakim dawno nie miałam do czynienia.

Jest jeszcze jedna zmiana, która łączy się z naszą szkołą. Jeszcze tydzień temu na spotkaniu z przyjaciółmi ze studiów przedstawiałam tę historię w smutnych barwach. Opowiadałam tam o planowanej zbiórce na leczenie koleżanki ze szkoły. Śpiączka, w którą Renia zapadła tuż po śmierci Bartka była dla mnie przygnębiającym tematem.
Wkrótce potem zdałam sobie jednak sprawę, że chyba zatrzymałam się w czasie i coś mi umknęło - zmiana, która wdziera się w smutek jak jasny promień, rozświetlający mrok. Przez te ostatnie dwadzieścia miesięcy po śmierci Bartka, kiedy Renia była w śpiączce, świat posunął się do przodu, mimo że ja stałam w miejscu. A postępy w dziedzinie medycyny są szczególnie szybkie.

"Przy olsztyńskim szpitalu uniwersyteckim otwarto w środę klinikę "Budzik dla dorosłych" (http://www.tvn24.pl), czytam w internecie wiadomość z 16.12.16 r. W dalszej części tekstu przytoczono fragment przemówienia z ceremonii otwarcia placówki. "(...) otwieramy "Budzik dla dorosłych", bo taka jest potrzeba. Z dobrą nowiną na Święta Bożego Narodzenia. Staramy się przyciągnąć ludzi, którzy na skutek choroby nie mogą się obudzić, przeciągnąć ich na stronę tych, którzy mają świadomość tego, co się dzieje wkoło."
Z pomocą internetu zaczynam śledzić poczynania olsztyńskiej służby zdrowia. Znajduję artykuł sprzed blisko roku pt. „Pierwszy w Olsztynie wybudził się ze śpiączki. Opowiada o życiu po wypadku”  (Gazeta Olsztyńska z 19.10.16 r). Tekst zakończony jest słowami: „Polska jest drugim, po Japonii, krajem na świecie, w którym przeprowadzono taką operację. W maju lekarze w Olsztynie wszczepili czworgu pacjentom w śpiączce stymulatory. Do tej pory też robili takie operacje, ale nigdy u osób w stanie minimalnej świadomości.”



















Obecna zbiórka dla Reni nie przypomina więc poprzednich, mających na celu głównie okazanie szeroko rozumianego wsparcia. Teraz zbieramy na konkret - na wszczepienie stymulatora, który ma pomóc ją obudzić. Wkrótce zaczynam o tym opowiadać z nadzieją. Kolorystyka tej samej historii zmienia się na coraz bardziej jasną i radosną. Naszym zadaniem jest zgromadzenie fantów na loterię, której dochód będzie przeznaczony na tego typu operację. Robię to z pierwszą falą entuzjazmu.

W internecie pojawia się zaproszenie na finał zbiórki, zamieszczone przez organizatorów - w tym bardzo zaangażowanego byłego dyrektora naszej szkoły:Renata w skutek pęknięcia tętniaka jest w śpiączce od stycznia 2016 roku, obecnie zakwalifikowała się do pierwszego etapu badań kwalifikujących do operacji wszczepienia stymulatora mózgu. Na jej powrót czekają córka, wnuki, cała jej rodzina oraz przyjaciele, dlatego też liczymy na liczne przybycie na wydarzenie."

Przybywamy licznie. W sobotnie popołudnie na imprezie pod tytułem: „Pożegnanie LATA – Dar serca dla Renaty”, pomimo zgoła jesiennego już chłodu i ledwo powstrzymującego się deszczu, pozwalam, by całkowicie opanował mnie entuzjazm. Zwłaszcza że, jak przekonują zgromadzonych ofiarodawców organizatorzy, „dobro wraca”.

W sytuacji Reni na razie nic się nie zmieniło. Mimo niewątpliwego sukcesu „Pożegnania lata”, wciąż jest daleko do uzbierania kwoty potrzebnej na operację. To tylko zmiana, która zaszła we mnie. Uwierzyłam, że któregoś dnia Renia zostanie zbudzona przez Księcia w białym lekarskim kitlu. Że dobre zakończenia zdarzają się nie tylko w bajkach. Że dobro wraca.
Słodkich snów Reniu! Śpij spokojnie, bo gdzieś tam przygotowuje się do swej misji Biały Książę, który Cię wyprowadzi z Twojej samotnej wieży. Będziemy na Was czekać wszyscy, tu - po drugiej stronie snu.

*
P.s. Obowiązkowa lektura na następny tydzień: 
http://basnie.republika.pl/spiacakrolewnap.htm💗




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz