piątek, 13 grudnia 2019

MARCHE W PIELGRZYMCE - OFFIDA I LORETO

O ile opowieści z odwiedzonych przez nas miejsc świętych w Abruzji można nazwać tajemniczymi, dziwnymi czy nawet nieprawdopodobnymi, to historie z Marche są już naprawdę odjechane. No i przez to mam osobiście problem z traktowaniem ich do końca poważnie. Ale mimo tego bardzo zachęcam do udania się na pielgrzymkę w ten rejon Włoch, ponieważ opisywane tutaj miejsca są naprawdę wyjątkowo piękne, a tego typu doznania estetyczne mogą sprawić, że modlitwa będzie miała niezapomniany akcent.

OFFIDA

Pojawiła się na liście Pani Recepcjonistki z hotelu San Remo zaraz po Ascoli Piceno. Ale bynajmniej nie jako ośrodek kultu religijnego, lecz jako miejsce, gdzie wytwarza się piękne koronki:) Rzeczywiście mieliśmy okazję widzieć parę urokliwych okazów w sklepiku na głównym placu miasta (Piazza del Popolo). "Merletto al tombolo, czyli koronka klockowa, od XV w. jest w Offidzie rodzinną tradycją" czytam na stronie https://podroze.se.pl/swiat/europa/wlochy/wlochy-w-marche-odkryjesz-sekret-dlugiego-zycia/6326/
Z tego samego źródła pochodzi informacja, że Offida "jest jedną z 22 miejscowości w Marche należących do elitarnej grupy Borghi più belli d’Italia, czyli najpiękniejszych włoskich miasteczek." I przyznać muszę, że absolutnie zasłużyło ono na to, by znaleźć się w tym zestawieniu. Zauroczyło nas swoją bezpretensjonalnością i brakiem pompy pomimo posiadania naprawdę pełnego gracji i harmonii zabytkowego centrum, które na pewno jest powodem do chluby. 
O tym, że w Offidzie miał miejsce cud eucharystyczny dowiedzieliśmy się w Lanciano - kilka dni przed wizytą w Marche. Po zgłębieniu tematu zresztą okazało się, że miejsc tego typu jest znacznie więcej. Na mapie w Lanciano było ich zaznaczonych 6, a w internecie można przeczytać o wielu następnych.

Historia z Offidy nie brzmi urzekająco, wprost przeciwnie. Kto jest jej ciekaw, może poczytać na przykład ten artykuł:
https://bezale.pl/2016/08/03/w-offida-wlochy-rok-1280/
Dowie się z niego na zakończenie, że "srebrny krzyż z cudowną Najświętszą Hostią został umieszczony w sanktuarium Św. Augustyna w Offida, wysoko nad głównym ołtarzem."
Niemniej podczas naszej podróży mieszkańcy pytani o Miracolo Eucaristico wskazywali nam drogę na Piazza del Popolo. I tak trafiliśmy do Kościoła Santa Maria Assunta. Ucieszyliśmy się bardzo, widząc przy bocznym ołtarzu planszę ze wspomnianym srebrnym krzyżem - wydawało się więc, że dobrze trafiliśmy. Mimo to nie byliśmy w stanie ustalić, gdzie tak naprawdę jest miejsce ukazanego na fotografii oryginału. 
Zaczepiłam nawet w tym kościele przemiłą parafiankę i wskazując na krzyż zadawałam o niego pytania we wszelkich znanych mi językach. Pani z radością opowiedziała mi w zamian długą historię cudu eucharystycznego - powoli, wyraźnie i po włosku! Mój mąż wysnuł z tej opowieści jakieś przypuszczenia o remoncie i przenosinach krzyża, ale biorąc pod uwagę fakt, że on też nie zna włoskiego, to niestety uznać trzeba, że właściwie to nie udało nam się dowiedzieć niczego pewnego.
Zadowoliliśmy się więc udziałem w modlitwie różańcowej i we mszy świętej, tym samym realizując część zamierzeń, z którymi wyruszyliśmy w pielgrzymkę do Offidy. Myślę, że i tak bym wzięła w niej udział, nawet wiedząc wcześniej, że nie spotkam się tam z cudem eucharystycznym w takim sensie, jak to miało miejsce w Lanciano. Po prostu sama Offida warta jest zainteresowania podczas każdego pielgrzymowania po Marche.

LORETO

"Miasteczko stało się niezwykle popularnym miejscem kultu za sprawą jednej z najdziwniejszych legend Kościoła katolickiego. Według niej, w 1292 r., kiedy muzułmanie wyparli krzyżowców z Palestyny, orszak aniołów przeniósł dom Maryi z Nazaretu do Dalmacji, a kilka lat później - przez Adriatyk do Loreto" - przed wyjazdem do Włoch mąż stara się mnie zapoznać z historią miejsca, które planujemy odwiedzić (z przewodnikiem "Włochy Południowe" - R. Belford, M. Dunford, C. Woolfrey). A ja po prostu nie mogę uwierzyć w to, co słyszę. Przecież raczej żaden katolicki wierny nie potraktuje serio takiego przekazu. Nawet jeśli bierze poprawkę na fakt, że być może autorzy przewodnika starali się opowiedzieć o kultowym Loreto w jakiś pełen błazenady, prześmiewczy sposób. "W obliczu rosnącego sceptycyzmu Kościół zmodyfikował tę historię, twierdząc, że Święty Dom został przywieziony na pokładzie statku krzyżowców" - brzmi część dalsza tej opowieści. I w tym momencie rozstajemy się z przewodnikiem.

Sięgam po inne opracowania. Jeśli ktoś chciałby się z którymś zapoznać, to znajdzie jedno z nich na przykład na stronie https://ekai.pl/loreto-domek-matki-bozej-najwieksze-sanktuarium-maryjne-wloch/
Pojawia się już w nim bogata rodzina de Angeli, która zastępuje tradycyjnych aniołów. Czy to do mnie przemawia? No szczerze mówiąc, nie bardzo lubię takie opowieści, które nie poparte żadnymi faktami, zdają się być modyfikowane w zależności od kościelnych potrzeb oraz rozwoju racjonalności u wiernych. Rozumiem upływ wieków i to, że ciężko tak obszerną lukę w historii zapełnić konkretami, ale potrzebuję choć, jak w przypadku Manopello, jakiejś hipotezy, która trzyma się bardziej rzeczywistości niż baśni. I tak jak w kwestii Cudownej Chusty właśnie, prędzej bym uwierzyła w sytuacje, związane z chęcią posiadania, kradzieżą czy wyprzedaniem relikwi niż w powody anielskiego pochodzenia prosto z nieba. Tu na Ziemi kierujemy się motywami ludzkimi i to często dosyć prymitywnymi. I jeśli w Loreto jest naprawdę jakiś fragment domu z Nazaretu, to myślę, że stało się to w wyniku działania takich pobudek, a nie szlachetności, czy interwencji nadprzyrodzonej. W to właśnie wierzę.

Niestety wszystkie te podane oficjalnie i przeczytane wcześniej historie miały wpływ na loretańską pielgrzymkę, w którą się udaliśmy. Moje niedowiarstwo sprawiło, że miejsce przeżyć religijnych zastąpiły wrażenia estetyczne i kulturowe. Trudno mi więc było w Loreto o duchowe uniesienia, za to wszelkie inne przerosły najśmielsze oczekiwania, które miałam przed przyjazdem. Sanktuarium jest imponujące pod wszelkimi względami, piękno wygląda tam na nas z każdego wprost kąta, a obudowa Świętego Domu to absolutnie najprawdziwsze arcydzieło. Jak czytam na stronie
https://www.doojcapio.pl/przewodnik/podrodze/item/140-loreto
"w 1507 roku z polecenia papieża Juliusza II została zrealizowana marmurowa, bogato rzeźbiona obudowa całej relikwii według projektu Bramantego". 
Jestem zachwycona. Stwierdzam, że pewnie powinnam przeczytać cały podlinkowany tu tekst, zanim zderzyłam się z wiadomościami z przewodnika "Włochy Południowe" - może wówczas inaczej doświadczyłabym tej pielgrzymki. No ale już się stało i nie odstanie. Miejsc pielgrzymkowych jest na świecie bez liku, więc pewnie tak właśnie będzie, że jedne zrobią na nas większe, a inne mniejsze wrażenie duchowe. Niektóre wpłyną na pobudzenie naszej wiary, a jeśli pozostałe też z jakiegoś powodu uznamy za cenne, to i tak dobrze.
Moje odwiedziny Sanktuarium Świętego Domku przypominały bardziej wizytę w przepięknym muzeum niż pielgrzymowanie. No, ale przecież nie żałuję, że tam byłam. Cóż, wizyty w muzeach też mają swoją wartość. Podsumowując więc pokrótce, każdy powód jest dobry, by pojechać i zobaczyć Loreto.

sobota, 7 grudnia 2019

MARCHE Z POLECENIA - ASCOLI PICENO

Gdy w hotelu San Remo prosimy recepcjonistkę o informację na temat miejsc w okolicy wartych odwiedzenia, to dostajemy całkiem sporą listę. I to z podziałem na dwa rejony – Abruzję, gdzie przebywamy i Marche, z którym granica przebiega tuż obok. Oczywiście nie jesteśmy nastawieni aż na tak intensywne zwiedzanie w czasie, gdy pogoda wciąż jeszcze sprzyja plażowaniu. Ale chętnie dzielę się tutaj naszą listą – może ktoś inny chciałby skorzystać.


 ASCOLI PICENO

To numer jeden na liście naszej pani recepcjonistki i pierwsze z odwiedzonych przez nas miejsc w Marche. Od razu kierujemy się na  główny plac miasta (Piazza dell Popolo) z kościołem Świętego Franciszka, Palazzo dei Capitani i zabytkową kawiarnią Meletti. Jeśli ktoś potrzebuje więcej informacji, to na stronie https://www.kalejdoskoprenaty.com/2017/02/jak-zwiedzac-ascoli-piceno-wywiad-z.html można znaleźć wywiad z Małgorzatą, która od wielu lat mieszka w Ascoli Piceno.

Według jej słów „to “Miasto Trawertynu” - obszar otaczający miasto był od zawsze bogaty w trawertyn - białawy kamień, wyraźnie porowaty a jednocześnie nadzwyczaj odporny. Był wykorzystywany nie tylko do budowy zwykłych mieszkań, ale i małych dworków, budynków najwyższych władz kościelnych, nie zapominając o nawierzchniach placów. (...) Wspaniałym przykładem jest posadzka placu Piazza del Popolo, gdzie odbijające się od płyt trawertynowych promienie słońca tworzą wspaniałe efekty świetlne. Efekt jest jeszcze piękniejszy po deszczu - oceńcie sami”
Nam jednak trudno to zrobić - odwiedzamy miasto, gdy jest ładna pogodaJ Ale i bez deszczu plac prezentuje się imponująco. Wstępujemy do Kościoła Świętego Franciszka. Już jego fasada zachwyca. A do tego jest jeszcze ładna historia w tle.
Jak możemy przeczytać na blogu „Zdrowe pasje”: „Kościół Świętego Franciszka w Ascoli Piceno został zbudowany aby upamiętnić wizytę Świętego w mieście w roku 1215. Wizyta Świętego Franciszka w Ascoli Piceno wzbudziła wielkie wzruszenia wśród miejscowej populacji, a 30 młodych chłopców zdecydowało się iść śladami Świętego. W ten sposób powstał pierwszy zakon franciszkanów, zwany zakonem braci mniejszych (łac. fratres minores).
W kościele tym znajdują się relikwie ... Świętego Konrada. Hmm, jakby to powiedzieć - jest to postać z historią, której niestety nic nie potwierdza. Nawet strona Instytutu Studiów Franciszkańskich podaje, co następuje:
 Franciszkański historyk, Luke Wadding umieścił życiorys Konrada w swoim Annales minorum. Napisał go w oparciu o domniemane akta procesu informacyjnego nad cnotliwością życia. (...) Badacze wykazali jednak, że kolejność zdarzeń z jego żywota zbytnio przypomina biografię innego franciszkanina, Hieronima Masciego, późniejszego papieża Mikołaja IV, który żył w tym samym czasie. 
Niestety nie udało się dotrzeć do oryginału akt wykorzystanych przez Waddinga. Uznano zatem, iż żywot Konrada został napisany bez odniesienia do prawdziwych źródeł
Na zakończenie wizyty na głównym placu miejskim Małgorzata z Ascoli Piceno zachęca jeszcze do zwiedzenia kawiarni Meletti (za goszczącym wystawy Palazzo dei Capitani):
„To jedna z głównych atrakcji miasta i od wieków miejsce spotkań ważnych osobistości związanych z życiem kulturowym i społecznym, najczęściej i najchętniej odwiedzanym przez pasjonatów i turystów. Wybitni goście: Król Vittorio Emanuele, kompozytor Pietro Mascagni i Ernest Hemingway.
Szkoda, ze brakło czasu, by usiąść tam na kawie, czy słynnym likierze anyżkowym (Anisseta Meletti). Może straciliśmy niepowtarzalną okazję zaliczenia się tym sposobem w ten słynny, wywołany powyżej poczet? No ale chcielibyśmy jeszcze coś zwiedzić poza Piazza del Popolo. Podobno miasto zabytkami stoi.
Jak możemy przeczytać w innym miejscu wspomnianego wcześniej bloga („Zdrowe pasje”): „ nie bez powodów Ascoli Piceno nazywane jest miastem stu wież. W mieście znajduje się ogromna ilość zabytkowych wież. Nie sposób byłoby zwiedzić wszystko podczas typowej wyprawy turystycznej, nawet korzystając z usług przewodników, których można spotkać na miejscu i którzy organizują interesujące wycieczki. Samych zabytkowych kościołów, kaplic i kapliczek jest w Ascoli Piceno taka ilość, jakiej, na tak ograniczonym obszarze, nie spotkamy w żadnym innym włoskim mieście.
Nie wiem, czy to mnie pod wpływem zmagań z chorobą, czy też mojemu mężowi, który w związku z tym próbuje w pojedynkę ogarnąć całość wiedzy o Marche, wszystkie te informacje zlewają się w jedno. Faktem jest, że wybierając się na wycieczkę do Ascoli Piceno, spodziewamy się miasta stu kościołów! I to zaważy na jego eksploracji i postrzeganiu. Wydaje nam się bowiem, że w takim miejscu powinniśmy zwiedzić więcej budowli sakralnych niż tylko ten na głównym placu. 
Tymczasem wszystkie inne świątynie w centrum miasta (fakt faktem, jest ich sporo) w porze naszych odwiedzin są zamknięte na głucho. Z coraz większym rozczarowaniem, a potem już z rosnącą irytacją rozbijamy się o kolejne zaryglowane odrzwia. W końcu nasza wytrwałość zostaje nagrodzona. Trafiamy na otwarty Kościół Santa Maria della Carita. W dodatku jest w nim adoracja Najświętszego Sakramentu - na plakacie z informacją o tym znajdujemy dopisek „perpetua” (wieczysta – według tłumacza google).
O kościele czytamy na stronie gminy (tłumacz google): „Nazwa „della Carita” pochodzi od starożytnego szpitala już dołączonego do świątyni. Jest również powszechnie nazywany „della Scopa„ [Kościół Miotły – przyp.aut.], ponieważ bracia zaangażowani w szpital zdyscyplinowali się przy pomocy przyrządu w kształcie miotły.”
http://www.ilpiceno.it/ascoli_piceno/santa_maria_della_carita/
We Włoszech cudowne wydaje się to, że tutaj można znaleźć tyle niezwykłych historii, ile jest niezwykłych miejsc. A ja pozostaję ciekawa każdej z nich. Ruszamy więc dalej, by je poznawać.
I tak podejmujemy kolejną próbę, by zobaczyć choć trzeci ze „stu kościołów”. Ale gdy znów odchodzimy z kwitkiem spod kolejnych i kolejnych drzwi, to decydujemy się nieodwołalnie opuścić Ascoli Piceno. Co nam po jego zabytkach, jeśli nie możemy poznawać ich bliżej? I mimo, że miasteczko jest naprawdę piękne, a spacer umilają  nam dźwięki treningu ze szkoły baletowej w zabytkowej kamienicy koło której parkujemy, to jednak  czujemy się, jakby mieszkańcy poukrywali przed nami swoje skarby. Następnych niezwykłych historii musimy więc szukać w innych miejscach.