OFFIDA
Pojawiła się na liście Pani Recepcjonistki z hotelu San Remo zaraz po Ascoli Piceno. Ale bynajmniej nie jako ośrodek kultu religijnego, lecz jako miejsce, gdzie wytwarza się piękne koronki:) Rzeczywiście mieliśmy okazję widzieć parę urokliwych okazów w sklepiku na głównym placu miasta (Piazza del Popolo). "Merletto al tombolo, czyli koronka klockowa, od XV w. jest w Offidzie rodzinną tradycją" czytam na stronie https://podroze.se.pl/swiat/europa/wlochy/wlochy-w-marche-odkryjesz-sekret-dlugiego-zycia/6326/
Z tego samego źródła pochodzi informacja, że Offida "jest jedną z 22 miejscowości w Marche należących do elitarnej grupy Borghi più belli d’Italia, czyli najpiękniejszych włoskich miasteczek." I przyznać muszę, że absolutnie zasłużyło ono na to, by znaleźć się w tym zestawieniu. Zauroczyło nas swoją bezpretensjonalnością i brakiem pompy pomimo posiadania naprawdę pełnego gracji i harmonii zabytkowego centrum, które na pewno jest powodem do chluby.
O tym, że w Offidzie miał miejsce cud eucharystyczny dowiedzieliśmy się w Lanciano - kilka dni przed wizytą w Marche. Po zgłębieniu tematu zresztą okazało się, że miejsc tego typu jest znacznie więcej. Na mapie w Lanciano było ich zaznaczonych 6, a w internecie można przeczytać o wielu następnych.
Historia z Offidy nie brzmi urzekająco, wprost przeciwnie. Kto jest jej ciekaw, może poczytać na przykład ten artykuł:
https://bezale.pl/2016/08/03/w-offida-wlochy-rok-1280/
Dowie się z niego na zakończenie, że "srebrny krzyż z cudowną Najświętszą Hostią został umieszczony w sanktuarium Św. Augustyna w Offida, wysoko nad głównym ołtarzem."
Niemniej podczas naszej podróży mieszkańcy pytani o Miracolo Eucaristico wskazywali nam drogę na Piazza del Popolo. I tak trafiliśmy do Kościoła Santa Maria Assunta. Ucieszyliśmy się bardzo, widząc przy bocznym ołtarzu planszę ze wspomnianym srebrnym krzyżem - wydawało się więc, że dobrze trafiliśmy. Mimo to nie byliśmy w stanie ustalić, gdzie tak naprawdę jest miejsce ukazanego na fotografii oryginału.
Niemniej podczas naszej podróży mieszkańcy pytani o Miracolo Eucaristico wskazywali nam drogę na Piazza del Popolo. I tak trafiliśmy do Kościoła Santa Maria Assunta. Ucieszyliśmy się bardzo, widząc przy bocznym ołtarzu planszę ze wspomnianym srebrnym krzyżem - wydawało się więc, że dobrze trafiliśmy. Mimo to nie byliśmy w stanie ustalić, gdzie tak naprawdę jest miejsce ukazanego na fotografii oryginału.
Zaczepiłam nawet w tym kościele przemiłą parafiankę i wskazując na krzyż zadawałam o niego pytania we wszelkich znanych mi językach. Pani z radością opowiedziała mi w zamian długą historię cudu eucharystycznego - powoli, wyraźnie i po włosku! Mój mąż wysnuł z tej opowieści jakieś przypuszczenia o remoncie i przenosinach krzyża, ale biorąc pod uwagę fakt, że on też nie zna włoskiego, to niestety uznać trzeba, że właściwie to nie udało nam się dowiedzieć niczego pewnego.
Zadowoliliśmy się więc udziałem w modlitwie różańcowej i we mszy świętej, tym samym realizując część zamierzeń, z którymi wyruszyliśmy w pielgrzymkę do Offidy. Myślę, że i tak bym wzięła w niej udział, nawet wiedząc wcześniej, że nie spotkam się tam z cudem eucharystycznym w takim sensie, jak to miało miejsce w Lanciano. Po prostu sama Offida warta jest zainteresowania podczas każdego pielgrzymowania po Marche.
"Miasteczko stało się niezwykle popularnym miejscem kultu za sprawą jednej z najdziwniejszych legend Kościoła katolickiego. Według niej, w 1292 r., kiedy muzułmanie wyparli krzyżowców z Palestyny, orszak aniołów przeniósł dom Maryi z Nazaretu do Dalmacji, a kilka lat później - przez Adriatyk do Loreto" - przed wyjazdem do Włoch mąż stara się mnie zapoznać z historią miejsca, które planujemy odwiedzić (z przewodnikiem "Włochy Południowe" - R. Belford, M. Dunford, C. Woolfrey). A ja po prostu nie mogę uwierzyć w to, co słyszę. Przecież raczej żaden katolicki wierny nie potraktuje serio takiego przekazu. Nawet jeśli bierze poprawkę na fakt, że być może autorzy przewodnika starali się opowiedzieć o kultowym Loreto w jakiś pełen błazenady, prześmiewczy sposób. "W obliczu rosnącego sceptycyzmu Kościół zmodyfikował tę historię, twierdząc, że Święty Dom został przywieziony na pokładzie statku krzyżowców" - brzmi część dalsza tej opowieści. I w tym momencie rozstajemy się z przewodnikiem.
Sięgam po inne opracowania. Jeśli ktoś chciałby się z którymś zapoznać, to znajdzie jedno z nich na przykład na stronie https://ekai.pl/loreto-domek-matki-bozej-najwieksze-sanktuarium-maryjne-wloch/
Pojawia się już w nim bogata rodzina de Angeli, która zastępuje tradycyjnych aniołów. Czy to do mnie przemawia? No szczerze mówiąc, nie bardzo lubię takie opowieści, które nie poparte żadnymi faktami, zdają się być modyfikowane w zależności od kościelnych potrzeb oraz rozwoju racjonalności u wiernych. Rozumiem upływ wieków i to, że ciężko tak obszerną lukę w historii zapełnić konkretami, ale potrzebuję choć, jak w przypadku Manopello, jakiejś hipotezy, która trzyma się bardziej rzeczywistości niż baśni. I tak jak w kwestii Cudownej Chusty właśnie, prędzej bym uwierzyła w sytuacje, związane z chęcią posiadania, kradzieżą czy wyprzedaniem relikwi niż w powody anielskiego pochodzenia prosto z nieba. Tu na Ziemi kierujemy się motywami ludzkimi i to często dosyć prymitywnymi. I jeśli w Loreto jest naprawdę jakiś fragment domu z Nazaretu, to myślę, że stało się to w wyniku działania takich pobudek, a nie szlachetności, czy interwencji nadprzyrodzonej. W to właśnie wierzę.
Niestety wszystkie te podane oficjalnie i przeczytane wcześniej historie miały wpływ na loretańską pielgrzymkę, w którą się udaliśmy. Moje niedowiarstwo sprawiło, że miejsce przeżyć religijnych zastąpiły wrażenia estetyczne i kulturowe. Trudno mi więc było w Loreto o duchowe uniesienia, za to wszelkie inne przerosły najśmielsze oczekiwania, które miałam przed przyjazdem. Sanktuarium jest imponujące pod wszelkimi względami, piękno wygląda tam na nas z każdego wprost kąta, a obudowa Świętego Domu to absolutnie najprawdziwsze arcydzieło. Jak czytam na stronie
https://www.doojcapio.pl/przewodnik/podrodze/item/140-loreto
"w 1507 roku z polecenia papieża Juliusza II została zrealizowana marmurowa, bogato rzeźbiona obudowa całej relikwii według projektu Bramantego".
Zadowoliliśmy się więc udziałem w modlitwie różańcowej i we mszy świętej, tym samym realizując część zamierzeń, z którymi wyruszyliśmy w pielgrzymkę do Offidy. Myślę, że i tak bym wzięła w niej udział, nawet wiedząc wcześniej, że nie spotkam się tam z cudem eucharystycznym w takim sensie, jak to miało miejsce w Lanciano. Po prostu sama Offida warta jest zainteresowania podczas każdego pielgrzymowania po Marche.
LORETO
"Miasteczko stało się niezwykle popularnym miejscem kultu za sprawą jednej z najdziwniejszych legend Kościoła katolickiego. Według niej, w 1292 r., kiedy muzułmanie wyparli krzyżowców z Palestyny, orszak aniołów przeniósł dom Maryi z Nazaretu do Dalmacji, a kilka lat później - przez Adriatyk do Loreto" - przed wyjazdem do Włoch mąż stara się mnie zapoznać z historią miejsca, które planujemy odwiedzić (z przewodnikiem "Włochy Południowe" - R. Belford, M. Dunford, C. Woolfrey). A ja po prostu nie mogę uwierzyć w to, co słyszę. Przecież raczej żaden katolicki wierny nie potraktuje serio takiego przekazu. Nawet jeśli bierze poprawkę na fakt, że być może autorzy przewodnika starali się opowiedzieć o kultowym Loreto w jakiś pełen błazenady, prześmiewczy sposób. "W obliczu rosnącego sceptycyzmu Kościół zmodyfikował tę historię, twierdząc, że Święty Dom został przywieziony na pokładzie statku krzyżowców" - brzmi część dalsza tej opowieści. I w tym momencie rozstajemy się z przewodnikiem.
Sięgam po inne opracowania. Jeśli ktoś chciałby się z którymś zapoznać, to znajdzie jedno z nich na przykład na stronie https://ekai.pl/loreto-domek-matki-bozej-najwieksze-sanktuarium-maryjne-wloch/
Pojawia się już w nim bogata rodzina de Angeli, która zastępuje tradycyjnych aniołów. Czy to do mnie przemawia? No szczerze mówiąc, nie bardzo lubię takie opowieści, które nie poparte żadnymi faktami, zdają się być modyfikowane w zależności od kościelnych potrzeb oraz rozwoju racjonalności u wiernych. Rozumiem upływ wieków i to, że ciężko tak obszerną lukę w historii zapełnić konkretami, ale potrzebuję choć, jak w przypadku Manopello, jakiejś hipotezy, która trzyma się bardziej rzeczywistości niż baśni. I tak jak w kwestii Cudownej Chusty właśnie, prędzej bym uwierzyła w sytuacje, związane z chęcią posiadania, kradzieżą czy wyprzedaniem relikwi niż w powody anielskiego pochodzenia prosto z nieba. Tu na Ziemi kierujemy się motywami ludzkimi i to często dosyć prymitywnymi. I jeśli w Loreto jest naprawdę jakiś fragment domu z Nazaretu, to myślę, że stało się to w wyniku działania takich pobudek, a nie szlachetności, czy interwencji nadprzyrodzonej. W to właśnie wierzę.
Niestety wszystkie te podane oficjalnie i przeczytane wcześniej historie miały wpływ na loretańską pielgrzymkę, w którą się udaliśmy. Moje niedowiarstwo sprawiło, że miejsce przeżyć religijnych zastąpiły wrażenia estetyczne i kulturowe. Trudno mi więc było w Loreto o duchowe uniesienia, za to wszelkie inne przerosły najśmielsze oczekiwania, które miałam przed przyjazdem. Sanktuarium jest imponujące pod wszelkimi względami, piękno wygląda tam na nas z każdego wprost kąta, a obudowa Świętego Domu to absolutnie najprawdziwsze arcydzieło. Jak czytam na stronie
https://www.doojcapio.pl/przewodnik/podrodze/item/140-loreto
"w 1507 roku z polecenia papieża Juliusza II została zrealizowana marmurowa, bogato rzeźbiona obudowa całej relikwii według projektu Bramantego".
Jestem zachwycona. Stwierdzam, że pewnie powinnam przeczytać cały podlinkowany tu tekst, zanim zderzyłam się z wiadomościami z przewodnika "Włochy Południowe" - może wówczas inaczej doświadczyłabym tej pielgrzymki. No ale już się stało i nie odstanie. Miejsc pielgrzymkowych jest na świecie bez liku, więc pewnie tak właśnie będzie, że jedne zrobią na nas większe, a inne mniejsze wrażenie duchowe. Niektóre wpłyną na pobudzenie naszej wiary, a jeśli pozostałe też z jakiegoś powodu uznamy za cenne, to i tak dobrze.
Moje odwiedziny Sanktuarium Świętego Domku przypominały bardziej wizytę w przepięknym muzeum niż pielgrzymowanie. No, ale przecież nie żałuję, że tam byłam. Cóż, wizyty w muzeach też mają swoją wartość. Podsumowując więc pokrótce, każdy powód jest dobry, by pojechać i zobaczyć Loreto.
Moje odwiedziny Sanktuarium Świętego Domku przypominały bardziej wizytę w przepięknym muzeum niż pielgrzymowanie. No, ale przecież nie żałuję, że tam byłam. Cóż, wizyty w muzeach też mają swoją wartość. Podsumowując więc pokrótce, każdy powód jest dobry, by pojechać i zobaczyć Loreto.
