niedziela, 21 czerwca 2020

NA CAŁE SZCZĘŚCIE - relacja z pobytu w hotelu Blue Marine w Mielnie


















Dni spędzone w Blue Marine w Mielnie były jak oaza normalności pośród zmęczenia ostatnim pełnym zakazów i obostrzeń czasem. Przyznaję, zapomniałam o pandemii, unikaniu znacznych skupisk ludzi, nawet o dystansie społecznym. Zresztą nie tylko ja. Większość klientów hotelu wyglądała jakby przyjechała na wczasy właśnie po to, by pozbyć się wszelkiej świadomości i wiedzy o koronawirusie. Zapomnieć, że kiedykolwiek trzeba go było przyjąć do wiadomości i z nim współistnieć. Odpocząć przede wszystkim od niego.

Plaża po lewej stronie Blue Marine
A co z bezpieczeństwem? No cóż, dużo o nim myślałam przed wyjazdem. Oceniałam pod tym kątem i termin pobytu - jednocześnie przed sezonem oraz po długim czerwcowym weekendzie, i położenie hotelu - daleko od centrów otaczających uzdrowisk, jak również jego rozmiary oraz szerokość plaży, które miały dawać dystansującą odległość spragnionym wolności turystom - nie wskutek przepisów, lecz z powodu ogromu przestrzeni. Wszystko zdawało się potwierdzać, że nasze krótkie wakacje będą naprawdę bezpieczne.

W drodze do Unieścia
I tak, poczucie bezpieczeństwa towarzyszyło mi cały czas podczas pobytu w Blue Marine. Mimo tego, że w pierwszej chwili po przyjeździe do Mielna byłam trochę zaskoczona liczbą turystów, którzy zjawili się, by skorzystać z hotelowej promocji. Jakoś przed wyjazdem nie pomyślałam, że wszystkie te zalety hotelu w połączeniu z głównym atutem w postaci ceny, skuszą nie tylko mnie do zakupu oferty.

Przy Kanale Jamneńskim
No ale już w następnej chwili, wakacje uderzyły mi do głowy jak mocne wino po ogromnie długim okresie abstynencji. I zatraciłam się w nich całkowicie. Wszystko inne przestało mieć znaczenie. Nie tylko dla mnie...

Plaża w Mielnie
W ogóle cały hotel sprawiał wrażenie miejsca zapełnionego przez niesforne dzieciaki, które nieświadome jakiegokolwiek niebezpieczeństwa zjechały zajadać się pysznościami, pluskać w basenie i wylewać na ścieżkę, prowadzącą do morza przez lasek - z atrybutami w postaci ręczników, wiaderek i łopatek do piasku. Obsługa ledwo nas ogarniała i z niewielkim skutkiem starała się zapanować nad tą eksplozją wakacyjnej beztroski, łamiącą wszelkie reguły. Ale my, niepomni wszystkiego, upychaliśmy się w windzie jak śledzie, wisieliśmy sobie omal na plecach w kolejce po posiłki i gromadziliśmy się na okrągło, by stadnie spędzać dni od rana do wieczora. Naprawdę nie wiem, co się stało z moją wrodzoną ostrożnością. Chyba była wtedy na wakacjach:)

Plaża na przeciwko Blue Marine
Tak więc przez te kilka dni w Blue Marine wypoczywałyśmy - ja i wrodzona ostrożność w najlepsze. Nie oddałabym tego czasu za nic na świecie. Tak bardzo był mi potrzebny po ostatnich miesiącach izolacji od ludzi i czuwania nad zdrowotno - rekonwalescencyjnymi aspektami naszej egzystencji. 

Nad Jeziorem Jamno
Co prawda, w Blue Marine też nie mogłam całkiem odpuścić doglądania zdrowia męża, ale przynajmniej tam na pierwszy plan wysuwały się inne aktywności. Tak mi było dobrze spacerować po piasku, gdy lodowate fale obmywały mi stopy. Oglądać bezkresne morze i wiszące nad nim niebo w odsłonach wszelkich kolorów z najsubtelniejszymi odcieniami. Cieszyć się obecnością bliskich w czasie posiłków, kawowo - winnych posiadówek, przemierzania kilometrów między znanymi kurortami.

Kanał Jamneński
Piękne to były szlaki do Unieścia,




Mielna,




czy Łazów. 




I to właściwie odnosi się do każdego sposobu ich przemierzania - brzegiem morza,




ścieżkami wzdłuż Jeziora Jamno, 




a nawet asfaltową drogą, która poza sezonem okazała się mało uczęszczana. 


Stąd jeszcze bardzo daleko do Łazów:)
Mielno


















Odwiedziliśmy też moją bratanicę, wypoczywająca z bliskimi w Dąbkach. 



A w drodze nad morze zrobiliśmy postój nad jeziorem w Człuchowie...




Piękne to były godziny, które mogłam spędzać z Anią, Robertem, jego Rodziną... Bezcenny czas, kiedy zbierałam siły na to wszystko, co miało nadejść wkrótce potem do mojego życia - sesja na studiach, mężowy pobyt w szpitalu, zakończenie urlopu zdrowotnego. Krótkie wakacje w czasach, gdy szaleństwo na świecie przeszkadza w zaplanowaniu dłuższych wakacyjnych wyjazdów.

Plaża w Łazach
Blue Marine w Mielnie zapadnie mi w pamięć najmilszymi wspomnieniami. Wymyśliłam sobie, że będzie to wyjazd dla uczczenia naszej 35 rocznicy ślubu (tak, jesteśmy z poprzedniej epoki, gdy brało się śluby dwukrotnie - najpierw cywilny, potem kościelny, a rocznicę tego pierwszego obchodzimy właśnie w czerwcu).

Z tego powodu zależało mi na tym, by oczywiście spędzić ten czas w pokojach z pięknym widokiem. Napisałam w tej sprawie do hotelu. Myślałam, że nie będzie z tym problemu. Uznałam jako pewnik to, co przeczytałam na stronie obiektu: “Pokoje są zlokalizowane od południowej strony z pięknym widokiem na jezioro Jamno” (z opisu zamówionych pokoi - zarówno Twin, jak i Lux).

Hmmm, na miejscu okazało się, że to jednak niezupełnie tak wygląda. Tylko pokój Ani wychodził na jezioro. Dodatkowo pod sufitem jej balkonu gnieździły się jaskółki. Jak miło było patrzeć na Aniną radość z tego powodu!

Widoki z okna Ani
Pozostałe dwa pokoje - z łóżkami małżeńskimi miały lokalizację od strony lasu, jak usłyszałam od recepcjonistki. Tyle, że ten las znajdował się za drogą i przylegającym do niej hotelowym parkingiem, nad którym umiejscowione były nasze balkony. No cóż, to nie stanowiło dla mnie wymarzonych warunków do picia porannej kawy. Wolałam więc delektować się jej smakiem przy stoliku wewnątrz pokoju - stamtąd na wysokości trzeciego piętra i bez patrzenia w dół można było rzeczywiście oglądać jedynie drzewa:)

Nasze widoki
Nie to, żebym się skarżyła. Myślę, że pracownik hotelu, z którym korespondowałam mailowo przed przyjazdem do Mielna, chciał dobrze. Od tej samej recepcjonistki usłyszałam, że podniósł mi standard pokojów z łóżkami małżeńskimi do kategorii family. Od tych zamówionych przeze mnie różniły się tylko tym, że zamiast jednoosobowej miały dwuosobową kanapę:). Ale, co podkreśliła bardzo wyraźnie recepcjonistka, były za to droższe!

Tyle, że niestety nie mieliśmy ze sobą żadnego dzieciaka, żeby położyć go na dwuosobowej kanapie:). Pokój family nie był nam jakoś specjalnie potrzebny. Ale doceniam to, że korespondujący ze mną pracownik (w przeciwieństwie do recepcjonistki) chciał być po prostu miły. Wyrazem tego był również fakt, że obniżył mi koszt parkingu dla osób niepełnosprawnych o połowę:). Nie mogę więc narzekać. I nie chcę:).

Wprost przeciwnie. Hotel Blue Marine, w którym spędziłam tak urocze chwile, zasługuje na słowa uznania. Bardzo miła obsługa (no tylko ta recepcjonistka, która mnie tak protekcjonalnie obsługiwała po przyjeździe, zdaje mi się do poprawki, inne panie wydawały się całkiem spoko), czystość na wysokim poziomie, smaczne jedzonko i w tym wszystkim wciąż powtarzane próby zachowania reżimu sanitarnego.

Z tego powodu z basenu skorzystałam niestety tylko przez 45 minut i to wyłącznie dzięki uprzejmości ratownika - jakoś nigdy nie udało mi się zapisać na listę 25 turystów, którzy mogli użytkować to miejsce jednocześnie. Dozwolone to było w ilości jednej godziny dziennie (w praktyce właśnie 45 minut), co akurat stanowiło czas absolutnie niewystarczający ani do popływania, ani do relaksu w jacuzzi, nawet zdrowotnych następstw sauny nie byłam w stanie odczuć, bo spędziłam tam w pośpiechu ledwie parę chwil.

Ale za to ośrodek posiada inną zachwycającą atrakcję do korzystania do woli - taras słoneczny na dachu z widokiem jednocześnie na morze z jednej strony i na jezioro z drugiej! Spędziłyśmy tam z Anią miły wieczór, niestety już po zachodzie słońca (który mógł z tego miejsca wyglądać zjawiskowo). Na szczęście Robert tego dnia był na właściwym miejscu o właściwej porze - i  to jego zdjęcia zamieszczam na wstępie relacji.

Mielno
Cóż, nie na wszystko starczyło nam czasu, pięć nocy minęło jak z bicza trzasł. I tu napisałabym, że trzeba się było pakować z powrotem do domu, gdyby nie fakt, że właściwie to nawet nie zdążyłam wcale się rozpakować:).

Unieście
Jezioro Jamno

Czy żal mi było wyjeżdżać z Mielna? Z jednej strony na pewno czułam niedosyt. Ale z drugiej, jeszcze bardziej mi było żal męża, który ze względu na stan swoich nóg z atrakcji wyjazdu korzystać nie mógł. Wiedziałam, że w domu mu będzie lepiej, bo to jego najbardziej ulubione miejsce na ziemi. Toteż mój smutek z powodu wyjazdu zmieszał mi się z jego radością powrotu i żadne z tych uczuć nie zdominowało naszego nastroju w podróży znad morza.


Na parkingu pod Blue Marine pożegnaliśmy się najpierw z Robertem i Bratową. Oni jeszcze nie wyjeżdżali z Mielna. Beata była nim zachwycona, więc postanowili sobie przedłużyć wczasy w pensjonacie, który znali z zeszłego roku. Czekał ich jeszcze cały tydzień nadmorskich radości, spacerów po plaży, wylegiwania się na piasku, zachodów słońca. Miłego pobytu! - wykrzykiwaliśmy na pożegnanie.


Potem kolejne z nich - w Łodzi kończyła nam się wakacyjna przygoda z Aneczką. Do zobaczenia! - wykrzykiwaliśmy na pożegnanie.
Do domu od Bydgoszczy prowadziły nas naprzemiennie deszcz, burza i granatowe chmury. Nawet nie bardzo przypominam sobie krajobrazy zza okien  samochodu - szkoda, bo w drodze nad morze mogliśmy cieszyć oczy układanką pasiastych pól w podstawowych barwach - czerwonych z dominacją maków, błękitnych od facelii, żółtych od rzepaku. Jedyną radością tym razem był postój w szczerym polu - żeby zerwać chabrowo - rumiankowy bukiet do ozdoby salonu. Ach, jaką poczułam ulgę, gdy wreszcie mogliśmy odpocząć w domowych pieleszach.


















A dziś już jesteśmy całkiem zatopieni w codzienność, w której nie czuć wcale wakacjami. Ja zakończyłam właśnie ostatni tegoroczny zjazd na studiach, a ponieważ przed wyjazdem do Blue Marine minął rok od dnia, gdy orzeczono mój urlop zdrowotny, to myślę teraz dużo o powrocie do szkoły. Mąż kuruje nogi przed planowanym pobytem w szpitalu. Mobilizując całą swoją medyczną wiedzę, pomagam dbać o nie, jak tylko się da. Staramy się, żeby ta nowa mężowa przypadłość nie okazała się przeszkodą w przyjęciu na oddział kardiologii.

Nad jeziorem - w stronę Kanału Jamneńskiego
I jest tak w naszej obecnej rzeczywistości, jakby tego wyjazdu nad morze nigdy nie było. Ale był. Na całe szczęście...

Plaża przy Blue Marine