sobota, 17 grudnia 2022

POLEROWANIE ZBROI ŚWIATŁA

Mam wrażenie, że w tym roku oficjalnie rozpoczęto sezon świąteczny wcześniej niż zazwyczaj. Już tydzień przed moimi urodzinami, podczas zakupów po pracy w katolickiej szkole, usłyszałam w jednym z marketów melodię, która miała na celu wprowadzić nieco zadziwionych klientów w nastrój Bożego Narodzenia. Trzeba przyznać, że pogoda dostosowała się idealnie do utworu. Tego dnia zaczął prószyć nieśmiały pierwszy śnieg. I następnego ranka przed wyjściem z domu trzeba było zmienić lekki sweterek, którego dotąd używałam jako wierzchnie okrycie, na solidny zimowy płaszcz.

Zbliżająca się zima wprawiła w popłoch całą ożywioną przyrodę wkoło naszej siedziby. Ptaki zaczęły sprawiać wrażenie, jakby chciały się najeść na kilka miesięcy wprzód. Między naszymi sosnami zapanował nieopisany rejwach. Pod dom znów zaczęła podchodzić sarna. A z  okien salonu można było obserwować wiewiórczą krzątaninę na orzechowych drzewach u sąsiadów - na orzechu po lewej stronie od wejścia krzątała się czarna wiewióreczka, na tym zaś po prawej - ruda.

Z tą ostatnią miałam zresztą okazję zawrzeć bliższą znajomość w zeszłym roku. Dostałam ją bowiem... w prezencie od Maćka. Pewnego dnia przyniósł w pyszczku tę małą rudą kruszynkę tak, jak się nosi małe kociaki i wpuścił  ją w sam środek salonu. Zanim obadałam, czy nic jej nie jest, to zdemolowała mi omal całą salonową dekorację, używając jej niczym drabiny do wspinania się po ścianach. A potem, od razu domyślając się o co chodziprzestraszone maleństwo śmignęło na wolność, gdy tylko otworzyłąm drzwi na werandę.

Trochę adrenaliny mi ta przygoda dostarczyła i to przerobienie moich wnętrz na ściankę wspinaczkową, ale i tak uznałam, że to jakieś wyróżnienie od losu. No bo ile osób miało okazję gościć w swoim salonie wiewiórkę? Wciąż mam w sobie tyle wdzięczności za to miejsce, w którym stoi nasz dom. I za tę możliwość oglądania, ze wszystkich stron świata, życia, które przemija zgodnie z kalendarzem natury.

W ostatnim okresie - już od tygodnia, patrzę jak wszystko się zakopuje w śniegu omal po uszy. No i choć to wygląda bajecznie, to jednak w mięśniach mam kilogramy śniegu przerzuconego podczas odśnieżania. Tylko w weekend jest z tym chwila wytchnienia, ale za to trudno wyjść nawet za próg i nie wpaść w zaspy omal po kolana.

Wow jesteście uwięzieni - uznaje Ania, kiedy przesyłam jej dokumentację fotograficzną takich pogodowych okoliczności. A mnie tak cieszy weekend w tym naszym domowym areszcie.

I tak kończy się powoli adwent. Czas, kiedy w mojej nowej szkole poranne modlitwy rozpoczynają się zapalaniem latarenki przy słowach Świętego Mateusza (podaję za NBG):

[“Noc posunęła się naprzód, zaś dzień się zbliżył; zatem] odrzućmy uczynki ciemności, a odziejmy się zbroją światła. (List do Rzymian 13:11-14)

Lubię te wszystkie rytuały, ktore mają na celu przypominać nam na okrągło, że należy przeżyć życie, będąc dobrym człowiekiem. Tak łatwo się o tym zapomina podczas przedzierania się przez trudy każdego dnia.

A komu nie wystarczy do refleksji tekst Świętego Mateusza, to niech jeszcze doda do niego słowa Jana Pawła II: Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się  na próbę, które też wybrzmiały na porannej modlitwie w zeszłym tygodniu (cytaty są losowane ze świątecznej skarpety:). Za takie właśnie chwile lubię moją nową szkołę. I za ludzi, których tam spotykam. Coraz mi do nich bliżej.

Toteż cieszę się ogromnie, że ostatnio pani dyrektor nowej szkoły zaprosiła mnie do współpracy na dalsze lata (na razie mam umowę do końca wakacji). Nie wiem jeszcze, jaką decyzję podejmę, największy wpływ na to będą na pewno miały związane z tym finanse. Lecz perspektywa przejścia na emeryturę w starej szkole  i pracowania w większym wymiarze godzin w nowej jest naprawdę kusząca.

Ale na razie staram się nie wybiegać myślami tak daleko w przyszłość. Po weekendzie zaczyna się świąteczny tydzień i na tym się skupiam. Mam nadzieję zrobić jeszcze pierniczki (i znów to będą te “last minute”), jakoś uporządkować dom (o generalnych porządkach nawet nie myślę, zwłaszcza, że jestem cała obolała po wczorajszym upadku ze schodów w starej szkole) i nadać mu świąteczny wygląd. Przyjadą Zuzia z Kacprem, wręczymy im prezenty, których większość już zapakowałam, coś dla nich ugotujemy smacznego. Na Wigilię mamy zaproszenie do brata. Będzie fajnie...

Dawno już nie czekałam na Święta tak niecierpliwie jak w tym roku. Potrzebuję przerwy w tym moim zalatanym życiu . Oderwania się od codzienności i od walki ze śnieżnym żywiołem. Odpłynięcia w nastroje radosnych wzruszeń i świętych tajemnic. Toteż zaczęłam już polerować swoją zbroję światła, by nadać jej blask godny zasiadania w nim przy wigilijnym stole...

sobota, 26 listopada 2022

13. TURCJA: Tokat - Perły i perłowy piasek

Poprzedni wpis z podróży: https://podobrejdrodze.blogspot.com/2022/11/blog-post.html

Końcowy odcinek drogi do Tokatu upłynął nam w spokoju. Nie szukaliśmy przygód po tych, które już wcześniej znaleźliśmy i staraliśmy się nie zbaczać z trasy do kolejnego hotelu. Ale i tak, zanim tam dojechaliśmy, to czekała nas niespodzianka. I znów wszystko stało się nagle. Otóż nasza nawigacja nieoczekiwanie skierowała nas prosto na drogę, którą kończyło.... wzgórze zamkowe. Stanęliśmy więc zaskoczeni u stóp zrujnowanego zamku (to ten, którego nie zauważyłam w drodze do Sivas), przypadkowo stając się posiadaczami szansy, by już na starcie w Tokacie zrealizować  turystyczną część zaplanowanego pobytu.


Zgoda, to plan wyjątkowego minimum. Ale po całym dniu w meczetach i medresach Sivas, już nie mieliśmy specjalnej ochoty na powtórkę w Tokacie. Łatwo nam przychodzi przedawkować zwiedzanie atrakcji i później, oprócz strasznego zmęczenia, mieć w pamięci taki koktajl wrażeń, z którego nie sposób wyłowić poszczególnych wspomnień. Ale może tylko usprawiedliwiam teraz nasze (w moim odczuciu zasłużone:) lenistwo.



Wzgórze zamkowe Tokatu to bardzo  malownicze miejsce, choć wokół ruin rozlokowały się mocno zrujnowane domostwa. Ale tym razem robię zdjęcia, jakoś tutaj nie czuję zagrożenia. Sam zamek jest nieczynny, choć pewnie nie z powodu Święta Ofiarowania. Trwają  tu prace remontowo - rekonstrukcyjne. Trochę to wygląda, co zresztą widzimy w różnych miejscach Turcji, jakby ktoś chciał częściowo odbudować obiekt sprzed wieków.


Oczywiście nie wdrapujemy się na szczyt wzgórza. Po przeczytaniu tekstu na stronie http://www.turcja-lastminute.pl/tokat/2/ trzeba było z pokorą przyznać, że to wyzwanie dla większych niż my hardkorowców: Dojście tam nie należy do najłatwiejszych zadań, w pewnym momencie jest to wspinaczka, przy której czasami trzeba użyć rąk. (...) Uważajmy na sypkie podłoże oraz śliskie i ostre skałki.” No cóż, w takich przypadkach wolimy oglądać ruiny z dołu.


Zamek oprócz malowniczości ma jednak dodatkowo nie lada smaczek. Jak można przeczytać w notatce z 2014 roku na stronie https://historia.org.pl/2014/10/05/nowe-odkrycie-wiezienie-draculi/:  “Archeolodzy pracują obecnie w zamczysku Tokat w północnej Turcji, który uchodzi za jedno z domniemanych miejsc przetrzymywania w niewoli od 1442 roku hospodara wołoskiego Vlada Palownika. Badacze dokonali tam ostatnio odkrycia nowego lochu.Twierdzą oni, że przebywał tam sam Dracula”. I to, jak się później dowiemy ze strony naszego hotelu, aż przez cztery lata!




Czy pisałam już, że w Turcji można znaleźć ślady powiązań chyba całej naszej europejskiej kultury? Czujemy się ich odkrywcami w tej podróży. Kolejny raz zatem bierzemy Panią Historię pod rękę. I zawróciwszy z nieprzejezdnego miejsca na wzgórzu, podjeżdżamy z nią pod budynek Yazmacilar Hani Hotel nieco poniżej ruin zamku.

*


Nasz następny przystanek w podróży to najwyższy poziom zachwytu - wszelkie “ochy” i “achy” nie mają szans tego wyrazić.

Wczoraj mieszkaliśmy w murach z 1573 roku, a dziś przeszliśmy samych siebie - znaleźliśmy obiekt sprzed 700 lat - donoszę Najbliższym.




Cokolwiek by powiedzieć o tym hotelu, to jakby nic nie powiedzieć.

Na dodatek, i tu trzeba przyznać, żeby być w zgodzie z prawdą, że Agoda też czasem miewa dobre oferty, wzięliśmy suitę delux, bo znaleźliśmy ją w cenie zaledwie jednego eurasa drożej niż standard




W Yazmacilar Hani Hotel każdy z pokojów z takiej wyższej półki ma inną nazwę i wystrój, (co widać na zdjęciach obiektu). Ale wszystkie są oszałamiające. My nocujemy w Itikat Odasi, tłumacz google uznaje, że to “komnata wyznania”, hmm...  Strona hotelu podaje zaś nazwę “Izba Wiary” i klasyfikuje ją jako pokój ultra delux.



.I teraz mamy jakby mieszkanie w muzeum - w naszej podłodze jest przeszklenie, pod którym widać stare mury

Trudno to sfotografować

Bożenko, czad absolutny! - Beata też jest zachwycona naszym nowym lokum.

Przeszklenie widać i to bardzo dobrze!


Nie jestem tego taka pewna, ale i tak nie zamierzam skończyć z wysyłaniem fotek. Brakuje mi po prostu słów, by w inny sposób wyrazić niewyrażalne słownie zachwycenie i podekscytowanie.




Kolejnym powodem do zachwytu jest oczywiście widok - prosto na wzgórze zamkowe - tak, właśnie to, z którego dopiero co zjechaliśmy. Z okien naszej suity ultra deluxe widać ruiny zamku właściwie tak dobrze, jak wtedy, gdy pod nimi staliśmy. Po drugiej stronie zabytkowej uliczki możemy oglądać dodatkowo kolejne piękne, choć wymagające remontu budynki oraz meczet.



A taką mamy łazienkę - nawet ona jest tu warta wzmianki. Trochę niespodziewanie dla nas samych nasza podróż zrobiła się bardzo luksusowa.

No i ten dziedziniec

Właśnie tu teraz czekamy na kolację 



I tak sobie myślę, że gdybym nie dostała pokoju w Yazmacilar Hani Hotel, to mogłabym mieszkać nawet na tym dziedzińcu, a i tak byłabym zachwycona. Uważam, że wszystko w tym obiekcie jest absolutnie idealne.


Hotel, jak napisano na jego stronie, to: “XIII - wieczne dzieło seldżuckie”. Potem niestety tłumacz google ma większe problemy, by przełożyć tekst z tureckiego na polski. W związku z tym pozyskuję z tego źródła takie informacje, jak na przykład: “Jest znany jako Yazmacilar Hani od  prawie 50 lat ze względu na skrybów”. Tłumaczenie z angielskiego pozostawia sprawę równie enigmatyczną. “Od prawie 50 lat jest znany jako “Zajazd Yazmacilar”, ponieważ jest miejscem pisania”  - hmm, i jak mam to rozumieć? Wreszcie na stronie tureckiego pośrednika (Otelz.com) znajduję wytłumaczenie. “Ta karczma, która przez 50 lat służyła jako drukarnia w okresie republikańskim, została dziś odrestaurowana i służy jako hotel butikowy” - no i to wreszcie ma sens, choć słowo drukarz brzmi zdecydowanie mniej nostalgicznie i tajemniczo niż słowo skryba:).




Zastanawiam się, czy drukowano tu też materiały - chusty, obrusy, zasłony, które pięknie prezentują się na sklepowych witrynach Tokatu. W  końcu znajduję tłumaczenie pokrewnego słowa: “yazmacilik – ręcznie drukowane, czy raczej stemplowane, tkaniny i wyroby” (https://turcjawsandalach.pl/content/2012-turcja-dooko%C5%82-cz%C4%99%C5%9B%C4%87-2).

BINGO!


I jeszcze ciekawostka, której doszukałam się w opisie naszego pokoju ultra deluxe: “Czy wiesz, że suknie noszone przez osmańskich dworzan w XVII i XVIII wieku, w tym sułtanów Valide, były tkane i wysyłane w Tokat [sprawa dotyczy handlu jedwabiem - przyp. aut]?” W dalszej części tego tekstu znajduje sie reszta powyższego pytania: (czy wiesz) “że sztuka pisania była unikalna dla Tokatu w czasach Imperium Osmańskiego, że było zabronione pisać w innych miejscach, ponieważ było to „wyłączne" dla Valide Sultan i że drukowanie nie było możliwe [też chodzi tu o inne miejsca - przyp.aut.]”?

Podobno (według informacji z podanego wcześniej linku) drukowane tkaniny i wyroby można kupić na zabytkowym bazarze w karawanseraju Taş Han (na przeciwko parkingu naszego hotelu), ale my nie próbowaliśmy robić zakupów w Święto Ofiarowania.


Tego dnia za to mieliśmy okazję podejrzeć jeden ze świątecznych zwyczajów - do gospodarzy hotelu przyjechała w odwiedziny rodzina z darami. Przywieziono mięso ofiarnych zwierząt. Na szczęście wówczas nasza kolacja już znajdowała się na stole, więc nie było obawy, że się na nie załapiemy. Jakoś wolałabym nie uczestniczyć w tym święcie w taki sposób.

Chciałam tu również docenić starania naszego młodego gospodarza. Próbował, jak tylko mógł (choć mu się nie udało), nie przeszkodzić kucharce w świętowaniu. Było trochę zabawnie, ale jego intencje są godne docenienia.



I podczas, gdy my raczyliśmy się posiłkiem, na niebo wyszedł księżyc, żeby swoim blaskiem dopełnić czaru tej nocy. Zasiedzieliśmy się, spowici romantyzmem po czubki uszu, zapatrzeni w zjawiskowe piękno dokoła i w końcu zabrakło nam nawet czasu, by o przyzwoitej porze zapytać naszych gospodarzy o możliwość skorzystania z hamamu Pervane... 

Ale i tak już tego dnia nie bylibyśmy w stanie zebrać więcej wrażeń. Należało go wreszcie zamknąć, tak, jak się definitywnie zamyka sakiewkę pełną pereł w momencie, gdy już ledwo można pomieścić je w środku. I ostrożnie zanieść do naszej Itikat Odasi, tak, by niczego nie uronić po drodze.



Po wyprawie do T. myślałam, że w hotelach to nic człowieka nie może zaskoczyć, zadziwić.

Byłam w błędzie - napisze mi, nawiązując do swojej luksusowej wycieczki, Beata,  jeszcze zanim zasnę.

Te na Waszej trasie, każdy jeden, to wyjątkowe miejsca

 Ale to już chyba na tym koniec - następnego dnia przenosimy się bowiem w zupełnie inny rejon Turcji. Tam raczej nie mamy szans na luksusowe hotele.

nad morzem widzimy w internecie takie zwykłe - przynajmniej jeśli chodzi o obiekty, na które nas stać.



Nie oczekujemy zresztą żadnych kolejnych luksusów w tej podróży. I tak dostaliśmy od losu już więcej, niż jesteśmy w stanie zabrać ze sobą we wspomnieniach. Zasypiając, składam podziękowania życiu z całego serca. I dopycham kolanem w swojej drogocennej sakiewce ostatnie wrażenia, wysypujące się pod nogi niczym perłowy piasek z każdego zakamarka Yazmacilar Hani Hotel. 





GALERIA - Yazmacilar Hani Hotel przed remontem