sobota, 22 października 2022

DOMOWY BOHATER



Gdy dziś zadzwoniła Ania i spytała o samopoczucie jej ulubionego białowłosego bohatera, to w pierwszym momencie kompletnie nie wiedziałam, o kogo jej chodzi. A potem byłam ogromnie zadziwiona...

- No bo, że niby ja?

- Dwie prace, dom, chory mąż... - wylicza Ania.


Że niby to wszystko na moich barkach? Nie zwykłam o tym myśleć w taki sposób. Co dzień rano biorę na nie to, co życie przynosi i próbuję to udźwignąć do wieczora, kiedy po prostu zmęczenie mnie zmiata z nóg w całkiem dosłowny sposób.



Ale daję radę. I nie uważam tego za bohaterstwo. Choć, gdy się nad tym zastanowić, to rzeczywiście tak bardzo mnie ostatnio bolą i barki, i mięśnie ramion...



To chyba działa w taki sposób, że człowiek nawet nie wie, kiedy zmienia się w rodzinnego bohatera. Po prostu brakuje czasu, żeby w ogóle o sobie myśleć. Najważniejszą sprawą jest przecież wówczas, by dawać radę...

Mąż jest chory od końca wakacji. Początkiem roku szkolnego przestał chodzić. Bardzo cierpiał z powodu bólu nóg i w końcu trafił do szpitala. Tygodniowy pobyt na leczeniu niewiele zmienił. Poza tym, że dzień po powrocie do domu okazało się, że mąż ma grypę?/jakąś inną infekcję? Zaraził się od pacjenta z tej samej sali. Starszego pana przywieziono tam z izolatki po biegunce. Było to tego samego dnia, gdy mąż trafił do szpitala. Spędzili więc razem cały szpitalny pobyt. Do dnia wypisu (jednoczesnego z mężem) starszy pan narzekał na grypę (i w dalszym ciągu na biegunkę:(. Ja jednak mam podejrzenia, że może to być covid. Choroba przebiega bardzo podobnie do tej, na którą mąż cierpiał w zimie. Ale ponieważ teraz takich pacjentów się nie testuje, to się pewnie nie dowiemy, jak jest naprawdę.



Eh, no więc mąż dalej jest leżący. Przy wypisie ze szpitala kazano nam uzbroić się w cierpliwość, więc się uzbroiłam. Mąż jakby ma z tym gorzej. Ale i tak nie ma siły, by wstać. Bohatersko wróciliśmy więc do punktu wyjścia.



W byciu bohaterem jest jakaś wzniosłość. W byciu rodzinnym bohaterem jej nie ma. To dni rozpoczynające się podawaniem środków przeciwbólowych, śniadań do łóżka, mokrych ręczników w chwilach zasłabnięcia i miednicy przy niedyspozycji żołądka. Nie ma nic wzniosłego w dźwiganiu zakupów, przestawianiu garnków na piecu, pozbawianiu brudu stosów naczyń, które przy wciąż zepsutej zmywarce piętrzą mi się w zlewie każdego dnia. I w upartym powtarzaniu choremu wciąż tych samych słów otuchy w międzyczasie. Na resztę już mi brakuje energii?/czasu? Niestety generalne porządki są odłożone na bliżej nieokreśloną przyszłość.


Jeśli zaś chodzi o dwie prace, to teraz jest to zjawisko normalne chyba dla większości nauczycieli. W tym sensie znaczna część naszego środowiska to bohaterowie. Choć ja raczej widzę w nich zdesperowanych ludzi, którzy przegrywając walkę w czasie strajków o podwyżki, zostali skazani na finansową nędzę.



Tak, powinnam być już na emeryturze. Ale gdy początkiem roku poszłam do ZUS-u z prośbą, by mi ją wyliczono, to się załamałam. Mimo iż się spodziewałam, że to będzie niewiele. No cóż, póki daję radę, to będę pracowała. Być może nawet z czasem jeszcze więcej niż teraz.



Nowa praca wciąga mnie coraz bardziej. Mimo tego, że jeżdżę tam tylko dwa dni w tygodniu. To miejsce z dobrą energią.

*

Szkoła katolicka jest niewielka. Dzielę w niej swój malutki gabinecik z panią pedagog. Ela może mnie nie niańczy, ale jej życzliwość i uczynność bardzo mi pomagają w tym okresie, gdy nie czuję się jeszcze do końca pewnie w nowej roli.


Trudności lokalowe dają nam się we znaki wówczas, gdy któraś z nas ma zaplanowaną indywidualną pracę z uczniami. Staram się wówczas znaleźć jakieś zastępcze pomieszczenie - to miło ze strony Eli, że mnie przygarnęła do siebie, ale myślę, że to nie jest dla niej komfortowe dzielić z kimś nieznajomym swój skrawek przestrzeni, skromny nawet w przypadku tylko jednej osoby.


W tym tygodniu więc na czas zajęć z uczniami przeniosłam się do klasy III licealnej. A tam na gazetce ściennej znalazłam takie oto mądrości:

-  Marzenie spisane z datą staje się celem;

-  Cel podzielony na etapy staje się planem;

-  Plan poparty działaniem staje się rzeczywistością;


Czy to porady dla domowych bohaterów? No cóż, może kiedyś uda mi się z nich skorzystać. Na razie muszę się skupiać na tym, by przeżywać dzień po dniu. Dawać radę każdemu z nich. I jeszcze wierzyć, że będzie lepiej.

Wierzę...



piątek, 21 października 2022

10. TURCJA: Amasya - W zawieszeniu nad Zieloną Rzeką

Poprzedni wpis z podróży: https://podobrejdrodze.blogspot.com/2022/10/wyjezdzajac-z-kastamonu-mylimy-drogi-i.html


Rankiem oczywiście postanawiamy zmienić plany i... przedłużyć nasz pobyt w Amasyi. Ale już nie w Apple Palace. Choć jesteśmy niezmiernie wdzięczni obsłudze hotelu za wyjątkowe przyjęcie, gościnność i serdeczność, którymi hotel nadrabia pewne sfatygowanie wyposażenia, to jednak, jeśli nie chcemy zbyt szybko skończyć naszej podróży, musimy poszukać czegoś tańszego.


Nieoczekiwanie okazuje się, że to będzie również coś wyjątkowego. Znów inspiracją jest dla nas wpis na stronie Turcji w Sandałach.


Po pysznym śniadaniu z fantastystycznym widokiem na miasto i góry przenosimy się więc do jednej z tych osmańskich willi nad brzegiem rzeki, które podziwialiśmy poprzedniego dnia z balkonu naszego pokoju w Apple Palace. Postawiliśmy na polecany przez Turcję w Sandałach “pensjonat Gönül Sefası, zaliczający się do tzw. 'hoteli butikowych” (https://turcjawsandalach.pl/content/amasya)


Przepraszając autorów tego wspaniałego bloga, dodam tylko, że to nie z powodu ich rekomendacji, lecz internetowych zdjęć obiektu, na których można było zobaczyć balkon obiektu wiszący prawie nad wodami rzeki:). No i też trzeba przyznać, że był to najtańszy z dostępnych wówczas hoteli z tego typu atrakcją.


Co do zniżki w cenie, jaką uzyskali tam blogerzy, to my nie mieliśmy nawet cienia takiej możliwości. Przede wszystkim nie było z kim negocjować, bo przyjmowały nas dzieciaki gospodarza, z którymi ciężko było się w ogóle dogadać w jakimkolwiek języku. Gdy okazało się, że polska karta kredytowa nie jest obsługiwana przez ich turecki terminal, to nikt nawet nie chciał słyszeć o tym, by zaokrąglić nasz rachunek (obliczyłam to teraz) o 4,3% ceny noclegu, czyli wyrównać go do kwoty, którą dysponowaliśmy w gotówce. Niestety wybór dostaliśmy taki, że albo w lejącym się żarze z nieba idziemy szukać bankomatu, albo rezygnujemy z noclegu. No cóż, za bardzo mi zależało na widoku z balkonu zawieszonego nad sama wodą, by zdecydować się na tę drugą opcję. A obniżania cen może się jeszcze kiedyś w Turcji nauczymy...



Póki co, jesteśmy szczęśliwi, że możemy wreszcie napisać do Bliskich:

My też mamy nasz balkon wiszący nad wodą




Pod samą górą z grobami królów Pontu

A potem jeszcze:

Dziś zwiedzałam te groby w upale,😀 dało wycisk



Ale mimo tego, za nic w świecie bym ze zwiedzania nie zrezygnowała. To jedno z tych miejsc, w którym czuje się Wielką Historię Świata.



W Amasyi pochowano pięciu królów Pontu z dynastii Mitrydatydów. Według Turcji w Sandałach są to: Mitrydates I, Ariobarzanes, Mitrydates II, Mitrydates III oraz Farnakes I. Podobno (to samo źródło) ten ostatni zasłynął tym, że przeniósł stolicę Pontu z Amasyi do Synopy.

Do nekropolii dochodzi się licznymi schodami, nawet kasa biletowa znajduje się dość wysoko. Nagrodą za wspinanie stają się przepiękne widoki na miasto. Królewskie groby wykuto w kamiennym zboczu góry, ale posiadają one również fragmenty  przymocowane do skały za pomocą kołków. Między kolejnymi obiektami do zwiedzania trzeba pokonać niewielkie odległości. 


Grobowce królów są dość duże, lecz zupełnie puste. Można je oglądać tylko z zewnątrz. Również prowadzące dookoła nich korytarze są w większości zastawione i niedostępne dla zwiedzających. Zgodnie z opisem na stronie https://www.niedziela.pl/artykul/152405/nd/Stolica-Pontu#,  podczas zwiedzania “Przechodzi się obok ciągu murów, które są pozostałościami po Pałacu Dziewcząt. Pierwotnie wznosił się tu pałac królów Pontu, później Seldżuków, a w końcu Osmanów. (...) Powyżej znajduje się cytadela, która również powstała w czasach Królestwa Pontu”. W kompleksie można też zobaczyć pozostałości hammamu.



W sumie, tak jak pocieszam męża, który nie ma szans na zwiedzanie z kulami tego typu zabytków, z bliska w królewskiej nekropolii nie widać wiele więcej niż z daleka. Dobrze zatem, że mogliśmy się przyjrzeć tak dokładnie grobowcom z Apple Palace’u. No jakoś trzeba sobie pozytywnie tłumaczyć wszelkie utrudnienia, jakie w podróży spotykają osoby z niepełnosprawnościami.



Mąż miał chyba mniejszy problem niż ja z faktem, że zwiedzałam grobowce sama. Odpoczął na naszym nowym balkonie i nabrał sił, by ruszyć ze mną w miasto. Tym razem wybraliśmy zupę z kebcami w małym bistro, a na deser - eklerki w pobliskiej cukierni (część do delektowania się na miejscu, część na wynos z myślą o wieczornej balkonowej posiadówce) oraz lody w kawiarni przy deptaku.

- Częściej się teraz uśmiechasz -   zauważa mąż znad ukształtowanej w formie pąków róż porcji kolorowej dondurmy.

 - Jak mogłabym się nie uśmiechać, gdy teraz cały świat uśmiecha się do mnie? - odpowiadam z radosnym uniesieniem:).



Pomalutku kończy się dzień. Znad kawiarnianego stolika patrzymy na pensjonaty po drugiej stronie rzeki Yeşilırmak.

Ten na którym jest napisane Gönül Sefasi to nasz  - z dumą informuję na messengerze.


A potem patrzymy z balkonu naszego pensjonatu na kawiarnię, w której chwilę wcześniej jedliśmy dondurmę. Za nic na świecie nie oddałabym tych chwil. Przed naszymi oczami (a może specjalnie dla nas?) Yeşilırmak (Zielona rzeka) przetacza swoje wody. W trzcinach  jeszcze ostatni ptak wyśpiewuje na chwałę świata. Ale i tak nie dorównuje śpiewem... żabie. To chyba jakiś okres godowy, bo żabie serenady pod naszym balkonem są z całą pewnością mistrzostwem świata. Nigdy wcześniej nie słyszałam czegoś podobnego. Ach, jak mi tu dobrze.


Nazwa Gönül Sefası Konagi zostaje przetłumaczona przez translatora google automatycznie jako Rezydencja Rozkoszy Serca. No coś w tym jest:).

W takich chwilach nie zapominam oczywiście o Najbliższych.


tym razem oglądamy sobie górę z Apple Palace'm - donoszę im. Jeszcze wczoraj, gdy tam byliśmy, nie mieliśmy nawet zielonego pojęcia, że nazajutrz czeka nas taki wieczór w Rezydencji Rozkoszy Serca:). W jaki cudowny sposób życie nas zaskakuje na każdym kroku...



Dojadamy eklerki i chronimy się przed komarami w naszej “suicie”. Rząd okienek od strony rzeki powoduje, że i tak nie przestajemy się jej przyglądać. Po wodzie suną ostatnie mocno zdobione, kiczowate łodzie dla turystów, zaliczajacych w Amasyi "romantyczny" wieczór, który właśnie tak rozumieją. Nasze wille nad rzeką już rozbłysły kolorowymi światłami.



Przechodzę przez most, by je fotografować. Cała zabytkowa dzielnica Hatuniye Mahallesi, pełna wyremontowanych domów z czasów osmańskich, jest nie lada gratką dla fotografa.


nasze domki tak pięknie świecą w nocy - nie mogę skończyć z westchnieniami zachwytu.

cuda! Cuda świata! - odpisuje mi Beata.


Myślę tak samo. Cała jestem przepełniona wdzięcznością, że mogę tu być i wciąż się zachwycać. To wszystko to właśnie cuda świata - i ta podróż, i nasza obecność tutaj. I ta przepiękna Amasya, o istnieniu której nawet nie słyszeliśmy przed układaniem trasy na tegoroczne wakacje.



Według legendy, a także urodzonego tu starożytnego geografa i historyka Strabona, Amasyę założyła królowa amazonek – Amasis” - czytam pod podanym w tekście powyżej linkiem. I dalej:

Bardziej prawdopodobne jest jednak to, że założyli ją Hetyci, lud indoeuropejski, który w okresie od ok. XVII do XII wieku przed Chr. tworzył potężne państwo w Anatolii. Po Hetytach miasto zamieszkiwali Frygowie, Lidyjczycy, Persowie i Ormianie. W IV wieku przed Chr. zostało ono zdobyte przez Aleksandra Wielkiego. Zawierucha, która ogarnęła Anatolię po jego śmierci, doprowadziła do powstania mniejszych królestw; jednym z nich był Pont. Amasya stała się na ponad 100 lat stolicą Królestwa Pontu. Założył ją Mitrydates, rycerz awanturnik znad morza Marmara. 



Kilka pokoleń później w I w. p.n.e. jeden z jego sukcesorów - Mitrydates VI, chcąc stworzyć mocarstwo ze zjednoczonych ziem nad Morzem Czarnym, zmierzy się z Rzymem podczas trzech wojen. Ostatecznie przegra i popełni samobójstwo. Ale jego postać zapisze się na długo w pamięci zbiorowej.



W Wikipedii możemy przeczytać, że "Mitrydates był Hellenem z kultury i języka. Źródła starożytne przypisują mu niemal nadludzkie cechy. Na co dzień rozmawiał zwykle po grecku (...), ale był też poliglotą – znał podobno 21 innych języków różnych sąsiednich ludów. Starannie wykształcony, rozmiłowany w literaturze i sztuce greckiej, utrzymywał rozliczne kontakty z wybitnymi przedstawicielami kultury hellenistycznej, opiekował się nauką i sztuką (...). Życie wielkiego władcy Pontu stało się inspiracją dla wielu twórców. Racine napisał tragedię opisującą życie Mitrydatesa, która była ulubioną sztuką króla Francji Ludwika XIV. Opery na temat życia władcy Pontu skomponowali Scarlatti i Mozart (https://pl.wikipedia.org/wiki/Mitrydates_VI_Eupator).


Jak widać, nie tylko mnie uwodzi Wielka Historia Świata. To, co na tym terenie jest jej cechą charakterystyczną, kryje się w krótkim przekazie Wikipedii: "Antyczne królestwo Pontu uznaje się za całkowicie zhellenizowane" (https://pl.wikipedia.org/wiki/Pont). Do helleńskiej spuścizny tej ziemi będzie jeszcze okazja powrócić w dalszej części podróży.

Pozostaje nam jeszcze jeden przekaz historyczny, dotyczący walk Rzymu z Pontem. Ale napiszę o nim jakieś pięćdziesiąt kilometrów za Amasyą, bezpośrednio na miejscu, gdzie działy się wspomniane zdarzenia.


Tymczasem zbieramy się już do odjazdu. Bez zwiedzania zabytkowych meczetów i innych muzułmańskich zabytków, które przestały być dla mnie tak egzotyczne, jak były na początku podróży. Zresztą chyba więcej zachwytu już bym w Amasyi nie pomieściła.



Na dziedzińcu Gönül Sefası jemy skromniutkie w porównaniu z poprzednimi dniami śniadanie. A potem robimy coś zupełnie nieoczekiwanego nawet dla nas samych. I zamiast zgodnie z planem pojechać nad morze, to wyruszamy tego ranka w całkiem przeciwnym kierunku...



Ps. Jako ciekawostka jeszcze link do artykułu o Mitrydatesie VI - https://ciekawostkihistoryczne.pl/2017/09/09/otrul-matke-zone-trzech-synow-i-trzy-corki-szalony-krol-pontu-ktory-dla-nikogo-nie-mial-litosci/







GALERIA - spacer po Amasyi