Pozdrowienia z Hiltona w Safranbolu. Jesteśmy w raju - zaczynam relację dla najbliższych z kolejnego miejsca w podróży.
Wszystko takie piękne i takie Światowe - odpisuje mi niebawem Beata.
To prawda. W Hiltonie w Safranbolu powitano nas, jakbyśmy byli co najmniej VIP-ami. Hotel ma świetną obsługę i wygląda bardzo stylowo. Dostajemy komfortowy pokój z uroczym widokiem na basen na tle gór. No i nawet mamy możliwość z niego skorzystać, bo udaje nam się zakwaterować o zupełnie przyzwoitej porze. To dlatego, że odległość od Bolu do Safranbolu jest najkrótszą z tras pokonanych do tej pory w podróży. Cieszymy się ogromnie taką odmianą i zdecydowanie mniejszą porcją zmęczenia niż ostatnimi dniami.
Dzięki temu mamy dość sił, by aktywnie zagospodarować czas wieczorem - wybieramy się na kolację w tureckim stylu, a na deser na zaskakująco ciągnącą się dondurmę w lodziarni na przeciwko. Jak można przeczytać we wpisie “Turcji w sandałach”: “tradycyjne tureckie lody różnią się znacznie smakiem i konsystencją od swoich europejskich odpowiedników. (...) Dondurma zawdzięcza swoja gęstość dodatkowi dwóch specyficznych składników. Pierwszym z nich jest salep, a drugim - mastyks. Salep to niezwykły rodzaj mąki, która powstaje z bulw dwóch odmian dzikich orchidei: Orchis mascula i Orchis militaria. Mąka ta zawiera specjalną skrobię, nazywaną po turecku bassorin. Natomiast mastyks to żywica o charakterystycznym smaku, pozyskiwana z krzewu rosnącego w regionie Morza Egejskiego” (https://turcjawsandalach.pl/content/dondurma).
Dla nas pycha - lody z Safranbolu zajęły jedno z głównych miejsc w naszym prywatnym rankingu tureckich smakołyków:).
Gdy zapada zmrok jedziemy jeszcze na Stare Miasto. Cóż powiedzieć - w tym miejscu przeżywamy magię podróżowania w czasie i cofania sie w przeszłość. Jednym słowem to po prostu wielkie WOW!
Magiczne Safranbolu - podpisałam przesyłane stamtąd fotki.
Jest tak, jak napisano na stronie https://traveliger.pl/azja-turcja/safranbolu.html: “Niepowtarzalna atmosfera tego miejsca (...) przenosi nas w świat tureckiego miasta z XVII, XVIII i XIX wieku.”
Stare, osmańskie domy z białymi murami i sporą ilością dzielonych na małe szybki okienek w drewnianej oprawie oraz z dachówkami w większości w ceglastym kolorze stanowią wyposażenie tego zamieszkałego do dziś skansenu. Aż 1008 budynków na Starym Mieście zostało uznanych za zabytki.
Nazwa Safranbolu znaczy dosłownie “miasto szafranu”, odnosząc się do najcenniejszej chyba przyprawy na świecie. Pozyskiwano ją z hodowanych tutaj kwiatów krokusa uprawnego (Crocus sativus). Jego jasnofioletowe płatki otulają słupki z ciemnopomarańczowymi znamionami, które się zbiera i suszy.
“Również dzisiaj, w wiosce Davutobası (22 km na wschód od Safranbolu) uprawia się kwiaty szafranu i pozyskuje jeden z najlepszych gatunków tej przyprawy na świecie” - kontynuuje podane powyżej źródło.
Wykorzystuje się ją między innymi.w kuchni, w medycynie, perfumiarstwie i barwiarstwie. Jej nazwa pochodzi od arabskiego/perskiego? zaʿfarān czyli „żółć”, “być żółtym”?. Lecznicze i smakowe właściwości przyprawy sprawiają, że w Safranbolu wyrabia się z jej dodatkiem podobno najlepsze w kraju lokum i mydła. Mogą być one fajnymi pamiątkami z pobytu w mieście. My fanami lokum raczej nie jesteśmy, ale ciemnożółte mydełka tak bardzo mi się podobają, że mogłabym je tutaj kupować na tony. No i kupuję, uszczuplając znacznie nasz wakacyjny budżet:).
Jak podaje strona https://travelizer.pl/przewodnik/turcja/safranbolu-miasto-bialych-domkow-i-meczetow: “Cena szafranu była porównywalna z ceną złota, niejednokrotnie ją przebijała. Tak wywindowane kwoty wynikały z tego, że potrzeba ogromnych ilości kwiatu szafranu uprawnego, aby uzyskać choć odrobinę tej przyprawy. Jak okazuje się, 150 tysięcy kwiatów szafranu uprawnego można przerobić na zaledwie 1 kg żółtego proszku.”
Sytuacja ta wpłynęła na zamożność kupców z Safranbolu. Zabytkowe domy, które tu podziwiamy, są naprawdę duże, wielokondygnacyjne, pięknie zdobione i wyposażone. Mało tego, jak kontynuuje na swojej stronie travelizer: “wiele tutejszych rodzin było stać na posiadanie dwóch rezydencji: zimowej, mieszczącej się w centrum miasta, oraz letniej, usytuowanej na jego obrzeżach, w tak zwanych Winnicach [tr. Bağlar - przyp.aut.]. Nasłonecznione zbocza gór były i są miejscem sprzyjającym uprawom rolnym, a najzamożniejsi mieszkańcy chętnie przenosili się na okres lata poza miasto, aby w swoich rozległych ogrodach odpocząć od upału i duchoty, które są typowe dla tutejszego klimatu.”
W Safranbolu podglądam życie w brukowanych uliczkach, fotografuję co tylko się da - choć znów komórką - zasad używania aparatu fotograficznego wciąż nie opanowałam:(. O awarii karty pamięci jeszcze nie mam pojęcia.
Co krok coś niesamowitego - podsumowuje Beata.
I naprawdę tak jest. Najlepszym dowodem na to staje się muzyczna oprawa tego wieczoru. Na chodniku za naszą ławeczką, gdzie odpoczywamy, usiadło dwóch młodych chłopców, którzy zagrali... rebetiko. Aż trudno mi było uwierzyć w taki nadmiar szczęścia. Skąd tutaj grecki motyw w tureckiej muzyce?
Z odpowiedzią przychodzi niezawodna “Turcja w sandałach”. Na jej stronie można przeczytać, że “dzielnica - Kıranköy - była zamieszkana przez ludność grecką, która została zmuszona do przesiedlenia na teren Grecji w latach 20-tych XX wieku”.(https://turcjawsandalach.pl/content/safranbolu).
Jak widać, tradycja i kultura muzyczna sprzed tych wydarzeń przetrwały znacznie dłużej. Sympatie chyba też - wokół chłopaków zbiera się spora grupka słuchaczy, którzy reagują bardzo żywiołowo na dźwięki rebetiko - śpiewają wraz z młodymi wykonawcami, a nawet próbują tańczyć. Cudowny, klimatyczny wieczór, pełen ciepłego światła sączącego się przez małe okienka w jasnych fasadach domów, rozświetlony przez romantyczne latarnie uliczne i rożek księżyca ponad ceglastymi dachówkami zabytkowych domów. W Safranbolu naprawdę wszystko jest magiczne.
2400 km
24 godziny jazdy samochodem
Bardzo daleko
Patrzę na mapę codziennie, ile jedziecie
Niesamowite
Dziwny jest ten świat. Tak szybko się wszystko zmienia
Można się temu przyglądać i dziwić.- podsumowuje Beata.
Jutro może przedłużymy tu pobyt i nie pojedziemy nigdzie. Bardzo nam się tu podoba - to już moje podsumowanie tego dnia w Safranbolu.
I rzeczywiście po pysznym hiltonowskim śniadaniu decydujemy się po raz pierwszy zmienić nasz plan podróży i przedłużyć pobyt w tym magicznym miejscu. Tyle, że już na zjawiskowym Starym Mieście, którym się tak zachwyciliśmy wieczorem.
Wkrótce więc mogę wysłać rodzinie następne fotki.
Safranbolu w dzień (oczywiście ze stosownym podpisem:).
Na Starym Mieście zarezerwowaliśmy przez hiltonowski internet pokój w Peri Konak. Hotels.com tłumaczy tę nazwę jako Wróżka Rezydencja, a tłumacz Google jako Bajkowa Rezydencja, mimo że samo “peri” rozpoznaje jako wróżkę. Jakaż jest moja radość na miejscu, gdy okazuje się, że rezerwacja zrobiona na podstawie zdjęć pokoju, dotyczy osmańskiego domu, który wieczorem wywarł na mnie największe wrażenie. Rezydencja Wróżki, tak ja bym przetłumaczyła nazwę naszego nowego miejsca noclegowego, bo czuję się w nim, jakbym istotnie była wróżkowym gościem.
A dziś mamy tak - donoszę od razu moim Bliskim.
I taki widok na stare miasto
Przenieśliśmy się do otomańskiego konaku
To autentyczny, stary osmański dom. Wszystko tu takie... prawdziwe, jakby gospodarze z innej epoki mieli za chwilę wrócić do domu. I bogato, tu w Safranbolu mieszkali kupcy drogiego szafranu.
Kopara mi opadła - odpisuje nazajutrz Beata
Spaliście tutaj?
Tak, właśnie wstałam z tego łóżka i patrzę sobie na okolicę przez wszystkie nasze okienka
Lepsze niż Hiltony - komentuje Beata.
Też takie wolimy, więc się przenieśliśmy.
Zdaje nam się, że najlepsza opcja to mieszanie wygody i klimatu Dla A....... też potrzebujemy miejsc, gdzie nie musi się spinać po schodach, ma windę i inne udogodnienia dla niepełnosprawnych.

Dodatkowo Hilton w Safranbolu wygrywa z konakowym noclegiem w kategoriach: parking tuż przed drzwiami hotelu, bogatsze i bardziej różnorodne śniadanie, no i oczywiście łazienka. Ta ostatnia w Peri Konak była największym zaskoczeniem. Już abstrahuję od tego, że nie miała oczywiście udogodnień dla osób z niepełnosprawnościami. Ale to, że znajdowała się w... szafie całkowicie nas zbiło z tropu. Podobno taka tradycja - to według słów oprowadzającego nas po rezydencji gospodarza. Zaskutkowała ona tym, że w tym mikro (choć bardzo ładnymi i czystym) pomieszczeniu jakoś zabrakło nam odwagi, by wejść pod prysznic i zalać wodą nie tylko sedes, ale i drewniane odrzwia, a być może i spowodować również powódź na pokój wyłożony podłogą z desek oraz dywanami. Umyliśmy się więc mniej więcej jak koty, zostawiając resztę na łazienkę z prawdziwego zdarzenia w następnym hotelu.
Będzie on już kolejnym odstępstwem od ułożonego w Polsce planu. Ale to właśnie one ukształtują prawdziwy charakter naszej podróży. Więc w tym miejscu mogę tylko pogratulować takim podróżnikom jak my:) wszelkich sytuacji powodujących odstępstwa od planu.






































































































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz