niedziela, 29 marca 2020

ZAPOMNIANE WARTOŚCI



rankiem przeżyłam szok. Okazało się, że obudziłam się w zimie, choć poszłam spać na wiosnę - piszę do swoich dzieciaków z nastaniem kolejnego tygodnia.


















U nas jeszcze cały czas sypie - Wiki przesyła zdjęcia zaśnieżonego Krakowa.


















Tyle,ze ja nie lubię zimy. I martwię się o kwiatuszki w ogródku za garażem


Te zmiany pogody nas wykończą. Ciężko to znosimy. Godziłam się na marcową pogodę przez cały miesiąc. Ale już przecież mamy kwiecień na karku. To nie fair:(


















Dodatkowym powodem, by protestować przeciw nawrotowi zimy jest to, że wkrótce mają nadejść Święta Wielkanocne. Zbliża się Wielki Tydzień.
Na razie jednak wolę o tym nie myśleć. Nie wyobrażam sobie Świąt w tym roku. Bo jak mam planować ich spędzenie bez dzieci? A przecież izolacja i kwarantanna domowa nie skończą się za kilkanaście dni. Nikt nie wie, ile to jeszcze potrwa i jak to wszystko się skończy. To jasne, że się niepokoimy.


Czeka nas jeszcze tyle zmian. Wiedzieliśmy, że sytuacja spowoduje, iż na pierwszy ogień przekształceń pójdą zarówno gospodarka, jak i finanse. I że w związku z tym czeka nas wielki kryzys. Ale chyba nikt sobie nie wyobrażał, jaki to będzie globalny pogrom.
Jeszcze na początku tego całego procesu, w mediach huczało od głosów pracowników, oburzonych, że ktoś śmie podejmować działania zagrażające ich prawom. Nie dalej jak dwa tygodnie temu eksperci byli publicznie wywoływani do odpowiedzi na przykład na pytania, czy przedsiębiorca może zarządzić badanie temperatury przed wejściem do zakładu pracy? Albo czy można zmusić pracodawcę do wypłacania zasiłku opiekuńczego dla rodzica, którego małżonek pozostaje w domu na urlopie tacierzyńskim z drugim dzieckiem?
I nic nie dały tłumaczenia, że takie “akcje pracownicze” mogą szybko spowodować reakcję właścicieli przedsiębiorstw, którzy w obecnych trudnych czasach nie uciągną systemu opiekuńczo - świadczeniowego na swoich barkach. Nie uciągnęli. A pomoc, którą zaproponował im rząd jest po prostu przejawem niemoralnych praktyk, polegających na oszukiwaniu społeczeństwa, że któraś z grup społecznych zostanie zaopiekowana w sposób szczególny. Jako przedstawiciel drobnej przedsiębiorczości wiem coś o tym. Firma, w której mam część udziałów, prędzej padnie, niż będzie miała szansę skorzystać z rządowej propozycji pomocowej.


Ale i tak mamy więcej szczęścia od tych, którzy już zbankrutowali. Są przecież interesy, które nie mogą istnieć w czasie, gdy granice pozostają pozamykane, tak samo zresztą jak ludzie w domach (np. usługi, branża turystyczna, transport międzynarodowy). Niektórzy szybko próbują się przebranżowić, kolejni wyciągają jakieś zapasy pozostawione na czarną godzinę (jak je mają) i starają się ją przeczekać przy zawieszeniu działalności gospodarczej, jeszcze inni przystąpili już do zwalniania pracowników. Wygląda na to, że utrata pracy przy wejściu w życie rządowych propozycji stanie się procesem lawinowym.
I pracownicy raczej nie będą już mieć problemu ze swoimi prawami, gdyż głowę zaprzątnie im chyba wówczas pytanie, jak przeżyją najbliższe miesiące. Bo naprawdę sytuacja wielu z nich jest nie do pozazdroszczenia. Lecz trudno mi zrobić w tym względzie więcej niż wyrażenie współczucia. Naprawdę żal mi ludzi, dostających praktycznie z dnia na dzień wypowiedzenia z pracy. Ale pomoc dla nich widzę raczej nie w kolejnych zasiłkach (bo tego z kolei nie udźwignie skarb państwa), lecz w ochronie ich miejsc pracy, czyli w pomocy osobom, które dawały im zatrudnienie do tej pory.
Cóż z tego, gdy rządowa tarcza antykryzysowa dla przedsiębiorców jest taka, jak ją okrzyknięto w internecie - po prostu betonowa. 
Idą czasy cięższe niż byliśmy w stanie sobie wyobrazić. I to wcale nie jest czarnowidztwo. Lepiej mieć świadomość, że to, co się zdarzy nie będzie ani miłe, ani przyjemne, ani łatwe. Uzyskanie szerszej perspektywy niż czubek własnego nosa jest zawsze pożądane, a w sytuacji takiej jak teraz, po prostu nieodzowne. Inaczej można skończyć jak ci pracownicy, którzy skupiając się z całych sił na sprawie mierzenia temperatury, nie zauważyli, że w ogóle znika im z rynku zakład pracy. I nie pomyśleli, że wkrótce to nie problem z termometrem spędzi im sen z oczu.


Gdy wali się świat, to trzeba mieć jasno poukładane w głowie to, co jest dla nas najważniejsze. Żeby w razie czego nie mieć żadnych wątpliwości, co ratować w pierwszej kolejności. Jest wiele wartości bez których żyć po prostu nie sposób. Ale też obecna sytuacja pokazuje nam, bez ilu pozornie ważnych rzeczy i uznanych za cenne spraw możemy się obejść.

Wybierajmy mądrze. Wyciągnijmy z zakamarków i odkurzmy to, o czym często zapomnieliśmy na lata. Chrońmy to, co najcenniejsze. 
Pewnie nasze hierarchie wartości będą się różnić, ale może nie aż do tego stopnia, jak byśmy mogli przypuszczać. Dla mnie jest tak, że póki na świecie będzie miłość i rodzina, to mam po co żyć. Już nawet te samotne Święta jestem gotowa przeboleć...
*Zdjęcia ośnieżonego Krakowa zrobiła Wiki

sobota, 28 marca 2020

PODRÓŻE Z NIEPEŁNOSPRAWNOŚCIĄ - HOTEL AQUARION ZAKOPANE

Poprzedni wpis nawiązujacy do tematu znajduje sie pod linkiem (od gwiazdki):

https://www.blogger.com/blog/post/edit/8963971271231758486/8345144244428376733
🌄
REFLEKSJI NA TEMAT AQUARIONU CIĄG DALSZY

Gdyby hotel Aquarion końcem lutego zgodził się na bezkosztowe przeniesienie rezerwacji, to czy spędzałabym teraz czas w Zakopanym? Nie. Cały świat się zmienił w związku z koronawirusem. Nie przerwałabym obecnie domowej kwarantanny po to, by moczyć się w termalnych basenach i spoglądać na góry.
Do hotelu Redyk Ski & Spa też nie wyjechałam, choć akurat nadszedł termin, który wymarzyłam sobie na pobyt w takim miejscu. Pewnie, że tęsknię za widokiem ośnieżonych szczytów, pod którymi na górskich halach prawdopodobnie rozkwitły właśnie fioletowe krokusy. Z rozrzewnieniem wspominam zeszłoroczny pobyt w Tatrach końcem marca. 
Ale są w życiu sprawy ważne i ważniejsze. A to z czym mamy teraz do czynienia jest właściwie najważniejsze - to, jak zewsząd słyszymy, ochrona naszego życia.


W gruncie rzeczy może więc Aquarion swoją odmową oddał mi przysługę? Taką, która pozwoliła jeszcze w ostatnim momencie wykorzystać możliwość wyjazdu i zaczerpnąć górskie powietrze w płuca na długie tygodnie? 
Niemniej ze względu na męża nie będę hotelowi za tę odmowę dziękować. Nikt nie powinien zostać postawiony przed wyborem, w którym każde wyjście jest złe (albo strata kasy, albo podróż ze świadomością ryzyka komplikacji zdrowotnych).
 *


Zważywszy na stan zdrowia męża, już sama droga do Aquarionu miała trochę horrorowy klimat. Nie wyglądało na to, że siły zostały w tym przypadku zmierzone na zamiary. Na twarzy męża widziałam malujący się ból, który miał być zamaskowany licznymi próbami wprawienia nas w dobry humor. Niestety, to się nie bardzo udawało, byłam zła - i to na wszystko, i na wszystkich. Przede wszystkim na nas samych - za podjęcie złej decyzji, która (mimo że skonsultowana z lekarzem) mogła mieć smutne konsekwencje, na sytuację, zmuszającą nas do takiego działania oraz oczywiście na hotel, reklamujący się szumnie hasłem: “Pokochasz naszą gościnność”... “
A przecież (wyjątkową) gościnność poznaje się nie w sytuacji, gdy gość korzysta z tego, za co zapłacił, tylko wtedy, gdy potrzeba szczególnej życzliwości i zrozumienia, czyli w sytuacjach trudnych” - odpalam w kolejnym mailu po kolejnej odmowie hotelu.


Wkrótce piszę następnego, już z konkretnymi zapytaniami dotyczącymi pobytu. Ujawniam w nim też (to pierwszy taki raz w historii naszych podróży), że sprawa będzie opisana na blogu. To na pewno wynik mojego podminowania i niepokoju o szczęśliwe pokonanie drogi do Zakopanego. “Mąż dziś wychodzi po operacji ze szpitala, nie wiemy, jak się będzie czuł i czy uda nam się do Państwa hotelu przyjechać, ale nawet jeśli nam się te informacje nie przydadzą, to, być może, skorzystają nasi czytelnicy - prowadzimy z mężem blog m.in. o podróżowaniu osób z niepełnosprawnością” - kończę swoją korespondencję z Aquarionem.


Odpowiedź odbieram już prawie pod Zakopanym. Tym razem odpowiada mi ktoś inny niż zwykle. Niezwykle uprzejmie i mega wyczerpująco.
No cóż napisać..., z hotelowego maila wynika, że obiekt w każdym, ale to w każdym względzie pójdzie nam na rękę i nie ma żadnego problemu z żadną z naszych próśb. Na dodatek wszystko nieodpłatnie. Mało tego, okazuje się, że możemy nawet jeszcze w tym momencie zmienić termin pobytu, choć wcześniej ostrzeżono nas, że w dzień zarezerwowanego przyjazdu nie będzie to już możliwe. Więc jeśli hotel ma tyle dobrej woli, to czemu ja do tej pory nie zauważyłam tego w dotychczasowych mailach? No cóż, po prostu dlatego, że tam jej nie było.

*Odpowiedź obiektu na moje zapytania zamieszczam w aneksie poniżej wpisu, może komuś się to naprawdę przyda, my na szczęście nie musieliśmy korzystać z żadnego z udogodnień, o które pytałam. 
*

Ale to jeszcze nie koniec opowieści o tym, w jaki sposób zaczęto okazywać nam troskę. Na rogatkach Zakopanego dostaliśmy telefon z zapytaniem, czy zdecydowaliśmy się na przyjazd. A na miejscu - pokój z udogodnieniami dla osób z niepełnosprawnością. Jestem zdumiona - akurat o to nigdy nie prosiłam (pisałam oczywiście w sprawie ładnego widoku, ale podkreśliłam że chodzi mi głównie o zakwaterowanie dzieci - w końcu to ich rocznica). Zazwyczaj taki rodzaj pokoju (dla udogodnieniami dla osób z niepełnosprawnością) jest droższy od innych, a my raczej oszczędzamy w podróżach i staramy się radzić sobie w pomieszczeniach bez szczególnych przywilejów.  Potem widzę na stronie hotelu, że to po prostu junior suita - dopłacilibyśmy zapewne do niej tyle, ile nam wyliczono za możliwość zmiany terminu. 


Tym razem zagwarantowano nam pełen komfort. Mnóstwo udogodnień (zwłaszcza w łazience) w podróży z niepełnosprawnością. Piękny widok na Gubałówkę, a nawet na jedną z gór już w tatrzańskim łańcuchu (u Wiki i Kacpra tych Tatr widać było znacznie więcej) z balkonu opasującego pokój po dwóch stronach.

I już do końca ten pobyt będzie jakby z zupełnie innej bajki niż wcześniejszy kontakt z hotelem. Czuję się, jakbym w tej sprawie miała doświadczenie z dwoma różnymi obiektami.


Gdyby więc nie uprzednia korespondencja, to pewnie napisałabym tutaj, że hotel Aquarion to po prostu ideał! Bo naprawdę po jego stronie są wszystkie atuty, jakie tylko można sobie wymarzyć w celu organizacji idealnego wypoczynku. Duże, piękne pokoje, bardzo smaczne posiłki, a przede wszystkim możliwość przejścia w szlafroku i hotelowych kapciach do aquaparku.
A tam oprócz standardowych w takim miejscu atrakcji, jeszcze mamy baseny termalne na zewnątrz. Czyli coś, co w zimie lubię najbardziej... Tak, rewelacja! I ten widok na ośnieżony Giewont, gdy wiatr rozwiał chmury - po prostu niezapomniany.


Jakże bylibyśmy szczęśliwi w takim miejscu, gdyby stan zdrowia męża nie położył się cieniem na spędzonych tam dniach. Naprawdę szkoda... Przecież w tym wszystkim nie chodziło o to, że wspólnym wysiłkiem daliśmy radę to przetrzymać. Mąż dzielnie zniósł pozbawiony najmniejszego sensu w jego przypadku pobyt. To były dla niego dwa wypełnione cierpieniem dni. Poza zmianą łóżka i menu - ze szpitalnych na hotelowe, mąż nie miał z tej podroży żadnego pożytku (i tylko dodatkowy stres w samochodzie). Tak, to był nasz wybór. Tyle że w sytuacji właściwie pozbawionej wyboru.
*


W dzień wyjazdu Zakopane robi się prawdziwie zimowe i żegna nas opadami śniegu. Jest pięknie, ale ja się cieszę, że to już koniec tej ryzykownej podróży. Wsiadamy do pozostawionego na miejskim (darmowym dla osób z niepełnosprawnością w stopniu znacznym) parkingu i odjeżdżamy prosto na konsultację lekarską. Na całe szczęście mąż nie przypłacił tego wyjazdu pogorszeniem stanu zdrowia. Ale już nigdy więcej nie chciałabym podróżować w taki sposób.



















Czy w takim razie poleciłabym osobom z niepełnosprawnością pobyt w hotelu Aquarion? Tak, bez wahania - ze względu na jego perfekcyjne udogodnienia. Ale oczywiście tylko tym bogatym.
Bo:
- trzeba bardzo uważać przy podejmowaniu decyzji o zakładaniu rezerwacji bezzwrotnej (czyli tańszej), która nie daje możliwości zmiany terminu - przy niepełnosprawności istnieje znacznie większe niż normalnie ryzyko pogorszenia wydolności czasem praktycznie z dnia na dzień;
- radzę raczej odpuścić wszelkie okazje typu voucher zniżkowy z Travelist - według regulaminu opłata za zmianę daty pobytu jest wysoka i możliwa tylko za zgodą hotelu;
- jeśli mamy pecha i bezpłatny parking miejski w okolicy jest zajęty, to do kosztów wypoczynku w Aquarionie musimy doliczyć jeszcze jego bardzo drogą usługę parkingową - tu osoby z niepełnosprawnością nie mogą liczyć nawet na zniżkę. Warto o tym pomyśleć wcześniej, zwłaszcza jak ktoś, tak jak mój mąż, ma problemy z poruszaniem i nie może zaparkować w dalszej odległości od obiektu. Uczciwie zaznaczam, że opłata za parking hotelowy zmniejsza się omal o połowę (dla wszystkich klientów) od drugiej połowy marca.



Zastosowanie się do tych warunków powinno skutkować spokojem i bezpieczeństwem rezerwacji. Z tym, że jej koszt wówczas znacząco wzrasta. My na przykład nigdy byśmy sobie nie mogli pozwolić na pobyt w Aquarionie w takiej “zwykłej” cenie. Pewnie więc już więcej tam nie pojedziemy. Ale jakoś mnie to specjalnie nie martwi. Przecież już i tak wybrałam Redyk Ski & Spa na raz następny...

🌄
*ANEKS
Oto odpowiedź hotelu Aquarion na moje pytania - dotyczy osób z problemami zdrowotnymi

Dziękuję za przesłanego maila,
Poniżej odniosę się do Pani Pani pytań :
 - Czy istnieje możliwość zamówienia w porze kolacji posiłku dietetycznego dla osób z dopiero co przebytym problemem medycznym (...)? Kiedy trzeba zgłosić taką potrzebę i jaki jest koszt takiej usługi?

Tak, istnieje taka możliwość, najlepiej jeszcze przed przyjazdem zgłosić nam taką potrzebę, jeśli nie ma takiej możliwości , to proszę poinformować recepcję w dniu przyjazdu.  Zostaną Państwo skierowani do szefa kuchni, który zaproponuje alternatywne menu , specjalnie dla Państwa w ramach obiadokolacji. Wówczas nie będzie pobierana dodatkowa opłata.
W przypadku braku zgłoszenia w/w faktu przed rozpoczęciem obiadokolacji i / lub w przypadku zamówienia a la carte w trakcie jej trwania, zostanie naliczona opłata wg cennika z menu. Zamówienia dodatkowe spoza karty – wyceniane są indywidualnie.


 - Czy istnieje możliwość, by taka osoba mogła spożyć posiłek w pokoju (jeśli zajdzie taka potrzeba w przypadku gorszej dyspozycji)? Kiedy trzeba zgłosić taką potrzebę i jaki jest koszt takiej usługi?

Tak, oczywiście jest taka możliwość. W przypadku , kiedy przez całą długość pobytu gość będzie spożywał posiłki w pokoju, prosimy również o taka informację przy przyjeździe. Przekazujemy takie informacje na kuchnię i restaurację i wówczas usługa room service nie będzie pobierana ( dotyczy wcześniej ustalonego menu ).  W przypadku pogorszenia dyspozycji, bez uzgodnionego wcześniej menu, bardzo proszę poinformować obsługę o tym fakcie. Wówczas wybiera Pani dania z proponowanego bufetu i w razie potrzeby pracownicy restauracji pomogą nieodpłatnie w dostarczeniu posiłku do pokoju.

W razie dalszych pytań, pozostaję do Pani dyspozycji.
Dzień wyjazdu i opadów śniegu - z balkonu Wiki i Kacpra nie widać już Gubałówki ani Tatr






piątek, 27 marca 2020

CIEPŁO Z OPTYMIZMEM


Znów zrobiło się ciepło. Nie tylko w otaczającym nas świecie (a właściwie to w małym światku, poza który nie wystawiamy teraz nosa), ale i w moim sercu. Powiało dobrą energią od dobrych ludzi.
Tak, pozostajemy z mężem w izolacji, ale nie czujemy się osamotnieni, Wiele osób jest zainteresowanych naszym samopoczuciem, czy też deklarujących chęć pomocy na przykład w zrobieniu zakupów, żebyśmy nie musieli wychodzić z domu. A już dziś, gdy do wspierania nas przyłączyli się ludzie z Najlepszej Grupy na SWPS, poczułam się zupełnie rozczulona.

Dawaj znać, jeśli coś Wam trzeba. Katowice nie tak daleko - napisała Jola. Niedaleko? Katowice to godzina drogi od mojego domu. A biorąc pod uwagę, że Jola tak naprawdę mieszka jeszcze dalej - w Bielsku, to dopiero można docenić, jak wielką wartość ma jej deklaracja pomocy.
“Gdybyś chciała pogadać, to po prostu dzwoń” - chwilę później dostaję sms - a od Marcina. Do głowy by mi nie przyszło, gdy zaczynałam studia na psychologii, że znajdę tam właśnie takich ludzi. Wydawało mi się, że wiek zaprzyjaźniania się mam już dawno za sobą. Że jestem za stara i zbyt pokiereszowana przez życie, abym mogła jeszcze nawiązywać tak bliskie relacje z innymi. Jak to dobrze, że się myliłam.




















Dziś dodatkowo cieszy jeszcze ogarnięcie reszty spraw związanych z uczelnią. Odkąd dowiedziałam się bowiem, że będziemy mieli zajęcia zdalne, to bardzo się zmartwiłam. Mam przecież formalną zgodę na realizację dwóch przedmiotów, a to bardzo mało, patrząc na harmonogram obecnego semestru. Przy zajęciach w realu było prosto, nikt mnie z sali nie wypraszał, gdy prosiłam o możliwość uczestnictwa. Ale jak dostać się na wirtualne spotkania bez stosownych linków, zaproszeń i kluczy dostępu? No więc właściwie już czułam się wykluczona ze swojej grupy.

I wtedy zdarzył się nieoczekiwany zwrot akcji. Zmieniła się Pani Dziekan do spraw studenckich. A nowa osoba, która objęła to stanowisko, już wcześniej jako wykładowczyni wykazała się chęcią pomocy w mojej sprawie. No więc szybko z rana piszę do niej maila, odpowiedź na moje zapytanie o możliwość zostania wolnym słuchaczem jest błyskawiczna i do wieczora mam już zgody wszystkich prowadzących zajęcia na uczestniczenie w nich bez zawracania sobie głowy oficjalnymi procedurami w czasie najbliższego zjazdu. Po prostu ze względu na zwyczajnie ludzkie zrozumienie sytuacji. A do niego dołączone są także stosowne linki, zaproszenia i klucze dostępu. 
Nie posiadam się ze szczęścia, znów spotkam się z moimi koleżankami i kolegami - nie ważne, że wirtualnie, przecież i tak w inny sposób teraz nie można.



















Oczywiście, jako człowiek starej daty mam też mnóstwo obaw, że może to mnie technicznie przeróść.
nie wiem, czy umiem to robić. Niby nic się nie dzieje, a tyle wyzwań - skarżę się Ani

Niestety na mojej uczelni poszli na całość - będziemy w classroomie - widzimy się podobno za pomocą kamerki i słyszymy - słuchawki i mikrofon nieodzowne!

Wydaje (mi się, że wydali) majątek na jakieś takie programy i informatyków

Wolałabym jakieś mniej nowoczesne metody, no ale trudno, muszę zrobić jakiś skok cywilizacyjny, nie ma rady;)

Te platformy e-learningowe są bardzo w porządku - pociesza mnie Ania

Dasz radę!😃

Będziesz siedzieć sobie na wygodnej kanapie😃 z własną kawka i chłonąć wiedzę😃

Będziesz miała koło siebie cudownych towarzyszy😃

Nie będziesz musiała tylu kilometrów jechać😃

To super😃

Tak, co racja to racja. Kanapa, kawka, Luna i Maciuś przy boku, to miła perspektywa. Ale najlepszy w tym wszystkim, to rzeczywiście ten koniec dojazdów, których miałam szczerze dosyć. Nie lubię prowadzić samochodu, nie jestem dobrym kierowcą, no a na dodatek to rzeczywiście mnóstwo oszczędności na czasie i kosztach paliwa:)
Trzeba się skupić na potencjalnych plusach.








Myślę też ostatnio dużo na temat moich koleżanek i kolegów ze szkoły, którzy również zostali nagle i nieoczekiwanie wtłoczeni w system zdalnego nauczania. Tylko, że tam nikt nie wydał majątku na programy i informatyków. Nikt nie przeszkolił nauczycieli na taką okoliczność. Jak oni sobie w takim razie z tym wszystkim radzą?
Obraz, jaki rysuje się po przejrzeniu opinii w internecie jest dramatyczny. “Media społecznościowe huczą, że za mało, za dużo, że nauczanie zdalne to bzdura w obecnej formie. Narzekają uczniowie, nauczyciele, rodzice” - czytam na stronie https://kobieta.onet.pl/koronawirus-w-szkole-nauczanie-zdalne-nie-jest-prawnie-uregulowane/p3qfcn1

A moja koleżanka z grupy na studiach, która uczy polskiego, proponuje wprost mord na ministrze edukacji. Czyli jest jak zwykle. Ilu już ministrów i decydentów ze sfery edukacyjnej miałam ochotę zamordować osobiście? I to niezależnie od ich ugrupowania politycznego. Takie mamy szczęście, że prawie zawsze są to ludzie oderwani od rzeczywistości, a już na pewno od oświaty i szkoły w jakimkolwiek wymiarze.

No ale dziś miałam nie narzekać. Dziś jest dzień optymizmu. Ciepły, pogodny i pełen nadziei na przyszłość. Rozsiadam się z kawką na kanapie, Lunę i Maciusia mam przy boku. Dobrze mi. Czekam ona optymistyczne jutro...