“Mieszanka roku przestępnego oraz odpowiedniego kąta nachylenia Ziemi sprawiła, że w tym roku astronomiczna wiosna przyszła już 19 marca. Ostatnia taka sytuacja miała miejsce w 1896 roku.”
https://wideo.wp.pl/wczesna-wiosna-o-tym-nie-wspominali-podczas-nauki-w-szkole-6492347014317697v (poprawione pod względem ort.-gram.)
Kolejny tydzień domowego odosobnienia mamy za sobą. Nie wiem, czy można w tym temacie napisać, że przywykliśmy, ale na pewno dajemy radę. Niemniej to wciąż życie ze świadomością, że najgorsze jeszcze przed nami.
Na razie jednak owo nadciągające zagrożenie zupełnie się nie odzwierciedla w tym małym teraz świecie, który nas otacza. Nadeszła wiosna. Bardzo piękna, może dlatego, że taka, jaka powinna być w marcu - delikatna. Chwilami bywa “jak w garncu”, ale słoneczne światło po zimie, nawet jeśli nie codzienne, przywraca do życia.


Lubię marzec. Lubię patrzeć, jak świat się zmienia z dnia na dzień. Lubię dostrzegać w drobiazgach odradzające się życie. Obserwuję je codziennie - z najmniejszymi szczegółami.
Piszę do Ani:
Jesienią posadziłam za domkiem Kacpra i Wiki cebulki - żeby dzieciaki miały piękną niespodziankę na wiosnę. I teraz, gdy patrzę na te wychodzące z ziemi i zaczynające kwitnąć kwiatuszki, to trochę mi smutno. Niby wyglądają super, ale to przecież nie ja miałam na nie patrzeć. Ech, życie, ile jeszcze zmian przyniesie, kto przewidzi...
Przepięknie zakwitły😃 - Ania chwali fotki z moimi pierwszymi w tym roku sukcesami w ogrodzie.
a może o to chodziło😃 że to Ty masz je podziwiać❤
a może o to chodziło😃 że to Ty masz je podziwiać❤
Hmm..., jakoś nigdy dotąd tak o tym nie pomyślałam. Ale może Ania ma rację... Skoro i tak nie mam teraz komu ofiarować tej niespodzianki, to niech zostanie darem dla mnie. I odtąd podziwiam moje pierwsze wiosenne kwiaty w zwielokrotniony sposób - za wszystkich, którym nie mogę ich pokazać w malutkim ogródku za garażem.
Dobrze, ze choć to takie czasy, kiedy mogę codziennie przesyłać im fotki i nowe wieści. Nie ma ich specjalnie dużo. Tydzień temu mężowi zagoiły się szwy. Jeszcze jest na środkach przeciwbólowych, ale z każdym dniem wraca do zdrowia. Niestety wszelkie inne problemy zdrowotne muszą poczekać - i to chyba długo. Skupiona na walce z koronawirusem służba zdrowia nie jest w stanie robić niczego więcej - rozumiemy to. Z pokorą przyjmujemy odwołanie i wizyty w szpitalu kardiologicznym, na którą czekaliśmy prawie rok, i tak potrzebnego mężowi badania echa serca, i kontrolnej mammografii zaleconej przez onkologa dla mnie...
Teraz przeciążeni lekarze, pielęgniarki i reszta pracowników medycznych mają inne sprawy na głowie. Bardzo im współczuję. W walce, którą prowadzą, są wystawieni na pierwsza linię frontu. Ech Bartku, popatrz teraz z góry, jaki sobie gotowałeś los...




Na facebooku znajduję wpis koleżanki z mojej grupy na studiach sprzed kilku dni.
Monika dzieli się swymi emocjami:
“Jestem żoną lekarza. Od 20 lat. I mam serdecznie dość robienia z lekarzy bohaterów. Nie chcę, żeby mój mąż był bohaterem. Chcę, żeby miał bezpieczną pracę.
Nie chcę, żeby pracując ponosił tak wysokie koszty, a wraz z nim nasze dzieci i ja. Nie chcę, żeby przez tę pracę od lat nadwyrężał swoje zdrowie fizyczne i psychiczne, „bo przecież jest lekarzem”, co oznacza, że może za mało spać, pracować w niedofinansowanym systemie, pełnym nadużyć i patologii dotyczącej organizacji pracy. (...)
I teraz Ci zmęczeni, nadwyrężeni ludzie mają pracować w bardzo ciężkich warunkach. Ale nie ma dla nich testów na koronawirusa (!!!). Bo starcza ich tylko dla ludzi, którzy mają wyraźne objawy zakażenia. W końcu są bohaterami i bohaterkami, więc niech pracują! Przecież to służba i powołanie. Mój mąż nie chcąc nas narażać wyprowadził się z domu. Właśnie wystawiłam mu walizkę przed dom i pomachałam z daleka ☹”
Straszne to wszystko. Czy ja też teraz wystawiałabym Ci Bartku walizkę za drzwi? A może robiłaby to Ania?


Sytuacja w służbie zdrowia od dawna była tragiczna. A teraz to już jest prawdziwy dramat. Na Onet.pl można obecnie poczytać cykl reportaży pod wspólnym tytułem: “Koronawirus. Raport z frontu...” I wypowiedź pani Karoliny, która jest pielęgniarką na oddziale intensywnej terapii: “Gdy protestowałyśmy, całe społeczeństwo miało nas gdzieś. A gdy dziś idę do pracy, ludzie biją mi brawo z balkonu. Krzyczą, że jestem bohaterką. Gratulują. To hipokryzja! Czego wy mi ludzie gratulujecie? Tej pensji? Jeszcze rok temu wielu z was krzyczało, że w dupach nam się przewróciło, bo podwyżek chcemy. Jesteśmy upokorzone przez system, jesteśmy codziennie upokarzane przez zwykłych ludzi. Nienawidzę tej roboty. Przegrałam życie za 3,5 tysiąca.” Mocne. I prawdziwe. A do tego takie smutne, bo pani Karolina nie ma nawet takiego lokum jak mąż Moniki - żeby móc tam się zabrać ze swoją walizką. Jej słowa porażają:
“Jestem przerażona. Gdy zacznie się najgorsze, nie mam nawet jak się odizolować. Co ja mam ze sobą wtedy zrobić? Dokąd pójść? Piwnica. Najlepsza będzie piwnica. Rozumiesz to, człowieku? To jest chore! Będę spała w piwnicy, by nie zarazić męża i małego dziecka. Bo nic innego mi nie zaproponowano.” https://wiadomosci.wp.pl/koronawirus-raport-z-frontu-dzien-czwarty-nie-nazywajcie-mnie-dzis-bohaterka-to-hipokryzja-6491949528102529a
Szkoda nawet słów. Nie ma sensu pisać niczego więcej...
Już lepiej każdego z tych narażających się w imię naszego zdrowia ludzi objąć modlitwą przed nocą. I wznieść w niebo słowa suplikacji, jakże niestety aktualnej w okresie zarazy:
“Od powietrza, głodu, ognia i wojny
Wybaw nas Panie!
Wybaw nas Panie!
Od nagłej i niespodzianej śmierci
Zachowaj nas Panie!
Zachowaj nas Panie!
Święty Boże, Święty mocny,
Święty a Nieśmiertelny
Święty a Nieśmiertelny
Zmiłuj się nad nami!”










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz