*
TERMY

Oczywiście zasadniczym celem naszego pobytu nie było testowanie hoteli w Zakopanym tylko skorzystanie z term na Podhalu. W tej kategorii również zrobiliśmy osobiste porównania. W rankingu wzięły udział:
1. Terma Bania w Białce Tatrzańskiej;
2. Chochołowskie Termy (oczywiście w Chochołowie);
3. Termy Gorący Potok w Szaflarach - siłą rzeczy braliśmy to miejsce pod uwagę w porównaniach, gdyż początkiem marca odwiedziły je nasze dzieciaki, a i my pamiętaliśmy dobrze obiekt z wizyty w towarzystwie Ani i Bartka w ostatnim wrześniu jego życia.





The winner is... Terma Bania! (przynajmniej dla mnie i dzieciaków). Zadecydowała o tym chyba głównie... sztuczna fala - przyznam szczerze, że to była taka atrakcja, którą z trudem opuściliśmy. Myślę, ze odezwała się przy tym nasza niegasnąca miłość do morza. Wielki plus także za strefę relaksu, gdzie można odpocząć od hałasu, jaki jednak powodują milusińscy podczas zabaw w wodzie. Tym, co trochę natomiast psuło ogólne wrażenie było otoczenie termy. Wprawdzie widok na Tatry piękny, ale dodatkowo mamy tu niestety do czynienia z atrakcjami w postaci placów budowy z dwóch stron basenu zewnętrznego. Zresztą cała Białka rozrasta się w każdą możliwą stronę i przestaje przypominać spokojną podhalańską wioskę, jaką jeszcze do całkiem niedawna była.

Faworytem natomiast mojego męża w kategorii: Najlepsze termy był Rwący Potok, a to z powodu najcieplejszej, przynajmniej zdaniem oceniającego, wody ze wszystkich basenów zewnętrznych. Mnie natomiast w Szaflarach zabrakło pomieszczenia pod dachem nad głową, gdzie można byłoby się schronić, gdy zaczął nas moczyć mżący wrześniowy deszczyk. Choć przyznać muszę, że wysoka temperatura wody też mi bardzo odpowiadała.


Chochołowskie Termy odwiedziliśmy jako ostatnie i być może już mieliśmy pewien przesyt kąpielowy. Nie umiem inaczej sobie wytłumaczyć, dlaczego jakoś tak nie do końca doceniliśmy ten najnowszy i reklamowany jako największy tego typu obiekt na Podhalu. Nie należy się jednak sugerować tym, że nikt z naszej czwórki na niego nie zagłosował. Chochołowskie Termy robią wrażenie swoim ogromem, rozmachem basenów zewnętrznych na dwóch poziomach, a przede wszystkim przepięknym widokiem na Tatry. No i mają jeszcze coś, czego nigdzie indziej nie ma - beczki z siarkową wodą - dla regeneracji chrząstki stawowej w moich kolanach podobno nieocenione. A przecież oprócz relaksu spodziewam się po wizytach w termach właśnie dobroczynnego wpływu na zdrowie.


*

Ranking odwiedzonych hoteli okazał się trudniejszym zadaniem. W sytuacji, gdy mnie podobał się bardziej wystrój jednego, a mężowi drugiego z obiektów, musieliśmy przyznać miejsca ex aequo. Rzeczywiście faktem jest, że obydwa hotele są porządne i warte swojej ceny, choć może wolałabym, żeby tak nie było, (bo bez promocji pewnie byśmy ich nie odwiedzili).  Przy ich standardzie trudno liczyć na to, że kiedyś będzie w nich taniej. Zresztą, wydaje się, ze oba obiekty nastawione są na turystów, którzy raczej nie mają problemu z kosztami noclegu. I chyba takich podróżujących jest coraz więcej, nie tylko przecież w Zakopanym.





Myślę też o tym, że i my jako turyści przeszliśmy dużą zmianę. Wiek na pewno zrobił swoje, ale i nasze wymagania się zmieniły. W czasie kolejnych podróży poznaliśmy inne standardy niż te, które kiedyś obowiązywały na Podhalu w pokojach typu: u czyjejś teściowej, czy też w pomieszczeniach przechodnich lub ozdobionych meblościankami, modnymi w latach siedemdziesiątych. Nie chcę już wyjeżdżać do takich miejsc.


Podhale się zmienia. To na pewno kosztuje i turyści tacy jak my z trudnością za tym nadążają. Jednocześnie jest wielu innych podróżujących, których to przyciąga jak magnes. 

Na pewno obecnie okolice Zakopanego mają o wiele więcej do zaoferowania niż kiedyś. Region rozwija się błyskawicznie. Ludzie bez trudu znajdują zatrudnienie i są coraz zamożniejsi. Trudno byłoby źle ocenić takie zjawiska - to na ogół pozytywne zmiany. I po prostu trzeba do nich przywyknąć ze wszystkimi ich również mniej atrakcyjnymi konsekwencjami.











Ps. Autorem kilku zdjęć (np. z księżycem, pieńkiem) jest mój mąż.