Kiedyś zupełnie nie interesował mnie himalaizm, a ludzi, którzy go uprawiali, posądzałam w ignorujący sposób o wariactwo. Oczywiście brałam przy tym pod uwagę aspekt narażania wspinaczy na śmierć, a ich rodzin na jej konsekwencje.
Niemniej nie myślałam na ten temat zbyt często. Himalaje były tak daleko, tak odległe. Całkiem niedawno poczułam jednak, że zaczęły się przybliżać. To wszystko przez "zmniejszanie się" świata, nie tylko w kategoriach dostępności podróży, ale także popularyzowania wiedzy o nich, dzięki czemu można zobaczyć w internecie relacje z każdego omal zakątka na Ziemi.
Czytanie blogów o podróżach i wypowiedzi na poświęconych im forach stało się już dawno jedną z moich ulubionych czynności w każdym wolnym czasie. Dzięki temu zobaczyłam, jak wielu ludzi, i to wcale nie wyczynowych sportowców, odwiedza rejony najwyższych gór, organizując przy tym w takich okolicach bliższe lub dalsze trekkingi. Oczywiście podróżnicy ci, przemierzając szlaki Himalajów, nie mają na celu zdobywania ośmiotysięczników. Samo ich zobaczenie jest dla nich czasem sporym wyzwaniem i wielkim przeżyciem. A ja, czytając o tym i oglądając zdjęcia z ośnieżonymi szczytami w tle, wkręcam się coraz bardziej w himalajską tematykę. I przyznać muszę, ze skutkuje to też przychylnością w myśleniu o tych, którzy ważą się dotrzeć tam, gdzie inni podróżnicy mogą co najwyżej spojrzeć. A jej wskaźnik skacze nawet powyżej ośmiu tysięcy przy powiązaniu tego tematu z takimi magicznymi dla mnie słowami jak pasja i marzenia.
Rzadko kiedy coś z medialnego szumu robi na mnie aż takie wrażenie. Tym razem dzieje się tak dlatego, że w osobie Tomka moje serce rozpoznaję natychmiast człowieka, który próbuje zmienić siebie i świat poprzez spełnianie marzeń. Nie tylko ja tak myślę. "Gdyby nie tacy ludzie, to wciąż mieszkalibyśmy w jaskiniach" - pojawiają się w internecie komentarze na temat naszego wspinacza. Ja też należę do osób żywiących przekonanie, że to właśnie Pasjonaci nadają kolory szarej rzeczywistości. Jeden z internautów - z kontekstu wynika mi, że znał Tomka - nazywa go "barwnym ptakiem". Piękne określenie, nie sądzę, żeby któryś z moich znajomych mógł kiedykolwiek powiedzieć coś takiego o mnie (niestety). "Mackiewicz po raz siódmy podjął próbę zdobycia zimą Nanga Parbat" - czytam na stronie Onet sport. Ile trzeba mieć w sobie wiary, uporu i odwagi, by podążać taka ścieżką życia? Podziw i szacunek - tylko tak potrafię to podsumować.
Jakby na potwierdzenie znajduję w internecie słowa polskiej himalaistki, która przeszła do historii już jako postać omal legendarna:
"Znam wartość życia. Nie tylko mojego, każdy z nas ma przecież bliskich. Podczas wspinania się boję. Myślę jednak, że alpinizm stał się dla mnie tak wielką częścią życia i tak ogarniającą pasją, że nie mogłabym z niego zrezygnować. Tak jak nie mogłabym zrezygnować ze swojego życia " (https://sportowefakty.wp.pl/alpinizm/686621/25-lat-od-zaginiecia-wandy-rutkiewicz)
Ryzyko, śmierć, te są zawsze tutaj w parze.
Największa rzecz, swego strachu mur obalić,
Odpadnie stu, lecz następni pójdą dalej."
Adam Sikorski "Cień wielkiej góry".
Utwór Budki Suflera dedykowany był Himalaistom, którzy pozostali już w górach na zawsze. Jednym z nich od dziś będzie też Tomek. Ekipie ratowniczej z powodu pogarszającej się pogody nie udało się do niego dotrzeć. W pełnej determinacji i niezwykle heroicznej operacji wysokogórskiej uratowano jednak Francuzkę, która wspinała się wraz z naszym rodakiem. Oczywiście dopingowałam tej akcji z całego serca, choć przyznać się muszę, że do Elizabeth Revol nie było mi ani trochę tak blisko jak do Tomka. Ale denerwowałam się też o los Ratowników, poświęcających chyba wszystko dla idei ratowania życia drugiego człowieka i dokonujących niemożliwego na ścianie Nanga Parbat . Był taki moment, w którym mogłabym podpisać się pod słowami jednego z internautów: "kur...niech ktoś ich stamtąd zabierze, bo się wykończą".
Nie ma takich słów, którymi można by było opisać postawę i dokonania polskich Himalaistów, głównie Adama Bieleckiego i Denisa Urubko, biorących udział w akcji ratowniczej. Najpierw porzucili swoje marzenia i jako ochotnicy spod szczytu K2 zostali przetransportowani na Nanga Parbat. W nocy ruszyli na mega trudny szlak. Zdecydowali się na ekstremalny wysiłek w ekstremalnych warunkach, ryzykowali własnym życiem, by pomóc komuś innemu przeżyć. Któryś z internautów wytypował ich już jako Ludzi Roku 2018. W odpowiedzi na to ktoś inny nadał im jeszcze lepszy tytuł: "Bohaterowie Świata"! Tak, to ci, którzy właśnie zmienili go na lepsze. Wydaje mi się, że himalaizm od teraz będzie w kręgach moich ścisłych zainteresowań. Zyskał ludzką twarz. I to nie jedną - to twarz między innymi Tomka, Adama, Denisa... Na pewno będę śledziła dalsze poczynania polskich himalaistów i ich wyprawy.
Bohaterowie Świata szczęśliwie już odpoczywają przed powrotem do swojej bazy pod szczytem K2.
A w Himalajach razem z Tomkiem Mackiewiczem pozostał ból. Czuję go w zupełnie namacalny sposób, gdy myślę o powolnym, samotnym umieraniu. To też jest jeden z powodów, dla których ta sprawa aż tak mnie porusza. Boże, jeśli nie możesz już oddać Tomkowi życia, to daj mu chociaż szybką, bezbolesną śmierć. A słowa, zatrzymanej również na wieczność przez góry, polskiej himalaistki niech stanowią epitafium:
A w Himalajach razem z Tomkiem Mackiewiczem pozostał ból. Czuję go w zupełnie namacalny sposób, gdy myślę o powolnym, samotnym umieraniu. To też jest jeden z powodów, dla których ta sprawa aż tak mnie porusza. Boże, jeśli nie możesz już oddać Tomkowi życia, to daj mu chociaż szybką, bezbolesną śmierć. A słowa, zatrzymanej również na wieczność przez góry, polskiej himalaistki niech stanowią epitafium:
Wanda Rutkiewicz
