poniedziałek, 20 sierpnia 2018

OBJAZD PO ZAMKACH I PAŁACACH

Poznane na wczasach w Turcji polskie małżeństwo z Holandii podzieliło się z nami pragnieniem wycieczki objazdowej po zamkach i pałacach, które są obecnie udostępniane jako obiekty hotelowe w naszym kraju. Gdy o tym słyszę, to zaczynam pękać z dumy, iż sama nie dość, że to wcześniej wymyśliłam, to jeszcze zaczęłam już realizować. Wymyśliłam sobie bowiem, że udamy się z mężem w taką podróż z okazji 33 rocznicy ślubu. Z powodu liczby obiektów, które wzięłam pod uwagę i dostępności w nich miejsc w okresie wakacji, nasz objazd stał się siłą rzeczy wieloetapowy. Niemniej rozpoczął się i zakończył w tym samym hotelu.


1. ZAMEK KLICZKÓW


Pierwszy wyjazd oczywiście miał cel dodatkowy. Mój mąż stara się być człowiekiem bardzo  pragmatycznym - nie to, żebyśmy wydawali zbyt wiele na podróże - gdy przy okazji pobytu w zamku pojedziemy jeszcze po zamówioną przez niego w okolicach Kliczkowa witrynkę do jadalni, to jakbyśmy zaoszczędzili na paliwie (nie trzeba podwójnie robić podobnej trasy:) Ja tam na wszystko się zgadzam, jeśli ten środek prowadzi do realizacji moich celów😃 Zresztą witrynka piękna - to jeden z ulubionych przeze mnie mebli.
Do Kliczkowa jedziemy początkiem wakacji - w pierwszy weekend lipca. Hotel widziałam już wielokrotnie na zdjęciach w internecie, ale i tak wywołuje on we mnie efekt WOW! Od pierwszej chwili wiem, że będę tu powracać, kiedy tylko będę mogła. Tak się składa, że nastąpi to już w ostatni weekend wakacji. Tyle że wtedy trudno się będzie tym pobytem cieszyć. Końcem sierpnia mąż będzie niestety w takim stanie, że prosto z Kliczkowa zawiozę go do szpitala. Do wszystkich zdiagnozowanych już wcześniej jego chorób dołączy wówczas jeszcze uszkodzenie serca, o którym wcześniej nie wiedzieliśmy.
Ale może dzięki tej nieświadomości lipcowy pobyt w Zamku jest beztroski i urokliwy. Dostajemy pokój z pięknym widokiem (do każdego z  odwiedzonych obiektów wysyłam taką prośbę  - tylko tego sobie życzę na 33 rocznicę ślubu:) i tak naprawdę to jest wszystko, czego mi tu potrzeba. Choć nie, jeszcze moczenie się w hotelowym basenie jest dopełnieniem poczucia nasycenia i zrelaksowania. Tak bardzo cieszy to dopieszczenie oraz wytchnienie od końcoworocznego szkolnego pośpiechu i stresu w czasie sesji, wyciszenie, zmysłowa przyjemność lekkości, odczuwanej w ciepłej wodzie.

Na niezwykłym basenie, urządzonym w starej zamkowej ujeżdżalni jesteśmy sami. I choć jestem z tego bardzo zadowolona, to i mocno zadziwiona, że pozostali goście nie wykorzystują takich udogodnień hotelu. Patrzę na delikatne światłocienie w koronach drzew za basenowym przeszkleniem, listki drżące na lekkim lipcowym wietrze i napawam się radością, że nikt mi w tym nie przeszkadza. Nawet nie pływam, tylko chłonę te bodźce ze wszystkich zmysłów i rozpływam się w ukojeniu i błogości. Jestem tu kroplą ożywczej wody, światłocieniem w koronie drzewa, drżącym listkiem na wietrze...
Kiedy mąż w ramach urozmaicenia pobytu proponuje wyjazd do kawiarni w pobliskim Bolesławcu, to zgadzam się właściwie tylko po to, by docenić jego dobre chęci. I choć miasteczko mi się podoba, a lody smakują nieźle, to gdy tylko nadarza się okazja, proszę: wróćmy już do "naszego" zamku. I tak już będę zawsze nienasycona powrotów do Kliczkowa. Mam nadzieję, że jeszcze ich sporo przede mną.

*
Po powrocie z wakacji dostaję prośbę, by ocenić hotel, no i cóż mogłabym napisać, jeśli wszystko mnie w nim urzeka?



Szanowni Państwo,

przypominamy i zachęcamy do zamieszczenia opinii dotyczącej Państwa ostatniego pobytu. Bardzo zależy nam na Państwa odpowiedzi. Chcielibyśmy, aby kolejny pobyt w naszym hotelu był jeszcze bardziej udany.

Dziękujemy!
Zamek Kliczków Centrum Konferencyjno-Wypoczynkowe**** 


Do Zamku Kliczków powracam z największą ochotą i na pewno znowu powrócę.  [...] to miejsce, które żyje od rana do wieczora, a jednocześnie jest ciche i spokojne. Uwielbiam atmosferę niewymuszonej gościnności, miłą obsługę, życzliwość, którą czuje się na każdym kroku. W tej sytuacji jakieś niedociągnięcia, będące jedynie drobiazgami, nie mają żadnego znaczenia. Obiekt jest przepięknie położony, ma klimatyczny basen i świetną kuchnię. Czego można pragnąć więcej?



Twoja opinia zostanie opublikowana w internecie.
Więcej informacji


Edytowanie i usuwanie swoich opinii
Otwórz Mapy Google na komputerze.
W lewym górnym rogu kliknij Menu .
Kliknij Twój wkład wybierz Opinie.
Kliknij Więcej obok opinii, którą chcesz edytować lub usunąć.
Kliknij opcję, którą chcesz wybrać, i postępuj zgodnie z instrukcjami.








2. ZAMEK NA SKALE

3. PAŁAC PAULINUM

4. PAŁAC WOJANÓW

5. HOTEL ZAMKOWY ZAMEK KSIĄŻ

piątek, 17 sierpnia 2018

TURCJA Z BIUREM PODROŻY

To skądinąd wspaniała umiejętność człowieka, by z czasem o wszystkich nieprzyjemnościach, niewygodach, czy też przeciwnościach losu w podróży móc myśleć jako o przygodach. Gdy tylko te przykre okoliczności znikają, nie pozostawiając po sobie specjalnie uciążliwych następstw, to od razu sprawy, rozbrajane przez nasz umysł z dotkliwych kolców, kłów i pazurów, zaczynają wyglądać inaczej. Z czasem można je nawet zacząć oglądać w krzywym zwierciadle - deformujące się wspomnienia może nie przedstawiają się tam zbyt pięknie, ale bywa, że wydają się śmieszne.
Takiej umysłowej obróbce poddaję właśnie nasz wakacyjny pobyt w Turcji. Co mogę o nim napisać? Cóż, przeżyliśmy tam wiele "przygód".
Turcja to nie był planowany kierunek na nasz letni wyjazd. Szczerze mówiąc, w ogóle nie braliśmy go pod uwagę w jakichkolwiek wakacyjnych kalkulacjach. Turcję zesłał nam los. I stało się tak za sprawą Ani. Miesiąc przed urodzinami Bartka nasza ukochana Dziewczyna przysłała mi wiadomość, ze dostała urlop na przełomie lipca i sierpnia. Planowała spędzić go z nami i pytała, co my na to? Wychodziło, że ma do dyspozycji jakieś 10 dni. Co my na to? To dla nas jedna z najmilszych wakacyjnych niespodzianek, jakie mogły się zdarzyć. Tyle że naszym zdaniem, miasteczko, w którym mieszkamy, nie stanowi najbardziej ciekawego miejsca do spędzania wakacji przez młodą dziewczynę. Trudno też byłoby zapewnić jej atrakcyjny pobyt w domu, gdzie jedynie kot cieszy się przymiotami młodości. Szybko więc zadaję sms - em pytanie: "Anusiu, czy gdybyśmy znaleźli w tym okresie jakieś zorganizowane wczasy, to byłabyś zainteresowana?" I godzinę później: " Bo znalazłam na przykład fajną ofertę w Turcji tuż przy morzu". Jedno słowo: "super" z ust Ani przyklepuje całą sprawę.
No więc, wracając do tematu - dlaczego Turcja? A z kompletnego przypadku - byłam zdecydowana wykupić wycieczkę w jakimkolwiek kierunku, byle tylko termin się zgadzał i cena, gwarantująca przyzwoitą jakość, mieściła się w granicach rozsądku. Przy tych kryteriach nie mieliśmy specjalnego wyboru, padło na turecką "Riwierę". Niech będzie - w świetnym towarzystwie każdy wyjazd można świetnie spędzić. Załatwiam formalności i z niecierpliwością  oczekujemy nadejścia dni, które spędzimy z Anią.
Nazajutrz po jej przyjeździe, pełni entuzjazmu, radości i wakacyjnych marzeń, meldujemy się na lotnisku w Katowicach. I tak wygląda wstęp do przedstawienia całego katalogu "przygód", które już tam na nas czekały. Wszystko skończyło się niestety reklamacją, przesłaną po powrocie do biura podróży.
Lista naszych przygód wyglądała z grubsza następująco:
- czterogodzinne opóźnienie wylotu i utrata szansy na załapanie się na kolację (tym razem nie zabrałam polara, nie mieliśmy więc kanapek upchniętych w kieszenie "na wszelki wypadek" - głodujemy do śniadania),
 - na miejsce docieramy nad ranem wykończeni do granic możliwości (nasz hotel jest ostatnim w kolejce rozwożenia turystów), a tam czeka na nas prawdziwa niespodzianka: overbooking!,
- w zamian manager obiecuje tymczasowe zakwaterowanie w hotelu czterogwiazdkowym - łże jak pies,
- zastępczy hotel, (do którego przyjmują nas z wielką łaską, bo nawet tam nie ma miejsc) składa się z dwóch budynków - głównego - podobno w granicach przyzwoitości  oraz bocznego - do generalnego remontu (oczywiście my trafiamy do tego drugiego),
- gwiazdki to tylko nad nim świecą na lipcowym niebie - wewnątrz jest tak brudno, staro i śmierdząco, że uznajemy, iż dla własnego bezpieczeństwa lepiej będzie nie korzystać z zagrzybionych łazienek (a żar się z nieba leje),
- pierwszą kąpiel po podróży możemy więc wziąć dopiero późnym popołudniem, gdy rezydentka załatwia nam możliwość udania się do kompleksu wykorzystywanego na hotelowe SPA (szału nie ma, ale kontakt z wodą po prostu uzdrawia i leczy rany),
- gdy następnego dnia możemy już wrócić do "swojego" hotelu, to wydaje nam się, że to musi być koniec przygód.  Na miejscu na pewno przecież czekają zarezerwowane przez nas pokoje. I to w dobrym standardzie (zamiana 0 gwiazdek na 3!). Wreszcie  rozpocznie się spokojny wypoczynek.
No i nic z tych rzeczy. 
Tym razem sprawa dotyczyła widoku na morze. Otóż zarezerwowaliśmy dwa standardowe pokoje side sea view. Tak jak napisałam w reklamacji: "W [...] ofercie były wówczas również tańsze pokoje - promo rooms, na które się nie zdecydowaliśmy. Woleliśmy dopłacić, by w czasie wakacji cieszyć się upragnionym widokiem na morze, na którym nam bardzo zależało." No i gdzie nas zakwaterowano? W dwóch ostatnich pokojach w całym hotelu: my z mężem trafiliśmy w okolicę dosyć hałaśliwego miejsca nad głównym wejściem, a Ania gdzieś na tyły budynku. Widokami nikt się w ogóle nie przejmował. My moglibyśmy oglądać morze wtedy, gdy wychylilibyśmy się z balkonu, na którym z racji wysokich temperatur nie można było wytrzymać ani chwili (daliśmy więc sobie szybko z  tym spokój), Ania zaś miała jedynie możliwość pełnego wglądu w czyjeś mieszkanie za swoimi oknami. Codziennie kończyło się obietnicą, ze następnego dnia na pewno pokoje będą wymienione. Uparłam się, by dotrzymano słowa chociaż w przypadku Ani - cały ten wyjazd miał na celu zapewnienie jej najlepszych wakacji, na jakie było nas stać. No i mój upór przyniósł jakiś rezultat - Ania doczekała się wreszcie pokoju z widokiem na morze, którym można się było cieszyć aż przez cały następny dzień, gdyż już w kolejnym, na wczesny poranek mieliśmy zaplanowany wyjazd z hotelu i powrót do domu:(
No cóż, właściwie nic podczas naszych tureckich wakacji  nie poszło zgodnie z planem. Ania mówi, że od tej chwili będzie jeździć tylko z biurem Bożena Travel. Rzeczywiście staram się, aby każdy wyjazd, który organizuję, był dopięty omal na ostatni guzik. Ale wydawało mi się, że profesjonalne biuro podróży zrobi to w sposób po prostu idealny. I chcąc mieć pewność, że zapewniam Ani to, co najlepsze, powierzyłam nasze wakacje w cudze ręce.
A teraz nadszedł czas, by ćwiczyć się w umiejętności wygładzania wspomnień i opowiadania z dystansem o wszystkich "przygodach", które były naszym udziałem. I przyznać muszę, że idzie nam całkiem nieźle. Wszystkie negatywne emocje wyładowałam na kartach reklamacji, zakleiłam w kopercie i wysłałam w szeroki świat. Przestały rzucać się cieniem na jasne strony tureckich wakacji. A takich właśnie staram się doszukać. W końcu przecież byliśmy tam razem i to wspólne towarzystwo cieszyło najbardziej. Mieliśmy morze na wyciągnięcie ręki, a ono nigdy nie rozczarowuje. Wprost przeciwnie - oczarowywało turkusowym połyskiem i łasiło się do stóp, liżąc je ciepłymi językami fal. Gdyby nie overbooking, to uważałabym Hotel Doris Aytur*** w Mahmutlar za trafny wybór - zarówno pod względem usytuowania, jak i standardu, który odzwierciedlał gwiazdkową kategorię. W chwilach, kiedy się nie denerwowałam, to starałam się tam wypoczywać - nadrobiłam więc zaległości w spaniu i w zakresie znajomości sztuki filmowej.  Napotkani przez nas ludzie w większości byli życzliwi - zwłaszcza ci, którzy nie działali w turystyczno - handlowym biznesie. Poznaliśmy bliżej nowe miejsce. Wybraliśmy się również wspólnie na wycieczkę do Alanyi, którą Ania chciała zwiedzić. Nakupiliśmy trochę tureckich pamiątek. 
Zdobyliśmy też mnóstwo doświadczeń. Gdyby nie zastępczy hotel, to pewnie nigdy byśmy nie mieli okazji spędzić wieczoru na animacjach dla Rosjan, ani zobaczyć, jak wyglądają niskobudżetowe wakacje all inclusive w ich stylu. 
Czy to mało?
Przecież to wszystko by się nie zdarzyło, gdybyśmy nie pojechali. Czy było warto? I już właściwie, po obrobieniu wszystkiego w swojej głowie, miałam odpowiedzieć że tak, jasne , oczywiście, gdy z Biura Podróży Orex Travel nadeszła odpowiedź na moją reklamację. A w niej po prostu same kłamstwa i insynuacje. A to, że nie informowaliśmy biura od razu o niedogodnościach (przy zapisanych na moim telefonie 4 sms-ach zaledwie pierwszego dnia i niezliczonych rozmowach z rezydentką), a to, że nie wiadomo gdzie i w jakich okolicznościach zostały zrobione zdjęcia!!!
Najbardziej niedorzeczny argument głosi, że nie zdecydowaliśmy się na odstąpienie od Umowy, zarówno w momencie pojawienia się niedogodności, jak też na późniejszym etapie, więc tym samym zaakceptowaliśmy  zmieniony zakres usługi. Niby że jak to odstąpienie miałoby wyglądać w praktyce? Mielibyśmy zostać tam w Turcji bez dachu nad głową, szansy na powrotny samolot oraz bez kasy na pobyt, bo tę wpłaciliśmy przed wyjazdem na konto Orex Travel? I komu właściwie powinniśmy o 5 nad ranem zgłosić rezygnację z ich usług, bo był z nami jedynie recepcjonista hotelu zastępczego, który nie mówił ani słowa po angielsku?
Po tych wszystkich "argumentach" w odpowiedzi na moją reklamacje następują "szczere przeprosiny" i wyrażenie chęci rekompensaty w postaci rabatu w wysokości 10 % na wakacje w sezonie wiosna/lato 2019, pod warunkiem rezerwacji bezpośredniej u organizatora (na pewno o tym marzymy!). Na koniec: uwaga, uwaga!: zastrzeżenie, że treść reklamacji stanowi tajemnicę przedsiębiorstwa!!! oraz straszenie skutkami braku zastosowania się do "tychże obowiązujących przepisów." 
Chciałam odpowiedzieć "tak, jasne, oczywiście" na pytanie, czy było warto, zanim nie poczułam się obrażona stanowiskiem Biura Podróży. A to, że próbuje mi się zamknąć usta i mnie zastraszyć, żeby kłamstwa i insynuacje nie wyszły na jaw, to już uważam za kpiny z "obowiązujących przepisów", na które ktoś o nieczytelnym podpisie się powołuje. 
Niestety  odpowiedź Orex Travel przeszła poza granicę zakwalifikowania li tylko do "wakacyjnej przygody". Teraz widzę, że przeżyty w podróży stres nie kończy się z chwilą powrotu. 
Sprawa będzie ciągnąć się dalej, bo w swej naiwnej wierze w uczciwość i sprawiedliwość, muszę przecież sprostować bzdurne argumenty korespondenta w kolejnym piśmie. Wydaje mi się to kwestią honoru, który ucierpiał po potraktowaniu mnie jako kłamczuchy i oszustki, nieudolnie wciskającej kity komuś, kto jest bez skazy. A takie wspomnienia się ani nie wygładzają, ani nie deformują w zabawny sposób.
P.s.
Relację o wycieczce do Alanyi napiszę w wolnej chwili.


POST SCRIPTUM
Po miesiącu czasu nadchodzi kolejna odpowiedź, przynajmniej już mniej arogancka, ale i tak podtrzymująca poprzednie stanowisko i przytaczająca kolejne bezsensowne argumenty, na przykład o tym, jako byśmy porównywali hotelowe gwiazdki w Turcji do polskich (a oczywiście z treści reklamacji jasno wynika, ze porównujemy tureckie hotele - trzygwiazdkowy do takiego bez żadnych gwiazdek). Czy prostowanie tego w nieskończoność ma sens? To jak kopanie się z koniem - kosztuje dużo wysiłku i za każdym razem powoduje większe straty - w postaci coraz gorszych, zamiast coraz bardziej ugładzonych, wspomnień o przebytej wycieczce. Wydaje się, że biura podróży o tym wiedzą i to jest ich sposób na wywarcie na kliencie zaprzestania dalszych działań. Choć możliwe, że teraz generalizuję. Być może sprawa dotyczy tylko naszej podróży i biura Orex Travel. Nie wiem, czy ktoś kiedykolwiek przeczyta o tym na moim blogu, ale, no cóż, to raczej nie jest przepis na wakacje, które chciałoby się w podobnej formule powtórzyć. 







czwartek, 16 sierpnia 2018

URODZINOWY LIST DO NIEBA














Najdroższy Bartusiu!




Nie mam dziś przygotowanych urodzinowych życzeń dla Ciebie, bo nie wiem, czego można życzyć komuś w zaświatach. Kupiłam naręcze świeżych kwiatów i zapalam bardzo specjalne świeczki, które są w rzeczywistości wkładami do zniczy. Gdy już płoną prawie wszystkie ogniki, akurat ktoś za murami cmentarza zaczyna odśpiewywać z pijacką fantazją "Sto lat!".
Nie mogę Ci nic podarować, a moja przeogromna miłość do Ciebie wydaje się taka maleńka w ogromie Wszechświata. Ale wierzę, że Cię tam dosięga, choćby nie wiem, jak bardzo odległe było miejsce, gdzie teraz jesteś. Popękane serce nie chce się goić, ale to nie ma znaczenia, dopóki potrafi kochać.
Nie wiem, co Ci powiedzieć w takim dniu jak dzisiaj, więc mówię to, co zwykle - żebyś nie zostawał tu na cmentarzu, bo to nie jest miejsce, w którym być powinieneś i żebyś wrócił ze mną do domu. I jak zawsze, wydaje mi się, że tak się dzieje. Wracasz ze mną i towarzyszysz nam wszystkim w każdej chwili naszego życia, w każdym przedsięwzięciu. Nosimy Cię w sobie i póki żyjemy, nie odejdziesz na zawsze.
Nie wiem, czy z perspektywy wieczności dzień, w którym się narodziłeś jest dla Ciebie tak samo ważny jak dla mnie tu na ziemi. W końcu podobno wracamy tam do domu Ojca i wówczas jedynie to ma jakieś znaczenie. Wierzę w to, muszę w to wierzyć, żeby móc dalej żyć. Naprawdę nie mam pojęcia, jak w takiej sytuacji radzą sobie ludzie, którzy nie mają wiary.
Wracam do domu, gdy zaczyna się ściemniać i czekam na to, by dzień się skończył. Jakże okrutne wydają mi się takie obchody urodzin. Nic już nie mogę zrobić oprócz wysyłania listów do nieba. Dni podzieliły się na trudne i trudniejsze. Dziś, jadąc na cmentarz chyba wjechałam na skrzyżowanie na czerwonym świetle. Na szczęście samochody z naprzeciwka dopiero ruszały i skończyło się tylko tym, że mnie porządnie obtrąbiły. Ale pewnie przestraszyłam niektórych kierowców. Przepraszam. W dni trudniejsze jestem w jakimś innym wymiarze rzeczywistości (czy raczej nierzeczywistości). Niełatwo wtedy oderwać się od kłębiących myśli i emocji. Ale to była nauczka, że muszę się bardziej starać.




Minęła północ, zakończył się dzień Twoich urodzin. Czas na modlitwę przed snem. Co dzień proszę Boga, żeby mi pozwolił spotkać się z Tobą po mojej śmierci. Nie potrzeba mi innego szczęścia ani żadnego lepszego raju. Odpoczywaj wiecznie pod Boską Opieką Synku. Dobranoc moja bezgraniczna Miłości ❤️




środa, 15 sierpnia 2018

OD MORZA DO GÓR - wspomnienie Ligurii i Lombardii

Słowa mojej przyjaciółki Heleny, że Południe to takie miejsce przyjazne do życia, zdają się znajdować swoje odzwierciedlenie w Ligurii.  To właśnie tutaj odnosi się wrażenie, ze ciepło, słońce, klimat powodują, iż Południowcom żyje się łatwiej, lżej niż ludziom, którzy mają na co dzień mniej światła i więcej zimna. Jako przybysz ze stron, gdzie panują te bardziej surowe warunki, jestem Ligurią po prostu zachwycona. Przede wszystkim nie mogę się wprost oprzeć tutejszym kolorom  - nieba, morza, roślinności… Do tego wszystkiego budynki w większości są tutaj również kolorowe. I nawet jeśli wiek odcisnął już na niektórych swe piętno, to i tak odbiegają one od wizerunku nieremontowanej starości i chylenia się ku upadkowi. Tak samo jest z ludźmi. W turystyce, wydającej się zapewniać tu porządne źródło utrzymania, pracuje niemal 60% Liguryjczyków (podaję za: Tygodnik Angora Ł. Azik; 2017-10-22 w: Recenzje na stronie https://bezdroza.pl/ksiazki/genua-i-liguria-travelbook-wydanie-1-beata-pomykalska-pawel-pomykalski,beglt1.htm#format/d). 
Dla mnie cała ta kraina sprawia wrażenie mlekiem i miodem płynącej. Oddaję głos znawcom, czyli autorom bloga (reklamującego się jako "najbardziej popularny blog o Włoszech w Polsce") -  na stronie https://www.kierunekwlochy.pl/gdzie-jechac-na-wakacje-do-wloch mozna przeczytać:
"Górzysta i zielona Liguria to jedna z najpiękniejszych krajobrazowo krain w Europie. Tutejsze kurorty zupełnie nie przypominają turystycznych miast północnego Adriatyku. Miasteczka w Ligurii wydają się być bardziej elitarne, mniej hałaśliwe, przeważa tu historyczna zabudowa i centra miast zwrócone w stronę morza."
My trafiliśmy właśnie do jednego z takich miejsc. Długo go szukałam. Warunków wyboru było naprawdę sporo: miała być niewielka odległość od Genui i od morza, poza tym bardziej tradycyjnie niż nowocześnie, no i oczywiście z pięknymi widokami. Wszystko to znalazłam w Nervi. Zdecydowałam się na wynajęcie apartamentu z airbnb u Salvatore. Obszernego, a jednocześnie nie rujnującego naszego budżetu. Od pierwszego spotkania z Salvatore i oprowadzenia po apartamentowym wnętrzu wiem, że było warto. Od naszego lokum blisko jest i do plaży, i do centrum Nervi. Mamy wszystko, co jest potrzebne do zapewnienia komfortu podczas pobytu. I jeszcze w kuchni znajdujemy świeżą, tradycyjną foccacię, którą zakupił na przywitanie gościnny gospodarz. Z balkonu możemy oglądać dwie ikony liguryjskiego krajobrazu - zieloną górę, sprawiającą wrażenie, jakby wyrastała tuż za oknami i turkusowe morze, będące pięknym tłem dla wieży kościoła, wybijającej się wysokością z zabudowy nadmorskiej części miasteczka. Cieszę się tym wszystkim przeogromnie..., ale niestety tylko do rana, kiedy to do sąsiedniego budynku wkracza liczna ekipa remontowa i rozpoczyna na dwóch piętrach prace, trwające codziennie do późnego popołudnia. No cóż, próby wypicia porannej kawy przy akompaniamencie dźwięków młota pneumatycznego, wiertarki i przecinaka kończą się absolutną porażką. Od tej pory widok z balkonu staje się raczej potencjalną, a nie realną wartością naszego apartamentu. 
No ale w końcu nie przyjechaliśmy po to, by w nim przebywać przez całe dnie. Mamy przecież nasze przepiękne Nervi. Co mówi o nim przewodnik po Genui?
"Nervi, dzielnica we wschodniej Genui. Łagodny klimat, morze czyste i szmaragdowe, romantyczne skały, egzotyczne parki. Do Nervi w XIX i na początku XX w. przyjeżdżali na wakacje znani przedstawiciele europejskiej inteligencji i arystokracji, głównie z Rosji i z Polski, tacy jak Maria KonopnickaJózef Piłsudski. Wokół willi i parków, i na skałach wzdłuż brzegu morza przebiega malownicza droga spacerowa „Anita Garibaldi” (ok. 2 km), nazwana na cześć Аnity, żony Giuseppe Garibaldiego. W Nervi, w lodziarniach na wybrzeżu, znajdujemy najlepsze lody w Genui."(w: Przewodnik po Ligurii wg Fabrizia Scortecci na stronie http://www.italiapozaszlakiem.com/23-niesamowite-miejsca-w-ligurii-przewodnik/)
A moim zdaniem? Jeśli kiedykolwiek wyobrażałam sobie romantyczne włoskie wakacje, to chociaż o tym wcześniej nie wiedziałam, na pewno miałam na myśli Nervi. Dowodem niech będą zdjęcia
Właściwie to po obejrzeniu Nervi czuję takie zaspokojenie apetytu na piękno, że nie musiałabym z niego nigdzie wyjeżdżać, No ale przecież nie wiadomo, kiedy znowu tutaj będę, Trzeba wykorzystać czas, który tu mamy. 
Wybieramy się więc na objazd okolicy. Tu oddaję głos jednemu z najpopularniejszych internetowych biur turystycznych: "Riwiera Włoska (jak określa się pełen turystów pas liguryjskiego wybrzeża) ma znacznie bardziej zróżnicowany krajobraz niż jej francuski odpowiednik [tak, mowa tu o Lazurowym Wybrzeżu - przyp.aut.], a życie toczy się tutaj wolniej."
(https://www.travelplanet.pl/przewodnik/wlochy/wybrzeze-liguryjskie/)
Nie mogę się napatrzeć. Nie mogę przestać się zachwycać. Nie mogę skończyć powtarzania, jak bardzo tu jest pięknie. Niech przemówią zdjęcia.
Przejeżdżamy przez Camogli, Santa Margherita Ligure, Rapallo. Niestety nie tylko my.  Sezon wakacyjny dopiero się rozpoczyna, ale ruch na drodze już spory. Mąż zaczyna się denerwować, że zamiast oglądać okolicę, musi wciąż kontrolować sytuację na szosie, gdzie jesteśmy co rusz otoczeni przez stada skuterków. Ciężko też jest z parkowaniem. Ledwie udaje nam się przystanąć w kilku punktach widokowych. Do Portofino nie wjeżdżamy wcale. Obawiamy się, że parking, na którym trzeba zostawić samochód, może być daleko od turystycznych atrakcji, a mój mąż ma ogromne problemy z poruszaniem się. Następnym razem postaramy się przypłynąć do Portofino statkiem, jak radził nam Salvatore. Albo też wrócimy do Ligurii z kartą parkingową dla niepełnosprawnych, która może ułatwiłaby mężowi przedostanie się w pobliże najbardziej interesujących miejsc. Pewnie by nam się przydała również przy zwiedzaniu Cinque Terre, gdzie wybieramy się następnego dnia. Choć podobno przemierzanie tego rejonu samochodem to najgłupszy pomysł, na jaki można wpaść. Ale niestety przy problemach z poruszaniem czasem nie ma dobrego sposobu na zwiedzanie. Przekonujemy się o tym również w Genui, którą niestety bardzo pobieżnie oglądamy w drodze nad alpejskie jeziora. Szybko okazuje się, że tego pięknego miasta nie da się zwiedzać z doskoku, zaś zaparkowanie w historycznym centrum jest niezwykle trudne. Następnym razem lepiej będzie znaleźć tu miejsce na krótkie zakwaterowanie. Liguria jest dla mnie podróżą do absolutnej powtórki.
Lecz mój mąż cieszy się, że ją opuszczamy, jest zmęczony rolą kierowcy, który zazwyczaj czekał aż ja coś zobaczę. Ma nadzieję, że drogi w lombardzkich Alpach okażą się spokojniejsze i kierowanie pojazdem nie będzie wymuszało ciągłego natężenia uwagi. Ale niestety dojazd nad Jezioro Como staje się bardzo wyczerpujący. Najpierw utykamy w korku, a potem nawigacja wyprowadza nas z niego trasą biegnącą przez dziesiątki rond. Wszystko to zbiega się z pogorszeniem kondycji fizycznej męża. Mamy szczerze dosyć tej przedłużającej się  jazdy, która w połączeniu z  drogą powrotną drugą stroną jeziora spowoduje, że chcąc, nie chcąc, objedziemy je dookoła. Bogu dziękuję za zakończenie tego męczącego odcinka podróży, gdy wreszcie zajeżdżamy przed zarezerwowany dla nas kamienny domek w Storico. 
To kolejne ze starannie wybranych przeze mnie na airbnb miejsc. Bajeczne widoki na jezioro otoczone alpejskimi szczytami i niską zabudową gwarantują niezapomniany pobyt. Kamienny trzysypialniowy domek mieszkającej na stałe w Szwajcarii Michaeli to dla nas nawet więcej niż komfort. Oczywiście jest też weranda z widokiem na połyskujące wody Como, widoczne pomiędzy zielenią nadbrzeżnych drzew. Jak miło byłoby, oglądając takie pejzaże, wypić poranną kawę na świeżym powietrzu.. Lecz niestety szybko okazuje się, że to nie najlepszy pomysł i wówczas także weranda staje się raczej potencjalną, a nie realną wartością naszego apartamentu. Wszystko to z powodu drogi, która znajduje się w jej bezpośrednim sąsiedztwie, opasując jezioro dookoła. Oczywiście wiedziałam, ze ona tam jest po przeczytaniu wszystkich opinii o apartamencie Michaeli. Tyle, że wtedy się tym zupełnie nie przejęłam. Pomyślałam: "a cóż to taka lokalna droga, ile osób nią może jeździć?" No niestety, samochodów po prostu nie dało się zliczyć, ciężko nawet było przejść na drugą stronę jezdni i to zarówno w dzień, jak i w nocy. Po raz kolejny okazało się, że moja wyobraźnia w żaden sposób nie dorównuje rzeczywistości. 
Ale bliskość jeziora i centrum Storico rekompensują wszystko. Pobyt w Alpach rzeczywiście wydaje się być spokojniejszy niż w Ligurii. Przynajmniej dla mojego męża, który nie musi mnie już nigdzie wozić. Zwalniam tempo. Otwieram drewniane okiennice kamiennego domku Michaeli  i rozpoczynam nowy etap mojej pięknej włoskiej podróży.

Ps. Zdjęcia znad Jeziora Como znajdują się w poście pt. Studenckie priorytety

Relację ze zwiedzanej najgłupszym sposobem Cinque Terre napiszę w wolnej chwili.