środa, 15 sierpnia 2018

OD MORZA DO GÓR - wspomnienie Ligurii i Lombardii

Słowa mojej przyjaciółki Heleny, że Południe to takie miejsce przyjazne do życia, zdają się znajdować swoje odzwierciedlenie w Ligurii.  To właśnie tutaj odnosi się wrażenie, ze ciepło, słońce, klimat powodują, iż Południowcom żyje się łatwiej, lżej niż ludziom, którzy mają na co dzień mniej światła i więcej zimna. Jako przybysz ze stron, gdzie panują te bardziej surowe warunki, jestem Ligurią po prostu zachwycona. Przede wszystkim nie mogę się wprost oprzeć tutejszym kolorom  - nieba, morza, roślinności… Do tego wszystkiego budynki w większości są tutaj również kolorowe. I nawet jeśli wiek odcisnął już na niektórych swe piętno, to i tak odbiegają one od wizerunku nieremontowanej starości i chylenia się ku upadkowi. Tak samo jest z ludźmi. W turystyce, wydającej się zapewniać tu porządne źródło utrzymania, pracuje niemal 60% Liguryjczyków (podaję za: Tygodnik Angora Ł. Azik; 2017-10-22 w: Recenzje na stronie https://bezdroza.pl/ksiazki/genua-i-liguria-travelbook-wydanie-1-beata-pomykalska-pawel-pomykalski,beglt1.htm#format/d). 
Dla mnie cała ta kraina sprawia wrażenie mlekiem i miodem płynącej. Oddaję głos znawcom, czyli autorom bloga (reklamującego się jako "najbardziej popularny blog o Włoszech w Polsce") -  na stronie https://www.kierunekwlochy.pl/gdzie-jechac-na-wakacje-do-wloch mozna przeczytać:
"Górzysta i zielona Liguria to jedna z najpiękniejszych krajobrazowo krain w Europie. Tutejsze kurorty zupełnie nie przypominają turystycznych miast północnego Adriatyku. Miasteczka w Ligurii wydają się być bardziej elitarne, mniej hałaśliwe, przeważa tu historyczna zabudowa i centra miast zwrócone w stronę morza."
My trafiliśmy właśnie do jednego z takich miejsc. Długo go szukałam. Warunków wyboru było naprawdę sporo: miała być niewielka odległość od Genui i od morza, poza tym bardziej tradycyjnie niż nowocześnie, no i oczywiście z pięknymi widokami. Wszystko to znalazłam w Nervi. Zdecydowałam się na wynajęcie apartamentu z airbnb u Salvatore. Obszernego, a jednocześnie nie rujnującego naszego budżetu. Od pierwszego spotkania z Salvatore i oprowadzenia po apartamentowym wnętrzu wiem, że było warto. Od naszego lokum blisko jest i do plaży, i do centrum Nervi. Mamy wszystko, co jest potrzebne do zapewnienia komfortu podczas pobytu. I jeszcze w kuchni znajdujemy świeżą, tradycyjną foccacię, którą zakupił na przywitanie gościnny gospodarz. Z balkonu możemy oglądać dwie ikony liguryjskiego krajobrazu - zieloną górę, sprawiającą wrażenie, jakby wyrastała tuż za oknami i turkusowe morze, będące pięknym tłem dla wieży kościoła, wybijającej się wysokością z zabudowy nadmorskiej części miasteczka. Cieszę się tym wszystkim przeogromnie..., ale niestety tylko do rana, kiedy to do sąsiedniego budynku wkracza liczna ekipa remontowa i rozpoczyna na dwóch piętrach prace, trwające codziennie do późnego popołudnia. No cóż, próby wypicia porannej kawy przy akompaniamencie dźwięków młota pneumatycznego, wiertarki i przecinaka kończą się absolutną porażką. Od tej pory widok z balkonu staje się raczej potencjalną, a nie realną wartością naszego apartamentu. 
No ale w końcu nie przyjechaliśmy po to, by w nim przebywać przez całe dnie. Mamy przecież nasze przepiękne Nervi. Co mówi o nim przewodnik po Genui?
"Nervi, dzielnica we wschodniej Genui. Łagodny klimat, morze czyste i szmaragdowe, romantyczne skały, egzotyczne parki. Do Nervi w XIX i na początku XX w. przyjeżdżali na wakacje znani przedstawiciele europejskiej inteligencji i arystokracji, głównie z Rosji i z Polski, tacy jak Maria KonopnickaJózef Piłsudski. Wokół willi i parków, i na skałach wzdłuż brzegu morza przebiega malownicza droga spacerowa „Anita Garibaldi” (ok. 2 km), nazwana na cześć Аnity, żony Giuseppe Garibaldiego. W Nervi, w lodziarniach na wybrzeżu, znajdujemy najlepsze lody w Genui."(w: Przewodnik po Ligurii wg Fabrizia Scortecci na stronie http://www.italiapozaszlakiem.com/23-niesamowite-miejsca-w-ligurii-przewodnik/)
A moim zdaniem? Jeśli kiedykolwiek wyobrażałam sobie romantyczne włoskie wakacje, to chociaż o tym wcześniej nie wiedziałam, na pewno miałam na myśli Nervi. Dowodem niech będą zdjęcia
Właściwie to po obejrzeniu Nervi czuję takie zaspokojenie apetytu na piękno, że nie musiałabym z niego nigdzie wyjeżdżać, No ale przecież nie wiadomo, kiedy znowu tutaj będę, Trzeba wykorzystać czas, który tu mamy. 
Wybieramy się więc na objazd okolicy. Tu oddaję głos jednemu z najpopularniejszych internetowych biur turystycznych: "Riwiera Włoska (jak określa się pełen turystów pas liguryjskiego wybrzeża) ma znacznie bardziej zróżnicowany krajobraz niż jej francuski odpowiednik [tak, mowa tu o Lazurowym Wybrzeżu - przyp.aut.], a życie toczy się tutaj wolniej."
(https://www.travelplanet.pl/przewodnik/wlochy/wybrzeze-liguryjskie/)
Nie mogę się napatrzeć. Nie mogę przestać się zachwycać. Nie mogę skończyć powtarzania, jak bardzo tu jest pięknie. Niech przemówią zdjęcia.
Przejeżdżamy przez Camogli, Santa Margherita Ligure, Rapallo. Niestety nie tylko my.  Sezon wakacyjny dopiero się rozpoczyna, ale ruch na drodze już spory. Mąż zaczyna się denerwować, że zamiast oglądać okolicę, musi wciąż kontrolować sytuację na szosie, gdzie jesteśmy co rusz otoczeni przez stada skuterków. Ciężko też jest z parkowaniem. Ledwie udaje nam się przystanąć w kilku punktach widokowych. Do Portofino nie wjeżdżamy wcale. Obawiamy się, że parking, na którym trzeba zostawić samochód, może być daleko od turystycznych atrakcji, a mój mąż ma ogromne problemy z poruszaniem się. Następnym razem postaramy się przypłynąć do Portofino statkiem, jak radził nam Salvatore. Albo też wrócimy do Ligurii z kartą parkingową dla niepełnosprawnych, która może ułatwiłaby mężowi przedostanie się w pobliże najbardziej interesujących miejsc. Pewnie by nam się przydała również przy zwiedzaniu Cinque Terre, gdzie wybieramy się następnego dnia. Choć podobno przemierzanie tego rejonu samochodem to najgłupszy pomysł, na jaki można wpaść. Ale niestety przy problemach z poruszaniem czasem nie ma dobrego sposobu na zwiedzanie. Przekonujemy się o tym również w Genui, którą niestety bardzo pobieżnie oglądamy w drodze nad alpejskie jeziora. Szybko okazuje się, że tego pięknego miasta nie da się zwiedzać z doskoku, zaś zaparkowanie w historycznym centrum jest niezwykle trudne. Następnym razem lepiej będzie znaleźć tu miejsce na krótkie zakwaterowanie. Liguria jest dla mnie podróżą do absolutnej powtórki.
Lecz mój mąż cieszy się, że ją opuszczamy, jest zmęczony rolą kierowcy, który zazwyczaj czekał aż ja coś zobaczę. Ma nadzieję, że drogi w lombardzkich Alpach okażą się spokojniejsze i kierowanie pojazdem nie będzie wymuszało ciągłego natężenia uwagi. Ale niestety dojazd nad Jezioro Como staje się bardzo wyczerpujący. Najpierw utykamy w korku, a potem nawigacja wyprowadza nas z niego trasą biegnącą przez dziesiątki rond. Wszystko to zbiega się z pogorszeniem kondycji fizycznej męża. Mamy szczerze dosyć tej przedłużającej się  jazdy, która w połączeniu z  drogą powrotną drugą stroną jeziora spowoduje, że chcąc, nie chcąc, objedziemy je dookoła. Bogu dziękuję za zakończenie tego męczącego odcinka podróży, gdy wreszcie zajeżdżamy przed zarezerwowany dla nas kamienny domek w Storico. 
To kolejne ze starannie wybranych przeze mnie na airbnb miejsc. Bajeczne widoki na jezioro otoczone alpejskimi szczytami i niską zabudową gwarantują niezapomniany pobyt. Kamienny trzysypialniowy domek mieszkającej na stałe w Szwajcarii Michaeli to dla nas nawet więcej niż komfort. Oczywiście jest też weranda z widokiem na połyskujące wody Como, widoczne pomiędzy zielenią nadbrzeżnych drzew. Jak miło byłoby, oglądając takie pejzaże, wypić poranną kawę na świeżym powietrzu.. Lecz niestety szybko okazuje się, że to nie najlepszy pomysł i wówczas także weranda staje się raczej potencjalną, a nie realną wartością naszego apartamentu. Wszystko to z powodu drogi, która znajduje się w jej bezpośrednim sąsiedztwie, opasując jezioro dookoła. Oczywiście wiedziałam, ze ona tam jest po przeczytaniu wszystkich opinii o apartamencie Michaeli. Tyle, że wtedy się tym zupełnie nie przejęłam. Pomyślałam: "a cóż to taka lokalna droga, ile osób nią może jeździć?" No niestety, samochodów po prostu nie dało się zliczyć, ciężko nawet było przejść na drugą stronę jezdni i to zarówno w dzień, jak i w nocy. Po raz kolejny okazało się, że moja wyobraźnia w żaden sposób nie dorównuje rzeczywistości. 
Ale bliskość jeziora i centrum Storico rekompensują wszystko. Pobyt w Alpach rzeczywiście wydaje się być spokojniejszy niż w Ligurii. Przynajmniej dla mojego męża, który nie musi mnie już nigdzie wozić. Zwalniam tempo. Otwieram drewniane okiennice kamiennego domku Michaeli  i rozpoczynam nowy etap mojej pięknej włoskiej podróży.

Ps. Zdjęcia znad Jeziora Como znajdują się w poście pt. Studenckie priorytety

Relację ze zwiedzanej najgłupszym sposobem Cinque Terre napiszę w wolnej chwili.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz