
Najdroższy Bartusiu!
Nie mam dziś przygotowanych urodzinowych życzeń dla Ciebie, bo nie wiem, czego można życzyć komuś w zaświatach. Kupiłam naręcze świeżych kwiatów i zapalam bardzo specjalne świeczki, które są w rzeczywistości wkładami do zniczy. Gdy już płoną prawie wszystkie ogniki, akurat ktoś za murami cmentarza zaczyna odśpiewywać z pijacką fantazją "Sto lat!".
Nie mogę Ci nic podarować, a moja przeogromna miłość do Ciebie wydaje się taka maleńka w ogromie Wszechświata. Ale wierzę, że Cię tam dosięga, choćby nie wiem, jak bardzo odległe było miejsce, gdzie teraz jesteś. Popękane serce nie chce się goić, ale to nie ma znaczenia, dopóki potrafi kochać.
Nie wiem, co Ci powiedzieć w takim dniu jak dzisiaj, więc mówię to, co zwykle - żebyś nie zostawał tu na cmentarzu, bo to nie jest miejsce, w którym być powinieneś i żebyś wrócił ze mną do domu. I jak zawsze, wydaje mi się, że tak się dzieje. Wracasz ze mną i towarzyszysz nam wszystkim w każdej chwili naszego życia, w każdym przedsięwzięciu. Nosimy Cię w sobie i póki żyjemy, nie odejdziesz na zawsze.
Nie wiem, czy z perspektywy wieczności dzień, w którym się narodziłeś jest dla Ciebie tak samo ważny jak dla mnie tu na ziemi. W końcu podobno wracamy tam do domu Ojca i wówczas jedynie to ma jakieś znaczenie. Wierzę w to, muszę w to wierzyć, żeby móc dalej żyć. Naprawdę nie mam pojęcia, jak w takiej sytuacji radzą sobie ludzie, którzy nie mają wiary.
Wracam do domu, gdy zaczyna się ściemniać i czekam na to, by dzień się skończył. Jakże okrutne wydają mi się takie obchody urodzin. Nic już nie mogę zrobić oprócz wysyłania listów do nieba. Dni podzieliły się na trudne i trudniejsze. Dziś, jadąc na cmentarz chyba wjechałam na skrzyżowanie na czerwonym świetle. Na szczęście samochody z naprzeciwka dopiero ruszały i skończyło się tylko tym, że mnie porządnie obtrąbiły. Ale pewnie przestraszyłam niektórych kierowców. Przepraszam. W dni trudniejsze jestem w jakimś innym wymiarze rzeczywistości (czy raczej nierzeczywistości). Niełatwo wtedy oderwać się od kłębiących myśli i emocji. Ale to była nauczka, że muszę się bardziej starać.

Minęła północ, zakończył się dzień Twoich urodzin. Czas na modlitwę przed snem. Co dzień proszę Boga, żeby mi pozwolił spotkać się z Tobą po mojej śmierci. Nie potrzeba mi innego szczęścia ani żadnego lepszego raju. Odpoczywaj wiecznie pod Boską Opieką Synku. Dobranoc moja bezgraniczna Miłości ❤️
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz