Gibran Khalil to rodzaj takiego mędrca, któremu życie jakby rozjechało się z mądrościami, jakie starał się zawrzeć w swoich tekstach. Innymi słowy, to duchowy mistrz dla wielu pokoleń, jakoś mizernie stosujący się do własnych nauk. Mało kto chyba w naszym kraju zdaje sobie sprawę z faktu, że pomimo tego, jego popularność na świecie stała się niewyobrażalna.
W moim ulubionym anglojęzycznym tekście na ten temat można przeczytać:
“Mówi się, że Szekspir jest najlepiej sprzedającym się poetą wszechczasów. Drugi to Lao-tzu. Trzeci to Kahlil Gibran, który swoje miejsce na tej liście zawdzięcza jednej książce „Prorok”, kolekcji dwudziestu sześciu wierszy prozatorskich, wygłoszonych w formie kazań przez fikcyjnego mędrca w odległym czasie i miejscu.” (tłumacz google)
Kolejnym zadziwiającym faktem na temat Gibrana jest to, jak mało wiemy o człowieku, którego książkę przeczytało tak wiele osób. Polskojęzyczne teksty w internecie pozostawiają wiele do życzenia, albo są skrótowe i sztampowe, albo przedstawiają życiorys artysty w jakiś wyidealizowany sposób. Doprawdy nie rozumiem tej maniery. Czy takim biografom wydaje się, że ugładzenie i upiększenie faktów z życia twórcy wpływa na lepsze postrzeganie tego, co stworzył? Bo według mnie przeinaczanie prawdy o cudzym życiu, odbiera czytelnikowi w jakimś zakresie szansę na zrozumienie czyjejś twórczości, rozumianej jako funkcja jego psychiki.
Tymczasem karmi się nas takimi laurkowymi biografiami już od najwcześniejszych lat szkolnych, tylko po to, żebyśmy w dorosłym życiu przecierali oczy ze zdumienia i poczuli się oszukani. Oczywiście, jeśli ktoś zechce zgłębiać jakiś temat po zakończeniu nauki w szkole;).
Tymczasem karmi się nas takimi laurkowymi biografiami już od najwcześniejszych lat szkolnych, tylko po to, żebyśmy w dorosłym życiu przecierali oczy ze zdumienia i poczuli się oszukani. Oczywiście, jeśli ktoś zechce zgłębiać jakiś temat po zakończeniu nauki w szkole;).
Ale w przypadku autora “Proroka” główna przyczyna nieznajomości prawdy o jego życiu jest dość specyficzna. Jak można przeczytać w dalszej części cytowanego powyżej artykułu:
“jednym z powodów, (...) że niewiele wiadomo o życiu Gibrana (...) jest to, że nie chciał, aby było to znane. Jednym z punktów, który wydaje się niezachwiany, jest to, że urodził się w Libanie, w wiosce Bsharri, w 1883 roku. W tym czasie Liban był częścią Syrii, która z kolei była częścią Imperium Osmańskiego.”(tłumacz google)
Z przytoczonego artykułu (a także wielu innych) wyłania się smutny obraz dzieciństwa Gibrana - ubóstwo, ojciec, który nie był ani wspierający dla syna, ani odpowiedzialny za rodzinę i ostatecznie zastał aresztowany za malwersacje finansowe, matka, nakazująca “zostawić swojego dziwnego chłopca w spokoju” (linkowany powyżej artykuł). W końcu imigracja kobiety z czwórką dzieci “za chlebem” do Bostonu. Wydaje się, jakby Gibran się wstydził tej historii, lub z innego powodu nie chciał o niej pamiętać. W tym samym tekście znajdziemy wzmiankę:
“Później Gibran powiedział dziennikarzom wiele kłamstw na temat swojego dzieciństwa (...). Powiedział, że miał szlachetne urodzenie. Rodzina jego ojca miała pałac w Bsharri, gdzie trzymali tygrysy dla (jako) zwierząt (ęta) domowych (e). Rodzina jego matki była najbogatsza w Libanie. Posiadali ogromne nieruchomości, „całe miasta”. Jako młody arystokrata uczył się w domu u nauczycieli angielskiego, francuskiego i niemieckiego” (tłumacz google).
A może Gibran tak bardzo pragnął być panem swojego życia, że posunął się aż do takiego rodzaju autokreacji, która nie baczy nawet na rozdźwięk z prawdą? Co chciał przysłonić za pomocą tej opowieści? Czy lata emigracji z funkcjonowaniem właściwie na marginesie społeczeństwa, czy też późniejszą odmianę losu w postaci charakteru znajomości ze słynnym w tym czasie fotografem Fredem Hollandem Dayem, do którego został skierowany przez swojego nauczyciela, prowadzącego zajęcia plastyczne?
Ten najbardziej znaczący i przełomowy moment w życiu Gibrana jest zarazem najbardziej dwuznacznym faktem w jego biografii. To dlatego, że Fred Holland Day był osobą, która w dzisiejszych czasach budziłaby liczne podejrzenia. Artykuł, do którego się tu odwołuję, przedstawia jakby tylko pozytywną interpretację aktywności tej postaci:
Niewątpliwie Day wiele nauczył i wypromował Gibrana, ale u mnie - pedagożki pracującej przez wiele lat z dziećmi i młodzieżą od razu zapalają się czerwone lampki w głowie, gdy słyszę takie historie. Zwłaszcza że widziałam w internecie niektóre z tych zdjęć nagich i młodych (!) chłopców, które nawet Wikipedia nazywa portretami homoerotycznymi.
Również z tej samej wikipedycznej strony zaczerpnęłam charakteryzujące Daya słowa, napisane przez Pam Roberts (z katalogu wystawy Day w Muzeum Van Gogha):
„nigdy się nie ożenił i jego orientacja seksualna, podczas gdy powszechnie przyjmuje się, że był homoseksualny ze względu na swoje zainteresowania, jego temat fotograficzny, jego ekstrawaganckie zachowanie, było, jak wiele innych rzeczy o nim, bardzo prywatną sprawą” (tłumacz gogle).
I właściwie zgodziłabym się na to, gdyby nie wiek chłopców, którymi fotograf się interesował. Oczywiście nie ma żadnego świadectwa, że ich wykorzystywał, ale nagie portrety z seksualnym wydźwiękiem, jakie im robił, już są dla mnie wystarczającym przekroczeniem granic i, patrząc na takie obrazy, trudno się oprzeć wrażeniu, że nie chodzi w tym działaniu tylko o czystą sztukę.
Niemniej już pewnie nie dowiemy się nic więcej o relacji łączącej 13-letniego chłopca z nizin społecznych ze słynnym fotografem, pod którego okiem i protekcją dorósł, zaledwie z trzyletnią przerwą na naukę w Libanie. Ani o wpływie tego typu więzi na psychikę przyszłego artysty.
Po powrocie pełnoletniego już Gibrana do Bostonu, jego kariera artystyczna nabiera tempa. W przeciwieństwie do niej w życiu osobistym ma miejsce wiele przykrych zdarzeń. W dzielnicy biedy, gdzie panoszy się gruźlica, umiera rodzeństwo Gibrana (z wyjątkiem młodszej siostry Marianny), a matkę pokonuje nowotwór. Według https://www.alohacriticon.com/literatura/escritores/kahlil-gibran/ artysta doznaje także porażki w sferze miłosnej - zostają odrzucone jego oświadczyny, skierowane do (o dziewięć lat starszej) poetki Josephine Preston Peabody.
Za to Day organizuje mu w 1904 roku pierwszą wystawę rysunków, na której, zgodnie z https://en.wikipedia.org/wiki/Mary_Haskell_(educator) poznaje on Mary Haskell - następnego mentora, a w owym czasie dyrektorkę prywatnej szkoły dla dziewcząt w Bostonie. To kolejny rozdział życia artysty pod tytułami protekcji, pomocy i sponsorowanej kariery, które potrwają niemal do jego śmierci.
Wracając do artykułu z magazynu The New Yorker: “Zanim Gibran zbliżył się do Haskell, w 1908 roku miał historię zaprzyjaźnienia się ze starszymi kobietami, które mogą mu się przydać. Haskell również była starsza o dziewięć lat. (...) była nauczycielką i próbowała go edukować. Pod pretekstem miłego wieczoru literackiego zachęci go do przeczytania (...) klasycznych autorów, dokładnie tak jak zrobił to Fred Holland Day”. (tłumacz google) https://www.newyorker.com/magazine/2008/01/07/prophet-motive
Rola Mary Haskell w życiu Gibrana Khalila jest nie do przecenienia. Starała się być dla artysty wszystkim, czym się dało, została nawet jego narzeczoną, z którą zresztą nigdy się nie ożenił i nawet można wątpić, czy miał kiedykolwiek taki zamiar. Zainteresowanym polecam przeczytanie w całości artykułu z magazynu The New Yorker, do którego się odnoszę. Po lekturze na pewno poczują współczucie dla Mary Haskell.
Z tekstu wyłania się obraz Gibrana jako człowieka niezwykle zagmatwanego, pełnego wewnętrznych sprzeczności, który zdaje się nie dościgać stworzonej wizji samego siebie.
Już na zakończenie ostatni cytat z tego samego źródła: “Miał jeszcze jedną trudność: alkoholizm, sytuację, która mogła się rozwinąć wkrótce po opublikowaniu „Proroka” lub w trakcie jego pisania. Robin Waterfield uważa, że podstawowym problemem Gibrana mogło być uczucie hipokryzji, ponieważ jego życie było tak sprzeczne z jego postawą świętego człowieka. W ostatnich latach pozostawał zamknięty w swoim mieszkaniu, od czasu do czasu przyjmując godnego gościa, ale głównie pijąc arak, syryjski alkohol, który Marianna przysłała mu, najwyraźniej na galon (y)” (tłumacz google).
Nic więc w tym dziwnego, że przyczynę śmierci artysty zdiagnozowano jako marskość wątroby z początkami gruźlicy. Zgodnie z wolą Gibrana Marianna sprowadziła jego zwłoki do Libanu (i to też jest historia, którą warto przeczytać pod podanym wyżej linkiem) i pochowała w zakupionymi i opuszczonym klasztorze Mar Sarkis. To właśnie tam obecnie działa Muzeum Gibrana Khalila - może najbardziej sławnego syna Libanu na świecie. “Proroka”, którego przerosło własne prorokowanie.
* Na pierwszych czterech zdjęciach jest dom rodzinny Gibrana, pozostałe zrobiono w muzeum
P.s. Poprzedni wpis o Libanie: https://podobrejdrodze.blogspot.com/2020/02/liban-ponocny-w-podziekowaniu-dla.html
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz