Poprzedni wpis z podróży: https://podobrejdrodze.blogspot.com/2022/09/mocno-nas-zaskoczy-fakt-ze-swiat-poza.html
“Życie nie może być aż tak straszne. W końcu zawsze można iść nad Bosfor.”
Orhan Pamuk, Stambuł. Wspomnienia i miasto
To przepiękna historia miłosna, o której można przeczytać na tureckim forum dyskusyjnym (tłumacz google):
“Opowiedzieli nam historię tej piosenki w Çeşme Dalyanköy lata temu. (...) Był tam młody człowiek o imieniu Ali, młody naiwny chłopiec. Zakochuje się w beznadziejnej miłości, ale ta dziewczyna pochodzi z przeciwległego brzegu, greckiej wyspy Chios. Przychodzi i odpływa łodzią. nikt nic nie mówi do młodego człowieka. Nie wiadomo, czy miłość ma sens, czy nie. Potem próbuje zbudować wieżę na morzu, aby mógł zobaczyć dziewczynę. Jego ruina stała jeszcze do niedawna na prawo od wejścia w Dalyan. Wtedy to Ali wariuje. Wiadomo, że ta piosenka jest w jego pamięci.” (https://eksisozluk.com/gel-gel-kayikci--2503469)
Podczas tego pobytu w Stambule nie mamy ani okazji, ani czasu, by spotkać się z rebetiko. Ale dla Bosforu jest w naszej podróży specjalne, honorowe miejsce.
*
Nawigacja gogle usiłowała nas przeprowadzić na azjatycki brzeg Stambułu tunelem Eurazja. Ale my chcieliśmy w sentymentalny sposób powtórzyć trasę sprzed lat, przebytą podczas rodzinnej objazdówki po Turcji. I znów zobaczyć zniewalający Bosfor z perspektywy rozwieszonego nad nim mostu.
Mam głębokie przekonanie, że ten widok wart jest dodatkowych 75 minut, które podobno zyskalibyśmy korzystając z tunelu. Ale to perspektywa pasażera. Mąż kierowca wygląda na mocno zmęczonego takim przedłużającym się przejazdem przez Stambuł.
Ale wreszcie mogę napisać do bliskich:
Pozdrawiamy już z Azji
Zmierzamy do Bolu. To nie jest miejsce, które byłoby polecane w jakimkolwiek turystycznym celu. Podobno lubią je jednak handlowcy, bo można tam zrobić niezłe zakupy. Ale dla nas to tylko przystanek na odpoczynek w drodze na Wschód Turcji.
W Bolu czeka nasz pierwszy nocleg w tureckim Hiltonie. Jestem tym bardzo podekscytowana. To zarazem nasza pierwsza przygoda z hotelami tej marki. I w tym miejscu chciałabym podziękować twórcy internetowego tekstu pod tytułem: „Hilton HHonors dla początkujących”. To dzięki autorom takich wpisów nasza podróż nabrała nowego wymiaru komfortu. Po zastosowaniu się do wskazówek ze strony: https://www.hotelspotter.pl/2016/05/poradnik-hilton-hhonors.html nie tylko dokonałam paru fajnych rezerwacji podczas pobytu w Turcji, ale też sporo zaoszczędziłam. Udało mi się bowiem kupić noclegi w większości Hiltonów za punkty nabyte w promocyjnej cenie.
To wszystko zawdzięczam również swojemu niepohamowanemu apetytowi na podróże. Promocja bowiem obejmowała swoim zasięgiem członków uczestniczących w hiltonowskim programie minimum trzy miesiące. Oczywiście taka marzycielka jak ja należała do niego już od kilku lat, mimo że w czasie ich trwania nigdy się u nas nie zanosiło na noclegi w żadnym luksusowym hotelu. To chyba najlepszy dowód, że cierpliwość popłaca, a marzenia jednak potrafią się spełniać.
Żeby nie było, że tego dnia będzie zupełnie nieturystycznie, to do Hiltona w Bolu postanowiliśmy dotrzeć drogą nad Jeziorem Abant. „Turcja w sandałach” opisuje to miejsce jako bardzo przyjemne i piękne – w sezonie letnim podobno pokrywają je lilie wodne, a temperatura nad brzegiem daje wytchnienie od wakacyjnych upałów.
Marzyła mi się taka relaksująca przerwa w czasie drogi na Wschód. Niestety na skutek korków w Stambule nasza podróż tego dnia trwała znacznie dłużej niż na to wskazywały obliczenia nawigacji google. W końcu byliśmy tak zmęczeni, że nie chciało nam się nawet myśleć o dodatkowej godzinie w samochodzie (a tyle czasu musielibyśmy nadłożyć, żeby zahaczyć o Abant). Wizytę nad jeziorem (45 minut jazdy od Bolu) postanowiliśmy więc odłożyć na dzień następny. I usprawiedliwiwszy w ten sposób nasze turystyczne lenistwo, pognaliśmy czym prędzej na odpoczynek w hiltonowskich komfortach.
Hilton w Bolu rzeczywiście jest wygodny, choć nie oszołomił nas przesadnym luksusem. Funkcjonalnie – tak można w skrócie opisać wnętrze. Pokój dla osób z niepełnosprawnością pozbawiony został kącika wypoczynkowego, żeby zapewnić możliwość uzyskania ciągu komunikacyjnego dla ewentualnych wózków inwalidzkich. Sama nie wiem, czy to dobrze – w końcu ich użytkownikom (a także opiekunom) też by się przydał wygodny fotel. I to nie tylko biurowy do pracy, ale również i taki, w którym można by było spocząć i swobodnie rozłożyć się po podróży. No ale może to tylko ja miałam zbyt wygórowane oczekiwania w stosunku do Hiltona.
To, co mi się w nim podoba, to widok z okna na góry w oddali i bezpośrednie sąsiedztwo meczetu (dla mnie to wciąż egzotyka). No i oczywiście śniadanko – wszystko mi tu bardzo smakuje.
Lecz zbyt pełne brzuchy nie są dobrymi sprzymierzeńcami w pozbyciu się lenistwa. Wprost przeciwnie - pozwalają bez żalu zrezygnować rankiem z zawrócenia z drogi na Wschód. Zamiast kierunku Abant wybieramy kierunek Safranbolu, które jest naszym kolejnym “must see” w podróży.
I wtedy zdarza się cud. Na naszej drodze pojawia się specjalnie dla nas zastępczy “Abant”:). Jeziorko Gölyüzü jest wymarzonym miejscem na relaksującą przerwę w podróży. Lustro wody pokrywają lilie wodne, a ciągnąca od niej lekka bryza sprawia, że temperatura nad brzegiem daje wytchnienie od wakacyjnych upałów. Mamy kolejny dowód na to, że marzenia jednak potrafią się spełniać. Jesteśmy tak zachwyceni, że aż odpalamy nowe karty pamięci i wreszcie uruchamiamy do tej pory skazany w podróży na wygnanie do bagażnika normalny aparat fotograficzny. I zadowoleni, że od teraz będziemy mieli lepsze fotki niż te z komórki, po sesji zdjęciowej ruszamy dalej - do miejsca, gdzie fotogeniczność Starego Miasta omal powali nas na kolana. Szkoda tylko, że nie uda nam się go utrwalić w lepszy sposób niż komórką z powodu odkrytej po powrocie awarii karty pamięci:(...
Ps. I tak to niestety wygląda:(


















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz