czwartek, 15 września 2022

4. (TURCJA) BUŁGARIA: Koprinka, Kazanłyk, Skobolevo - Pejzaż bez róż w Dolinie Róż



W drodze do Doliny Róż mieliśmy w planach zrobić dłuższy postój w Wielkim Tyrnowie, niestety brak bułgarskiej waluty i wolnych miejsc parkingowych odwiódł nas skutecznie od tego pomysłu. Ale nawet pobieżny rzut okiem na miasto z okien samochodu utwierdza w przekonaniu, że kiedyś warto się tam zatrzymać na dłużej.


Dolina Róż wita nas krajobrazem bez róż - okazuje się, że wszystkie kwiaty hodowanej w celu produkcji olejku różanego odmiany Damascena zebrano z pól początkiem czerwca. Lecz cały związany z tym zawód skutecznie rozwiewa się na widok wielkich łanów kwitnącej lawendy! Jest przepięknie i bardzo pachnąco.


Również wybrane przez nas miejsce na przerwę w podróży pozytywnie zaskakuje. Hotel ЗЛАТНА КОТВА umiejscowiony jest w lesie nad brzegiem jeziora. Choć w adresie i opisie obiektu na Booking.com znalazło się miasto Kazanłyk, to tak naprawdę można się cieszyć lokalizacją kilka kilometrów poza nim - w pobliżu wsi Koprinka, w spokoju wypełnionym śpiewem ptaków i rechotaniem żab. Po prostu sielanka.


Największa niespodzianka czeka na nas jednak w hotelowym pokoju. Przeżywam kolejne rozczulenie w podróży na widok wypisanych na czerwonym papierze życzeń z okazji naszej rocznicy ślubu.  I jak tu nie kochać Bułgarii - tej właśnie spoza zadeptanego przez Polaków szlaku wzdłuż Morza Czarnego.

W Zlatnej Kotvie zajmujemy pokój typu delux z balkonem. Od samego początku kontakt z hotelem stanowi przyjemność.


We confirm your reservation for a room with a nice view. We hope you have a wonderful anniversary - otrzymuję stamtąd wiadomość nazajutrz po rezerwacji.


To wszystko skłania nas do rozpoczęcia świętowania natychmiast po zakwaterowaniu. W Kazanłyku (z niemałym trudem) udaje nam się znaleźć restaurację z możliwością zapłaty kartą, a po kolacji użyć jej w hipermarkecie - kupujemy piwo i tort (Red Velvet) na posiadówkę na naszym balkonie z pięknym widokiem na wody jeziora za porastającymi brzegi drzewami.



Każdego wieczoru możecie świętować rocznicę - podpowiada Beata.



Tak właśnie zamierzamy zrobić - choć niekoniecznie co dzień z piwem i tortem:).


Patrzę na te Twoje zdjęcia i nadziwić się nie mogę, jaki świat jest różny, jaki piękny, jaki dziwny - kontynuuje koleżanka ze szkoły. I ja też tak mam Beatko, czasem trudno mi uwierzyć własnym oczom. A to przecież dopiero początek naszej podróży.


Koprinka, ze swoją tamą i dzikimi plażami mnie zauroczyła.  Dodatkowy smaczek stanowi fakt, że na dnie zbiornika znajduje się odkryte podczas budowy zapory w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku trackie miasto Seuthopolis z IV w. p. n. e.  (stolica królestwa Odrysów).


Namiętnie fotografuję jezioro na porannych i wieczornych spacerach (fotorelacja 2). Cieszę się, że tym razem nie ma takiego pośpiechu jak ostatnimi dniami - w Zlatnej Kotvie zarezerwowaliśmy “aż” dwa noclegi.

Nie znaczy to, że leniuchujemy. Już nazajutrz donoszę najbliższym:

Dziś w założeniu dzień wypoczynkowy, ale ciężko byłoby go spędzić na leżeniu brzuchem do góry, gdy okoliczności takie piękne


Poranny spacer mnie rozruszał

I postanowiłam się rozejrzeć za tymi różami, które tu spodziewałam się znaleźć


Poza tym chciałam zgłębić swoją wiedzę na temat pozyskiwania na tym terenie słynnego bułgarskiego olejku różanego


W ten oto sposób trafiliśmy do kompleksu etnograficznego poświęconego różom

Tam rzeczywiście był milion róż we wszystkich możliwych odmianach, z wyjątkiem tych, których płatki wykorzystuje się w tym różanym biznesie. Te niestety skończyły już w kadziach olejowych:) 

Obcowanie z tak wielką ilością róż jest rzeczywiście niesamowitym estetycznym doznaniem. W takim miejscu naprawdę odnosi się wrażenie, że wszystkie kwiaty konkurują o nasze względy, że starają się zdobyć za wszelką cenę zainteresowanie przechodniów i zdystansować pozostałe rośliny w kategoriach urody i wdzięku.




Zrozumiałam, co poczuł Mały Książę z piosenki Kasi Sobczyk

Kompleks etnograficzny poświęcony różom zwie się Damascena (fotorelacja 1). Położony jest niedaleko Kazanłyku we wsi Skobelevo. To miejsce dosyć osobliwe, choć od razu zaznaczam, że mnie się podobało.


“Byłem chłopcem, który nie chce czekać, żeby zobaczyć Raj. Dlatego stworzyłem swój własny Raj w najpiękniejszym miejscu w Bułgarii” - takie hasło założyciela kompleksu wita nas na jego stronie. I coś w tym jest. Miejsce wygląda bowiem rzeczywiście jak stworzone przez chłopca - przeniesione do rzeczywistości prosto z dziecięcych pragnień. Jest tam oczywiście napędzające cały kompleks serce, czyli całkiem poważny biznes w postaci pierwszej prywatnej destylarni olejku różanego w Bułgarii (z dochodowym pewnie sklepem i restauracją:), do którego jakby podłączono obiekty, które zamarzyły się dziecku - na przykład amfiteatr, ogród róż czy biopark. Oryginalniejsze podłączenie w postaci Trackiego Centrum Kultury i dosyć megalomańsko prezentujących się pomników nawiązuje w tym wszystkim do historycznego dziedzictwa tej ziemi. Jest tam również część etnograficzna z kolekcją starych przedmiotów pozostałych w spuściźnie po bułgarskich przodkach.

Jednym słowem dość to wymyślny miszmasz i zaskakująco skomponowana przestrzeń, gdzie jednak bardzo miło spędziliśmy sporą część dnia.


Obfotografowałam tam chyba wszystkie przepiękne odmiany róż, posiedzieliśmy na ławeczkach wśród pachnących kwiatów, nacieszyliśmy się obecnością łabędzi (w tym również tych czarnych), zapoznaliśmy się z kolekcją staroci, które bardzo lubimy, a nade wszystko wreszcie z wielokrotnie obejrzanego filmu w destylarni (o przepraszam, obiekt według mapy nazywał się Temple of the Rose:) dowiedzieliśmy się, jak wygląda produkcja słynnego olejku różanego.

Po powrocie jeszcze z pomocą internetu zgłębiam wiedzę na ten temat.

O tym, że na ziemiach Trackich już w starożytności uprawiano róże, wiemy od Herodota. Trakowie zamieszkiwali bułgarskie ziemie 5 tys. lat p.n.e. Natomiast pierwsze wzmianki o plantacjach różanych na półwyspie Bałkańskim, pochodzą z XVII wieku i dotyczą miejscowości położonej przy mieście Edirne (dawny Adrianopol) na Nizinie Trackiej, w dzisiejszej północno – zachodniej części Turcji. Pierwsze wzmianki o plantacjach róż na terenie dzisiejszej Bułgarii pochodzą z 1712 roku. W połowie XIX wieku teren leżący między miejscowościami Kazanłyk a Sredną Górą uzyskał oficjalną nazwę Doliny Różanej” - czytam na stronie https://www.podoslonami.pl/uncategorized/olejek-rozany-zloto-bulgarii/.


I jeszcze dołączam tutaj parę ciekawostek, zaczerpniętych ze wspomnianych powyżej stron:

- aby uzyskać olejek różany najwyższej jakości, kwiaty muszą być obrobione do 20 godzin od zerwania;

-  zbiera się je bardzo wcześnie, najlepiej przed świtem, ze względu na obecność porannej rosy i najwyższe stężenie olejków eterycznych;

- aby uzyskać kilogram najwyższej jakości olejku zużywa się do 3500 kwiatów;

- rocznie w Dolinie Róż wytwarza się go około 100 kg.  Jako produkt uboczny w procesie destylacji uzyskuje się także 50 ton wody różanej;

- olejek pochodzący z Doliny Róż ma około 300 mikroelementów i substancji aktywnych;

- od 2014 roku jest to produkt regionalny a prawo unijne zapewnia jego ochronę;

- dzięki wyjątkowemu mikroklimatowi Doliny Róż olejek tam wytwarzany jest najcenniejszy i najdroższy na świecie - w roku 2015 kosztował około 8000 euro za kilogram.


Zdobyta w kompleksie Damascena wiedza pozwoliła nam bez żalu odpuścić planowaną wizytę w Rose Museum w Kazanłyku. 


Podarowaliśmy sobie też wpisany na listę Unesco w 1979 roku Tracki Grobowiec. Do jego zwiedzania nie za bardzo zachęcały informacje ze strony https://www.vistalis.pl/holiday/kulturalna-wycieczka-po-bulgarii-9-dni/. Napisano tam, że “nie można wejść do środka Grobowca w Kazanlyku ponieważ musi on być doglądany w specjalny sposób, ale przy nim znajduje się jego wierna kopia wykonana w skali 1:1, która przedstawia architekturę, artefakty i malowidła grobowca”.


Tyle że jakoś nie czuliśmy specjalnego zainteresowania skopiowanymi pozostałościami po Trakach. W końcu można było je zobaczyć (skarb Panagyurishte) już w Centrum Kultury w kompleksie Damascena. Był w nim nawet tracki grobowiec;).


Warto tu wspomnieć również o miejscach, których w okolicy programowo się nie zwiedza:

- o cygańskiej osadzie w Maglish w Kazanlak Valley (ale raczej na całym świecie zwiedzanie takich atrakcji nie jest wskazane);

- o umiejscowionej na obrzeżach Kazanłyku fabryce karabinów AK47, czyli słynnych automatów Kałasznikowa.


Być może to właśnie miejscowa produkcja tego typu sprawiła, że na drzwiach naszego hotelu (i innych pobliskich obiektów) wisiał znak zakazu wnoszenia broni! Cóż, wolałabym sobie tego nie tłumaczyć w żaden inny sposób...


Na szczęście znaki zauważyłam tuż przed odjazdem, więc raczej nie miałam zbyt dużo czasu na umieranie ze strachu. Tego dnia postanowiliśmy wyruszyć w drogę wczesnym rankiem, bo czekało nas znów pokonanie wielu kilometrów. W pośpiechu zawiadomiłam więc tylko grono moich “followersów”:) na messengerze:

jeszcze dziś będziemy w Turcji w Stambule

i zatrzasnęłam za Koprinką drzwi samochodu. 



Nasz tranzyt dobiegał końca. Przez ziemie, gdzie dawno temu osiedlili się Trakowie, a obecnie mieszkają chyba mocno zubożali Bułgarzy, zbliżaliśmy się do tureckiej granicy. Byłam pewna, że teraz dopiero nasza przygoda ze światem pięknym, dziwnym i różnorodnym rozpocznie się na dobre...



Następny wpis z podróży: https://podobrejdrodze.blogspot.com/2022/09/mocno-nas-zaskoczy-fakt-ze-swiat-poza.html


P.s. Na temat czarnych łabędzi możemy poczytać na przykład tutaj:

https://zwierzakinadpotokiem.pl/czarny-labedz/

https://www.ekologia.pl/wiadomosci/czarne-labedzie-w-polsce/

https://okkolobrzeg.pl/pytamy-w-polskim-zwiazku-ornitologicznym-skad-na-baltyku-wziely-sie-czarne-labedzie/


FOTORELACJA 1 - KOMPLEKS DAMASCENA











































































































































FOTORELACJA 2 - NAD JEZIOREM KOPRINKA


















































Brak komentarzy:

Prześlij komentarz