czwartek, 8 września 2022

3.(TURCJA) BUŁGARIA: Ruse, Iwanowo - Czarna owca wśród gościnnych ludzi


Przejazd z Alby Julii na granicę rumuńsko - bułgarską zajął nam czas aż do zmroku. Ale po przespanej nocy i relaksie w hotelowym basenie droga nie wydawała się tak uciążliwa jak poprzedniego dnia. Nawet zator na przejściu granicznym nie popsuł nam humoru.


Przejeżdżamy przez łączący Rumunię z Bułgarią Most Przyjaźni na Dunaju (opłata), poddajemy nasze auto dezynfekcji (opłata) i zamieniamy winietę rumuńską na bułgarską (oczywiście, że opłata), żeby móc używać jednych z najbardziej dziurawych dróg w Europie. No i wreszcie możemy wjechać do Ruse.


Do apartamentu mamy 12 minut - donoszę rodzinie patrząc na nawigację google.

Czeka tam na nas (naprawdę długo i cierpliwie) właściciel Prista guest rooms.

Ivo okazuje się przemiły. Nie tylko wychodzi po nas na ulicę, wskazuje miejsce parkingowe i drogę do mieszkania, ale też obdarowuje.

Późnym wieczorem przesyłam zdjęcia wszystkim, z którymi pozostaję w nieustającym kontakcie podczas podróży. Z komentarzem:

nasz śliczny apartamencik w Ruse - pan właściciel mnie całkiem rozczulił - kupił mi kwiatuszka, bo podróżujemy z okazji rocznicy ślubu

I choć nie będę go mogła zabrać w dalszą drogę, to gest ten będzie mi ogrzewał serce, ilekroć o nim pomyślę. Tego dnia zasypiamy więc nie tylko w zmęczeniu, ale i w radości. Budzimy się w dobrych humorach, czując wdzięczność dla losu za wszystkich miłych ludzi w podróży.


Po śniadaniu witam się z najbliższymi:

Dzień dobry! Dziś będzie o widokach z okna

Prosto na wieżę zabytkowego kościoła św. Pawła od Krzyża

Choć to  budowla z początku dwudziestego wieku, to jednak obiekt ma znaczenie historyczne, był to bowiem pierwszy kościół katolicki w Bułgarii.

Z podwórka widać go prawie w całej okazałości


Kawałek Dunaju też


I taki to miły ranek z biciem kościelnych dzwonów i odgłosami mew w tle


Oczywiście już zdążyłam być i na modłach w kościele, i na spacerze nad Dunajem. Jak dobrze rozpocząć dzień takimi widokami zamiast oglądania biurka w gabinecie pedagogów:) - to wieści dla drugiej pedagożki ze szkoły;)


W ogóle to Ruse jest podobno zwane Małym Wiedniem. I rano na spacerze myślę sobie: pewnie ktoś miał niezłą fantazję. Dochodzę do końca naszej uliczki, a tam placyk i... takie cuda

Tak,  Ruse naprawdę zaskoczyło. Zanim wyruszyliśmy w tę podróż, to miałam je tylko za miejsce, w którym można przekroczyć kolejną granicę w drodze na Południe. Tymczasem po wykwaterowaniu z Prista guest rooms (nazwa nawiązuje do określenia umocnień i portu z okresu rzymskiego - Sexaginta Prista, czyli “sześćdziesiąt statków” typu strażniczego) odkrywamy następne cuda...


Rousse to jedno z najpiękniejszych miast Bułgarii. Najciekawsze budowle przełomu XIX-XX wieku zostały niedawno odnowione” - czytam później na stronie https://firststeppodolsk.ru/pl/phuket/chem-gorditsya-gorod-ruse-ruse-razvlecheniya-i-aktivnyi-otdyh-ruse.html.


Wjeżdżamy na główny plac wypełniony kwiatami oraz kawiarnianymi stolikami, od którego odchodzą uliczki z rzędami kolorowych kamieniczek. Oglądamy Pomnik Wolności, budynki sądu (съдебна палата ) i teatru (Drama Theatre "Sava Ognyanov").

I pewnie spędzilibyśmy tam znacznie więcej czasu, bo już się rozsiedliśmy w ogródku jednej z kawiarenek, gdyby nie coś, co raczej nie przydarzyłoby się turystom w prawdziwym Wiedniu: brak możliwości zapłaty kartą!


A poszukiwanie bankomatu w promieniach palącego słońca jakoś nam się za bardzo nie uśmiechało...


Niestety ten wybór przełożył się później także na resztę naszego bułgarskiego planu. W tym dniu chcieliśmy jeszcze bowiem zwiedzić skalne cerkwie w Iwanowie. To niewielka wieś jakieś 20 kilometrów na południe od Ruse. Na jej obrzeżach znajduje się wspaniały park przyrodniczy w dolinie rzeki Rusieński Łom (dopływ Dunaju). Skrywa się tam cenny bułgarski skarb, który Wikipedia, a za nią wszyscy inni autorzy wirtualnych przewodników, opisują jako “zespół wykutych w skale monolitycznych kościołów, kaplic i klasztorów” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Skalne_cerkwie_w_Iwanowie).

Uznaliśmy, że przerwa na ich zwiedzanie  nie dość, że uatrakcyjni nasz tranzyt przez Bułgarię, to jeszcze być może nada mu nieco pielgrzymkowego charakteru. Wyjątkowość kompleksu podkreśla fakt, że od 1979 roku został on wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Jak czytam na stronie https://navtur.pl/place/show/1060,skalne-cerkwie-w-iwanowie: “pierwsze groty i kaplice pustelnicy stworzyli tu już prawdopodobnie w VI wieku, jednak dopiero w latach 1218-1235 z polecenia Joachima, późniejszego patriarchy Bułgarii wybudowano tu pierwszy większy monastyr pw. Archanioła Michała. (...) Główną świątynią całego kompleksu stanowi wykuta wysoko w skale cerkiew św. Bogurodzicy. Żeby się do niej dostać trzeba pokonać około 140 kamiennych stopni”.


Pokonuję te stopnie z niemałym trudem, bo i żar się z nieba leje, i podejście ostre, ale w końcu wkraczam do przedsionka skalnej cerkwi, gdzie mieści się kasa biletowa. I widząc tam pierwsze freski, już się cieszę na myśl, jakie wrażenia czekają na mnie głębiej we wnętrzu, gdy nagle słyszę, że... nie, nie można za wstęp płacić kartą. Tylko gotówka, bułgarska gotówka. Nie tylko ja nie jestem na to przygotowana. Widzę, że podobny problem ma grupka przybyłych tuż przede mną Rumunów (bo w Rumunii też to nie jest normalne).


I choć reszta kompleksu zaoferowała piękne widoki, to jednak rozczarowanie pozostało.


Ale to i tak nic w stosunku do zdarzenia, które w Iwanowie było udziałem męża. Zostawiłam go u podnóża schodów przy budce, gdzie oferowano jednocześnie i pamiątki, i jakiś chyba fast food. Tak, bez gotówki, jedynie z kulami w ręku. Ale nawet one nie powstrzymały właścicielki budki od przepędzenia go z krzesełka przy jednym z kilku otaczających ją stolików (a innych miejsc przeznaczonych do tego, by usiąść w ogóle w okolicy nie było). Cóż, nie ma konsumpcji, nie ma siedzenia... To samo usłyszeli skonsternowani, schodzący przede mną z góry i pozbawieni bułgarskiej gotówki Rumuni. Może to miałoby i jakieś logiczne uzasadnienie, gdyby brakowało miejsc dla konsumujących klientów, ale tego dnia, oprócz nas i Rumunów do skalnych cerkwi w Iwanowie chyba nie zawitał nawet pies z kulawą nogą. I choć właścicielka budki deklarowała, że interesuje ją gotówka nie tylko bułgarska, to nawet, posiadając taką w portfelu, za nic bym u niej niczego nie kupiła (choć zakup pamiątek pierwotnie chodził i mnie, i mężowi po głowie). Rozumiemy bowiem frustrację spowodowaną trudną sytuacją w turystyce, ale brak zwykłych ludzkich odruchów, gdy widzi się człowieka, któremu bardzo ciężko się poruszać, jest trudny do zrozumienia.




Nie chcę się nad tym tutaj rozwodzić, bo najchętniej wykasowałabym to wspomnienie z naszej podróży. Tym bardziej, że cała reszta bułgarskiego pobytu upłynęła w bardzo ciepłej atmosferze, a ludzie, których spotkaliśmy w tym kraju byli dla nas życzliwi i uprzejmi. I tak właśnie chcemy Bułgarię zachować w pamięci. A czarna owca, no cóż, przecież taka może się znaleźć w każdym jednym stadzie...


Następny wpis z podróży: https://podobrejdrodze.blogspot.com/2022/09/blog-post.html

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz