sobota, 5 listopada 2022

11. TURCJA: Sivas - Stado ofiarnych baranków



Z historią czterdziestu męczenników zapoznaliśmy się dzięki albańskim wojażom trzy lata wcześniej. Wstrząsnęła nami. To jedna z najbardziej przejmujących opowieści, jakie znam.


Wtedy też dowiedziałam się o istnieniu Sebasty. Oczywiście, jak wszystko, co najlepsze;), mieści się ona obecnie w granicach państwa tureckiego. 

Nie zawsze tak było.


Sebasta (dzisiejsze miasto Sivas) należała w starożytności do Armenii (...) i była żywym, a także silnym ośrodkiem życia chrześcijańskiego” - czytam na stronie https://opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/swieci/s_czterdziestu.html. 


I jeszcze dalsza część tekstu: ”Cesarz Konstantyn Wielki  [tak, ten od którego wziął nazwę Konstantynopol - przyp. aut.] postawił w swoich rządach na chrześcijaństwo, tzw. edykt mediolański z roku 313, zrównał je z państwową religią pogańską”. 


Teoretycznie więc ta historia z roku 320 nie powinna się była wydarzyć. A jednak edykt nie był respektowany na terenach władanych przez Licyniusza. “Z jego rozkazu wybuchło prześladowanie wyznawców Chrystusa. Wielu rzymskich żołnierzy wyznawało wiarę chrześcijańską. Wśród nich byli żołnierze należący do słynnego XII legionu rzymskiego zwanego Fulminata, tzn. Błyskawica” - oto dalszy ciąg historii opowiedzianej pod wspomnianym linkiem. To właśnie oni zostali męczennikami, kiedy odmówili odstępstwa od swojej religii.



Najpierw próbowano ich do tego zmusić torturami, a gdy to nie poskutkowało skazano ich na męczeńską śmierć. Jak można przeczytac na stronie https://wiadomosci.onet.pl/religia/krwawy-dramat-40-meczennikow-tajemnica-xii-legionu/xcgjx: Zimy w Armenii były bardzo ostre, szczególnie w marcu. Pod koniec zimy, kiedy wiatr wiał z północy pojawiał się również silny mróz. Pod murami miasta był staw, który był skuty lodem tak mocno, że wydano zgodę na swobodne przemieszczanie się po nim. Pewnej zimowej, bardzo mroźnej nocy rozebrano więzionych do naga i zaprowadzono na staw, aby tam zamarzli na śmierć. Obok znajdowała się ogrzewana łaźnia dla tych, którzy wyrzekną się wiary chrześcijańskiej. Podczas tej kaźni męczennicy modlili się słowami: "Panie, oto czterdziestu nas wstąpiło na pole walki, racz nie dopuścić, żeby mniej niż czterdziestu osiągnęło wieniec zwycięstwa. Oby nie zabrakło nikogo z tej liczby, zawierającej w sobie szczególne dostojeństwo" [widać to na przykład w czasie postu Jezusa lub w Jego pozostawaniu na ziemi przez 40 dni po Zmartwychwstaniu - przyp.aut.].




Mało brakowało, a ta opowieść miałaby inny koniec, bowiem jeden z żołnierzy załamał się i schronił w łaźni. Ale jednak Bóg zadbał o to, by modlitwy męczenników zostały wysłuchane. Oprócz Niego słyszał je także pilnujący łaźni odźwierny. Czytamy o nim pod powyższym linkiem, że “otrzymał wówczas łaskę wiary, obudził śpiących strażników, wyznał wiarę w Jezusa, zdjął z siebie ubranie i przyłączył się do grona męczenników. Czyż to nie piękna historia? Mimo, że o umieraniu...


Ale najbardziej wzruszający jest dla mnie jej koniec. Znów podaję go za podlinkowanym artykułem: Sędzia nakazał więc wrzucić ich ciała na wozy i zawieźć do miejsca spopielenia zwłok. (...) Przy ładowaniu ciał okazało się, że przy życiu został tylko jeden młodzieniec, mężczyzna imieniem Meliton. Jego matka przypatrywała się tragedii umiłowanego syna. Strażnicy nie dobili młodzieńca, ale zostawili go w nadziei, że załamie się i wyprze swojej wiary. Ten ostatni legionista, którego ciało było zmrożone nie mógł się poruszać. (...) Wtedy jego matka, wzmocniona przez Ducha Świętego, wzięła go i umieściła własnymi rękoma na wozie. Szła potem za konduktem [inny przekaz mówi, że niosła wtedy na rękach ciało syna - przyp.aut.], mówiąc do chłopca: "Synu, pocierp jeszcze chwilę. Chrystus Pan stoi u drzwi i wesprze cię w walce". W drodze na stos Meliton skonał”. 



I w tym miejscu wzruszenie zawsze łapie mnie za gardło. Jak to możliwe, że jedni z nas przekraczają granicę człowieczeństwa, kierując się w stronę boskości w tym samym momencie, gdy inni stają się bestiami? Jak to jest, że w ramach jednego gatunku mogą być między nami aż tak zasadnicze różnice?


Przekaz o czterdziestu godnych czci młodzieńcach pracuje we mnie odkąd się z nim zetknęłam. Od tamtej pory włączyliśmy ich również w grono naszych świętych patronów. Przyzywaliśmy ich, a z czasem oni zaczęli przyzywać nas. To dlatego właśnie przed wyjazdem do Turcji zaczęliśmy rozważać trasę przez Sivas.


Tyle, że to było nam zupełnie nie po drodze, która miała prowadzić wzdłuż Morza Czarnego. Przymierzaliśmy się długo, by ją zmienić, próbowaliśmy wykoncypować jakieś alternatywne opcje przejazdu, ale nic sensownego z tego nie wychodziło. Zawsze finalnie okazywało się, że zmiana wiązałaby się z nadrobieniem ogromnej ilości kilometrów. Choć było nam szkoda, to w końcu musieliśmy odpuścić. Stanęło na tym, że żadną miarą odwiedzić Sivas się nie da...


Aż do poranka, gdy wyjeżdżaliśmy z Amasyi. Wtedy to właśnie wezwania czterdziestu męczennikow tak się nasiliły, że zagłuszyły nawet głos rozsądku:). Co się nie da? Przecież to my podejmujemy tu decyzję... Dodatkowe kilometry? A co tam, nic takiego...  Planowany wyjazd do Samsun? Nie taki ważny... Nawet morze przestało kusić, co u mnie jest zadziwiającym stanem umysłu...


Dzisiaj dołożyliśmy do naszej podróży element pielgrzymkowy - piszę do Rodziny.

Tak, lubimy pielgrzymki. I chyba nam ich trochę w dotychczasowym wyjeździe brakowało:). Podjęliśmy więc decyzję o zmianach planu na biegu. I uszczęśliwieni odjechaliśmy w stronę Sivas.

Jakieś pięćdziesiąt kilometrów za Amasyą widzimy drogowskaz z napisem Zile (a kiedyś to była Zela). I teraz możemy powrócić do historii zaanonsowanej w poprzednim wpisie. To właśnie tutaj odbyła się bitwa między wojskami Rzymu pod wodzą Juliusza Cezara, a Pontyjczykami dowodzonymi przez syna Mitrydatesa VI. W roku 47 p.n.e. Farnakes II postanowił odbić Pont z rąk Rzymian. Przegrał jak niegdyś jego ojciec, a Juliusz Cezar zawiadomił senat o błyskawicznym zwycięstwie znanymi słowami: “przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem” (“veni, vidi, vici”).


Później przeczytam jeszcze o strasznych dziejach ormiańskich mieszkańców Zile, ale to już dwudziestowieczna historia. Jednak zamknięta w człowieku bestia wciąż ożywa na nowo, niezależnie od historycznego kontekstu. Ormiańskie historie czekają też na mnie w Sivas, ale może dobrze, że tego jeszcze nie wiem, zbliżając się do miasta.

Jedziemy przez dosyć suchą okolicę. Góry mają tu płaskie, niezalesione grzbiety, a na łąkach u ich stóp widzimy rośliny kojarzące się z krajobrazem stepowym. Szczególnie urokliwie wygląda obszar z paroma małymi jeziorkami o turkusowej barwie.

Proponuję Najbliższym kilka zdjęć z drogi do Sivas - a przesyłam ich całą serię, bo nie mogę się zdecydować, które najlepiej oddają piękno tego miejsca. Pewnie żadne.

Pokój mniejszy

Trasa, którą podążamy jest omal pusta. Mimo, że właśnie zaczynają się kilkudniowe święta, o których dowiedziałam się, jadąc do Amasyi. Autorzy wspomnianego w przedostatnim wpisie artykułu pod tytułem: “Kurban Bajram w Turcji - Święto Ofiarowania” przestrzegali tam: "Ze względu na wzmożony ruch drogowy, korki i zarezerowane miejsca w autokarach nie warto planować swojej podróży po Turcji szczególnie w pierwszym oraz ostatnim dniu Bajramu. “ No cóż, widać mieliśmy sporo szczęścia, bo żadna z wymienionych powyżej trudności nam się nie przytrafiła.

Pokój większy


Jak definiuje je Wikipedia: “Id al-Adha (Kurban Bajram „Święto Ofiarowania” - najważniejsze święto muzułmańskie (…) trwające 3–4 dni (...) upamiętnia ofiarę Abrahama i jego posłuszeństwo wobec Boga. Abraham (Ibrahim) według islamu miał złożyć w ofierze Bogu swego syna Izmaela, Bóg jednak, widząc oddanie Abrahama, pozwolił mu złożyć w ofierze barana zamiast dziecka. Na pamiątkę czynu Abrahama każdy ojciec rodziny składa w ofierze owcę, barana, wielbłąda lub krowę. Zwierzę musi zostać zabite rytualnie, następnie dzieli się mięso tak, by ⅓ oddać potrzebującym, ⅓ krewnym, a pozostałą ⅓ spożywa się na wspólnej uczcie(https://pl.wikipedia.org/wiki/Id_al-Adha).

Jest dla mnie coś symbolicznego w fakcie, że jedziemy do miasta czterdziestu męczenników w Święto Ofiarowania. Osiemnaście wieków temu zgładzono w Sebaście z powodów religijnych grupę chłopaków z rzymskiego legionu - walecznych, dzielnych, wiernych swoim ideałom. Czyż nie przypominają oni stada ofiarnych baranków, które co roku kończą życie w tym świątecznym okresie?


W oczach obrońców zwierząt proces utraty milionów zwierząt w ciągu kilku dni jawi się jako barbarzyński. Muzułmanie podkreślają, że towarzyszy mu dobroczynny zwyczaj dzielenia się tym mięsem z biednymi, których nie byłoby stać na świętowanie. Mimo wszystko nie sposób nie przyznać racji tym, którzy corocznie protestują przeciwko praktyce nieprofesjonalnych metod uboju zwierząt” - kontynuują autorzy artykułu na stronie https://stykkultur.pl/turcja-kurban-bajram/.



Ale Święto Ofiarowania ma oczywiście nie tylko tę ciemną stronę. Podlinkowany tekst podkreśla też jego walory. “W dniu święta Kurban Bajram muzułmanie odwiedzają meczet, by wspólnie recytować Koran oraz rozdzielić prezenty. Święto Ofiar to czas miłości i wspólnoty, kiedy to rodziny nieustannie goszczą i odwiedzają krewnych oraz przyjaciół. Jest to tradycja wzmacniająca więzi rodzinne, a także dająca możliwość pielęgnowania więzi pomiędzy starszymi a najmłodszymi pokoleniami. Szczególną atmosferę tego okresu można porównać do tej, jaka towarzyszy obchodom Wigilii Bożego Narodzenia.


My oczywiście nie liczymy na to, że będziemy mieli okazję tego doświadczyć. Jedziemy do hotelu z całą jego hotelową, nawet w święta, atmosferą. Ale tym razem postawiliśmy na klimat miejsca noclegowego. Mimo, iż cytowany powyżej artykuł kończy się przestrogą o tym, że  na czas świąt “Popularne hotele najlepiej zarezerwować z kilkutygodniowym wyprzedzeniem”, to udaje nam się w ostatniej chwili dokonać rezerwacji w najlepszym, naszym zdaniem, obiekcie hotelowym w Sivas.

I wkrótce już mogę napisać o tym do znajomych.

Mieszkamy w Behrampaşa hotel. "obiekt wita swoich gości w historycznej łaźni, która została zbudowana z kamienia ciosanego w 1573 roku wraz z Kurşunlu Hamam" - to z ich strony



I za tym samym źródłem można jeszcze dodać: “dzięki 450-letniej historycznej strukturze, Historical Sivas Behrampaşa Hotel obiecuje swoim gościom wrażenia hotelowe w Sivas, których nigdy wcześniej nie doświadczyli”. 

Piękna historyczna budowla zrekonstruowana i przekształcona na hotel. Kawał historii

Jednocześnie jest to jedyne miejsce w naszej podróży (a może nawet we wszystkich naszych podróżach), w którym zmieniamy pokój z lepszego na gorszy (dramatycznej różnicy nie było, no ale jednak...). Coż, niestety woń dymu papierosowego nie pozwoliła nam pozostać w nieco większym i chyba takim z lepszym widokiem (skierowanym na plac przed hotelem).

- Wszystkie nasze pokoje są dla niepalacych - denerwuje się młody człowiek w recepcji, gdy przychodzę zrobić zamianę. No cóż, rozumiem, że to nie wina obsługi, lecz gości, ale razi mnie sytuacja, gdy recepcjonista sprawdza wrażliwość naszych receptorów węchowych, traktując mnie, jakbym za nadto wydziwiała. Trochę się więc jeżę na początku, ale szybko mi przechodzi, gdy już udaje mi się zadomowić w Behrampaşy. Okazuje się, że to hotel, w którym wcale nie trzeba wybierać, czy woli się klimat, czy też wygodę:).



Jest też hamam - przesyłam następne info.

ostatnio gustujemy w takich przybytkach



No więc pogustowaliśmy tego dnia w hamamie. A potem w restauracji na dziedzińcu obiektu. Wybornie było - i tu, i tu. Spędziliśmy czas do późna w nocy między świętującymi tureckimi rodzinami. I odłożyliśmy wszystkie plany, jakie tu przywieźliśmy i poruszające opowieści na później. Wyjątek zrobiliśmy jedynie dla biblijnej historii Abrahama i Izaaka, która w Sivas ożyła w tak zaskakujący sposób. Niespodziewanie udzieliła nam się atmosfera świąt z ich beztroską i radością. I daliśmy się ponieść tej pięknej, świątecznej nocy...




P.s.  Jeszcze jedna dobra rada zaczerpnięta z przywołanego powyżej artykułu brzmi: “W okresie Kurban Bajramu warto pozdrawiać Turków życzeniami wesołych świąt Iyi Bayramlar!” Szkoda, że nie wiedzieliśmy o tym, gdy nam to było potrzebne. Ale i tak dziękujemy za wszystkie porady @stykkultur.pl.












































Brak komentarzy:

Prześlij komentarz