Gdy w
hotelu San Remo prosimy recepcjonistkę o informację na temat miejsc w okolicy wartych
odwiedzenia, to dostajemy całkiem sporą listę. I to z podziałem na
dwa rejony – Abruzję, gdzie przebywamy i Marche, z którym granica przebiega tuż
obok. Oczywiście nie jesteśmy nastawieni aż na tak intensywne zwiedzanie w
czasie, gdy pogoda wciąż jeszcze sprzyja plażowaniu. Ale chętnie dzielę się
tutaj naszą listą – może ktoś inny chciałby skorzystać.
To numer jeden na liście naszej pani recepcjonistki i pierwsze z odwiedzonych przez nas miejsc w Marche. Od razu kierujemy się na główny plac miasta (Piazza dell Popolo) z kościołem Świętego Franciszka, Palazzo dei Capitani i zabytkową kawiarnią Meletti. Jeśli ktoś potrzebuje więcej informacji, to na stronie https://www.kalejdoskoprenaty.com/2017/02/jak-zwiedzac-ascoli-piceno-wywiad-z.html można znaleźć wywiad z Małgorzatą, która od wielu lat mieszka w Ascoli Piceno.
Według jej słów „to “Miasto Trawertynu” - obszar otaczający miasto był od zawsze bogaty w trawertyn - białawy kamień, wyraźnie porowaty a jednocześnie nadzwyczaj odporny. Był wykorzystywany nie tylko do budowy zwykłych mieszkań, ale i małych dworków, budynków najwyższych władz kościelnych, nie zapominając o nawierzchniach placów. (...) Wspaniałym przykładem jest posadzka placu Piazza del Popolo, gdzie odbijające się od płyt trawertynowych promienie słońca tworzą wspaniałe efekty świetlne. Efekt jest jeszcze piękniejszy po deszczu - oceńcie sami”
Nam jednak trudno to zrobić - odwiedzamy miasto,
gdy jest ładna pogodaJ Ale i bez deszczu plac prezentuje się imponująco. Wstępujemy do Kościoła
Świętego Franciszka. Już jego fasada zachwyca. A do tego jest jeszcze ładna
historia w tle.
Jak możemy przeczytać na blogu „Zdrowe
pasje”: „Kościół Świętego
Franciszka w Ascoli Piceno został zbudowany aby upamiętnić wizytę Świętego w
mieście w roku 1215. Wizyta Świętego Franciszka w Ascoli Piceno wzbudziła
wielkie wzruszenia wśród miejscowej populacji, a 30 młodych chłopców
zdecydowało się iść śladami Świętego. W ten sposób powstał pierwszy zakon
franciszkanów, zwany zakonem braci mniejszych (łac. fratres minores).”
W kościele tym znajdują się relikwie ...
Świętego Konrada. Hmm, jakby to powiedzieć - jest to postać z historią, której
niestety nic nie potwierdza. Nawet strona Instytutu Studiów Franciszkańskich podaje,
co następuje:
„Franciszkański historyk, Luke Wadding umieścił
życiorys Konrada w swoim Annales minorum. Napisał go w oparciu o domniemane akta procesu
informacyjnego nad cnotliwością życia. (...) Badacze wykazali jednak, że
kolejność zdarzeń z jego żywota zbytnio przypomina biografię innego
franciszkanina, Hieronima Masciego, późniejszego papieża Mikołaja IV, który żył
w tym samym czasie.
Niestety nie udało się dotrzeć do oryginału akt wykorzystanych przez Waddinga. Uznano zatem, iż żywot Konrada został napisany bez odniesienia do prawdziwych źródeł”
Niestety nie udało się dotrzeć do oryginału akt wykorzystanych przez Waddinga. Uznano zatem, iż żywot Konrada został napisany bez odniesienia do prawdziwych źródeł”
Na
zakończenie wizyty na głównym placu miejskim Małgorzata z Ascoli Piceno zachęca
jeszcze do zwiedzenia kawiarni Meletti (za goszczącym wystawy Palazzo dei
Capitani):
„To jedna z głównych atrakcji miasta i od wieków
miejsce spotkań ważnych osobistości związanych z życiem kulturowym i
społecznym, najczęściej i najchętniej odwiedzanym przez pasjonatów i turystów.
Wybitni goście: Król Vittorio Emanuele, kompozytor Pietro Mascagni i Ernest
Hemingway.”
Szkoda, ze brakło czasu, by usiąść tam na kawie, czy
słynnym likierze anyżkowym (Anisseta Meletti). Może straciliśmy niepowtarzalną
okazję zaliczenia się tym sposobem w ten słynny, wywołany powyżej poczet? No ale chcielibyśmy jeszcze coś
zwiedzić poza Piazza del Popolo. Podobno miasto zabytkami stoi.
Jak możemy przeczytać w innym miejscu wspomnianego
wcześniej bloga („Zdrowe pasje”): „ nie bez powodów Ascoli Piceno nazywane jest
miastem stu wież. W mieście znajduje się ogromna ilość zabytkowych wież. Nie
sposób byłoby zwiedzić wszystko podczas typowej wyprawy turystycznej, nawet
korzystając z usług przewodników, których można spotkać na miejscu i którzy
organizują interesujące wycieczki. Samych zabytkowych kościołów, kaplic i
kapliczek jest w Ascoli Piceno taka ilość, jakiej, na tak ograniczonym
obszarze, nie spotkamy w żadnym innym włoskim mieście.”
Nie wiem,
czy to mnie pod wpływem zmagań z chorobą, czy też mojemu mężowi, który w związku z tym próbuje
w pojedynkę ogarnąć całość wiedzy o Marche, wszystkie te informacje zlewają się
w jedno. Faktem jest, że wybierając się na wycieczkę do Ascoli Piceno,
spodziewamy się miasta stu kościołów! I to zaważy na jego eksploracji i
postrzeganiu. Wydaje nam się bowiem, że w takim miejscu powinniśmy zwiedzić
więcej budowli sakralnych niż tylko ten na głównym placu.
Tymczasem wszystkie
inne świątynie w centrum miasta (fakt faktem, jest ich sporo) w porze naszych
odwiedzin są zamknięte na głucho. Z coraz większym rozczarowaniem, a potem już
z rosnącą irytacją rozbijamy się o kolejne zaryglowane odrzwia. W końcu nasza
wytrwałość zostaje nagrodzona. Trafiamy na otwarty Kościół Santa Maria della
Carita. W dodatku jest w nim adoracja Najświętszego Sakramentu - na plakacie z
informacją o tym znajdujemy dopisek „perpetua” (wieczysta – według tłumacza
google).
O kościele
czytamy na stronie gminy (tłumacz google):
„Nazwa „della Carita” pochodzi od starożytnego szpitala już dołączonego do
świątyni. Jest również powszechnie nazywany „della Scopa„ [Kościół Miotły –
przyp.aut.], ponieważ bracia zaangażowani w szpital zdyscyplinowali się przy
pomocy przyrządu w kształcie miotły.”
http://www.ilpiceno.it/ascoli_piceno/santa_maria_della_carita/
http://www.ilpiceno.it/ascoli_piceno/santa_maria_della_carita/
We Włoszech
cudowne wydaje się to, że tutaj można znaleźć tyle niezwykłych historii, ile jest niezwykłych
miejsc. A ja pozostaję ciekawa każdej z nich. Ruszamy więc dalej, by je poznawać.
I tak podejmujemy kolejną próbę, by zobaczyć choć trzeci ze „stu kościołów”. Ale gdy znów
odchodzimy z kwitkiem spod kolejnych i kolejnych drzwi, to decydujemy się nieodwołalnie opuścić
Ascoli Piceno. Co nam po jego zabytkach, jeśli nie możemy poznawać ich bliżej?
I mimo, że miasteczko jest naprawdę piękne, a spacer umilają nam dźwięki treningu ze szkoły baletowej w
zabytkowej kamienicy koło której parkujemy, to jednak czujemy się, jakby mieszkańcy poukrywali przed
nami swoje skarby. Następnych niezwykłych historii musimy więc szukać w innych
miejscach.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz