Ania – dziewczyna Bartka jest jedynym Życiem,
jakie po nim pozostało. Pokochaliśmy ją z mężem jak własną córkę. Tak wiele z sobą
przeżyliśmy. Jeśli nasz syn chciał się z nią ożenić, to Ona jest dla nas jego
narzeczoną. Śmierć całkowicie zniweczyła plany Bartka, ale Ania i tak, w naszym
odczuciu, została podarowaną nam przez los Synową. Będzie dla nas na zawsze częścią rodziny, cokolwiek by nie przyniosło dalsze
życie.
W weekend dzwonię do naszej kochanej dziewczyny, jadąc z dokumentami na studia psychologiczne. Ania odbiera rozmowę na lotnisku. Wylatuje do Londynu na spotkanie
ze swoimi przyjaciółmi, którzy w zeszłym roku wyemigrowali z jej rodzinnego
miasta. To pierwsza tak długa i samodzielna podróż Ani. Martwię się o nią. Nie
chciałabym, by się narażała na jakiekolwiek niebezpieczeństwo.
Jak to się stało
Europo, że wymarzone kiedyś na wyjazd kierunki, takie jak Londyn, Paryż, czy
Barcelona budzą teraz niepokój, gdy podążają tam nasi bliscy?
Końcem wakacji odwiedziła mnie sąsiadka. Bożenka niecałe
trzy miesiące wcześniej była na wycieczce w Anglii. Kiedy zwiedzała jej stolicę,
na London Bridge zamachowcy wjechali w tłum przechodniów, a potem zaatakowali
ich nożami. „Jeden
ze świadków powiedział, że mężczyźni krzyczeli: "To dla Allaha" i
dźgali nożem na oślep” czytam na stronie niezalezna.pl/99951 relację z tego wydarzenia.
Szczęściem, Bożenka i jej rodzina znajdowała się wtedy na sąsiednim moście. Zaraz po zakończeniu ewakuacji dostałam od niej sms-a: „Nastrój nasz już niestety nie najlepszy i strach pozostał.” Czuć go jeszcze w opowieści Bożenki podczas wakacyjnych odwiedzin. Przybiera na sile, gdy mówię, że wyjazd do Anglii to marzenie Kacpra - nasz młodszy syn chciał tam podszkolić się językowo. Bożenka odradza stanowczo. Była kiedyś jego nianią i on nazywał ją swoją drugą mamą, teraz więc się o niego martwi na równi ze mną.
Szczęściem, Bożenka i jej rodzina znajdowała się wtedy na sąsiednim moście. Zaraz po zakończeniu ewakuacji dostałam od niej sms-a: „Nastrój nasz już niestety nie najlepszy i strach pozostał.” Czuć go jeszcze w opowieści Bożenki podczas wakacyjnych odwiedzin. Przybiera na sile, gdy mówię, że wyjazd do Anglii to marzenie Kacpra - nasz młodszy syn chciał tam podszkolić się językowo. Bożenka odradza stanowczo. Była kiedyś jego nianią i on nazywał ją swoją drugą mamą, teraz więc się o niego martwi na równi ze mną.
Jeśli nasze dzieci nie pojadą do Anglii ze
strachu, a inne, z jego powodu stamtąd wyjadą, to może się okazać, że w tym
kraju zakończy się problem z imigrantami
z Europy Wschodniej (choć dla nas to Europa Centralna). Pewnie jest to zgodne z
życzeniami wielu Brytyjczyków. Tylko czyje ręce do pracy, której oni nie chcą
wykonywać, tam pozostaną?
Bo w Anglii, jak w każdym szybko rozwijającym się
kraju, potrzebna jest tania siła robocza. A jego obywatele nie garną się do
słabo opłacanych zajęć. Zawsze jednak można sięgnąć po przybyszy z innych
części świata, jeśli wschodnio(centralno)europejscy imigranci nie odpowiadają Wyspiarzom. Mimo, że
my dla Allaha nie przejeżdżamy i nie atakujemy przechodniów nożami na mostach.
W internecie z łatwością można znaleźć informację
o tym, kim byli zamachowcy z London Bridge. Na stronie http://wiadomosci.dziennik.pl/swiat/artykuly/551576 podano, że jeden z nich urodził się w Pakistanie, a drugi miał korzenie marokańsko –
libijskie. Jeśli chodzi o trzeciego terrorystę to „jego nazwisko jest znane służbom, ale zdecydowano
się na pewną ostrożność ze względu na "międzynarodowy kontekst", co
może oznaczać, że mężczyzna miał powiązania z innymi grupami terrorystycznymi
poza granicami Wielkiej Brytanii lub był obcokrajowcem.” [ale na pewno nie
pochodził z Europy Wschodniej/Centralnej– przyp.aut.]
Z Marokiem powiązani są także zamachowcy z Hiszpanii, którzy w wakacje wjechali
furgonetką w tłum na deptaku Rambla. Dwa lata wcześniej zaledwie
kilka kroków dalej (za najbliższym zakrętem jego przecznicy) wynajmowaliśmy apartament podczas wakacji. Czy w tej sytuacji
chcielibyśmy znów tam zamieszkać?
A mój ukochany Paryż? Już nawet nie chcę wspominać tego, że trzy miesiące
po naszym wyjeździe stamtąd, okolica, gdzie wynajmowaliśmy apartament (Les
Halles) została ostrzelana, a liczba ofiar była po prostu przerażająca. „Francuskim władzom
udało się na razie zidentyfikować jednego napastnika [„z imigranckiej rodziny”].
Dwóch innych prawdopodobnie przybyło do kraju jako "uchodźcy" – czytam na stronie http://www.fakt.pl/wydarzenia/swiat/kim-sa-zamachowcy-z-paryza/g2vqnxr
Europo, kiedyś tu na Wschodzie
(w Centrum) marzyliśmy o pobycie w tych miejscach, które były symbolem Twojej cywilizacji.
Co się z Tobą stało?
W internecie oglądam migawki
z Paryża opanowanego przez „zaproszonych” na nasz kontynent „uchodźców”. W
całej Europie Wschodniej, czy też Centralnej, nie widziałam nigdzie takich
odpychających śmietnisk i pobojowisk. Czy ktoś jeszcze panuje nad slamsami na kiedyś reprezentatywnych ulicach francuskiej stolicy? Nie poznaję już „ukochanego Paryża”. W myślach
odśpiewuję dla niego Requiem.
I straszne to dla mnie
jest. Bo jako Europejka, nie ważne, czy wschodnia, czy centralna, czuję się
przeogromnie związana z kulturą i spuścizną naszego kontynentu. Wręcz boli mnie
upadek jego symboli. A jednak na europejskim Zachodzie czy Północy ludzie tacy jak ja
przegrywają w imigranckiej rywalizacji z tymi, którzy o Europie nie mają i
najczęściej mieć nie chcą zielonego pojęcia. Albo nawet przybywają, by ją
celowo niszczyć. Mimo to jednak, jak donosi prasa, to antypolskie nastroje nasilają się na Wyspach.
Mam nadzieję, że Ani w Londynie nie spodoba się na tyle, by zechciała tam zamieszkać na dłużej ze swoimi przyjaciółmi. Mam nadzieję, że wszystko szczęśliwie ułoży się dla niej tutaj – przy jej obu rodzinach - naturalnej
i „przyszywanej”. Mam nadzieję, że ominie ją emigracja. Mam nadzieję, że bezpiecznie wróci do domu.
Ale podczas rozmowy na lotnisku życzę jej miłego
pobytu w Anglii. I chyba życzenia się spełniają, bo w ostatnim sms-ie napisała „fajnie
jest tutaj:-D”. Chciałabym, żeby Ci było zawsze jak najlepiej Aniu 💓 Bez względu na to, jak zadecydujesz...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz