Poprzednia część relacji znajduje się we wpisie: BOŚNIACY
😉W pierwszy dzień jesieni kończę z letnimi wspomnieniami. Dla przypomnienia tekst z przedwczoraj: "Pierwszy dzień jesieni 2017 rozpocznie się w sobotę, 23 września. Dzień wcześniej, 22 września, nadejdzie jesień astronomiczna. Kalendarzowe pory roku zaczynają się co roku w tym samym terminie (...), natomiast data początku astronomicznych pór roku się zmienia." (http://www.edziecko.pl/rodzice/7,79361,20695547,pierwszy-dzien-jesieni-2017-kiedy-rozpoczyna-sie.html)
CZĘŚĆ VI RELACJI "ODKRYCIE LATA"
Kilka lat później
podczas krótkiego przystanku w podróży nad bośniacką rzeką Krupą, spotkałam
młodego człowieka z Polski, który corocznie odwiedza Bośnię. Razem siedzimy na
ławeczce pośrodku drewnianego mostku i jemy maleńkie, ciepłe, świeżo upieczone chlebki
z mąki gryczanej. Moczymy je w domowej roboty kajmaku – tutejszym serowym
smarowidle. I aż pojękujemy z błogiego zadowolenia naszych kubków smakowych.
- Z Bośnią trzeba
uważać – przestrzega nas młodzieniec.
Nadstawiam uszu. A
chłopak mówi o tym, że Bośnią można się „zarazić”. Chwila nieuwagi i już nie
będzie można przestać przyjeżdżać do tego kraju .
Nie uważałam. Zaraziłam
się radośnie i z entuzjazmem. Wiedziałam o tym już przed spotkaniem z młodym podróżnikiem. Przecież od czasu tamtego lata, spędzonego z siostrą, kiedy to odkryłam dla siebie Bośnię, odwiedzałam ją w każde następne wakacje. Z przeróżnych powodów – wszystkie były dobre. Nie chcę się
z tego wyleczyć.
Mam nadzieję, że czeka
mnie jeszcze wiele odkryć w „kraju w kształcie serca”, jak podobno Bośnia
promuje się w świecie (www.podróże.onet.pl).
Nad rzeką Krupą jestem przypadkowym odkrywcą małych, zagubionych między
wzgórkami młynów wodnych, gdzie wciąż można zmielić mąkę na domowe wypieki, a
wspaniali ludzie opowiadają o swoich tradycyjnych zajęciach w coraz bardziej
zrozumiałym dla mnie języku. Co jeszcze odkryję w sercu tego kraju podczas
następnych podróży?
*
A kiedy między
wyjazdami do Bośni nasila się za nią tęsknota, to oglądam film fascynującego
mnie Emira Kusturicy, urodzonego na terenie obecnie bośniackiego Sarajewa.
Ostatnia produkcja tego reżysera nosi tytuł „Życie jest cudem”. Akcja
oczywiście toczy się w Bośni i to w czasie, o którym nie można tam wciąż
zapomnieć. Wojna bałkańska w całości przewija się przez film Kusturicy. Ale nie
jest jego głównym bohaterem. Co o niej mówi reżyser w swoim dziele?
„To nie jest prywatna
wojna.”
Takie właśnie słowa
wkłada w usta swojego syna, wcielającego się w postać ekranowego Kapitana
Aleksica.
"- To nie jest moja
prywatna wojna. Czyjaś jest. To wojna szubrawców. Nie twoja ani moja."
I to by zamykało dla
mnie temat bałkańskiej wojny. A także każdej innej, która przetoczyła się przez
naszą planetę.
W najnowszym filmie Kusturicy tak naprawdę tematem
przewodnim jest miłość. A wojenne historie to tylko element tła, na którym
miesza się ona z porywającą, jak zawsze u tego reżysera, muzyką i
wypełniającą kadry nieuchwytną poezją. Lecz, mimo niewątpliwej miłości do Bałkanów, nie tą
patetyczno – patriotyczną, ale taką zwiewną, pełną ciepła i baśniowego
kolorytu. Bo u Kusturicy, jak w baśni, dla miłości nie ma nic niemożliwego.
Jest ona potężniejsza niż wojna i potrafi czynić cuda. Takie, które teraz są
Bośni niezwykle potrzebne. Te wyczekiwane tam obecnie przez wszystkich.
Ale w tym wszystkim nie można zapomnieć o bezpośrednim przesłaniu Kusturicy.
O tym, że największym cudem jest życie.Ale w tym wszystkim nie można zapomnieć o bezpośrednim przesłaniu Kusturicy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz