czwartek, 21 września 2017

BOŚNIA

Poprzednia część relacji znajduje się we wpisie: MOSTAR

CZĘŚĆ IV RELACJI "ODKRYCIE LATA"


Kiedy po raz pierwszy przekroczyliśmy granicę Bośni, z naszą nawigacją stało się coś dziwnego. Przestała wskazywać drogi, miasta, czy w ogóle cokolwiek takiego – na niebieskim tle unosiła się tylko żółta strzała symbolizująca nasz samochód.
- Wjechaliśmy do nieba – to był nasz pierwszy komentarz.
Krajobrazy za oknem zdawały się to potwierdzać. Mimo to potraktowaliśmy Bośnię pospiesznie, tak, jak każdy inny kraj tranzytowy, przez który przejeżdżaliśmy wcześniej. Wszak spieszyliśmy się do modnej i rozreklamowanej Czarnogóry.
A przecież od pierwszego wejrzenia uderzyło nas w Bośni coś, co nie pozwalało na obojętność wobec tego kraju. Nawet nasi synowie, zwykle śpiący lub marudzący w długiej podróży, na widok podziurawionych kulami ludzkich siedzib i innych śladów po wojnie, rozbudzili się całkowicie i zamilkli.
To wymowne milczenie jest obecne i wyczuwalne w całej Bośni. Można je sobie interpretować, jak tylko się chce. Ja w tej ciszy odnalazłam znów słowa wokalisty grupy Dżem:
„Zawsze warto być człowiekiem,
Choć tak łatwo zejść na psy…”
Wśród ruin Mostaru rozważania na temat istoty człowieczeństwa nasuwały się same. I choć szczerze podziwiam i kibicuję dziełu odbudowy miasta, to jednak jest we mnie obawa, że w tym procesie jakaś lekcja do odrobienia o nas ludziach, znika bezpowrotnie z powierzchni ziemi.
Mieszkając na dawnym tureckim brzegu Neretvy, który w czasie wojny ucierpiał najbardziej, identyfikowałam się z jej muzułmańskimi ofiarami, których zrujnowane domy oglądałam codziennie w najbliższej okolicy.
Ale przecież nie po to przyjechałam do Bośni, żeby wydawać oceny i formułować jakiekolwiek sądy o problemach, o których mam tak mało wiedzy. Nawet nie wiem, czy jej zwiększenie o tematykę wojny, cokolwiek by mi dało. No bo jakie mam prawo wysuwać na przykład statystykę ponad czyjąś osobistą tragedię?
Muszę więc raz po raz przywoływać się do obiektywizmu. Najlepiej mi to wychodzi, gdy czytam słowa tekstu „Bałkan okrutny, Bałkan zabawny…” W rozdziale pt „Bałkański kalejdoskop etnicznej nienawiści” autor, który podobno wiele razy bywał w tej części świata, a nawet prowadzi zajęcia na temat Europy Środkowo – Wschodniej, pisze tak o obecnej sytuacji na Bałkanach:
„Wszystkie narody żyją w przekonaniu, że najbardziej dostały w skórę od historii, że najbardziej cierpiały, ponosiły najwięcej ofiar, a teraz przyszedł wreszcie czas, żeby odpłacić swoim gnębicielom pięknym za nadobne.” (www.zenderowski.republika.pl)

Nie mnie rozstrzygać o sprawach, których, dzięki Bogu, oszczędzono mojemu osobistemu doświadczeniu i życiu. Jestem tu ledwie przechodniem.


*Następna część relacji znajduje się we wpisie: BOŚNIACY








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz