Poprzednia część relacji znajduje się we wpisie: MOSTAR
CZĘŚĆ IV RELACJI "ODKRYCIE LATA"
Kiedy po raz pierwszy przekroczyliśmy granicę Bośni, z naszą nawigacją stało się coś dziwnego. Przestała wskazywać drogi, miasta, czy w ogóle cokolwiek takiego – na niebieskim tle unosiła się tylko żółta strzała symbolizująca nasz samochód.
Kiedy po raz pierwszy przekroczyliśmy granicę Bośni, z naszą nawigacją stało się coś dziwnego. Przestała wskazywać drogi, miasta, czy w ogóle cokolwiek takiego – na niebieskim tle unosiła się tylko żółta strzała symbolizująca nasz samochód.
- Wjechaliśmy do nieba
– to był nasz pierwszy komentarz.
Krajobrazy za oknem
zdawały się to potwierdzać. Mimo to potraktowaliśmy Bośnię pospiesznie, tak,
jak każdy inny kraj tranzytowy, przez który przejeżdżaliśmy wcześniej. Wszak spieszyliśmy się do modnej i rozreklamowanej Czarnogóry.
A przecież od
pierwszego wejrzenia uderzyło nas w Bośni coś, co nie pozwalało na obojętność
wobec tego kraju. Nawet nasi synowie, zwykle śpiący lub marudzący w długiej
podróży, na widok podziurawionych kulami ludzkich siedzib i innych śladów po
wojnie, rozbudzili się całkowicie i zamilkli.
To wymowne milczenie
jest obecne i wyczuwalne w całej Bośni. Można je sobie interpretować, jak tylko
się chce. Ja w tej ciszy odnalazłam znów słowa wokalisty grupy Dżem:
„Zawsze warto być
człowiekiem,
Choć tak łatwo zejść na
psy…”
Wśród ruin Mostaru
rozważania na temat istoty człowieczeństwa nasuwały się same. I choć szczerze
podziwiam i kibicuję dziełu odbudowy miasta, to jednak jest we mnie obawa, że w
tym procesie jakaś lekcja do odrobienia o nas ludziach, znika bezpowrotnie z
powierzchni ziemi.
Mieszkając na dawnym
tureckim brzegu Neretvy, który w czasie wojny ucierpiał najbardziej,
identyfikowałam się z jej muzułmańskimi ofiarami, których zrujnowane domy
oglądałam codziennie w najbliższej okolicy.
Ale przecież nie po to
przyjechałam do Bośni, żeby wydawać oceny i formułować jakiekolwiek sądy o
problemach, o których mam tak mało wiedzy. Nawet nie wiem, czy jej zwiększenie
o tematykę wojny, cokolwiek by mi dało. No bo jakie mam prawo wysuwać na
przykład statystykę ponad czyjąś osobistą tragedię?
Muszę więc raz po raz
przywoływać się do obiektywizmu. Najlepiej mi to wychodzi, gdy czytam słowa
tekstu „Bałkan okrutny, Bałkan zabawny…” W rozdziale pt „Bałkański kalejdoskop
etnicznej nienawiści” autor, który podobno wiele razy bywał w tej części
świata, a nawet prowadzi zajęcia na temat Europy Środkowo – Wschodniej, pisze
tak o obecnej sytuacji na Bałkanach:
„Wszystkie narody żyją w przekonaniu, że najbardziej dostały w skórę od historii, że najbardziej cierpiały, ponosiły najwięcej ofiar, a teraz przyszedł wreszcie czas, żeby odpłacić swoim gnębicielom pięknym za nadobne.” (www.zenderowski.republika.pl)
„Wszystkie narody żyją w przekonaniu, że najbardziej dostały w skórę od historii, że najbardziej cierpiały, ponosiły najwięcej ofiar, a teraz przyszedł wreszcie czas, żeby odpłacić swoim gnębicielom pięknym za nadobne.” (www.zenderowski.republika.pl)
Nie mnie rozstrzygać o sprawach, których, dzięki Bogu, oszczędzono mojemu osobistemu doświadczeniu i życiu. Jestem tu ledwie przechodniem.
*Następna część relacji znajduje się we wpisie: BOŚNIACY


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz