niedziela, 10 września 2017

DROBNE KROKI

Po podjęciu decyzji, że ruszam naprzód, pora na pierwszy krok w kierunku obranej zmiany, potem na kolejne. U mnie to nigdy nie są spektakularne osiągnięcia. To tylko drobne działania, ale wykonane ze świadomością, że jestem na dobrej drodze. Te małe kroczki to teraz na przykład porządkowanie przestrzeni wokół mnie - kawałek po kawałeczku. Nie tylko w moim wnętrzu zrobił się bałagan.
W czasie wakacji zdobyłam się też na krok odważniejszy. Zaczęłam odstawianie leków antydepresyjnych. Czy jestem już na tyle silna, by przeżyć tłumioną farmakologicznie żałobę?
Szybko okazuje się, że nie.
Sytuacja z zeszłego tygodnia: pierwsze powakacyjne spotkanie nauczycieli na konferencji rozpoczynającej organizowanie się do pracy w nowym roku szkolnym – długo przygotowywałam się do niej psychicznie i wydawało mi się, że odniosło to pożądany skutek. Wchodzę do sali posiedzeń i widzę machającą mi na powitanie drugą pedagożkę naszej szkoły. Beata wskazuje miejsce koło siebie, które uczynnie zajęła mi przy swoim stoliku. Podchodzę. Na stoliku leży ciasto – kto nas chce ugościć i z jakiej okazji?
- Agatka została babcią – oznajmia Beata wskazując na koleżankę siedzącą obok.
Nie zdążyłam powiedzieć „gratuluję”, zanim popłynęły mi z oczu łzy.
Wraz ze śmiercią dziecka umiera dla nas również to wszystko, co się jeszcze miało wydarzyć w jego życiu, mającym być przedłużeniem naszego. To cała zakładana przyszłość związana ze wspólnym spędzaniem Wigilii, wyjazdami na kolejne wakacje, pomocą na stare lata. Śmierć oczekiwanych wydarzeń, przybierających w marzeniach już bardzo konkretny kształt. W wypadku Bartka przeżywam na przykład w sposób szczególny pożegnanie ze ślubem, o którym się mówiło w naszej rodzinie od czasu, gdy mój syn poznał Anię. To dla mnie również żałoba po osobach, których nigdy z nami nie będzie - po tak bardzo oczekiwanych wnukach. Jeszcze nie pożegnałam się z tymi wymarzonymi istotkami, którymi chciałam się opiekować na emeryturze. Z Aniołkami, mającymi przenieść jakąś cząstkę mnie w następne pokolenia. Przepraszam Agatko.
Ile śmierci muszę jeszcze odpłakać? Wszystkim nam jest przykro – i mnie, i Agatce i Beacie.
Kontakty z osobami po przejściach takich jak moje nie są łatwe. Trudno to emocjonalnie unieść. Rozumiem tych, którzy mnie raczej unikają. Choć przez ostatnich dwadzieścia miesięcy czułam, że czasem czyjaś obecność, mimo trudu w relacjach, byłaby mi pomocna.
Nie chcę niczego komplikować. Może jednak podjęłam decyzję o odstawieniu leków za wcześnie? A co, jeśli nie jestem na tyle silna, by je odstawić? 
Ale może w takich sytuacjach zawsze jest poczucie, że to za wcześnie? Obawa, że się jeszcze nie podoła temu, by śmierci, która zabrała coś, co było najcenniejsze, spojrzeć prosto w oczy.
Trudno. Nie zrobię kroku w tył mimo tego, co się przytrafiło na konferencji i tego, co się jeszcze może wydarzyć. Bo jeśli teraz zabraknie mi odwagi, by przeżyć wreszcie żałobę bez wspomagaczy, to już nigdy się na to nie zdecyduję. Ci, którzy pozostali ze mną w relacji, muszą to zrozumieć. A tacy, co już dawno odpadli po drodze, no cóż...tym raczej nie mam nic do powiedzenia...



P.s. A Tobie Agatko naprawdę z całego serca chciałam pogratulować narodzin Wnusi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz