poniedziałek, 6 listopada 2023

35 B. 12 TURCJA: Ürgüp - W kamiennym balonie

Poprzedni wpis z podróży: https://podobrejdrodze.blogspot.com/2023/11/35-udzia-w-ormianskiej-mszy-ktora-jest.html

Naszym założeniem było, żeby w czasie tej podróży nie planować pobytu w miejscach, które odwiedziliśmy dziewiętnaście lat wcześniej. Nie chcieliśmy mieć wrażenia, że deptamy po własnych śladach. I właściwie prawie nam się udało. 

Wyjątek stanowiła Kapadocja. I to wcale nie dlatego, że uznaliśmy ją za tak wyjątkową, iż nie można było jej pominąć. Nie można było jej pominąć, no bo po prostu znajdowała się na naszej trasie powrotnej do domu. A ponieważ nie chcieliśmy jej wydłużać, to żadne objazdy nie wchodziły w grę.


Poza tym w Kapadocji jest taka obfitość hoteli, że nie musieliśmy się martwić o znalezienie tam noclegu na najbliższą noc. Już tym razem nie chcieliśmy ryzykować, idąc za radą kierowcy kanadyjskiej turystki i zrobiliśmy rezerwację z góry. 

Tym bardziej, że dojazd z Malatyi do Kapadocji to około 400 kilometrów, wiedzieliśmy więc, że dotrzemy na miejsce zmęczeni i do tego pewnie wieczorem. Uznaliśmy, że już lepsze w tej sytuacji ryzyko ewentualnego niezadowolenia z miejsca noclegowego, niż dreptanie w poszukiwaniu go po okolicy. 

I to była dobra decyzja. Jechaliśmy do Kapadocji ze spokojem w sercach, ciesząc się w miarę prostą trasą i widokiem licznych sadów morelowych na początkowym etapie podróży.


Po drodze zatrzymaliśmy się (choć nie wiem, czy to dobre słowo:) w Darende. Niczego wcześniej nie wiedzieliśmy o tym miejscu. Po prostu mąż zareagował odbiciem z głównej drogi, gdy zobaczył na kierunkowskazie napis Tomb of Somuncu Baba”. Według Wikipedii  człowiek ten był ascetycznym nauczycielem islamu i muzułmańskim świętym z przełomu XIV i XV w. (https://en.wikipedia.org/wiki/Somuncu_Baba). Pomyśleliśmy, że można by zrobić przerwę w podróży w miejscu jego kultu.

Wjechaliśmy więc w środek miasteczka i ... omal nie utknęliśmy na dobre w gąszczu samochodów i ludzi. Zastaliśmy tam rodzaj czegoś, co mogłabym porównać do wielkiego, polskiego odpustu - stoisko za stoiskiem, a między nimi tłumy spacerowiczów. Może dlatego, że była niedziela, a może dlatego, że to jakieś naprawdę ważne miejsce lokalnych pielgrzymek. W każdym razie nie było szans, by gdziekolwiek zaparkować, czy nawet wysiąść z samochodu. Z niemałym trudem udało nam się  w ogóle stamtąd wyrwać. No ale może rzeczywiście trzeba w takiej sytuacji odpuścić i dać pierwszeństwo wyznawcom islamu, bo to dla nich pewnie bardziej znaczące miejsce, niż dla takich wiedzionych jedynie ciekawością turystów jak my.

Mimo wszystko szkoda, bo okolica, przynajmniej ta, którą zobaczyliśmy z okien samochodu:), wyglądała zachęcająco. Z mapy wynika, że grób (mauzoleum) Somuncu Baby położony jest w dolinie potoku Tohma, który w Darende tworzy kanion. Zdjęcia w internecie pokazują piękny szlak dla pieszych wzdłuż koryta, którym płynie woda. „Roślinność kanionu składa się z cyprysów, jaworów, wierzb i drzew figowych. Drewniane kładki, małe wodospady, koła wodne, ścieżki spacerowe i ogrody herbaciane sprawiają, że kanion jest atrakcją turystyczną” - można przeczytać na stronie https://trek.zone/pl/turcja/miejsca/906469/tohma-canyon-darende.


D
opływem Tohmy zaś jest potok Şuhul. To właśnie jego wody, spadając w kolejną dolinę tworzą malowniczy wodospad, do którego kieruje nas następny kierunkowskaz. Niestety, również Günpınar Şelalesi poznam bliżej dzięki zdjęciom w internecie. Powód jest dokładnie taki sam, jak w przypadku poprzedniej atrakcji. Ludzi mrowie i trudności z parkowaniem są skuteczną zaporą przed poznaniem okolic, przez które przejeżdżamy. Zwiedzanie w takich warunkach to żadna frajda, a o prawdziwym relaksie nad wodą nie ma nawet co marzyć. Nasz pobyt tam skończył się więc tym, że zrobiłam jedno jedyne zdjęcie spod bramek wejściowych i... odjechaliśmy.


Ale i wtedy nie narzekałam. Bo po drodze bezpośrednio w sadzie kupiłam kolejny kilogram świeżutkich, pełnych słodyczy moreli i w końcu stwierdziłam, że tak naprawdę nic więcej mi do szczęścia nie potrzeba. I w takim właśnie poczuciu upłynęła mi reszta podróży. 


Aż wreszcie mogłam napisać:

Dojechaliśmy do Kapadocji. Mieszkamy w Cappadocia Balloon Boutique w Ürgüp 


I naprawdę do teraz nie wiem, jak nam się udało wyrwać taką miejscówkę w całkiem przystępnej cenie. Podczas poprzedniego pobytu w Kapadocji nocowaliśmy w Shoestring cave house hotel w Göreme. Ale gdy tym razem spojrzeliśmy na ofertę tego obiektu, to niestety stało się jasne, że nas na niego absolutnie nie stać. 


Choć przyznać trzeba, że zmiana ceny poszła tam w parze z modernizacją. Na hotelowych fotkach zobaczyliśmy zajmujący część podwórza nowy basen. Tyle że dla nas Kapadocja jest atrakcyjna sama w sobie - nie potrzebujemy tu dodatkowych atrakcji. 


Skromniejszy, ale za to tańszy hotel w pełni zaspokajał nasze potrzeby. Zwłaszcza, że jak się okazało na miejscu, Cappadocia Ballon Boutique przerósł nasze oczekiwania...

Jest ślicznie, mamy pokoik z bloków tufu, czyli w klasycznym stylu Kapadocji



Ładne podwóreczko



I piękny widok z tarasu



Jestem zadowolona z naszego wyboru



Ale czuję się jeszcze mocno osłabiona ostatnimi sensacjami żołądkowymi, więc mam plan wcześniejszego wskoczenia do wyra.



Bożenko, naprawdę macie dzisiaj pięknie !!! Cieszę się bardzo, że czujesz się lepiej! Możesz spokojnie cieszyć się dalszą częścią podróży - odpisuje Beata. A mnie istotnie udziela się ta radość. A co tam osłabienie:).

No i...

późnym wieczorem poczułam się na tyle dobrze, że pozwoliłam sobie na wieczorny spacer

Przesyłam śliczny nocny Ürgüp


Ta kapadocka noc okazała się tak piękna, że aż trudno mi było powrócić do hotelu i zasnąć. Ale w końcu zmęczenie wzięło górę. Dobranoc Kapadocjo! Tak się cieszę, że jednak byłaś na naszej trasie powrotnej do domu...



Następny wpis z podróży: https://podobrejdrodze.blogspot.com/2023/11/37-wreszcie-odczuwalnie-zblizamy-sie-do.html


GALERIA: nocne spacery po Ürgüp



















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz