Dzień Zaduszny -
powtórka odbierającego siły do życia Święta, w którym nie wszyscy rozumieją, że wizyta na cmentarzu nie jest dla mnie okazją do spaceru, spotkań towarzyskich i pogawędki z dawno nie widzianymi i właściwie zapomnianymi znajomymi. Przyszłam odwiedzić swoich Najbliższych wieczorem, może po ciemku nikt mnie nie zauważy? Stoję przed wielkim, starym, rodzinnym grobowcem. Usiłuję ogarnąć sytuację, w której mój mąż i syn są wewnątrz tej przerażającej budowli, zamknięci w urnach z kamienia, a ja znajduję się na zewnątrz za kamienną ścianą. Ale moja głowa nie może sobie z tym poradzić, a cóż dopiero serce…
Jedyne co mogę tu uporządkować, to nie myśli i emocje, a przedmioty. Grobowiec tonie świątecznie w kwiatach i zniczach. Układam, przestawiam, zapalam nowe światełka. Wypalone wkłady po zniczach, wrzucam do foliowej torby i już mam ją odnieść do cmentarnego śmietnika, gdy zjawia się brat z bratową, bratanicą i jej synkiem. Miło, że przyjechali, ich bliskość jest akurat kojąca. Nie zostaną długo, Robert chce jeszcze odwiedzić groby rodziców. Odprowadzam ich na parking, a gdy odjeżdżają, opróżniam wreszcie torbę ze śmieci w kontenerze przy cmentarnej bramie.
Pora kierować się do samochodu, nie wystoję tu dzisiaj żadnych odpowiedzi na kłębiące się wewnątrz pytania.
Okazuje się jednak, że nie mam szans go otworzyć, nie mogę znaleźć kluczyków ani w kieszeniach, ani też w torebce. Zostawiłam na płycie nagrobka, wypadły mi na ścieżce po drodze? Zawracam, z pomocą latarki w komórce, sprawdzam wszystkie miejsca, w których poprzednio byłam. Rozstąp się ziemio, po kluczykach ani śladu. Jedyna możliwość jest taka, że skupiwszy całą uwagę na spotkaniu z rodziną brata, w roztargnieniu wrzuciłam je wraz ze śmieciami do kontenera.
Pozostał mi więc tylko telefon do Kacpra z prośbą, by przyniósł na cmentarz kluczyki zapasowe.Syn obiecuje przybyć z odsieczą najszybciej, jak się da.
- Jak się masz tym tak martwić, to wskoczę do kontenera i odnajdę zgubę – dodaje uczynnie. Jak wyrodna matka przystaję na wszystko, zbyt jestem skołowana wydarzeniami ostatnich dni, by zaprotestować. I tak oto Kacper zawdzięcza mi fakt, że w Dzień Zaduszny znalazł się w kontenerze ze śmieciami. Scenka rodem z patologii wyglądała w ten sposób, że dziecko je systematycznie przegrzebywało, a matka histerycznym głosem zagrzewała do dalszych poszukiwań. Zuzia pilnująca Wafelka też włączyła się w kibicowanie temu projektowi, więc zrobiło się przez nas pewne zamieszanie pod śmietnikiem. Wyszło nam to jednak na dobre, bo zwróciło uwagę osobom przechodzącym w pobliżu na mój problem. I oto nagle przybiegła do nas jedna z nich z informacją, że widziała kluczyki, wiszące na cmentarnej tablicy ogłoszeń. Rzeczywiście, jakaś dobra dusza, która się na nie natknęła, powiesiła je pomiędzy najświeższymi klepsydrami. Tyle że mnie by nigdy nie przyszło do głowy, by poszukiwać w takim miejscu.
Jednakże, dzięki Bogu, wszystko skończyło się dobrze i pewnie nawet by nas to śmieszyło, gdyby nie wskazywało na stan mojego funkcjonowania w ten pierwszy Dzień Zaduszny po śmierci Andrzeja. Choć z drugiej strony, myślę sobie, że być może były w tej sytuacji jakieś elementy jego nieco pokrętnego poczucia humoru...
29.01.2024
PAŹDZIERNIK
Staram się nie popełniać błędów sprzed lat. Powielam za to wzorce, które się już sprawdziły. Jeśli kiedyś uznałam, że nauka jest dobra na wszystko i to w moim przypadku działało, to teraz też po nią sięgam.
Czy emerytowanej nauczycielce po trzydziestu trzech latach pracy są potrzebne szkolenia rozwijające umiejętności wychowawcze? Całkiem niedawno zdawało mi się, że nie. Ale dziś myślę inaczej.
I jadę do Warszawy na dwudniowe szkolenie pod tytułem „Eduważność – uważność w twojej szkole”. Zresztą chyba pojechałabym na każde inne, gdyby mi w zamian zaproponowano dwa darmowe noclegi ze śniadaniem w pokoju jednoosobowym. Zachowania ucieczkowe opanowałam do perfekcji.
*
Miły pan z Kazachstanu wiezie mnie z dworca kolejowego do hotelu Ibis Style w centrum stolicy. Choć w Polsce mieszka już od roku, nie zna zbyt dobrze języka, więc konwersujemy naprzemiennie po angielsku i rosyjsku.
W pewnej chwili pada pytanie, czy mam męża. Instynktownie odpowiadam twierdząco, zanim mi się rozum włączy. A zaraz za nim wszystkie uczucia, które tłumię od miesięcy. Milknę, no bo co tu powiedzieć w takiej chwili? Zawieszam się w zasępieniu. Nie próbuję nawet nic prostować, bo i tak już nic proste nie będzie. Na szczęście chwilę później podjeżdżamy pod Ibisa. Znowu zakładam swoją maskę z uśmiechem i życzę Muzaffarowi szerokiej drogi. Widzę, że zdaje mu się, jakby chmura, za którą na chwilę zaszłam, odpływała, znów przepuszczając promienie.
Jak mam zacząć mówić o sobie wdowa – mój Boże? Moja głowa wciąż funkcjonuje w trybie mężatka. Nie jestem gotowa na tę zamianę siebie. Na dzisiaj wystarczy, że właśnie zamieniłam swoje łóżko do spania.
*
Przed wyjazdem do hotelu Ibis Style Warszawa Centrum przejrzałam oczywiście strony z recenzjami obiektu. Najbardziej rozbawiła mnie opinia pewnego cudzoziemca, który po zobaczeniu designu pomieszczenia zarezerwowanego na swój nocleg, poszedł się upewnić w recepcji czy pomyłkowo nie dostał pokoju dla dzieci:). No coś w tym jest:).
Taki właśnie odjechany styl ma ten Ibis Styl w Warszawie:)
Kogoś nieźle poniosło:)
Nie kręci Ci się w głowie? - pyta koleżanka pedagożka ze starej szkoły.
Od tych wzorków i pasków?
Jeszcze jak, przyjadę z Adhd:)
właśnie pakuję się w to twarde wyro i będę oglądać sufit w paski (nazwany nawet "psychodelicznym" przez recenzenta z Gruzji:).
Dobrej nocy, życzenia kolorowych snów nabrały nowego sensu w Ibisie Styl:)
23-25.10.2023
Ale oczywiście design obiektu ma też licznych zwolenników, co widać było w przejrzanych przeze mnie opiniach.
"Cały hotel urządzony jest w zabawnej kolorystyce, odmiennej od zwykłych monochromatycznych, zimnych i nudnych korytarzy" napisał Kiku4 z Czech.
I tak naprawdę, im bardziej pobyt w Ibisie staje się odległą przeszłością, tym bardziej zaczynam się z tym zgadzać. Zwykłe, monochromatyczne, zimne i nudne korytarze z innych hoteli uleciały już dawno z pamięci, a kolorowe pasy nie dość, że zostały, to jeszcze ich wspomnienie wywołuje uśmiech na twarzy.

Mało tego - całkiem niedawno zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę zamiast rozpraszać, to pomogły mi one w skupieniu. W Ibisie po raz pierwszy od śmierci Andrzeja zaczęłam znów pisać (i nie mam tu na myśli jedynie wspominania na piśmie, lecz koncentrację na tym, co działo się aktualnie). A może to była sprawa tego wyciszenia, które panowało w pokoju od strony wewnętrznego, otwartego dziedzińca? Albo tego drzewa za oknem, co już zaczynało się jesiennie wybarwiać, moknąc na deszczu?
W każdym razie, gdy znalazłam na biurku kartki z nadrukiem: "Pisz i rysuj X Wyraź siebie", to natychmiast się do tego hasła zastosowałam.

































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz