Poprzedni wpis z podróży: https://podobrejdrodze.blogspot.com/2023/11/31.html
Historia pobytu w Sanliufie rozpoczyna się zupełnie podobnie jak w Mardin. Jeździmy po mieście z kompletnie pogubioną nawigacją, błądzimy, nie jesteśmy w stanie dotrzeć pod wskazany w wykupionej na Airbnb ofercie adres. Grupa przechodzących wyrostków sprawia,że tym razem ocieramy się o największe zagrożenie w czasie naszej całej podróży - jeden z młodzieńców nagle wskakuje tuż za bagażnik, gdy cofamy. Sytuacja wygląda tak, jakby w kontrolowany przez siebie sposób liczył na potrącenie (odszkodowanie?), na szczęście mąż ma niezły refleks, a Volvo sprawne hamulce. Samochód staje omal w miejscu, ale my długo nie możemy dojść do siebie po tej “przygodzie”. W końcu ratuje nas, a jakże, sklepikarz, który dzwoni pod podany w ofercie numer telefonu (bo mnie nie udało się dogadać telefonicznie z naszym gospodarzem). No i wreszcie przychodzi po nas ktoś (miły, ale bez znajomości nawet jednego angielskiego słowa) z obsługi obiektu, w którym mamy spędzić noc.
Miejsce, zarezerwowane u Abdulselema jako “Bajkowy pobyt” ( albo też według innych tłumaczeń: “Pobyt o bajkowym smaku”, “Zakwaterowanie przyprawione bajką”), było według opisu na Airbnb hotelem. Zdecydowałam się na rezerwację nie tylko ze względu na niewygórowaną cenę, ale przede wszystkim pod wpływem informacji zawartej na portalu rezerwacyjnym Odamax - napisano tam, że to “Stara kamienna rezydencja ormiańska w historycznej części Urfy”. Wow! - w spuściźnie po Ormianach jeszcze nie mieszkaliśmy w naszej podróży.
Niestety oczekiwania i wyobraźnia przerosły rzeczywistość. Tak naprawdę wylądowaliśmy w Seriff Pasa Konaklari - taki adres przysłał nam wreszcie właściciel po wielu godzinach błądzenia. O ile byłoby prościej, gdyby tę informację zamieścił od razu na Airbnb. Nie stresowalibyśmy się wówczas trwającymi do ciemnej nocy poszukiwaniami, które jednak rzutowały później na nasze postrzeganie nowego miejsca noclegowego. Prościej też pewnie byłoby mi zaakceptować warunki tego obiektu, gdybym od razu przeczytała na jego temat opinie na wspomnianym Odamax. Jakaś rodzina na przykład napisała tam w maju, że pokój przypominał hostel. I to jest tak, że niektórzy kochają wszelkie hostelowe klimaty i wcale mnie nie dziwi, że w takiej sytuacji pojawiają się w recenzjach wysokie notowania. Ale ja niestety po ostatnim pobycie w hostelu (pięknym skądinąd Fauzi Azar by Abraham w Nazarecie) zrozumiałam, że to nie miejsce dla mnie. Nawet jeśli to jest pokój prywatny. No ale to oczywiście nie jest wina właściciela Seriff Pasa Konaklari.
Jeśli chodzi o inne opinie (też maj, tym razem para), to również z nimi muszę się zgodzić - można tam przeczytać na przykład: “dali nam koc, który pachniał papierosami”. Dodam od siebie, że poduszki także. To bardzo mi utrudniło, a mężowi wręcz uniemożliwiło zaśnięcie. I niestety zdarzyło się to w obiekcie reklamującym swoje usługi dla osób niepalących. Nie chcę tu oczywiście obwiniać za to właściciela, na pewno nie jest łatwo upilnować wszystkich gości, by postępowali zgodnie z regulaminem miejsca noclegowego. Ale i tak przełożyło się to na ogólne wrażenia z pobytu w Seriff Pasa Konaklari .
Dalsza część wspomnianej opinii dotyczyła parkingu (płatnego) - nas też na niego skierowano, ponieważ wszystkie miejsca parkingowe w pobliskim zaułku okazały się zajęte. Nie żebym z tego powodu jakoś narzekała, bo cena zaparkowania nie była wygórowana, ale jednak trzeba ją dodać do opłaty za nocleg i zastanowić się, czy w tej kwocie ogółem nie wynająć czegoś innego (dotyczy zmotoryzowanych turystów).
Ale nie doszłam jeszcze do tego, co mnie w Seriff Pasa Konaklari poraziło najbardziej. Tym razem zacytuję tu opinię ENuern, pozostawioną na portalu Trip.com: “W pokoju jest łazienka, ale to tylko włożona kostka - nie zamknięta”. Tak, moja wina - nie przyjrzałam się zdjęciom pokoju z należytą uwagą. Ale po prostu do głowy mi nie przyszło, że można wpaść na taki pomysł - w naszym pokoju sprawa prywatnej łazienki została rozwiązana w ten sposób, że w jednym z jego kątów zamontowano faktycznie plastikowo - szklaną “kostkę” (niezamkniętą od góry) z kiblem, umywalką i prysznicem! W ten sposób połączono w zabytkowej rezydencji tradycję i nowoczesność. A że kompletnie do siebie nie pasowały i kłuły tym w oczy? No cóż, przy takich remontach nie ma obowiązku korzystania z usług konserwatora zabytków czy choćby dekoratora wnętrz. Rozwiązania tego rodzaju na pewno wynikają z oszczędności i ograniczonego budżetu, ale niestety przesądzają o efektach. W najłagodniejszych słowach ujął to w styczniu Marco Antonio z Hiszpanii: “Brakowało jeszcze kilku szczegółów, aby dokończyć modyfikacje klasycznej ormiańskiej rezydencji, aby przekształcić ją w dobry hotel butikowy”(Airbnb).
Oczywiście Seriff Pasa Konaklari ma też swoje plusy. Najistotniejszym z nich jest lokalizacja. Blisko stamtąd było i do knajpki z fast foodem, i do ulicznego stoiska, gdzie z wybranych przez nas produktów wyrabiano najpyszniejsze koktaile na świecie. Skończyło się na tym, że zastąpiły nam one i kolację, i śniadanie:).
Drugi plus był taki, że wreszcie trafiłam na obiekt, w którym nie chciałam przedłużać pobytu;). Nie mieliśmy ochoty na kolejną bezsenną lub tylko troszkę przespaną w tytoniowym smrodku noc. Rankiem - bardzo zmęczeni, postanowiliśmy opuścić Urfę. I wówczas odnalezienie kogoś z obsługi, komu można by było zwrócić klucze, też okazało się wyzwaniem. Wyglądało na to, że każdy tu pracuje, jak chce. I tak w porannym zmęczeniu i niewyspaniu ten brak nadzoru gospodarza (który może akurat miał ważny powód do nieobecności), uznałam za brak dbałości o obiekt.
Tłumaczę to przed wyjazdem Beacie:
Dom był rzeczywiście historyczny i ormiański - z ogromnym potencjałem, by stworzyć tam hotel butikowy, jak się ogłaszał
Zwłaszcza, że oferta miała nazwę 'bajkowy pobyt" i obiekt naprawdę miał szansę taki być
Miał kamienne mury pełne zdobień, zabytkowe elementy wystroju, miły wewnętrzny dziedziniec z winoroślą.
I taras
I nawet był czysty, i miał wszelkie udogodnienia, jak: klima, własna łazienka, parking, ale jednocześnie to był najbardziej zaniedbany obiekt na naszej trasie. Zdjęcia w internecie powalały (...), ale byłam rozczarowana
Szkoda, że nikt o to tak nie dba
A to nasze okienka - wszystkie 3 - pokój, który zajmowaliśmy nazywał się Çarmelik, to akurat bardzo miłe ze strony gospodarza, że przy niepełnosprawności męża mogliśmy zamieszkać na parterze.
Prawda, że mogłoby być fajnie?
Szkoda, że to wszystko tak się ułożyło. Bo Sanliurfa ze wszech miar zasługiwała na przedłużenie pobytu. Miasto, które do 1984 roku było po prostu Urfą, chyba wciąż nią dla Turków pozostaje, co słychać w ich rozmowach. Człon Sanli (wielki, zwycięski) dodał do jej nazwy turecki parlament “dla upamiętnienia oporu miasta w tureckiej wojnie niepodległościowej z lat 1919–1923” (https://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%9Eanl%C4%B1urfa).
Oczywiście chrześcijańska historia Edessy jest nierozłącznie związana z przekazem na temat mandylionu - to według tradycji “wizerunek Chrystusa „nie ręką ludzką uczyniony”. Z jego przybyciem do miasta związana jest opowieść o królu Abgarze V, władcy Edessy, po raz pierwszy zanotowana przez Euzebiusza z Cezarei: kiedy król zachorował na trąd, wysłał swego sługę Ananiasza, przez którego prosił Jezusa, którego sława uzdrowiciela była już wówczas głośna, aby przybył z Judei. Chrystus nie mógł jednak spełnić prośby króla, o czym zawiadamiał go w liście. Jezus obiecał też, że po jego śmierci do Abgara uda się jeden z jego uczniów (wspomina się Tadeusza), celem uzdrowienia władcy” - to znów Wikipedia. “W późniejszych wersjach legendy (od VI w.) wspomina się, że Abgar poprosił swojego wysłannika, aby w przypadku gdyby Chrystus nie mógł przybyć, sporządził jego portret (...). W Jerozolimie okazało się jednak, że posłaniec nie jest w stanie namalować oblicza Zbawiciela. Wówczas Chrystus przykładając chustę do twarzy stworzył podobiznę której kontemplowanie uzdrowiło władcę.”
Podobno powstały w taki sposób mandylion trafił w X wieku do Konstantynopola, gdzie przechowywano go do czasu splądrowania miasta przez krzyżowców w 1204 roku. Później historia cudownego wizerunku staje się praktycznie niemożliwa do odtworzenia. Czy stamtąd trafił dzieki krzyżowcom do Rzymu, a później, jak wierzą mieszkańcy małego miasteczka w Abruzji do Manopello? - tego naprawdę nie wiadomo...
Ale to tylko jedna z opowieści, którą Urfa ma w swoim zanadrzu. O kolejnych można przeczytać na stronie https://www.itinari.com/pl/the-city-of-the-prophet-abraham-sanliurfa-4cbe:“Wielu wierzy, że Urfa była miejscem, gdzie Bóg wypróbował Hioba. (...) jest to również miejsce, gdzie prorok Abraham urodził się, wychował, a także umarł”. Ponieważ pełni on ogromnie ważną rolę także w islamie, miasto stanowi cel pielgrzymek dla wyznawców tej religii. Według nich prorok przyszedł na świat w jaskini, położonej na południe od dziedzińca meczetu Mevlid-i Halil w Urfie (Biblia podaje, że Abraham pochodził z miasta Ur). Z jego postacią związane jest również tutejsze jezioro/staw Balıklı Göl i pływające w nim święte karpie. To pewnie najsłynniejsza z umieszczanych w internetowych wpisach legend Urfy, a zarazem niezwykle fotogeniczne miejsce, przedstawione chyba w każdej fotorelacji z miasta.
Ale my opuszczając je, odpuszczamy niestety również jego wspaniałe zabytki. W ślad za Abrahamem udajemy się do miasta Harran (biblijny Charan) 17 kilometrów od granicy z Syrią. Przed rannym wyjazdem przesyłam jeszcze najbliższym końcowe refleksje na temat moich nocnych doświadczeń:
Pewnie z czasem spojrzę inaczej na ten nocleg w Sanliurfie. Zmęczenie zniknie, a ja docenię wartość noclegu w historycznym domu Ormian
Myślę bardzo podobnie, że już wkrótce pomyślisz o nim zupełnie inaczej - dostaję odpowiedź od Beaty.
Gdy o tym piszę, zmęczenie podróżą zdążyło dawno przeminąć. I trochę mi szkoda, że docenienie pobytu w historycznym domu Ormian przyszło zbyt późno. W końcu nie każdemu jest to dane...
Ale widocznie tak miało być. Może po to, żeby wyjechać z olbrzymim niedosytem i planować bezwzględny powrót do miasta mandylionu, Abrahama i Hioba? Bo decyzja też już zdążyła zapaść - pobyt w Urfie jest do całkowitej powtórki. I nie po to bynajmniej, by szukać tam cudów przyprawionych bajką, ale by znaleźć zupełnie zwyczajną rzeczywistość tego wielkiego obecnie, ponad dwumilionowego miasta, w którym wydarzyły się kiedyś absolutnie niezwyczajne historie...
Następny wpis z podróży: https://podobrejdrodze.blogspot.com/2023/11/32a-harran-jest-ostatnim-miastem.html



























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz