piątek, 17 kwietnia 2020

KWARANTANNOWE SKARBY






















Nie wyobrażam sobie swojego życia bez zwierząt. A już spędzenie bez nich kwarantanny byłoby prawdziwą katuszą. To ich miłość i przywiązanie pomagają w najcięższych chwilach. Uczę się od nich, jak naprawdę mało potrzeba, by wieść szczęśliwe życie - pełna miska, ciepły kąt, swój człowiek. Widzę z jaką cierpliwością moje czworonogi znoszą trudności i niewygody, choć wcale nie wiedzą, że to tylko przejściowe. Pokazują mi, co znaczy prawdziwa ufność i wierność. I co dzień czuję ich najszczerszą radość, gdy mnie widzą obok po przebudzeniu.

















Chyba do nikogo w życiu się tak nie wyprzytulałam jak do mojej najmilszej Luny. Gadam do niej na okrągło, bo to najlepszy słuchacz, jakiego miałam, na dodatek zawsze wysłuchuje do końca, nigdy się nie spieszy akurat do czegoś innego, gdy jestem w kulminacyjnym punkcie jakiegoś wywodu. Patrzy mi w oczy, jakby zawsze rozumiała moje bolączki i sprzeciwy wobec świata. A ostatnio nawet zaczęła mnie pilnować i bronić! (co zdaje mi się bardzo niezwykłe jak na najłagodniejszego chyba przedstawiciela labradorów na świecie), gdy za siatką mojego ogródeczka pod domkiem nad garażem zamieszkały dwa póki co bardzo nieprzyjazne dla mnie, wielkie wilczury. Że ze swoim wdziękiem słonia w składzie porcelany podeptała przy tym wówczas tulipany, to szczegół:) Obce psy obszczekała w mojej obronie, jak się patrzy. I naprawdę próbowała mnie zasłonić swoim wielkim i ciężkim ciałem. Gdyby nie było siatki, to wiem, że i tak zrobiłaby to samo. Byłaby gotowa oddać za mnie życie. Jak często znajduje się takiego przyjaciela wśród ludzi?


A Maciuś? No jak nie kochać takiej małej, puchatej, tulącej się do człowieka kuleczki? Mruczącej i ogrzewającej w chłodne wieczory, a rozśmieszającej swoimi popisami akrobatycznymi w ciężkie poranki, gdy wstajemy lewą nogą z łóżka. Mogę go przepędzać spod drzwi, gdy próbuje mi wnosić w pyszczku do salonu myszy i jaszczurki, ale wiem, że wraca wówczas do domu ze specjalnymi darami dla mnie. Zdaje się, że gdybym nagle popadła w straszny głód, to starałby się mnie wykarmić:)




















Ale nawet, gdyby te moje zwierzaki nie miały tak szczytnych wobec mnie zamiarów, to przede wszystkim są nieocenionymi towarzyszami, zwłaszcza teraz, gdy musimy się izolować od innych ludzi. Z takimi pieskiem i kotkiem trudno się nudzić - a to miseczka już pusta, a to czas na pieszczoty, albo znów błagalne spojrzenie pod tytułem: “muszę wyjść z domu, dłużej tu już nie wytrzymam”. 
No i wtedy właśnie mamy czasem okazję spędzać wspólne chwile tam, gdzie sama bez nich bym się nie skierowała. Po prostu uznałabym, że wystarczy, jak widzę rzekę z okien salonu. Jakoś bez dodatkowej motywacji w postaci moich pupilków zawsze mi się włącza takie działanie “na skróty”:)





















To niesamowite, ile szczęścia można otrzymać za koszt dwóch worków karmy miesięcznie, kilku psich puszek i pudła saszetek dla kota. Ludzie, którzy nie mają zwierząt zwykle wydają znacznie więcej, by cieszyć się radosnymi chwilami w życiu tylko od czasu do czasu. Ale może oni nie lubią się kimś opiekować. Ani też doznać zaopiekowania przez innych, choćby to było w postaci myszy czy jaszczurki.





































Oczywiście wiem, że nie wszyscy mają warunki do tego, by trzymać zwierzaki w domu, ale zawsze przecież jest możliwość wolontariatu, który bez względu na ograniczenia domowe zapewnia przyjemność z powodu obcowania z czworonogami. I radość wynikającą z pomagania słabszym. Jest tyle schronisk dla zwierząt, które w obecnym trudnym okresie proszą o jakąkolwiek pomoc. Brak czasu? Nic nie szkodzi - zawsze przecież można zapewnić wsparcie finansowe. 




















Nawet najmniejszy grosik czy też najdrobniejszy gest wysypania ptakom okruchów chleba, które zostały po naszym posiłku, może być wprowadzeniem dobra w koło życia. To już w świecie zostanie. Czy do nas trafi z powrotem? Tak! i to ze skutkiem natychmiastowym. Ptaki zaśpiewają nam każdego dnia już o świcie, kot będzie się ocierał o nogi, pies zamacha ogonem...




















W moim miejscu nad rzeką to również inne zwierzęta starają się sprawiać radość swą obecnością - oprócz bobrów piłujących nadbrzeżne drzewa, saren, które przychodzą pod same okna, jeży, okradających kocie miseczki przed domem:) mam tu bliskie spotkania także z rzadziej pojawiającymi się w tych okolicach gatunkami. Ale była już i wiewiórka, i łasica, i lis. Pewnej nocy nawet zjawiło się najprawdziwsze stado dzików. A ostatniej jesieni próbowała się do nas wprowadzić kuna. Na szczęście się rozmyśliła - dom wolę jednak dzielić ze zwierzakami, które sama zapraszam.



















Kolejnej porcji odzwierzęcej radości dostarczają fotki, przysyłane cyklicznie przez nasze dzieciaki. Dzięki nim, choć tego teraz zobaczyć na własne oczy nie mogę, to jednak mam możliwość podglądania, jak Gacuś wyrasta z okresu szczenięcego, kotki coraz bardziej czują się udomowione w Krakowie, a króliczki nawiązują ze sobą (i z Anią) wciąż ściślejszą więź. Uwielbiam odbierać takie fotograficzne wieści i za każdym razem wówczas błogosławię czasy, w których stan techniki nam na to pozwala.







Czyż to nie sama radość oglądać słodkiego Gacusia?💞





















Przepiękną Zosię?💗





















Uroczego Kajtusia?💟





















Rozkosznego Bogusia?💖





















I jego super kumpla Mirusia?💕



















Czyż to, co dostajemy od zwierząt to nie są prawdziwe skarby?





A jeśli komuś jeszcze mało, to na zakończenie wklejam tutaj kawałek wywiadu ze słynną polską panią weterynarz Dorotą Sumińską, opublikowany ponad tydzień temu na łamach Wirtualnej Polski:
Ma pani jakąś radę dla zaniepokojonych właścicieli?
Kochajcie swoje zwierzęta. Tulcie je, całujcie i śpijcie z nimi. Możecie liczyć na to, że wasz układ odpornościowy będzie przygotowany na odparcie ataku wirusa SARS-Cov-2"
https://turystyka.wp.pl/koronawirus-u-zwierzat-lekarz-weterynarii-wyjasnia-watpliwosci-6498055513818753a





































No comment






















*Zdjęcia Zosi, Kajtusia i Gacusia dostałam od Wiki, zdjęcia Bogusia i Mirusia od Ani.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz