sobota, 25 stycznia 2020

CYPR - POŻEGNANIE PAFOS - W Górach Troodos: cedry i Monastyr Kykkos



Wnętrze Cypru to zupełnie inna bajka niż zorganizowane pod turystów wybrzeże. Może dlatego właśnie tak nas urzeka. Jedziemy w głąb wyspy i jesteśmy sami - sami na drodze, sami w górach, sami ze sobą. I ciesząc się taką błogą atmosferą z każdą popołudniową chwilą tego dnia przybliżamy się do Monastyru Kykkos, który jest absolutnym numerem jeden dla pielgrzymów na cypryjskiej liście.

Lecz nie bylibyśmy oczywiście sobą, gdybyśmy niespodziewanie nie zboczyli z tej jasno wytyczonej drogi. No cóż, czy mogliśmy dokonać innego wyboru, gdy zobaczyliśmy na poboczu brązowe tabliczki informacyjne z napisem CEDAR VALLEY? Nie, takiego miejsca absolutnie nie można było pominąć.
















Bo tak naprawdę, wyjechaliśmy tym razem z domu między innymi dla cedrów. Oczywiście o tych cypryjskich nie mieliśmy do tej pory zielonego pojęcia, ale tak szczerze mówiąc, to nie Wyspa Afrodyty (Kotów) miała być gwiazdą obecnej podroży. Na Cypr przyjechaliśmy tylko niejako “po drodze” do Libanu, który stanowił dla nas wyjątkowo pożądany cel podróży. Mój mąż, chcąc zorganizować atrakcyjną wycieczkę w okolicy moich urodzin, doszukał się bowiem połączenia tanimi liniami do Bejrutu, ale trasa ta jest obsługiwana wyłącznie z lotniska w Pafos. Tak więc, niestety potraktowaliśmy to miasto trochę krzywdząco, jak przystanek przesiadkowy, który miał nas przybliżyć do wymarzonych miejsc w Libanie. To tam właśnie, w Dolinie Bożych Cedrów zamierzaliśmy oglądać te zachwycające, majestatyczne drzewa.

Tymczasem one, jak gdyby nigdy nic, wyrosły sobie na przystanku Cypr i do tego właśnie jakby na naszej drodze - zaledwie przysłowiowy rzut beretem od Kykkos. No cóż, nic podczas tego wyjazdu nie zgadzało się z moimi oczekiwaniami, wszystko było wielkim zaskoczeniem. I daj Boże, żeby mnie dalsze życie zawsze tak pozytywnie zaskakiwało jak podczas tych paru dni na Cyprze.

Zgodnie z informacjami ze strony https://www.cypruswalksetc.com/cedar-valley-walk.html: Cedar Valley jest domem dla cedru cypryjskiego, endemicznego podgatunku cedru, który liczy około 130000 drzew. Dolina znajduje się głęboko w Lesie Pafos, między wioskami Lysos na zachodzie, Pano Panagia na południu, Kampos i Trakkistra na wschodzie oraz Pyrgos i Pomos na północy. Obszar piknikowy Cedar Valley znajduje się na wysokości około 1150 m” (tłumacz google)


To nasze pierwsze spotkanie z cedrami, jestem zachwycona i podekscytowana. Mam ochotę bliżej przyjrzeć się każdemu ze 130000 okazów. A tymczasem słońce niebezpiecznie zaczyna przechylać się ku zachodowi. Wakacje w listopadzie są cudowną odskocznią od polskiej jesiennej szarugi, ale mimo wszystko łączą się z tym, że dzień jest stanowczo za krótki. W nienasyceniu odjeżdżam z Cedrowej Doliny do Kykkos.



Na szczęście Monastyr mi wynagradza wszelkie smutki rozstania z biblijnymi królami wśród drzew. Jest rzeczywiście imponujący, przepięknie dopracowany w szczegółach i tuż przed zapadnięciem zmroku w listopadzie wyciszony, wręcz rozmodlony. Udaje nam się zahaczyć o ortodoksyjne nabożeństwo i bez towarzystwa tłumu turystów pomedytować trochę na pustych krużgankach. Ale coś za coś - muzeum ikon jest już zamknięte o takiej porze - szkoda, bo pewnie bardzo by zainteresowało męża. Ze względów zdrowotnych musiał odpuścić sobie dalsze kształcenie na kursie ikonopisania, ale miłość pozostała... 

















Po raz kolejny więc w tej podróży muszę powtórzyć magiczne zaklęcie: “następnym razem...” Bo już wiem, że będę o to zabiegać. Dla Cypru na wyłączność w podróży - już nigdy w myślach nie zredukuję go do punktu przesiadkowego w Pafos.


W naszej niedawno rozpoczętej karierze stałych użytkowników tanich linii to pierwsza podróż ”składana” z kilku odcinków. Tak bardzo się skupiliśmy na jednym, że do zwiedzania Cypru nie byliśmy przygotowani wcale. Na miejscu naprędce próbujemy to jakoś nieudolnie nadrobić.


Dysponujemy wypożyczonym z zaprzyjaźnionej biblioteki przewodnikiem o Cyprze  Roberta Bulmera. Jest to pozycja stara jak świat, ale ma też niewątpliwą zaletę. Użytkownik tanich linii z niestabilną polityką bagażową na pewno doceni, że to wyjątkowo cienka książeczka. Oczywiście ma to swoje konsekwencje. Na temat klasztoru w Kykkos autor napisał niecałą niewielką stronę i zdołał na niej zmieścić jeszcze całkiem sporą fotografię obiektu:). 


Nawet długa historia obiektu brzmi tu niezwykle skrótowo: “Monaster został założony przez pustelnika Izajasza w 1100 roku, za panowania cesarza Aleksego Komnena, który z wdzięczności za wyleczenie córki ofiarował Izajaszowi ikonę z wizerunkiem Matki Boskiej. Była to jedna z trzech ikon namalowanych przez św. Łukasza, które znajdują się na Cyprze. Od wielu stuleci nikt nie widział świętego wizerunku, ponieważ jest zakryty srebrną blachą. Miejscowi utrzymują, że obraz ma moc sprowadzania deszczu.” (R. Bulmer “Cypr”)

Na pewno jest to sztuka bardzo przydatna, bowiem klasztor płonął, jak się okazuje z dalszej części tekstu, wielokrotnie, przy czym za każdym razem ikona wychodziła cało z pożogi. Cieszy nas to bardzo, bo okazuje się naprawdę wyjątkowa w swym oryginalnym ujęciu Matki Bożej z Dzieciątkiem. 








Tymczasem dla zespołu klasztornego pożary zaskutkowały tym, że jest on w dużej mierze odbudowany, rozbudowany i nowy. Z naszego przewodnika dowiaduję się znowu o możliwości przenocowania w obiekcie. No cóż, może “następnym razem...”



Tymczasem robi się powoli ciemno i trzeba opuścić mury monastyru przed jego zamknięciem. Położenie na wysokości 1318 m n. p. m. (to znów info z przewodnika - niby mało tekstu, a ile wiedzy;) sprawia że po zmroku robi się trochę chłodno. Pora wrócić do naszego Pafos, by choć jeszcze przez chwilę poczuć wakacyjny relaks w hotelu Veronica.
*


Na pożegnanie miasta mamy zarezerwowany jeszcze prawie cały dzień, bo nasz samolot do Bejrutu odlatuje dopiero wieczorem. Toteż udaje nam się na koniec pobytu zapoznać bliżej z następującymi atrakcjami Pafos:


1. Nadmorska promenada - wymarzona trasa na spacer o każdej porze dnia (a może też i nocy), po drodze można w wielu miejscach zrobić przerwę na plażowanie. Bardzo blisko z hotelu Veronica.


2. Greek Orthodox Church of Panayia Theoskepasti - cerkiew, którą oglądaliśmy tylko z zewnątrz, wnętrze zamknięte na cztery spusty, a szkoda, bo jak podaje Wikipedia: “Według tradycji przechowywana w cerkwi ikona Matki Bożej jest jednym z siedemdziesięciu wizerunków Maryi wykonanych przez ewangelistę Łukasza  
(https://pl.wikipedia.org/wiki/Cerkiew_Theoskepasti_w_Pafos)



3. Agia Kyriaki Chrysopolitissa - piękny klimatyczny kościół (fotorelacja w przygotowaniu), używany przez wspólnoty katolickie i anglikańskie, zbudowany w miejscu, gdzie wcześniej stała bizantyńska bazylika. Jej pozostałości są doskonale wyeksponowane i przygotowane do zwiedzania, z robiącą wrażenie historią w tle oraz uroczymi kotami wylegującymi się na starożytnych mozaikach. Wśród ruin znajduje się fragment pręgierza do którego podczas chłosty przywiązany był Święty Paweł.
4. Plaża Coral Bay - to już raczej sprawdzenie możliwości na kolejny pobyt - w listopadzie późnym popołudniem wyglądała nieźle, ale z tego, co czytam w internecie, to latem bywa bardzo zatłoczona.


5. Groby Królewskie zgodnie z Wikipedią: “Kompleks składa się z około stu podziemnych grobowców, które wykuto w litej skale. Powstawały one pomiędzy IV w. p.n.e. a III w. n.e (...) Wbrew nazwie, w grobowcach nie spoczął żaden król, lecz chowano w nich pafijskich arystokratów i innych dostojników, między innymi namiestników zarządzających wyspą(https://pl.wikipedia.org/wiki/Groby_Kr%C3%B3lewskie).



Kompleks jest niezwykle rozległy, w ostatnich chwilach dnia sprawiający romantyczno - tajemnicze wrażenie. Gdyby nas nie wyproszono z godziną zamknięcia, to mogłabym tam spacerować znacznie dłużej i by mi się to nie znudziło. Nie muszę chyba dodawać, że pora dnia i roku sprawiła, że turystów było bardzo niewielu.


No i dochodzimy do ostatniego punktu programu, którym jest lotnisko. Nic specjalnie dobrego o nim powiedzieć nie mogę, chyba tylko pracownicy pilnujący porządku są tam nastawieni na to, by pomóc osobom niepełnosprawnym (albo po prostu mają dobre serca). Sytuację ratuje fakt, iż po umęczeniu formalnościami można się pocieszać myślą, że lot do Bejrutu trwa tylko według rozkładu godzinę i pięć minut (a faktycznie trwał jeszcze krócej).




W listopadowy ciepły wieczór wzbijamy się w powietrze i szybko zostawiamy Pafos za sobą. Było czymś dużo więcej niż tylko przystankiem po drodze - to miejsce, które się zaznaczyło wyjątkowo ciepłymi wspomnieniami na wewnętrznej, sentymentalnej mapie. Powtarzam “następnym razem...” myśląc o powrocie i wiem, że akurat to się spełni, choć może nie w taki sposób, jak bym chciała - na bardzo krótko Pafos będzie naszym miejscem przesiadkowym w drodze powrotnej z Bejrutu do Larnaki.


Na Wyspie zebraliśmy siły, by wzbić się w ciemność - nie tylko tej pogodnej nocy gdzieś między krańcem Europy a Bliskim Wschodem, ale także w tę związaną z niewiadomą i obawami, dotyczącymi następnego pobytu.
Od 17 października 2019 r. w Libanie organizowane są masowe antyrządowe protesty (mieliśmy okazję obserwować je od następnego dnia w TV w Montesilvano - przyp.aut.). Należy liczyć się ze znacznymi utrudnieniami w poruszaniu się po kraju” - to komunikat ze strony polskiego MSZ. Plus zalecenie zachowania szczególnej ostrożności.




Przestajemy więc myśleć o Cyprze i wciśnięci w niewygodne fotele tanich linii lotniczych szykujemy się na nowe wyzwanie. Patrzę ze współczuciem na stewardesy, które zwijają się jak w ukropie, starając się nam sprzedać w pośpiechu wszystko, co przewidziano w planie lotu bez względu na jego długość.
Welcome aboard! Ladies and gentelmen - przed nami Liban spowity w chmury pełne znaków zapytania...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz