Na lotnisko w Katowicach przebijamy się przez listopadowe, deszczowe popołudnie.
Ale w samolocie uśmiechnięty steward przy powitaniu obiecuje fantastyczną pogodę w
miejscu docelowym. Na Cyprze jest podobno 25 stopni i świeci słońce. Aż trudno nam uwierzyć w te słowa, lecz chwilę potem potwierdza je w swoim komunikacie pilot. A to
wszystko tuż przed odcinkiem nieprzyjemnego przedzierania się przez straszliwą ulewę, podczas wznoszenia ponad chmury...
Lot trwa trzy godziny, ale dziwnie się dłuży, zwłaszcza, że w szybko zapadających w listopadzie ciemnościach nie można skierować uwagi na to, co za oknem. Nie mogę się wprost doczekać lądowania.
W Pafos mamy założoną rezerwację na odbiór
samochodu z lotniska. Mąż zrobił ją w przeddzień naszej podroży, skusiła go wyjątkowo niska cena. Wcześniej zarzekał się, że absolutnie nie wejdzie w rolę
kierowcy w lewostronnym ruchu drogowymJ
Dumna z siebie i swojego podróżniczego ogarnięcia zorganizowałam więc pobyt w Pafos tak, aby wykorzystać komunikację publiczną. Sprawdziłam trasę autobusu z lotniska do centrum (w internecie można znaleźć dobrze działającą stronę poświęconą transportowi na Cyprze) i obstawiłam hotel Veronica, znajdujący się bezpośrednio przy jednym z przystanków. Na zdjęciach w sieci obiekt ten nie wyglądał jakoś szczególnie imponująco, zwłaszcza w porównaniu z luksusowymi resortami, których strony też oglądałam, ale opinie zadowolonych klientów zadziałały. Zresztą założyłam wtedy (jak zawsze w takich sytuacjach), że trzy noce potrafimy wytrzymać w każdych warunkach, nawet znacznie poniżej oczekiwań, a podcazas pobytu dobre skomunikowanie z innymi częściami miasta będzie cenne i opłacalne, zarówno czasowo, jak i finansowo.
Ruch lewostronny, hmmm..., sprawił nam na wstępie znaczne trudności. Dobrze, że po wypożyczeniu samochodu zrobiło się naprawdę późno i o tej porze z dróg korzystało już niewielu użytkowników. Dzięki temu nasza biała Skoda Fabia bez żadnego uszczerbku na wyglądzie (swoim czy też innego auta:) zaparkowała w końcu szczęśliwie (choć znacznie później niż planowaliśmy:) pod hotelem Veronica. Na kolację nie zdążyliśmy, ale strata to żadna, bo w zamian dostaliśmy voucher na lunch w dniu następnym.
Nie pamiętam, kiedy ostatni raz w podróży przeżyłam tak miłe zaskoczenie, gdy okazało się, że miejsce naszego zakwaterowania wygląda znacznie lepiej w rzeczywistości niż na zdjęciach w internecie czy też w mojej wyobraźni. W hotelu Veronica od razu poczułam się fantastycznie - może to dlatego, że obsługa nie zignorowała prośby o ładny widok, mimo że obiekt był „fully booked”.
Po otwarciu drzwi naszego lokum wszystko znaleźliśmy przestronne i czyste, proste umeblowanie zaś nigdy nie jest dla mnie powodem do kręcenia nosem, zwłaszcza jeśli mam na wyposażeniu wszelkie sprzęty, które są mi potrzebne w podróży (w Veronice była lodówka, klima, sejf, tv i suszarka, czego chcieć więcej?). A ten ładny widok? Ach, po prostu oniemiałam, gdy po raz pierwszy wyszłam na balkon. W dole (mieliśmy pokój na czwartym piętrze) zobaczyłam podświetlony basen i to już stanowiło przyjemność dla oczu. Ale tym, co zrobiło największe wrażenie, było poczucie, jakbyśmy przebywali tam w koronach palm. Ot, Tarzan i JaneJ
Z miejsca nabrałam pewności, że zarówno steward, jak i pilot mieli stuprocentową rację,
opowiadając o wspaniałych wakacjach, które nas tu czekają. Nie spodziewałam się
tego na Cyprze w listopadzie. Nawet w październikowych Włoszech czuliśmy już
jesienne klimaty.
Pozdrawiam więc swoich najbliższych z Pafos, w którym „wciąż
trwają wakacje”.
A w ich trakcie zyskuję absolutne przekonanie, że człowiek stworzony jest do życia w słońcu. Po co komu zimny, bury, mokry listopad? Więcej słońca! Tego mi trzeba w miejsce jesieni i zimy. Więcej słońca! W jego promieniach od razu czuję się lepiej. No i bezwzględnie, jako hasło na dalsze życie, więcej, więcej wakacji!
A w ich trakcie zyskuję absolutne przekonanie, że człowiek stworzony jest do życia w słońcu. Po co komu zimny, bury, mokry listopad? Więcej słońca! Tego mi trzeba w miejsce jesieni i zimy. Więcej słońca! W jego promieniach od razu czuję się lepiej. No i bezwzględnie, jako hasło na dalsze życie, więcej, więcej wakacji!
*
W Pafos tak
naprawdę to najbardziej chciałoby mi się... wylegiwać w Veronice na leżaku nad basenem. Cieplutko tu i słonko łagodnie przyświeca między gałęziami roślin, pod
którymi się rozkładam. Tak mi cudownie jest w tym bujnym, zielonym ogrodzie, gdzie
stoliki ułożone są pod drzewkami obsypanymi pomarańczami, a na stołkach przy
nich drzemią syte, wypielęgnowane koty. Czuję się tu pewnie tak, jak kiedyś Ewa
w raju.


Niestety mąż ogranicza to moje rozleniwianie;) Nie po to mamy wypożyczony samochód, żeby zabierał innym miejsce na parkingu;). Zresztą pewnie bym po wyjeździe żałowała, że z powodu lenistwa nie zobaczyłam innych (poza hotelem) miejsc na Cyprze.
Na pierwszy ogień postanawiamy
wybrać się do Petra tou Romiou – miejsca, gdzie, według mitu,
Afrodyta wyłoniła się z piany morskiej. Po
lunchu przecieramy szlakJ
mamy samochód wynajęty mega tanio, ale za to jaki hardcore przy zwiedzaniu😃 - piszę wkrótce potem do kuzyna. Cały czas na drodze koncentrujemy się na tym, żeby nie pomylić pasów i mniej więcej się na nich utrzymaćJ
No ale w końcu jakoś docieramy na miejsce. Jest tam skała, którą można oglądać na wszystkich fotkach reklamujących okolicę. Trzeba przyznać, że wygląda bardzo malowniczo, choć teren znajdujemy dosyć zaśmiecony. Chyba nikt go specjalnie po sezonie nie sprząta. Ale cóż, za to w listopadzie niewielu turystów się tu kręci - pobliska śliczna plaża jest prawie pusta.
Tyle że my tu nie przyjechaliśmy plażować. Robimy parę fotek i ruszamy w dalszą drogę.
Jestem chętna, by ją odwiedzić ze względu i na jedno, i na drugie. Po drodze mamy okazję oglądać Cypr mniej rozsławiony internetowo – stado kóz przeprawiających się z pola na pole, kościół w środku niczego (zamknięty), przed którym dumnie powiewają flagi, rodzina zbierająca oliwki na drzewie rosnącym na wiejskim podwórku. Piękne krajobrazy gór Troodos robią na nas wrażenie.

W Wikipedii można przeczytać, że początki tego miejsca kultu związane są z: „wizytą św. Heleny, której przypisuje się przewiezienie na Cypr części relikwii związanych z Męką Pańską (...) Przedmiotem kultu w świątyniach klasztoru są cząstka Krzyża Pańskiego i Świętego Sznura (którym Jezus Chrystus został związany; jedyna taka relikwia na świecie), kamień z Golgoty, czaszka apostoła Filipa oraz 26 fragmentów relikwii innych świętych[1] (m.in. św. Pantelejmona, św. Mikołaja, św. Barbary, św. Charłampa, św. Mariny, św. Tryfona)”. https://pl.wikipedia.org/wiki/Klasztor_Krzy%C5%BCa_%C5%9Awi%C4%99tego_w_Omodos
W polskojęzycznej Wikipedii Omodos opisuje jedno zdanie, odnoszące się do lokalizacji wioski. Jak szybko mamy okazję się przekonać, turyści przyjeżdżają tu głównie w celu degustacji i zakupu wina (znacznie rzadziej chyba dla koronek). Nam, jako świeżo upieczonym lewostronnemu kierowcy i przerażonym tym faktem pilotowi, przede wszystkim zależy na utrzymaniu refleksu i koncentracji na drodze, w związku z czym wizyty w winiarni w ogóle nie bierzemy pod uwagę. Ale widzieliśmy w Omodos naprawdę klimatyczne miejsca, gdzie wyluzowani wycieczkowicze bez samochodu spędzają na pewno miłe chwile. A cypryjskie wina to miodzioJ
Zwłaszcza jeden ich rodzaj jest szczególnie doceniany w degustacyjnym świecie.
„Wino Commandaria uważane jest za jedno z najstarszych win świata, jeśli nie najstarsze. Biorąc pod uwagę fakt, że historia winiarstwa na Cyprze sięga 5000 lat wstecz, jest to całkiem prawdopodobne” - czytam na stronie https://traveliger.pl/europa-cypr/commandaria-najstarsze-wino-na-swiecie.html
„Już bóg wina Dionizos podczas licznych uczt raczył się winem ze słonecznego Cypru. Również u Homera i Eurypidesa możemy przeczytać o zaletach napoju pochodzącego z wyspy Afrodyty. Cypryjskie wina pili egipscy faraonowie i opiewał je w swych pieśniach biblijny król Salomon. Szlachetny trunek cenili sobie również Grecy oraz Rzymianie. To właśnie z Cypru do Francji zawędrowały szczepy winogron, z których dziś powstaje szampan. Podobne korzenie ma Madera, Tokaj i Marsala” - dodają autorzy strony https://podroze.gazeta.pl/podroze/1,114158,805913,cypr-gory-trodos.html
Ja raczę się cypryjskim winem już nazajutrz po przyjeździe do hotelu Veronica. Ale Commandarię zabieramy ze sobą do Polski. Będzie głównym gościem wieczoru, na którym uda się zebrać naszej rodzinie całą piątką.
„Sama nazwa wina "Commandaria" pochodzi z XIII wieku i została nadana przez członków Zakonu Joannitów, którzy uprawiali winorośl i produkowali wino na terenie należącej do nich komandorii (...). Samo słowo komandoria oznacza jednostkę terytorialną podlegającą zakonowi” – powracam do informacji z pierwszej z cytowanych stron.
Ale zaglądam też do serwisu winiarskiego „Studio wina”. Autor swój wpis zaczyna tam od słów: „Commandaria – to tym winem delektował się król Ryszard Lwie Serce przebywając na Cyprze w trakcie wyprawy krzyżowej.” Potem następuje fachowy opis dotyczący produkcji: „Jest kupażem (co ciekawe) biało-czerwonym, miejscowych odmian: xynistéri (biała) i mávro (czerwona). Winobranie, jak na warunki cypryjskie, odbywa się stosunkowo późno – w połowie września. Późne zbiory dają grona bardzo dojrzałe, o większej zawartości cukru, potem jeszcze przez ok. 2 tygodnie podsuszone są na słońcu i tak zrodzynkowane trafiają do fermentacji, która odbywa się w niskiej temperaturze przez 2-3 miesiące. Powstaje słodkie wino (drożdże nie przerobią całego cukru), które wzmacniane jest destylatem winnym do ok. 15% i leżakuje dwa lata w dębowych (500-litrowych) beczkach. 1/3 wina przelewana jest do mniejszych beczek na dłuższe starzenie, by potem „uszlachetniać” wino wyjściowe”.
Nie wiem, jak to wygląda podczas sezonu i letnich upałów, ale nasza listopadowa wizyta, gdy dzień chylił się już ku zachodowi, była czasem, którego Cyprowi nie zapomnę. Wyspa na przywitanie odsłaniała nam bez pośpiechu swoje najpowabniejsze oblicze. Tęsknię za nim ogromnie i znów myślę o tym, że człowiek stworzony jest do życia w słońcu. Po co komu dłużący się, szary, ołowiany styczeń?
Więcej słońca!
No i bezwzględnie, jako hasło na dalsze życie - więcej, więcej wakacji!







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz