Trochę próbujemy nadrabiać to, co straciliśmy z powodu wyjazdu na Święta we dwoje – radość z przebywania z dzieciakami. Ich odwiedziny stanowią klamrę wokół czasu związanego z rocznicą śmierci Bartka, wyrywając nas chwilowo z objęć wspomnień pełnych smutku i bólu. Spędzamy razem dzień imienin Kacpra, a podczas kolejnych wizyt cieszymy się z nim i Wiktorią ich nowym nabytkiem. Szczeniaczek przygarnięty przez nich ze schroniska wraz z imieniem Brokuł, (które jest podobno do zmiany), wnosi do naszego domu energię, przynależną okresowi, gdy świat co rusz ma do zaoferowania coś absolutnie nieprawdopodobnego. Nasza stara Luna ledwie może za tym nadążyć. Zaś dostojnego już Maćka, maluch, którego wszędzie pełno, po prostu przeraża.


Myślę, że prowadzenie zwierzyńca to na ten moment w życiu naszych dzieci największe pragnienie. Dobrze, że mogą mieć taki czas, gdy łagodnie dorastają do obowiązków i odpowiedzialności w dorosłym życiu. Cały okres depresji u Kacpra wydaje mi się stracony dla jego rozwoju, trzeba teraz nadrabiać lata po śmierci Bartka. Na szczęście wszystko obrało obecnie dobry kierunek, a mój ukochany Syn wyrósł na super fajnego młodzieńca. Nie przestaję dziękować Bogu, że go mam.


Naprawdę nie wiem, jak radzą sobie osoby, które żyją i umierają bezpotomnie. Ja nie potrafiłabym istnieć bez dzieci. Gdybym nie miała własnych, pewnie bym kogoś przysposobiła. Wydaje mi się, że to nie stanowiłoby dla mnie specjalnego problemu.
Choć to zupełnie inna sytuacja, to przecież od śmierci Bartka w naszym życiu mamy relację, w której Ania jest nam droga jak własna córka. Wiemy, że to się może zmienić z czasem, gdy u niej pojawi się miejsce na kogoś, kto zastąpi naszego syna. Z całego serca pragniemy, by ułożyła sobie życie z tym kimś. Niech ją kocha tak mocno, jak kiedyś Bartek. Ania zasługuje na szczęśliwą, radosną przyszłość, czego jej szczerze życzymy. Jesteśmy przekonani, że Bartek też by tego dla niej chciał. Ale jednocześnie zdajemy sobie sprawę, że w tej nowej układance, która zastąpi obecną, już miejsca dla nas może zabraknąć. No i trudno, byle by było dobrze dla niej.
Ania spędziła u nas kilka dni w grudniu przed naszym świątecznym wyjazdem. Zrobiliśmy sobie włoski wieczór kulinarny, obejrzeliśmy parę filmów, usta nam się nie zamykały od gadania.
❤było idealnie😃 odpoczęłam z Wami😙 napisała Ania już po naszym wyjeździe na Sycylię. Nasze odczucia są podobne. Fajnie, ze mogliśmy pobyć razem.


Zwierzam się Beacie, że przez cały ten czas urlopu zdrowotnego nie przyszło mi do głowy ani jeden raz, że chciałabym być w pracy. To dziwne, zważywszy jak ważnym elementem mojego życia była do tej pory. Teraz zaś trudno mi sobie nawet wyobrazić, iż będę znowu kiedyś musiała spędzać czas w szkole, zamiast w podróży czy też w domowych pieleszach, goszcząc drogie mi osoby, albo choćby ciesząc się po prostu spokojem.
Dróg z górki i tylko na wozie😃 Niech ten Nowy Rok będzie łaskawy😃 dostaję od Beaty życzenia na kolejne miesiące. Mam nadzieję,
że się ziszczą.
Gdy do tego dodać jeszcze
wigilijne przesłanie od niej, nawiązujące do Księgi Liczb:
"Niech Pan Cię błogosławi i strzeże. Niech rozpromieni
swe oblicze nad Tobą, niech Cie obdarzy swą łaską. Niech zwróci ku Tobie
oblicze swoje i niech Cię obdarzy pokojem",
to czy można chcieć czegoś więcej?
Tylko tyle... Aż tyle! kończy swoje życzenia Beata.
A ja zabieram jej świąteczne błogosławieństwo w dalsze życie jak skarb. I śpieszę, by obdzielić nim swych najbliższych. Niech przełamie klątwę, związaną z tą straszną stratą, jaką ponieśliśmy cztery lata temu. Bo Bartek by chciał, jestem o tym przekonana, żebyśmy spojrzeli w przyszłość znowu z nadzieją.
Zdjęcia szczeniaczka robiła Wiki. Biała suczka Neli mieszka z jej rodzicami





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz