Z czasem zmienił mi się pogląd na sprawę pobytu Ukraińców w Polsce. Zaczęłam mieć wątpliwości, czy to my tak bardzo korzystamy na ich pracy, czy też ich korzyści z pobytu u nas są większe niż nasze. Ot chociażby kwestia opieki lekarskiej – dla nich bezpłatnej w każdym przypadku, a często również w pierwszej kolejności, my zaś na przykład musieliśmy ostatnio płacić za wizytę w poradni przyszpitalnej u lekarza dla niepracującej i nieopłacającej składki zdrowotnej Zuzi. O poważniejszych zabiegach nie ma w takim przypadku mowy, natomiast strona ukraińska wytworzyła w tym zakresie nawet preceder zwany „turystyką medyczną”. Obejmuje on zarówno planowane zabiegi, jak i refundowane leki. Dopiero teraz planuje się zrównanie dostępu do leczenia Polaków i Ukraińców (https://www.money.pl/gospodarka/turystyka-medyczna-ukraincow-lekarz-potwierdza-7198277262793664a.html).
Sprawę zatrudniania pracowników z Ukrainy też już poruszałam na blogu - https://podobrejdrodze.blogspot.com/2025/04/rzadko-kiedy-wydarza-sie-taki.html ("Szczęśliwy dzień"). Więcej może jeszcze napiszę, gdy Kacper uskuteczni planowaną rejestrację w Urzędzie Pracy.
Pozostaje jeszcze kwestia zasiłków na dzieci, którym zresztą od początku byłam przeciwna – i to bez względu na narodowość. Wyraziłam na blogu swoje stanowisko jeszcze wtedy, gdy w ogóle nie było wojny w Ukrainie i tej olbrzymiej fali uchodźczej stamtąd https://podobrejdrodze.blogspot.com/2019/03/okradanie.html.
Potem oczywiście zrównano w kwestii zasiłków Ukraińców z Polakami. Skutkiem tego było mnóstwo nadużyć, gdy płaciliśmy 500+ (a teraz już 800+) na ukraińskie dzieci, których w Polsce w ogóle nie było (ich rodziców czasem również – przyjeżdżali tylko po zasiłki). Dopiero teraz zaczyna się stawiać Ukraińcom pewne warunki w tym zakresie. Muszą u nas pracować, a ich dzieci mają pozostawać w polskim systemie edukacyjnym (https://www.infor.pl/twoje-pieniadze/swiadczenia/7054368,wazna-zmiana-w-800-plus-sejm-uchwalil-nowe-zasady-dla-ukraincow.html).
Oczywiście ma to konkretne przełożenie na nasze szkoły, do których nagle trafiła spora grupa uczniów ni w ząb nie znających języka, nawet po latach pobytu w Polsce, ale chyba już się w oświacie oswoiliśmy z tym zjawiskiem. Wiadomo, że dzieci nie są tu niczemu winne. Jakoś próbujemy sobie z tym poradzić - w szkołach są prowadzone dla nich dodatkowe lekcje, na których uczą się polskiego. Ale na pewno to nie jest proste ani dla nich, ani dla nas.
Na wyższych szczeblach szkolnictwa sytuacja nie przedstawiała się chyba znacząco lepiej. Widać to na przykładzie próby zmiany zasad podczas tegorocznej rekrutacji na studia dla cudzoziemców w Polsce. Dotyczy ona znajomości języka polskiego, niezbędnej przecież w procesie studiowania. Wymagania wydają się logiczną koniecznością, jeśli studenci mają w należyty sposób korzystać i spożytkować nabywaną wiedzę. Tymczasem doprowadziły one wiele osób do poczucia pokrzywdzenia. Skarżą się oni, że "Nowe przepisy wymagają przedstawienia oficjalnego certyfikatu językowego na poziomie B2 już dzień po ogłoszeniu rozporządzenia" (https://wyborcza.pl/7,75398,32142035,rekrutacja-na-studia-dla-cudzoziemcow-wczoraj-przyjeli-dokumenty.html). W dalszej części artykułu możemy przeczytać:
"Jak to możliwe, że w kraju Unii Europejskiej, kraju z tradycją akademicką i otwartością na Wschód, wprowadza się tak nagłe i niesprawiedliwe zmiany?" - pisze w liście do "Wyborczej" Darya Yatsyna, współautorka petycji do Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, pod którą podpisało się już ponad 2 tys. osób. Kandydaci na studia i studenci - głównie Białorusini i Ukraińcy, ich rodzice oraz wykładowcy - apelują w niej o odroczenie nowych zasad poświadczania znajomości języka wykładowego.”
Sprawie studiów można się też przyjrzeć pod kątem kwestii zrównania uprawnień i dyplomów uczelni z Polski i Ukrainy. Najlepiej pokazuje to absolwent medycyny na swoim facebookowym koncie, na które trafiłam przedwczoraj. Młody lekarz umieścił tam szereg rolek z imponującą liczbą wyświetleń. Mnie akurat wyświetliła się taka, którą obejrzało już 1,6 miliona osób (https://www.facebook.com/reel/1773289506619751). Jej tytuł to „Lekarze z Ukrainy mają łatwiej”, poruszająca temat zatrudniania w Polsce absolwentów polskich i ukraińskich studiów medycznych. Autor wprost nazywa sytuację w tym względzie dyskryminacją osób, które ukończyły medycynę w naszym kraju. W odpowiedzi na wywołaną zwróceniem uwagi na ten fakt dyskusję, na koncie medyka pojawiła się następna rolka (https://www.facebook.com/reel/) pt. „Stan faktyczny lekarzy z Ukrainy w Polsce”. Można tam usłyszeć następujące słowa:
„W Polsce są i były różne tryby nadawania uprawnień lekarzom z Ukrainy. (…) W czasie covidu, a potem zostało to przedłużone w czasie wojny, został wprowadzony tak zwany tryb uproszczony, w ramach którego Ministerstwo Zdrowia nadawało pozwolenie do pracy w Polsce jako lekarz, totalnie olewając Izbę Lekarską, egzaminy językowe, nostryfikację dyplomu, wpisanie do listy członków Izby Lekarskiej (tak zwana spec ustawa ukraińska, artykuł 61)
Następnie jest tylko gorzej:
„Po przyznaniu uprawnień do pracy w Polsce jako lekarz prawie 5000 ludzi, bo ja nie wiem, czy to są lekarze, skoro nikt ich nie weryfikował, okazało się, nie zgadniecie, co? Że niektórzy ten dyplom sfałszowali. (…) mamy w Polsce kilkuset do kilku tysięcy lekarzy z Ukrainy, ile dokładnie tego nikt nie wie, czekamy na odpowiedź ministerstwa, którzy otrzymując uprawnienia do października 2024 roku na pracę w Polsce jako lekarz, przez 5 lat hasają sobie po Polsce, pracując jako lekarz, a którym nikt nie weryfikował dyplomu, nie musieli zdawać egzaminu językowego, nie musieli zdawać LEKu, nie musieli robić stażu podyplomowego, nawet nie muszą się wpisywać jako członkowie do Izb Lekarskich, a co za tym idzie, pracują bez nadzoru Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej, bez nadzoru sądu lekarskiego i nie mogą być sądzeni za pogwałcenie kodeksu etyki lekarskiej. Oni leczą polskiego pacjenta, pracują z teoretycznym nadzorem, praktycznym żadnym, bo wiadomo, jak to wygląda, zresztą ten nadzór i tak jest tylko czasowy.”
No po prostu włosy stają dęba na głowie. Choć oczywiście twórca materiału przyznaje, że sprawa ta dotyczy jedynie części ukraińskich lekarzy. Ci „mogą sobie popracować w Polsce przez 5 lat, konkretnie do 2029 jako lekarz, a następnie na przykład wrócić na Ukrainę. Wszystko zgodnie z prawem.”
Zdaniem autora strony „Medycyna na łatwo”, następnym przejawem dyskryminacji Polaków jest wprowadzony rok temu (październik 2024) „przepis o możliwości uznawania czasu pracy wykonywanego przez lekarza cudzoziemca za równoważny z odbyciem stażu podyplomowego (…) Kolega wykształcony za granicą otrzymuje możliwość od razu pracy w miejscu docelowym, oczywiście za lepsze pieniądze niż stażysta. Przyjmują cię i od razu dopuszczają cię do pracy na przykład przy stole operacyjnym. To jest obowiązujące dzisiaj w Polsce prawo. Jeżeli to nie jest dyskryminacja polskich lekarzy, to ja nie wiem, co jest dyskryminacją.”
Pod wypowiedzią młodego lekarza ukazało się mnóstwo komentarzy. Ja oczywiście nie czytałam wszystkich. Zapoznałam się jedynie z tym, który mi się wyświetlił jako pierwszy. Niejaka Izabela Osuch skomentowała sprawę następująco:
„Wszystko co Pan mówi jest w 100% prawdą. Mam z tym zjawiskiem do czynienia na co dzień w swojej pracy w dziedzinie stomatologii, gdzie biorę również udział w rekrutacjach. Dodam, że kształcenie stomatologów na Ukrainie wygląda całkowicie inaczej. Po dwóch 2 - 2,5 latach kształcenia jedynie teoretycznego nabywa on dyplom lekarza, nigdy nie pracując z pacjentem na fotelu. Z takim dyplomem bez stażu przyjeżdża do Polski, gdzie otrzymuje tymczasowe prawo wykonywania zawodu i zaczyna beż żadnej praktyki i doświadczenia leczyć pacjentów. Bywa że są to ludzie 21-22 letni. Polski stomatolog po ukończeniu studiów i stażu ma 25-26 lat i co najmniej 4 lata doświadczenia pracy z pacjentem pod nadzorem asystentów i pracowników naukowych. Pacjenci oczywiście są niczego nieświadomi. Oczywiście zdarzają się lekarze fantastyczni, ale też tacy, którzy swoje pierwsze kroki, to co polscy stomatolodzy robią na uniwersytetach, stawiają w polskich gabinetach często prywatnych, bez żadnej pomocy nadzorującego kolegi” (https://www.facebook.com/Medycynanalatwo).
I to nie jest wpis przeciwko Ukraińcom, lecz przeciwko prawu, które na to pozwala. Zwykle bowiem bywa tak, że przegięcie w którąkolwiek stronę, rodzi sprzeciw, kontrreakcję i wychylenie w przeciwnym kierunku.
Tak to właśnie się przedstawia z punktu widzenia zwykłego zjadacza chleba, takiego jak ja. W skali globalnej oczywiście nie oceniam kosztów ukraińskiej imigracji, bo takich danych nie znam. Wiem tylko, że gdy wybuchła wojna na Ukrainie, to rzuciliśmy się z sercem i dobrymi chęciami, by pomagać, teraz zaś czujemy zbyt wielkie zmęczenie własnymi problemami, by mieć siły na skupianiu się na innych. Zwłaszcza że niektórzy z nich w ciągu ostatnich lat znacznie nadużyli naszej gościnności.
A państwo nie pomaga w budowaniu więzi między nami a Ukraińcami, ustanawiając przepisy, które dyskryminują nas we własnym kraju.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz