piątek, 26 września 2025

PO KRÓLEWSKU - Sri Lanka: Dambulla, Kandy

 

Poprzedni wpis z naszej podróży: https://podobrejdrodze.blogspot.com/2025/09/codziennie-modyfikujemy-plany-dzis.html

Choć bałyśmy się, że nasza księżniczkowa, pełna atrakcji wystawność na Północy Sri Lanki pochłonie cały przeznaczony na pobyt w tym kraju budżet, to przy rozliczaniu przeżyłyśmy miłą niespodziankę. Nie dość, że rozrachunek był naprawdę uczciwy, to jeszcze musiałyśmy przypominać gospodyni o dopisaniu do kosztów dodatkowych opłat - za zamówioną kawę, wodę mineralną czy też usługę odwiezienia nas na przystanek autobusowy. Chciałyśmy, żeby zadowolenie i miłe wspomnienia były po obu stronach transakcji.

Niestety z naszym gospodarzem nie udało nam się pożegnać przed opuszczeniem Dambulli. Gdy nadeszła pora wyjazdu, Api był poza domem. Ten młody człowiek nie zajmuje się li tylko prowadzeniem hotelu – jest mechanikiem i ciężko pracuje w warsztacie samochodowym, by utrzymać rodzinę i dom. Dorobił się go dzięki ogromnemu wysiłkowi i pracy w Dubaju. Wspomina ten czas jako bardzo trudny, szczególnie dały mu się we znaki upały, sięgające 50 stopni Celsjusza. Znów moje myśli krążą wokół problemu wysługiwania się jednych nacji pracą drugich. Już o tym pisałam, poruszając sprawę emigracji zarobkowej Abańczyków na Korfu – https://podobrejdrodze.blogspot.com/2020/12/07-09.html. Tylko od tamtego czasu zmieniły mi się co nieco poglądy w sprawie pobytu Ukraińców w naszym kraju (komentarz na ten temat w aneksie).

Ale wygląda na to, że i tak w Dubaju wysługiwanie się pracownikami z innych krajów przybrało wręcz ekstremalny charakter. W poprzedni weekend zgłębiłam temat dorabiania się w największym mieście ZEA. Trafiłam bowiem na książkę Marcina Margielewskiego „Dubaj krwią zbudowany”. Nie tylko tytuł, ale także krótki opis na stronie sprzedawcy po prostu przeraża.

Dubaj spływa złotem i krwią tych, którzy go budują. (...)

Porażający los ludzi, którzy poświęcają swoje życie, by inni mogli swoje wieść w luksusie. Biedni, brudni, umęczeni i kompletnie niewidzialni dla bogatych mieszkańców i turystów odwiedzających Dubaj. Setki tysięcy robotników pracujących przy budowie zachwycających świat budynków każdego dnia ryzykują życie w ciężkich warunkach i śmiertelnym upale. Transportowani do pracy jak bydło, mieszkający w przypominających ciężkie więzienie obozach. Tracą zdrowie, a często życie, składając je na ołtarzu pychy, jaką napawa władców budowana przez nich metropolia” (https://www.empik.com/dubaj-krwia-zbudowany-margielewski-marcin,p1312829435,ksiazka-p).

Z ogromnym podziwem i współczuciem patrzę teraz na Apiego, który musiał przejść takie piekło, by zgromadzić fundusze na godne życie i zbudowanie swojego interesu na Sri Lance. To niesamowite, jak bardzo nasz los jest zdeterminowany tym, gdzie przychodzimy na świat. Wygląda na to, że na Sri Lance zdecydowanie bardziej warto być turystą niż tubylcem. Nawet jeśli koszt naszej wycieczki przekracza wartość dostępnej w szkole pożyczki:), którą trzeba potem spłacać przez dwa i pół roku.

Ale zgodnie z Anią stwierdzamy, że i tak warto było, by poczuć się choć raz w życiu księżniczkowo. Rozmyślam o tym w autobusie (tym razem mniej wesołym niż poprzedni, za to dusznym i zatłoczonym), jadąc w następne miejsce noclegowe. A właśnie ono sprawi, że przejdziemy na jeszcze wyższy poziom luksusu w naszej podróży. W Kandy poczujemy się wręcz po królewsku.

Miasto, okrzyknięte kulturalną stolicą Sri Lanki, nie robi dobrego wrażenia, jeśli się do niego przybywa ze spokojnej, zielonej Północy. Agresywnie atakuje wszystkie zmysły – natężeniem ruchu ulicznego, dźwiękami klaksonów, wonią spalin. Jeśli do tego dołożyć współtowarzyszy przejazdu, którzy wciskają się na siedzenie z tobą, albo raczej omal na tobie w autobusie, to bardzo to wszystko potrafi wymęczyć.

Ale po opuszczeniu pojazdu nie jest wcale lepiej. Gdy odpalamy nasze PickMe, dopadają nas tuktukarzowi naganiacze. No i się zaczyna – a to, że cena z aplikacji jest zaniżona, a to, że zamówiony hotel zbyt daleko i do tego pod górkę, a że się nie opłaca nikomu nas zawieźć. No chyba, że kwotę wskazaną w aplikacji pomnożymy razy dwa. I cóż, poddajemy się, jesteśmy zbyt zmęczone, by stawić temu wszystkiemu czoła. Ale jak zwykle, gdy mamy świadomość, jak bardzo naganiacze nas oszukują, psuje nam się humor. Tak więc początków pobytu w Kandy nie można zaliczyć do udanych.

No ale potem jest już coraz lepiej. Wyjeżdżamy z hałaśliwego centrum miasta. Wyznaczony przez naganiacza tuk tuk wspina się na hotelowe wzgórze bez trudności. Jego zbocza porasta bujna zieleń, w której przycupnęły rozliczne, eleganckie hotele. Podoba nam się ta okolica. I wreszcie zaczyna w nas wstępować nadzieja, że pobyt w Kandy mimo wszystko może być udany.

Ale oczywiście nie może się obyć bez niespodzianek.

Gdy dotarłyśmy do naszego hotelu, to tradycyjnie już chyba musiałam anulować rezerwację, bo zamówiony apartament był wprawdzie piękny, ale chyba ktoś opisując go, nie wiedział co to jest „separate bedroom”. Na szczęście udało nam się wymienić go na dwa pokoje i teraz cieszymy się i prywatnością, i piękną panoramą Kandypiszę o tym do najbliższych.

A Booking.com znowu każe mi się tłumaczyć z odwołania rezerwacji w King Suicie, mimo że zrobiłam to w porozumieniu z obsługą hotelu. Pośrednik na tym bynajmniej nie stracił, bo „separate rooms” dla mnie i dla Ani również zamówiłam przez jego stronę. I znów otrzymałam tę sugestię od obsługi, która najwyraźniej chciała być w tej sytuacji w porządku także względem Booking.com.

Po powrocie umieściłam na jego stronie recenzję hotelu, oczywiście z najwyższą możliwą oceną:

Jeśli chcesz odpocząć od zgiełku miasta w przepięknej, zielonej okolicy, to Ceylon Breeze jest odpowiednim miejscem dla Ciebie. Położony na szczycie wzgórza, hotel o kolonialnym charakterze przewyższył wszelkie nasze oczekiwania. Zapewnił nam komfort w naszej podróży i widoki, które nie mają sobie równych.

Rzeczywiście hotel robi niezwykłe wrażenie. Nie tylko na nas. Inni turyści też to wyrazili w swoich opiniach

Piękny, cichy hotel położony w górach, w okazałej starej rezydencji z ogromnym holem i szerokimi schodami, która robi wrażenie, gdy po raz pierwszy wejdziesz do środka (Ka z GB);

Szczerze mówiąc, to był najpiękniejszy hotel i najlepszy pokój w jakim kiedykolwiek nocowałem (Kim z GB);

Widok jest wspaniały! Najlepszy z najlepszych (Mokhrus z Malezji);

Więc choć pokoje pełne kolonialnych mebli zachwycały, to jednak balkony były naszymi ulubionymi miejscami na posiadówki. I naprawdę sama nie wiem, czy bardziej zapadła mi w pamięć panorama rozświetlonego wieczornymi światłami Kandy, czy też obraz wypełnionej rankiem mgłami doliny, którą ciągnie się miasto. Nie mówiąc już o ptakach czy wiewiórkach, które uwijały się w otaczającej hotel roślinności.

Ale najbardziej niesamowita okazała się tam obsługa. Czułyśmy wręcz, że czeka ona w pogotowiu na każdy nasz gest i życzenie. A kierownik po prostu dawał z siebie 200 procent normy. Podziwiałyśmy jego zaangażowanie w ten rodzaj pracy - kontynuuję swoją recenzję.

I nie tylko my byłyśmy tego zdania.

Prawdziwy przykład idealnej gościnności! (Ranidu I – Tripadvisor); 

Kierownik był jednym z najbardziej uprzejmych, jakich spotkałem. Jego uwaga i zasady savoir-vivre'u sprawią, że poczujesz się wspaniale (saanando z Indii – Agoda);

Właściciel robi wszystko, aby upewnić się, że jesteś zadowolony (Shireen z GB – Booking.com);

Szczerze mówiąc, nie byłyśmy przyzwyczajone do tego typu traktowania. Dziwnie się poczułam widząc, jak młodzieńcy z obsługi wnoszą nasze ciężkie walizki na głowach na najwyższe piętro kolonialnej rezydencji. Trochę jakby czas się zatrzymał na Ceylonie. Jakbyśmy powrócili do epoki kolonialnej. Tylko że mój kraj nigdy nie posiadał kolonii, a ja w związku z tym nie nabyłam żadnych cech kolonialistki. Toteż z początku wręcz mnie krępował ten sposób gościny. Obsługa podrywająca się na równe nogi i czekająca na każde moje skinienie, gdy tylko wyłaniałam się z pokoju, by przemknąć korytarzem pod drzwi Ani, wprawiała mnie za każdym razem w stan zakłopotania. Być może z czasem bym do tego przywykła, ale trudno to stwierdzić po jednej nocy w hotelu.

W Ceylon Breeze byłam z przyjaciółką i każda z nas czuła się tam jak królowatakimi słowy zakończyłam więc swoją recenzję.

Ale z opinii innych turystów wynika, że oni też mieli poczucie bycia królami (Tomasz z GB – Agoda i Sławomir z Polski – Booking.com), w pałacu (Supa z GB i Ciaran z Irlandii – Booking.com), w arystokratycznych czasach (Regina z Niemiec – Booking.com).

Na tej samej stronie Bleu z Francji dowodzi (fotka), że wytropiła nazwę Queens Suitena konsoli wmurowanej w ścianę Ceylon Breeze, a Andrea z Niemiec napisała:

Obsługa została wykonana z takim zaangażowaniem ze strony mojego głównego konsjerża, że poczułam się jak królowa Wiktoria…

Nawiązanie do tej postaci to znów historia z czasów kolonializmu i roli Wielkiej Brytanii w tym precederze.

Według AI Brytyjczycy formalnie przejęli kontrolę nad Cejlonem w 1815 roku, przed objęciem tronu przez królową Wiktorię. Były to czasy regencji jej wuja, pełniącego władzę podczas choroby dziadka. Ale po wstąpieniu na tron Wielkiej Brytanii w roku 1837 Wiktoria była głową imperium, w skład którego jako brytyjska kolonia wchodził rówież Ceylon. W okresie panowania tej królowej, Brytyjczycy umocnili nad nim swoją kontrolę.

To jednak jest właśnie ta historia, od której wolałabym się odciąć.

Lecz była jeszcze jedna królowa, o której dowiedziałam się w Ceylon Breeze. W holu na piętrze, przy kolekcji bębenków zobaczyłam przykuwające uwagę zdjęcie. Przedstawiało ono portret przepięknej młodej damy. Zaintrygował mnie podpis: „The last Queen of Kandy 1796 – 1815”. Po powrocie do domu zgłębiłam nieco wiedzę o tajemniczej kobiecie.

Nazywała się Venkata Rangammal Devi. Jej dynastia pochodziła z południowych Indii. Była Królową Małżonką, czyli najwyższą rangą żoną w poligynicznej hierarchii haremu króla Sri Wickramy Rajasinghe. Rangammal nosiła ten tytuł w ostatnich latach istnienia Królestwa Kandy.

Jego koniec przypadł na rok 1815, a przyczyną upadku było właśnie, wspomniane powyżej, objęcie kontroli nad Ceylonem przez Brytyjczyków. Rangammal zmarła wraz ze swoimi najbliższymi na wygnaniu w Indiach. Pozostał po niej tylko ten piękny portret pędzla angielskiego malarza Williama Daniella (1749–1840). Oryginał obrazu znajduje się ponoć w muzeum w Kolombo.

Ale urzeka mnie to, że pamięć o młodej kobiecie przetrwała w narodowym przekazie, co widać chociażby w dumnych słowach „Ostatnia Królowa Kandy (...)” pod umieszczonym w widocznym miejscu zdjęciem. I nie chodzi w nich przecież o Wiktorię – „głowę imperium” z Wielkiej Brytanii. A zgłębiając temat panowania Rangammal korzystałam z tekstu na stronie „Ceylon today”, zatytułowanego wręcz: „Nasza ostatnia Królowa” (https://ceylontoday.lk/2025/05/31/our-last-queen/).

Identyfikuję się więc na pewno bardziej z nią (bo z Wiktorią wcale), pisząc o naszym królewskim samopoczuciu w Ceylon Breeze. Jakby na to nie patrzeć, to było ciekawe doświadczenie. Chociaż trwało tak krótko.

Kończymy więc ten królewski dzień iście po królewsku. Po królewskiej kolacji udajemy się do naszych królewskich pokojów, żeby spędzić noc w królewskich łożach. Cejlońska bryza otula nas do snu. Nazajutrz opuścimy już to królestwo. A Ty dobry Boże chroń Królowe w dalszej podróży...


ANEKS - Z uwagi na obszerność zamieszczony w nowym wpisie:

https://podobrejdrodze.blogspot.com/2025/09/z-czasem-zmieni-mi-sie-poglad-na-sprawe.html 

 

 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz