środa, 2 grudnia 2020

ALBANIA Z WIDOKIEM NA KORFU - GRECKIE KLIMATY SARANDY

 Poprzednia część relacji znajduje się we wpisie: ALBANIA Z PRZYGODAMI - Butrint, Ksamil, Saranda

https://podobrejdrodze.blogspot.com/2020/12/07.html

💟

Bałkany – 34 dni na 34 - tą rocznicę ślubu - odcinek osiemnasty - ALBANIA


Dzień podróży: 17 - 19  - 07.08 - 09.08

Żeby dojechać do naszego  Nicos - Relax Apartaments trzeba przemierzyć dzielnicę pełną “Residences” i “Palaces” wszelakiej maści, które zresztą można znaleźć i w całej Sarandzie. Pod tymi szumnymi nazwami kryją się głównie wysokie apartamentowce, wciśnięte w każdy skrawek tutejszej ziemi. Wyglądają jakby zapewniały jedynie miejsca noclegowe, brak wokół nich jakiejkolwiek infrastruktury - miejsca parkingowe, spacerowe, czy też w ogóle choćby szczątkowe zielone skwerki po prostu nie istnieją. Samochody zajmują tu całe chodniki (dosłownie), zmuszając pieszych do wchodzenia na jezdnię - z niemowlęcymi wózkami, pieskami na smyczy, dziećmi na rękach i ryzykowania swoim bezpieczeństwem, które dla nieprzewidywalnych albańskich kierowców wydaje się być pojęciem abstrakcyjnym. Chodzenie ulicami Sarandy sprawia tu wrażenie ciągłej walki o przeżycie. Naprawdę szkoda mi tutejszych przechodniów, którzy wyglądają, jakby cała ich uwaga była skoncentrowana na umykaniu pojazdom spod kół (nawet na pasach!).  Szczerze powiedziawszy, nie wiem, jak to się dzieje, że większość tych ludzi nie zginęła jeszcze w wypadkach komunikacyjnych.

 - Nabudowali sobie “palace’sów” i teraz się duszą - podsumowujemy z mężem tę sytuację, gdy wracamy na nasz pierwszy nocleg w Sarandzie.

A to wszystko wcale nie wygląda jeszcze na koniec - większość budynków w tej dzielnicy sprawia wrażenie, jakby z chwilą napływu gotówki miała być rozbudowywana w górę co najmniej o kilka pięter. Jak będzie przedstawiać się przyszłość Sarandy, to trudno sobie wyobrazić.

Ale Albańczycy są bardzo z niej dumni. Gdy próbuję naszej gospodyni powiedzieć coś na ten temat i zaczynam:

- Saranda is... - chcąc dobrać odpowiednie słowa do całego koszmaru, który właśnie przeżyliśmy, przebijając się po raz kolejny przez to  trudne do ogarnięcia miasto,

- ... very nice - pani szybko i z przekonaniem kończy za mnie wypowiedź.

Nie zamierzam absolutnie z tym dyskutować. Może to tylko ja nie rozumiem tego miasta.

*

Nasz hotelik jest śliczny - nowy i czysty. Od razu nasuwa skojarzenia z niewielkimi rodzinnymi obiektami turystycznymi, jakie widzieliśmy w Grecji. Wrażenie to wzmaga podwórko - altanka z winogronami, kamienne: stoły, ławy, kominek z grillem czy też obmurowane ujęcie wody. Jest cicho i kameralnie. Naprawdę nie wiem, jak nam się udało wyhaczyć takie wspaniałe miejsce w tym  szalonym mieście.

Turystyka w Sarandzie wymyka się wszelkim schematom - rankiem po tamtej stronie góry w ramach pobytu w apartamencie proponowano mi pokój z malutką lodóweczką, tutaj w ramach pokoju deluxe mam cały apartament z sypialnią, jadalnią, balkonem i dobrze wyposażonym aneksem kuchennym. O widoku, który ma dla mnie szczególną wartość, już nawet nie wspomnę. Cóż, powtarzam sobie, nie próbuj rozkminiać albańskiej turystyki.

Wartością dodaną naszego pobytu w Nicos - Relax Apartaments są właściciele - wyjątkowo serdeczni i gościnni. Gdy wkraczam w ich progi, to nawet seniorka rodu wychodzi, by mnie przywitać.

Ci ludzie bardzo ciężko pracowali, by zostać hotelarzami. Właścicielka opowiada mi, że była housekeeper w Grecji przez dwadzieścia pięć lat! Teraz wciąż pracują tam jej mąż i siostra. Pojechali dorabiać się na tak dobrze widocznym z naszego balkonu Korfu.

- Tam, gdzie widać te światła, jest Kikinda - mówi mi wieczorem nasza przemiła gospodyni. - Tam pracuje moja siostra. Mąż przebywa w stolicy wyspy.

 - By poprawić swój byt, wysługują się Grekom - na komentarz pozwalamy sobie, gdy zamykamy już za sobą drzwi apartamentu.

 - No tak, a Grecy wysługują się komuś innemu (przykład naszego gospodarza sprzed lat z Chrani). Moje refleksje na temat współczesnego świata nie są zbyt optymistyczne. Zawsze ktoś się komuś wysługuje.

- Zgadza się. Ukraińcy nam, my Anglikom - dorzuca mąż. Właściwie nie ma nad czym dyskutować.

Można tylko podziwiać tę determinację, by uczynić swój los lepszym. Czy ci, którzy są na szczycie tej drabiny wysługiwania, też umieliby tak walczyć o poprawę swoich warunków życia? Czy potrafiliby się wykazać podobną determinacją do wysługujących, gdyby musieli? Czy też może ich umiejętności kończą się na  wysługiwaniu się innymi?

Długo w nocy patrzę na rozświetloną Kikindę. I myślę o dwóch siostrach rozdzielonych morzem.

*

Korfu, które mamy tu jakby na wyciągnięcie ręki, sprawia, że pobyt w Nicos - Relax Apartaments przybiera niespodziewanie charakter moich wielkich greckich wakacji:) Mąż podkręca atmosferę najpierw rytmami sirtaki i dźwiękami buzuki, potem przebojami Jorgosa Dalarasa, a w końcu piosenkami Eleni i innych tego typu wykonawców.

Pamiętam małe, białe miasto w ostrym świetle dnia.
Południe puste i wypalone słońcem aż do dna.
Leniwy czas w uliczkę tę prowadził nas.” - śpiewała nam Anna German (“Greckie wino”)

Do tematu przyłączył się zespół “Baciary”:

Gospoda blaskiem swoim zachęciła wtedy mnie,
zdyszany wszedłem do niej, nikt nie pytał, czego chcę.
Zwyczajny gość, na progu stał, w tę letnią noc.
Mężczyźni czarnoocy między siebie wzięli mnie,
grająca szafa łkała stare pieśni, kto znał je,
wtem nagle ktoś do szklanki mej wlał wina łyk” (“ Wino”)

No i jak tu nie sięgnąć po butlę zakupioną podczas przejazdu przez Grecję? Niestety, wino opisane greckimi literkami i wybrane ze względu na kolor (najbardziej purpurowy) okazuje się słodkie. Ale mąż jest zachwycony:

- Wreszcie kupiłaś coś dla mnie!

No cóż, skoro nie mam wyboru, to się poświęcę. Nie mogę przecież pozwolić sobie na to, by nie zanurzyć się wszystkimi zmysłami w Grecji... 

Podejmuję próbę zaprzyjaźnienia się z purpurowym trunkiem i całkiem mi to nieźle wychodzi:)

A Baciary kontynuują swoją piosenkę:

Niech burzy krew, czerwone greckie wino,
niech gitar śpiew, niech stare pieśni płyną,
a w gronie nas, w tym winie niech utonie żal, co w sercu gra.
Precz smutki me, więc wino lejcie nocą,
niech przyśnią się i Zeus, i Akropol,
nie jesteś sam, do Grecji coraz  bliżej nam

Tego dnia zasypiamy w chłodzie (zbawienna klimatyzacja:) i samozadowoleniu - udało nam się ujarzmić Sarandę.

*

Moje niespodziewane wielkie greckie wakacje niestety są bardzo krótkie. W Nicos - Relax Apartaments spędzamy ledwie dwie noce. Ale nie mogę narzekać. W końcu marzenie o nadmorskim pobycie się spełniło. I to w najlepszym stylu.

Jeszcze tylko muszę koniecznie udać się na plażę, żeby była pełnia szczęścia. Gospodyni wskazuje mi tę koło hotelu Mucobega, to przysłowiowy rzut beretem od naszego apartamentu. Podchodzę do tego z pewną dozą nieśmiałości, obawiając się, że to plaża prywatna.

Ale nawet jeśli tak jest, to miejscowi wiedzą, co robią i gdzie mnie kierują. Być może hotel ma z nimi jakieś porozumienie. W każdym razie wskazana plaża stoi dla mnie otworem i mogę się cieszyć jak dziecko, mocząc nogi w Morzu Jońskim i wylegując się na leżaku pod parasolem. Już takiego komfortu pewnie długo nie zaznam. Staram się nie uronić ani kropli tej  radości, którą mogę tu czerpać pełnymi garściami.

Do apartamentu wracam już po zachodzie słońca. Jeszcze mam czas na wieczorną posiadówkę z mężem i winem na balkonie. Podglądamy przy okazji trochę, jak toczy się życie sąsiada z naprzeciwka. Jako nieliczny mieszkaniec części miasta, jawiącej się niezwykle atrakcyjnie z punktu widzenia turystyki, nie jest on z nią związany. Wygląda na to, że żyje z hodowli sporego stada kóz i owiec, które jego dzieci zganiają do obejścia przed nocą z pagórka (cudo - nawet z pieczarami) powyżej osiedla. Dla nas takie rolnicze zajęcie wydaje się dość oryginalne w otoczeniu zewsząd turystyczną machiną największego kurortu Albanii. Ale tutaj chyba to nikogo nie dziwi, choć posiadłość wokół (pięknego, nowego i ozdobionego dumnie łopocącą flagą) domu sąsiada przypomina trochę wyglądem zaniedbaną wioskę z nauboższej części kraju, na dodatek z ubiegłego wieku. Tak właśnie Albańczycy godzą w swoim życiu to, co nam mogłoby się wydawać nie do pogodzenia. Są naprawdę niezwykłym narodem.

Robi się ciemno. Jeszcze tylko ostatnia szklaneczka wina. Jeszcze tylko pożegnanie z iskrzącą się światłami grecką wyspą. Jeszcze tylko pozbieranie wszystkich wspomnień. I sił. Bo następny dzień zaczniemy, a jakże, kolejnym przedzieraniem się przez sarandyjskie centrum.

*I jeszcze piosenka do wysłuchania na dobranoc:

Gdzieś w środku nocy tam w gościnnym, w ciepłym domu tym,
mówili greccy chłopcy o dziewczętach, kraju swym,
o szumie fal, o barwie łąk, o cieniu palm.
Słuchałem śpiewnej mowy jak melodii z dawnych lat,
pragnieniem duszy mojej było poznać lepiej świat,
świat moich snów i marzeń mych, cudowny świat.” (Baciary “Wino”)

Następna część relacji znajduje się pod linkiem: ALBANIA - KIERUNEK PÓŁNOC - z Mesopotam, Blue eye, Gjirokastrą i Tepeleną po drodze

https://podobrejdrodze.blogspot.com/2020/12/09.html

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz