niedziela, 27 grudnia 2020

ŚWIĘTA, ŚWIĘTA

 ...i po Świętach.

Pierwszy poświąteczny dzień postanowił pokazać najpiękniejszą ze swoich twarzy. Zbudził mnie promykami wschodzącego, wyczekiwanego od dawna słońca, które natychmiast wybłyszczyło cieniutki lukier świeżego śniegu. Ziemia została nim posypana zaledwie dobę wcześniej, a potem po kolei przeżywaliśmy jego podtopnienie w ciągu dość ciepłego dnia i przymrożenie w czasie lodowatej nocy.

Świat nabrał uroku słodkiego lukrowanego ciasteczka. Zapraszał wprost, by się w niego wgryźć. I nawet miałam taki plan, chciałam zachłannie pożerać go oczyma na spacerze pośród stawów w lesie, tyle że... nie zdążyłam. Coś mi nie po drodze z planowaniem ostatnio, w ogóle nie mogę się nauczyć brania pod uwagę tego, jak szybko kończy się dzień/widoczność. Ledwo objechałam dwa cmentarze, a już słonko było w fazie zachodzenia. Uznałam więc, że sobie wszystko zrekompensuję przy następnym “okienku pogodowym”:)

Tymczasem zaczął się pierwszy poświąteczny wieczór i czas pierwszych podsumowań. Rozebrałam tegoroczną dekorację w jadalni, nowym prezentom znalazłam miejsce stałego pobytu, dojadłam kilka potraw, które już miały dosyć leżakowania w lodówce. Byłam z siebie zadowolona. Jakoś w końcu ogarnęłam Święta. Co prawda nie wszystko wyszło tak, jak planowałam, lecz jeśli ktoś o tym nie wiedział, to mógł odnieść wrażenie, że nie zrobiłam żadnych odstępstw od świątecznego planu. 


Ale na własnym blogu uczciwie mogę się do nich przyznać:)

 
niestety zaliczyłam szereg wpadek dekoracyjnych - relacjonuję również sprawy na messengerze.
2 godziny wiązałam choinkowego skrzata, bo talerze miały być też z takim motywem.
No i co usłyszałam, jak tylko dzieciaki wjechały: "to już wiemy, o czym zapomnieliśmy..."😃  

Tak, moje śliczne świąteczne talerze nie przyjechały z Krakowa na Boże Narodzenie. Musiałam je zastąpić tym, co było pod ręką. To nie jedyna dekoracyjna porażka.











Do tego oczywiście zaginął mój piękny czerwony obrus z połyskiem i materiałowymi serwetkami do kompletu, a A...... zapiera się, ze nigdzie go nie schował😃 

No dobra, nie będę obstawać przy tym, że to jego wina. Szczerze mówiąc, sama nie pamiętam szczegółów obrusowej sprawy. Rzecz w tym, że ten obrus okrywał nasz stół w dzień, gdy ostatni raz gościliśmy w domu Bartka. To wspomnienie z obchodów Święta Trzech Króli/imienin Kacpra blisko pięć lat temu. A potem jest już tylko ta czarna dziura w pamięci. 











No cóż, nigdy nie obiecywałam ani sobie, ani najbliższym, że nasze tegoroczne Święta będą miały od początku do końca smak lukrowanego ciasteczka. Od historii rodzinnej przecież się nie uwolnimy. Będzie z nami zawsze, starając się wybić na plan pierwszy  zwłaszcza w szczególnych dla nas chwilach. Ale może wystarczy, żeby przeszłość nie zdominowała teraźniejszości. Może wystarczy rozsunąć choć trochę na boki ten przeraźliwy smutek, co spuszcza się gęstymi zasłonami na świąteczne klimaty. Jeśli chodzi o mnie, to ta odrobina słodyczy i lukru, której doświadczyliśmy w tegoroczne Boże Narodzenie jest w zupełności wystarczająca.

Dzięki nim mogę zakwalifikować nasze Święta do kategorii: UDANE I DOBRE. Miło było spędzić czas Wigilijnej Wieczerzy najpierw z Dzieciakami, a potem z Rodziną Brata. Posmakować pyszności i obfitości świątecznego stołu. Doświadczyć radosnej atmosfery rozmów, które nie chciały się kończyć. Patrzeć na szczęście obdarowanych prezentami dzieci. A przede wszystkim nie uciekać przed Świętami, tylko starać się je przeżyć najlepiej, jak się potrafi.

Przed zakończeniem roku, dopinając jeszcze szkolne sprawy, sprawdzam dziennik elektroniczny. Nauczycielka muzyki przesłała nam  link do nagranego przez nią materiału pt. “Kolęda płynie z wysokości”. Znalazł się w nim i “Wiersz na Boże Narodzenie” Wojciecha Młynarskiego. Nie miałam dla niego czasu wcześniej, słucham go więc dopiero po Świętach:

„Takie prościutkie przemyślenie
na święta w głowę mi się wwierca,
że każde Boże Narodzenie
to jest pytanie o stan serca

Przeżyłam Boże Narodzenie najlepiej, jak potrafiłam. Starałam się świętować ze wszystkich swoich sił. Oby stan mojego serca był bożonarodzeniowy jak najdłużej. Niech poświąteczne słońce opromienia dni moje i tych, których kocham. I niech nam kolęda płynie z wysokości...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz