niedziela, 6 grudnia 2020

MIKOŁAJOWA PROŚBA

Pierwszy, zupełnie niespodziewany śnieg spadł tydzień temu i dopiero wczoraj zniknęły po nim wszystkie białe plamy. Przez cały ten czas mróz ściskał ziemię coraz mocniejszą lodową obręczą każdego dnia i nocy. W moim ogródeczku popadały nawet największe kwiatowe twardziele, nie mówiąc już  w ogóle o roślinach, które miałam nadzieję, dzięki specjalnym zabiegom, ochronić przed zimą.

Ale ten okres czasu miał i swoją pozytywną stronę. Nagle zrobiło się tak jakoś bardzo przedświątecznie. Nawet ja poczułam atmosferę zbliżających się Świąt. Ponieważ Wiktoria z Kacprem zapowiedzieli się z wizytą podczas Wigilii, to zaczęłam powoli obmyślać dekorację bożonarodzeniowego stołu, choinkowe zakupy i kuchenne aspekty świętowania. Choć raz od bardzo dawna mam szansę zdążyć ze wszystkim na czas:)

Nawet moje przedświąteczne porządki są już w toku. Okna w salonie, co ze względu na ich ilość zawsze jest dla mnie wyzwaniem, już czekają, by przez nie wyglądać pierwszej gwiazdki.

Przy okazji uporządkowałam  swoją szkółkę amarylisów na parapecie od północnej strony. Niestety nie wygląda na to, żeby choć jeden z nich miał ochotę zakwitnąć na Boże Narodzenie. Muszę liczyć na tego, którego dostałam na urodziny od męża:) 

No i jeszcze na takiego, co go potem dokupiłam sama - tak, żeby było do pary:) Ach, nie potrafię się oprzeć tym kwiatom.

Wkrótce potem oczywiście okazuje się, że nie mogę się też powstrzymać przed zwożeniem do domu gwiazd betlejemskich, jak również małych świerczków i cyprysików w doniczkach. Także dla widliczki znajdzie się miejsce na świątecznym stole. No cóż, wygląda na to, że bez względu na koncepcję, mój dom w Święta będzie miał naturalną dekorację z żywych roślinek. Bo oczywiście choinka w tym roku też musi być doniczkowa.

Dotąd wydawało mi się, że to za wcześnie, by ją przytargać do domu, ale podczas zajęć online na studiach widzę, że już się pojawiła w niektórych mieszkaniach. I postanawiam dłużej nie czekać z zakupem. Niniejszym ogłaszam, że: 

Sezon Bożonarodzeniowy uważam za otwarty:)

Krok po kroku, krok po kroczku, Najpiękniejsze w całym roczku, Idą święta, idą święta”, jakby pewnie zaśpiewaliby “Przyjaciele Karpia” (a od tego roku Przyjaciele Pewnej Ryby:). Jeszcze tylko kilkanaście szkolnych dni, jeszcze tylko kilkadziesiąt zdalnych lekcji...

Jakoś to zleci. Już czuję się coraz swobodniej w takim rodzaju nauczania. Podoba mi się to, że mogę rozplanowywać swoją pracę w ciągu całego dnia (bez kompresowania jej w parę godzin) i dowolnie ją miksować z zajęciami domowymi. Pod względem zawodowym jestem z siebie zadowolona - przykładam się do lekcji online, szukam ciekawych materiałów, mój kontakt z uczniami poprzez komputer niewiele się różni od tego “na żywo”.

Wydaje mi się, że dzieciaki mogłyby się wiele nauczyć, gdyby poważnie traktowały te lekcje zdalne. No ale cóż - wiele zajęć przepada, bo z drugiej strony na łączach jest głucho i kończy się na niepotrzebnym czekaniu. O włączeniu przez uczniów kamerek właściwie można zapomnieć - każdy twierdzi, że coś mu sprzęt nie dopisuje, człowiek właściwie w większości przypadków przemawia do kółeczek na ekranie. Jeśli chodzi o pomoce dydaktyczne online (przesyłam każdemu jako uzupełnienie spotkania), to odbiera je jedno na kilkoro dzieci, jedno  na wszystkie (w ogóle) drukuje przesłany do pracy materiał. Zdarzały mi się połączenia z nimi i na placu zabaw, i w samochodzie, kiedy widziałam tylko jego dach od środka. Czy ktoś mógł sobie kiedyś choćby wyobrazić taki rodzaj nauczania?

Gdy zaczynam pracę rano, to jeden z moich (ulubionych) uczniów jest tak zaspany, że w ogóle nie jestem pewna, czy nie dosypia w najlepsze przed ekranem, potem je śniadanie, ciamkając niemiłosiernie do mikrofonu i znienacka kontakt się z nim urywa na przykład wówczas, gdy idzie do kuchni po więcej jedzenia:) Kolejny chłopiec upodobał sobie robienie najgłupszych w świecie min do kamerki. Sama nie wiem, czy jest sens prosić o jej włączanie, żeby oglądać go na wybranym przez siebie tle (we wnętrzu statku kosmicznego), gdzie się koncentruje tylko na nich. Rzeczywiście obrazek trochę jak z kosmosu, chwilami trudno mi się skupić w takich warunkach tylko na prowadzeniu lekcji:) Mam też ucznia, uważającego, że go strasznie męczymy, łącząc się z nim przez internet i zajęcia z nim otwiera burza, która musi się najpierw przewalić. No w każdym razie trudno byłoby narzekać na nudę:)

Do szkoły jeżdżę teraz rzadko - właściwie już nie mamy tam sprzętu, na którym mogłabym prowadzić regularne lekcje zdalne - wydaliśmy go dzieciakom, ot, na wieczyste użytkowanie. Ale najlepsza jest historia ucznia, który dostał komputer w prezencie od burmistrza. Chłopiec na ostatnich zajęciach stacjonarnych u mnie w gabinecie chwalił się koledze z klasy uczestnictwem w wielkiej gali, związanej z uroczystym przekazaniem tego sprzętu potrzebującym dzieciom. Jak się komputer spisuje podczas nauczania zdalnego? Ano nijak. Uczeń nam oznajmił po przejściu na system online, że nie ma internetu, a otrzymany od burmistrza laptop służy mu do grania:) A my oczywiście w dalszym ciągu musimy się majgać, żeby zapewnić wszystkim dostęp do nauki.

Uczymy też siebie. Parę dni temu doczekałam się wreszcie profesjonalnego szkolenia z Teamsów (abstrahuję, że to jakieś kilka tygodni za późno), podczas którego pani prowadząca skupiła się na jednej z fajniejszych funkcji programu, czyli notesie. Ale zarazem jest ona jedną z najtrudniejszych, przez co zupełnie nie nadaje się do pracy z moimi uczniami. Oni w większości przypadków nie potrafią sobie nawet wyjąć włożonego przeze mnie do ich pliku dokumentu. Na razie więc nie widzę konieczności dalszego doskonalenia moich umiejętności informatycznych dla potrzeb nauczania zdalnego:)

Mogę się teraz zająć innymi sprawami. Dużo się u mnie obecnie dzieje - tak w rzeczywistości, jak i w planach. Na studiach robię właśnie dwa semestry naraz, zaczęłam się mierzyć z pracą magisterską i zapisałam się na praktyki online. Chciałabym uzupełnić bloga o niespisane dotąd podróże i niedołączone fotografie. Mam do obejrzenia kilka odłożonych na później filmów i wiele, wiele książek do przeczytania. No i co teraz najważniejsze - chcę się dobrze przygotować do Świąt...

Kochany Święty Mikołaju! Byłam grzeczna. Nawet wtedy, gdy wcale tego nie chciałam. Spraw, by choć to jedno Boże Narodzenie w całym moim obecnym życiu było znów świętem radosnym. Dla mnie i moich Najbliższych. Bardzo Cię o to proszę... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz