Poprzedni wpis z podróży: https://podobrejdrodze.blogspot.com/2023/01/blog-post_27.html
Solidna dawka snu naprawdę zrobiła swoje. Chyba że to zasługa miejsca oddalonego od cywilizacji i otoczonego zewsząd górami, gdzie człowiek dostaje się pod niepodzielne rządy natury? Albo może tutejszy klimat - wilgotny, pełen mgieł, miał zbawienne działanie. No w każdym razie obudziliśmy się jak nowo narodzeni.
Nowy dzień! - zaczyna konwersację Beata.
I nawet A...... rześki - odpowiadam uspokajająco.
Idziemy na śniadanko (choć raczej powinno tu być, że się na nie dopiero zbieramy:).
A góry wciąż w chmurach
20 minut później:
Właśnie się uniosły
Dobrze, że jeszcze nie dotarliśmy na śniadanie, bo mogę od razu chwycić za aparat.
Widok z naszego okna, nie mogę przestać fotografować
Jesteśmy bardzo wysoko nad ziemią
![]() |
| Zdjęcie od Pana Hayati |
Co to za niesamowite miejsce! Znów podeprę się opinią pozostawioną na portalu Hotels.com:
“Nowy i czysty hotel z pięknym widokiem ponad chmurami. Bardzo dobrze było rano zjeść śniadanie. Droga jest trochę trudna, ale po dotarciu do hotelu zapomina się o drodze” (Romantyczna wycieczka na 1 noc).

Tak, to miejsce warte jest wszystkich trudów związanych z dojazdem. Po drodze tutaj trochę nas ubawił pomysł właściciela, który wybrał tak niedostępne miejsce na swój hotel, że nawet niektórzy klienci (patrz Taha) nie mogli do niego trafić. Ale gdy rankiem oglądamy panoramę gór w pełnej krasie, zaczynamy całkowicie rozumieć motywy Pana Hayatiego.
Wreszcie docieramy na śniadanie, gdzie on sam krząta się i w kuchni, i miedzy stolikami klientów. Na dzień dobry przynosi nam miód z Gór Kaçkar. Jest przepyszny, więc nic nie szkodzi, że właściwie to prosiłam o masło:).
Pan Hayati jest postacią wyjątkową i barwną. Jego styl prowadzenia hotelu przywodzi na myśl inną epokę w krajach Orientu, gdzie dosyć dosłownie realizowano hasło, brzmiące "klient nasz pan". Pan Hayati dążąc do tego, by goście byli w każdej chwili i ze wszystkiego maksymalnie zadowoleni, stara się uprzedzić ich życzenia i raz po raz upewnia się, że taki stan został w pełni osiągnięty.
Nie jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Nie stanowimy wymagającej klienteli. Obiekt, który cechuje się czystością i ma piękny widok w zupełności zaspokaja nasze potrzeby. Pachnący nowością Green Life jest więc dla nas idealny pod każdym względem.
Przed wyjazdem wychodzimy na taras, którym opasano hotel. Pan Hayati zjawia się natychmiast z dodatkowym krzesełkiem. Nie możemy się napatrzeć na głęboką zieloną dolinę otoczoną ze wszystkich stron górami. Pan Hayati przynosi nam kawę i wodę. Fotografujemy do bólu. Pan Hayati zabawia nas opowieściami z czasów, gdy prowadził interesy w całym regionie, a może nawet dalej:). Mówi troszkę po rosyjsku, który dodaje do swojego eklektycznego angielskiego. Nie wszystko możemy zrozumieć, ale to nikomu nie przeszkadza:). Pokazuje nam, jak się kierować w pasmo Kaçkar (najwyższy łańcuch Gór Pontyjskich) i do ościennych państw - Armenii, Gruzji, Rosji, Ukrainy.
Z tarasu widać także fragment odległego, zamglonego morza. Pewnie mieliśmy je tu oglądać z pokoju. Przed przyjazdem oczywiście pisaliśmy w sprawie ładnego widoku i pan Hayati zarezerwował nam miejsce na wyższym poziomie hotelu, ale później, widząc, jak mąż po Sumeli ledwie porusza nogami, zakwaterował nas w pomieszczeniu tuż przy wejściu. Nie mam jednak poczucia, że coś straciliśmy, bo akurat tutaj przyjechaliśmy dla Gór Kaçkar. I one zaspokoiły całe moje zapotrzebowanie na otaczające piękno.
Schodzimy na poziom parkingu. Oczywiście pan Hayati idzie wraz z nami. Przedstawia nam innych gości hotelu, w tym egzotyczne dla nas małżeństwo z Arabii Saudyjskiej. Zakwefiona Saudyjka częstuje nas pysznymi, słodkimi daktylami przywiezionymi z ich kraju. Podoba nam się miła, rodzinna atmosfera Green Life.
Z pomocą pana Hayati pakujemy nasze rzeczy do bagażnika. Wymieniamy się także facebookowymi adresami. Pan Hayati żegna nas serdecznie i wylewnie. Zaprasza ponownie do swojego cudownego azylu. Pod hotel zajeżdżają nowi goście. My zaś odjeżdżamy, odmachując na pożegnanie panu Hayatiemu.
I zamiast w kierunku Gór Kaçkar, które są naszym celem na tym odcinku podróży, ruszamy z powrotem nad Morze Czarne. Ale w tych okolicach właśnie tak jest - do kolejnych górskich miejscowości można się zapuścić jedynie kolejnymi górskimi dolinami. A wjazd do nich znajduje się... tak, na wybrzeżu.





































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz