środa, 15 lipca 2020

MACEDONIA - DZIEŃ ZBUDZONY PRZEZ PAWIA (Sveti Naum)

Poprzedni wpis: MACEDONIA - OD MONASTYRU DO MONASTYRU 
💟



Bałkany – 34 dni na 34 - tą rocznicę ślubu - odcinek trzynasty - MACEDONIA 


Dzień podróży: 12 (02.08)




Budzi mnie paw. Najpierw nie mogę się zorientować, gdzie jest. Potem go dostrzegam i ledwie mogę uwierzyć własnym oczom. Usiadł na dachu monastyru właściwie na wysokości naszego okna i wykrzykuje na wszystkie strony świata, że oto właśnie nadszedł nowy dzień. Rozumiem, że pobudkę robi kogut, ale żeby paw?



W półśnie robię kilka fotek i wracam do łóżka. Paw dalej wykrzykuje swoje. Ale pawiu, ja jeszcze nie odespałam długich godzin podróży... 
Pawia to nie obchodzi. 



Zamykam okno, choć powietrze na zewnątrz jeszcze rześkie i miło było czuć je ożywczym dotykiem na skórze, zanim się mocno nagrzeje. Nic nie pomaga. Paw kontynuuje pobudkę, wrzeszcząc niemiłosiernie. Nic go nie zraża. Czy ja się wczoraj zachwycałam tymi ptakami? Kolejny wrzask. Poddaję się. Już dobrze pawiu, już wstaję...


Rzeczywiście, ptak ma rację, szkoda dnia, by się tak wylegiwać. Ledwie się zaczął a już taki piękny... Trzeba go dobrze wykorzystać.



I wykorzystujemy. Śniadanko na tarasie restauracji, zanim jeszcze słońce będzie niemiłosiernie przysmażało to miejsce, łączymy z podziwianiem widoków - na wodę, na park Galiczica, na góry Albanii. Potem znów udajemy się do monastyru. A miejsce to jest naprawdę szczególne (fotorelacja).



Przytoczę tu słowa z blogu “Stacja Bałkany”, którego pani Iza od ubezpieczeń wprost nie mogła się napolecać. Po co dobierać własne, jeśli inni bardzo dobrze zrobili to już wcześniej:)?😄



najsłynniejszy jest klasztor. Uważa się, że został założony przez samego Św. Nauma – jednego z uczniów Cyryla i Metodego. Miał on także umrzeć w tym miejscu w 910 r. n.e..
W lipcu, czyli środku sezonu, było ono oblegane wprost przez turystów, co średnio nam się podobało, ale pomijając to i tak warto się tu udać. Mi bardzo przypadła do gustu podniosła i zaklęta w wiekach atmosfera macedońskiego prawosławia (...)
Sam Klasztor jest bardzo malutki,  obok znajduje się pochodząca z XVI w cerkiew św. Archaniołów, jest tu także grób świętego, przy którym podobno można usłyszeć bicie jego serca – jak mówi tradycja, bądź usłyszeć źródło – jak chce fizyka 😃
Charakterystycznym elementem całego kompleksu są spacerujące po dziedzińcu pawie.
Dobra robota “Stacjo Bałkany” - dziękujemy bardzo😄. Ja tylko dodam od nas, że początkiem sierpnia, kiedy my tam byliśmy, najazd turystów zaczął się od samego rana. A potem było już tylko coraz gorzej.


Z jednej strony więc mieliśmy ochotę uciec od gęstniejących tłumów, z drugiej, nie chcieliśmy się jeszcze rozstawać z tym miejscem, bo jest ono jak ogromny magnes - przyciąga z niezwykłą siłą. 



Ulegliśmy mu, chcąc czy nie chcąc - nawet po wykwaterowaniu spędziliśmy trochę czasu w pobliżu. Zwiedzałam jeszcze piękny park?/ogród? z szemrzącymi strumykami tuż pod hotelem, później zatrzymaliśmy się przy plaży u podnóża kompleksu klasztornego.


I jakie pamiątki mam stamtąd? Tak, magnesy też - kupiłam i dla Ani, i dla Wiki, obydwie dziewczyny, związane z naszymi synami je zbierają. A dla siebie? Drobne piórka, zgubione tam przez pawia, może nawet tego, który zbudził ten dzień? Do tej pory się uśmiecham, gdy mój wzrok padnie na te souveniry, wciśnięte w bukiet  na pianinie.


I tak nam schodzi czas prawie do południa. Upał zaczyna dokuczać coraz bardziej. W tej sytuacji nawet nie rozważamy możliwości pływania łodziami, które widzimy cumujące z jednej strony przed plażą, z drugiej na rozlewisku za parkingiem ze straganami, choć to wygląda na wielką atrakcję tego miejsca. 


Wydaje mi się (i chyba tak podaje internet), że pływać można zarówno w stronę źródeł na rzece Czarny Drin (mac. Czarny Drim), jak i po jeziorze. Może innym razem. Coś nam się nie składa z tymi łódkami podczas tej podróży.

Ja wciąż mam nadzieję, że jeszcze się zdarzy... W końcu następne cztery noclegi mamy zaplanowane nad brzegiem jeziora. Dwa najbliższe po jego przeciwległej stronie w pensjonacie Jezierski Bran. Trzeba objechać jezioro wzdłuż całej długości aż za Strugę.


Ruszamy. Ale daleko nie ujedziemy, bo oto wkrótce potem natykamy się drogowskaz kierujący do Monastyru Sveti Atanazy. Już poprzedniego dnia próbowaliśmy - bez powodzenia - odwiedzić inny klasztor pod wezwaniem tego samego patrona. Teraz dostaliśmy nową szansę. 

Do monastyru można było dojść także spod miejsca naszego ostatniego noclegu, ale w tym upale, to chyba okazałoby się samobójstwem. Przynajmniej dla mojego męża, który już po przebyciu drogi pod górkę z parkingu do furty klasztoru słabnie i po prostu osuwa się na ławeczkę u wejścia na dziedziniec.

Straszna jakość, ale bardzo mi zależało na zatrzymaniu tego wspomnienia

I wtedy znowu mamy kolejne nieprawdopodobne spotkanie z Człowiekiem. Takim, który rzuca wszystko, czym się zajmuje (a sprawuje opiekę nad tym miejscem, czyli zajmuje się tu wszystkim), by pospieszyć z pomocą. Biegnie z namoczonymi bandażami i robi okłady na kark, przynosi wodę, nie odstępuje męża na krok, dopóki ten nie poczuje się lepiej. I tak naprawdę dzięki temu panu, w tym dniu zapamiętamy jako duchowe przeżycie nie wizytę w klasztorze Sveti Naum, lecz to, czego doświadczyliśmy u Svetego Atanazego.


Mąż poruszony do głębi otwiera się przed tym obcym człowiekiem i wypływa z niego chyba wszystko, z czym tu dotarł. Mówi o tym, że lekarze już nie pozostawiają mu za wiele życia, o podejrzeniu bardzo złośliwego raka, zatorach w płucach, problemach z sercem. Smutne przesłanie, które trafia jednak na podwaliny bardzo głębokiej wiary.


- Ach tam lekarze, co oni tam wiedzą - obrusza się pan. Trochę to brzmi zaskakująco w ustach człowieka, który przedstawił się dopiero co, jako pracownik służb ratunkowych (o ile dobrze rozkminiliśmy tajniki macedońskiego systemu opieki zdrowotnej). Pan mówi nam o tym, o czym w zasadzie jako ludzie wierzący wiemy: że to Bóg jest prawdziwym lekarzem, że On może wszystko i to do Niego trzeba się zwracać z prośbą o uzdrowienie. I natychmiast się zwraca. A jego przemowa jest przepełniona taką wiarą, że i nam zaczyna się ona udzielać. 



Pan modli się do Boga o uzdrowienie męża, do Atanazego o wstawiennictwo, a my wierzymy, że ta modlitwa będzie wysłuchana - mąż wierzy, ja wierzę, wszystkie stworzenia otaczającego nas, przepełnionego pieśnią cykad świata, wierzą. Zaangażowanie i żarliwość w słowach tego obcego człowieka jest porywająca.



Tego dnia odjedziemy w dalszą drogę z nadzieją. I z wizerunkiem Świętego Atanazego otrzymanym od dobrego pana, którego dobry Pan postawił na naszej drodze. Od tej pory ten obrazek z południa Macedonii będzie towarzyszył mężowi wszędzie, noszony w portfelu wraz ze zdjęciami naszych synów. Odjeżdżając w stronę Strugi jeszcze nie wiemy o tym, jak bardzo Święty Atanazy to doceni i jaką pełną cudów opieką otoczy męża w przyszłości.



*
Tym razem drogowskazy kierują nas na Pesztani. Bardzo się z tego cieszę, bo chciałabym zobaczyć to najbardziej ukochane z macedońskich miejsc pani Izy od ubezpieczeń. Co mam jeszcze w notatkach skrobniętych podczas spotkania, gdy odbierałam od niej Zieloną kartę?


“Zatoka Kości”, czyli rekonstrukcja wioski z zamierzchłych czasów na wodzie. No dobrze, może wreszcie pora pozwiedzać coś innego niż same monastyry? Wprawdzie jeszcze gorąco, ale mąż już doszedł do siebie, Święty Atanazy sprawnie działa, klimatyzacja też:). No i w takim pozytywnym nastawieniu do zwiedzania dojeżdżamy wreszcie do zjazdu na zrekonstruowaną wioskę, a tam... korek, jakiego jeszcze w naszej podróży nie widziałam, rety. 



Bogu dzięki, że to nie jest dla nas żadne "must see", że możemy jechać dalej, zostawić Zatokę Kości za sobą i cieszyć się, że przed nami cudowne Pesztani, które zaraz będziemy zwiedzać. Pesztani, którego nazwę tyle razy usłyszałam w rozmowie z panią Izą, że aż nie mogę się doczekać, kiedy je wreszcie zobaczę. Będzie super! Już prawie wjeżdżamy, a tam... To chyba pomyłka, pani Izo?


Pesztańska droga prowadzi nas korytarzem między samochodami zaparkowanymi z jednej strony przy plaży, z drugiej pod pensjonatami i kwaterami do wynajęcia. Prowadzi i prowadzi... W niektórych miejscach ledwie się przeciskamy. No, pani Izo!



Dopiero później dowiemy się, że tego dnia było macedońskie święto (Dzień Niepodległości), na dodatek rozpoczynające długi wakacyjny weekend. Właściwie cały brzeg Jeziora Ochrydzkiego, wzdłuż którego jechaliśmy wypełniali szczelnie turyści. 



Trochę mi się humor zważył, bo nie przepadam za tak turystycznymi miejscami. Cieszyło mnie tylko to, że pani Iza zjedzie tu dopiero końcem długiego weekendu i może nie zobaczy swojego ulubionego macedońskiego miejsca w takim wydaniu, jak pokazało się nam. Powinno być wtedy już mniej ludnie.


Na uboczu Ochrydy postanowiliśmy uzupełnić zapasy naszej turystycznej lodówki - wstąpiliśmy do niewielkiego marketu na pierwsze zakupy w Macedonii. Humor poprawił mi się całkiem, gdy zobaczyłam jakość macedońskich owoców. 



Potem wjechaliśmy w Strugę - też bardzo turystyczne miejsce, choć, gdy zdążyłam się nastawić, że tak tu będzie, to jakoś już tego nie przeżywałam równie mocno jak poprzednio. Mimo że w adresie naszego pensjonatu w niepokojący sposób kłuła w oczy nazwa tej miejscowości.😮


Ale droga wiodła nas jeszcze dalej. I kilometr po kilometrze robiło się wreszcie coraz spokojniej, coraz ciszej. A na końcu tej drogi czekało na nas miejsce prawie nieturystyczne. Bez plaży i plażowiczów, tylko z samym pomostem wpuszczonym w jezioro, bez wielkiego hotelu i tłumu klientów, tylko z paroma pokoikami nad restauracją.


Nie zamierzam się stąd nigdzie ruszać. Resztę dnia spędzę wpatrując się w toń jeziora. Gdy wieczorem usłyszę jak, chyba ze Strugi, dobiegają dźwięki dyskotek - i techno, i bałkańskie disco, tworząc dziwaczną kakofonię, to podziękuję Bogu, że przywiódł nas właśnie tutaj. W miejsce wymarzone do relaksu po pełnej wrażeń podróży. Gdzie mój schorowany mąż będzie mógł wreszcie odpocząć od wielogodzinnej roli kierowcy omal każdego dnia.



I Tobie też dziękuję Święty Atanazy za wstawiennictwo w tej sprawie...




Ciąg dalszy we wpisie: PERŁY MACEDONII (Ochryda, Struga)



FOTORELACJA - MONASTYR SV. NEUM




























































































































Brak komentarzy:

Prześlij komentarz