środa, 11 września 2019

BAŁKANY - 34 DNI NA 34 -TĄ ROCZNICĘ ŚLUBU (organizacyjnie)

















Właściwie to nie tak. Powinnam napisać 34 noce na 34-tą rocznicę ślubu. Tyle było naszych noclegów na trasie. Dni w podróży spędziliśmy ciut więcej. Jak na tak długi okres czasu poza domem, przygotowań poczyniliśmy bardzo niewiele. Po wstępnym opracowaniu zarysu trasy, rezerwacja noclegów zajęła nam raptem parę dni – teraz już chyba nie ma problemu, by w większości przypadków zrobić to przez internet, nawet  jeśli sprawa dotyczy najbardziej odludnych bałkańskich zakątków. Choć trochę trudu to kosztuje. Tam, gdzie nie skutkowało pisanie maili po angielsku, ani nawet cyrylicą, trzeba było jednak zadzwonić. Rozmowa przez telefon po serbsku z recepcjonistką z Ovcar Bani była nowym wyzwaniem i nie do końca spodziewaną sytuacją, ale przyniosła  oczekiwany skutek. Choć w jej trakcie nie wiedziałam przez większość czasu na co się zgadzam, to jednak zaraz potem dostaliśmy potwierdzenie pobytu dokładnie na tych warunkach, na jakich nam zależało (chociaż po serbsku:). 


Jednak nie odważyłam się już tego doświadczenia powtórzyć w innym ośrodku, w związku z czym na dwie ostatnie noce (powrotne) w podróży zostaliśmy bez potwierdzonego noclegu. Doszliśmy do wniosku, że może ktoś nam pomoże w kontakcie z wybranym hotelem, gdy już dotrzemy do Serbii. Tak też było – zadzwonił tam na naszą prośbę, nomen omen, recepcjonista z Ovcar Bani. Okazało się jednak, że w ośrodku, gdzie chcieliśmy nocować, dawno wyprzedano już miejsca w interesującym nas terminie. Musieliśmy wybrać coś innego w ostatniej chwili - i zrobiliśmy to zaledwie kilka dni przed końcem pobytu na Bałkanach.

Przywiezione z Bretanii wspomagacze planowania
 Z taką listą wyruszyliśmy w drogę




















W skrócie więc plan wyglądał następująco:

1. 22-30 lipca – osiem noclegów w Serbii;
2. 30 lipca – 4 sierpnia – pięć noclegów w Macedonii;
3. 4-12 sierpnia – osiem noclegów w Albanii;
4. 12-20 sierpnia – osiem noclegów w Czarnogórze;
5. 20-23 sierpnia – trzy noclegi w Bośni (to niestety redukcja z planowanych pięciu z powodu zamieszania z rezerwacjami);
6. 23-25 sierpnia – dwa (niepotwierdzone) noclegi w Serbii w drodze powrotnej do domu.
No i jeszcze dwie noce w podróży (ale to się nie liczy do tytułowych trzydziestu czterechJ)


Na podsumowania przyjdzie jeszcze czas . „Ale jedno już można napisać – ta podróż przerosła nasze najśmielsze oczekiwania” – poproszona o ocenę, wysyłam Ani, która cały czas nam kibicuje w drodze, wiadomość po ostatnim noclegu w Serbii. Czuję tak od samego początku, gdy tylko wyruszamy w drogę. Obawy rozwiewają się z każdym przebytym kilometrem. Kilkanaście minut po przyjeździe na pierwsze miejsce noclegowe piszę więc do Wiki:
Kochamy i już tęsknimy. Ale źle tutaj nie mamy i wreszcie zaczęłam myśleć, że może ta podroż się uda i będzie miło



Ta podróż się udała. Choć z początku, gdy okazało się, że Lunie przyplątały się jakieś powikłania pooperacyjne, miewałam chwilowe kryzysy i myślałam o powrocie do domu. Ale jednocześnie nie opuszczała mnie świadomość, że młodszy syn i jego dziewczyna opiekują się naszą ukochaną psiną w najlepszy możliwy sposób i moja obecność przy niej już nic więcej w tę opiekę nie wniesie. Nie myliłam się w ocenie sytuacji ani trochę - Kacper i Wiki spisali się na medal. A ja musiałam sobie poradzić z niepokojem i znaleźć w jakiś sposób wiarę, że wszystko dobrze się skończy. 


Udało mi się. Lunie też. Lęk pozostał wreszcie za mną i mogłam się całkowicie skupić na naszej podróży. Zgodnie z moimi nadziejami zrobiło się miło. I o tym właśnie jest ta opowieść w odcinkach...

* Do wysłuchania: "Nad pięknym modrym Dunajem" (An der schönen blauen Donau, op. 314) – walc autorstwa Johanna Straussa II

Ciąg dalszy we wpisie: SERBIA - PRZEKROCZENIE PROGU  - Banja Junakovic

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz