środa, 18 września 2019

MOKRA GÓRA - SKULOVA VODENICA CZYLI WSPOMNIENIE Z SERBSKIEGO MŁYNA

Poprzedni odcinek: SERBIA - ŽIVOT JE ČUDO  - Mokra Gora
💟


Bałkany – 34 dni na 34 - tą rocznicę ślubu - odcinek czwarty - SERBIA


Dzień podróży: 3 - 5 (24 - 26.07)

Korzystając z messengera, zabrałam ze sobą kilka osób w bałkańską podróż - niektóre były z nami na stałe, inne towarzyszyły nam w jakimś fragmencie drogi. W Skulovej Vodenicy wdaję się w dłuższą konwersację z naszą łemkowską przyjaciółką, co związane jest z przesłaną jej fotorelacją.

Helena (o naszym miejscu zakwaterowania):
To jest ten domek?

ja:
To tylko wejście, z drugiej strony jest dopiero odlot
Już Ci pokazuję

To właściwie stary młyn, który ktoś ozdobił po swojemu. Ludzie się przed nim zatrzymują, by go fotografować:)


Mamy swój wiatrak


Swój strumyk



Swój most


I tysiące różnych innych rzeczy, również takich, które nie wiadomo do czego służą:)
Raj
Tu jest raj - odpisuję, wklejając zdjęcia jednego z najpiękniejszych miejsc do relaksu w całej podróży.


Serbię zawsze widziałam z rusińskiej perspektywy
Takiej nie znałam
Kojarzy się mi ze znacznym pogorszeniem sytuacji i zubożeniem ludności
Tego nie widać z perspektywy turystycznej
Dlatego ze zdziwieniem patrzę na te cuda
Z bliska może mniej bajkowo



Ale za to wkrótce będzie tu chyba jeszcze basen
















I zewnętrzny kominek











W najuboższych krajach dla turystów rezerwuje się rarytasy 🙂
Miejscowi nie korzystają zwykle z nich
Zapewniam Cię, że w środku jest jak najbardziej dla miejscowych (...) i czuć, że to się remontuje przy niedostatku środków
A w które rejony Serbii Ty jeździsz?
Ja bywam na północy, w Wojwodinie
Tu osiedli nasi Rusini prawie 300 lat temu
Ale mnie się wydawało, że tam dostatniej niż tutaj
Tylko pewnie zatrzymywaliście się w hotelach
Ja przebywam u ludzi, u mieszkańców
I widzę co jedzą, jak żyją
Jak nie mają na remonty domów
A 30 lat temu to tam było jak w Ameryce a u nas bieda
To na pewno przykre, może choć te pieniądze z turystyki im pomogą
Straszliwie zubożeli
Tak, mamy tego świadomość
Rozmawiamy często o tym, jak muszą się z tym czuć
Mi ich szkoda, bo przywykli do innego standardu
I teraz nie umieją sobie radzić
Inaczej na Ukrainie, gdzie zawsze była bieda i teraz też, ale jakoś sobie radzą, wyjeżdżają
No, ale to moja perspektywa
Też gdzieś ich próbujemy oglądać z takiej perspektywy
Mimo wszystko widać, że się rozwijają i starają pchać to wszystko do przodu, nawet jak nie mają za co
Ale podobno ostatnio ogłoszono, że im najbliżej do Unii
Myślę więc, że za kolejnych 30 lat wszystko tu będzie wyglądało inaczej
Choć mnie się podoba tu i teraz. Ale masz rację - ludzi szkoda




*
Pozostając w takich klimatach, natychmiast chciałabym Serbom zrekompensować ich bolesną zmianę sytuacji materialnej. Mam okazję: z Booking com przychodzi informacja dotycząca następnej rezerwacji - według tłumacza google brzmi: "Zauważyliśmy, że śniadanie nie jest uwzględnione w rezerwacji w Etno domacinstvo Saponjic. Aby upewnić się, że nie przegapisz porannego posiłku w Nova Varoš, możesz dodać śniadanie do rezerwacji poniżej."

Pierwszy raz mnie coś takiego spotyka, jesteśmy budżetowymi turystami - chcąc spędzić 34 noce w podróży, najczęściej musimy sobie radzić z posiłkami we własnym zakresie. Jeśli nie zaznaczyłam śniadania podczas rezerwacji, to znaczy, że właśnie taką opcję wybrałam. 
No ale gdy już postanowiłam pomóc Serbom dorobić się na turystyce, to zmieniam decyzję. Tym sposobem zjemy następnego dnia śniadanie w Etno domacinstvo Saponjic. Na obiad się już nie skuszę - cena pobytu przebiłaby wtedy naszą najdroższą rezerwację w Serbii - w trzygwiazdkowym hotelu z wyżywieniem, basenem termalnym, klimatyzacją, szlafroczkami, kapciami - i te sprawy. Tak, czasem, nie chcąc się czuć już zupełnie budżetowo, pozwalamy sobie na rezerwacyjne szaleństwo. Ale zawsze muszę mieć pewność, że stosunek  ceny do jakości nie może już być lepszy.


*
W dzień odjazdu ze Skulovej Vodenicy młyn ożywa! Zwabiona stukotem maszyn wczesnym przedpołudniem wybiegam z apartamentu i ... nie mogę uwierzyć własnym oczom. Gospodarz uruchomił te wszystkie mechanizmy, które dotychczas uważałam za stylową i nieco odlotową dekorację. Z uśmiechem pokazuje mi, jak się mieli mąkę. No nie, takiego pożegnania nie mogłabym sobie nawet wymarzyć. Jeśli chodzi o wakacyjny wypoczynek, to właśnie do tego miejsca będę najczęściej wracała myślami po powrocie.




Przechodzimy do domu po drugiej stronie drogi, by podziękować za ten niezapomniany pobyt również gospodyni. Poznaję nowe serbskie słowo: MAGARAC i „osiłka” Miszko, który swoimi odgłosami dodawał kolorytu każdemu dniu spędzonemu w Mokrej Górze. Gospodarze przywieźli zwierzaka z Nowego Sadu, gdy był jeszcze oślim maluchem. Teraz wraz z konikiem Paszko stanowią niewątpliwą atrakcję dla dzieci. Do tego trzeba dodać stado owieczek (też chyba własność gospodarzy), podzwaniających podczas wypasu na łące nad strumieniem - taki obraz Mokrej Góry zabiorę w sercu w dalszą drogę. To dopiero początek podróży, a ja już w myślach układam listę miejsc, do których chciałabym powrócić.



*MAGARAC po serbsku znaczy osioł:)

Ciąg dalszy we wpisie: SERBIA - Z PÓŁNOCY NA POŁUDNIE PRZEZ BOŚNIĘ 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz