

Siedzimy z Luną na kolejnej kroplówce (która to już od kwietnia?), a do jej łapki przez wenflon spływa sobie powoli płyn Ringera z mleczanami. Potem oprócz leków czeka ją jeszcze obiad w zastrzyku – witaminy i aminokwasy. Dopiero jutro zje pierwszy posiłek, na dodatek płynny. A widać, że jest już okropnie głodna. To właśnie wrodzone łakomstwo doprowadziło ją do stanu, który mamy obecnie. Luna połknęła folię spod mięsa – takiego na tacce z marketu. To doprowadziło do zatkania jelita i spowodowało zator, zatrzymujący potem wszelkie trudniejsze do strawienia kawałki jedzenia. I stało się to już niestety drugi raz w jej życiu.
Choć bardzo staramy się uważać na to, co Luna je, to
ogromnie nam trudno upilnować naszego
łakomczucha. To wysokiej klasy specjalistka od przegrzebywania wszelkich
śmietnisk. Podczas spacerów ciężko uniknąć sytuacji, gdy uda się jej w
błyskawicznym tempie przeszukać leżące w
okolicy każdej trasy spacerowej śmieci (ach, ludzie i ich sposoby pozbywania
się niepotrzebnych odpadów).
Luna oczywiście wie, że jej tego robić nie wolno. Tak się wiec przy tym czai i rozwija taką prędkość, że nikt potem nie ma pewności, czy zdążyła coś połknąć, czy też nie. To dlatego na przykład tak długo trwało diagnozowanie przyczyny obecnego stanu rzeczy.

Jak bardzo można skrzywdzić zwierzęta na skutek niewiedzy lub bezmyślności. Ne potrafimy jako ludzie użytkować otaczającego nas świata z poszanowaniem dla innych gatunków. Daleko mi do wojującej ekologii czy też agresywnej walki w obronie zwierząt, ale zadawanie im bólu i skazywanie na śmierć w cierpieniach nawet w przypadku wyższych celów (jak ze szczepieniem lisów) do mnie nie przemawia. A cóż dopiero, gdy robi się to dla zysku (sprawa folii spod mięsa).
Kiedyś, gdy tam dotrę, to chciałabym gdzieś w zaświatach spotkać oprócz swojej rodziny i przyjaciół także Bartkowego psa Kumpla, szczeniaczka Luny, wszystkie moje kociaki, a nawet maleńkiego ptaszka, którego Kacper i Wiki próbowali na wiosnę utrzymać przy życiu. Mam nadzieję, że wówczas usłyszę od tych zwierzaków, że dobrze się spisałam wtedy, gdy mieliśmy okazję wspólnie przejść jakiś kawałek naszej ziemskiej drogi. Bo zostałam wysłana na Ziemię po to, by się nimi opiekować i otoczyć je troską, a nie po to, by decydować o ich istnieniu.

"Być człowiekiem znaczy właśnie być odpowiedzialnym. [...] To świadomość, że dokładając swój kamień, uczestniczy się w budowaniu świata.” (Être homme, c’est précisément être responsable. [...] C’est sentir, en posant sa pierre, que l’on contribue à bâtir le monde.)
Luna oczywiście wie, że jej tego robić nie wolno. Tak się wiec przy tym czai i rozwija taką prędkość, że nikt potem nie ma pewności, czy zdążyła coś połknąć, czy też nie. To dlatego na przykład tak długo trwało diagnozowanie przyczyny obecnego stanu rzeczy.
Myślę, ze pachnąca mięsem folia i w przypadku innych
zwierząt może być zabójczym wynalazkiem. Kto coś takiego rozprowadza po
świecie, dokładając to ludziom do
codziennych zakupów? Luna miała szczęście, ale co na przykład w przypadku
dzikich zwierząt? Folia, na której utrzymuje się zapach mięsa może dla nich
oznaczać śmierć w męczarniach.
Rozmawiam o takich sytuacjach z młodziutką panią weterynarz,
która po zabiegu zajmuje się Luną. Otwiera mi oczy na kolejne kuriozalne
praktyki.
- Ostatnio
uczestniczyłam w operacji psa, który połknął szczepionkę na wściekliznę dla
lisów. Nigdy wcześniej nie widziałam czegoś takiego. Ta szczepionka jest wielka,
w takim blistrze, którego pies nie miał szans strawić. Trzeba było mu to wyjąć
z jelita. No to jeśli pies sobie z tym
nie poradził, to co ma zrobić taki lis? I o co w tym wszystkim chodzi?
Czy te lisy mają po prostu pozdychać po rozrzuceniu tej „szczepionki”?
Przerażająca historia. W domu uzupełniam z pomocą internetu
wiedzę na ten temat. Czytam o plastikowych blistrach i zapachu zepsutej ryby,
który zwabia lisy już z odległości 800 metrów. Oczywiście nie jestem przeciwko
szczepieniu tych zwierząt, ale czy nikt nie pomyślał, że mogą one połknąć szczepionkę zamiast ją pogryźć? Każda
taka historia może się skończyć jak w przypadku psa operowanego przez naszą
młodziutką panią weterynarz. Nie wierzę, że nie można wymyślić lepszego sposobu.

Jak bardzo można skrzywdzić zwierzęta na skutek niewiedzy lub bezmyślności. Ne potrafimy jako ludzie użytkować otaczającego nas świata z poszanowaniem dla innych gatunków. Daleko mi do wojującej ekologii czy też agresywnej walki w obronie zwierząt, ale zadawanie im bólu i skazywanie na śmierć w cierpieniach nawet w przypadku wyższych celów (jak ze szczepieniem lisów) do mnie nie przemawia. A cóż dopiero, gdy robi się to dla zysku (sprawa folii spod mięsa).
W tym życiu myślimy hasłem, które pojawiło się jako tytuł
książki Antoine’a de Saint-Exupery’ego - „Ziemia, planeta ludzi”. Ale czyż można by
było ją sobie wyobrazić bez zwierząt? Nawet niebo bez nich nie mogłoby być
rajem.


Kiedyś, gdy tam dotrę, to chciałabym gdzieś w zaświatach spotkać oprócz swojej rodziny i przyjaciół także Bartkowego psa Kumpla, szczeniaczka Luny, wszystkie moje kociaki, a nawet maleńkiego ptaszka, którego Kacper i Wiki próbowali na wiosnę utrzymać przy życiu. Mam nadzieję, że wówczas usłyszę od tych zwierzaków, że dobrze się spisałam wtedy, gdy mieliśmy okazję wspólnie przejść jakiś kawałek naszej ziemskiej drogi. Bo zostałam wysłana na Ziemię po to, by się nimi opiekować i otoczyć je troską, a nie po to, by decydować o ich istnieniu.

"Być człowiekiem znaczy właśnie być odpowiedzialnym. [...] To świadomość, że dokładając swój kamień, uczestniczy się w budowaniu świata.” (Être homme, c’est précisément être responsable. [...] C’est sentir, en posant sa pierre, que l’on contribue à bâtir le monde.)
Terre des homme
Antoine de Sain-Exupery










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz