niedziela, 25 kwietnia 2021

JAK CHIŃSKI LAMPION

To były smutne Święta. Nawet smutniejsze od innych smutnych Świąt, których od jakiegoś czasu mamy sporo na koncie. Święta w zmniejszonym składzie, czyli z kolejną utratą, a ja już chyba na utraty utraciłam wszelką tolerancję.

Nie, nikt nie umarł, więc na szczęście nie jest to taka utrata ostateczna - to raczej pustka, która powstała w naszym życiu po rozstaniu z kimś, komu nadaliśmy sercem status szczególnej ważności i bliskości.

Wiki wybrała drogę, którą pójdzie już bez nas. Jeśli mnie to boli, to nie wyobrażam sobie nawet, jaki to ból dla Kacpra. I szkoda mi go bardzo.

Jedyny z tego pożytek był taki, że udało się go ściągnąć do domu na Święta. Dawno już nie mieliśmy okazji spędzić razem takiej ilości czasu pod jednym dachem. I nawet, jeśli były to w większości inne pomieszczenia, to i tak serce rozgrzewała myśl, że nasze dziecko jest tak blisko.

Staraliśmy się ratować te Święta, jak tylko się dało. Mąż przygotował różnorodne świąteczne menu, ja działałam na froncie porządkowo - dekoracyjnym. No ale cóż, atmosfery, mimo wszelkich naszych starań, nie dało się uzdrowić...

- Jaką miałaś piękną dekorację stołu - powie mi potem szkolna psycholożka, która miała okazję widzieć na zdjęciach efekty moich wysiłków. - Podziwiam, że ci się tak chce.

- Nie wiem, czy mi się tak chce - odpowiadam Marcie szczerze. - Po prostu, gdy ogarnia mnie smutek, to dobrze mi robi skierowanie wzroku ku czemuś ładnemu.

Tak, to poprawia nastrój. Czuję wówczas, że zadbałam tak, jak tylko potrafiłam, o siebie i swoją rodzinę. Nic więcej nie dało się zrobić. W takiej sytuacji trzeba się pogodzić z własną bezsilnością.

Początkowo miałam jeszcze nadzieję, że to wszystko da się odkręcić, że to tylko chwilowe zawirowanie, które można wspólnymi siłami przezwyciężyć. Tyle, że do tego trzeba by dobrej woli z obydwu stron. Nawet nie wiedziałam, której z nich bardziej żałuję - decyzję Wiki postrzegałam jako wynik braku dojrzałości, martwiłam się, że dziewczyna, gdy już stanie się dojrzałą kobietą, może żałować swojego wyboru.

Prawda jest taka, że zawsze dawałam tej parze prawo do niedojrzałości. Początek znajomości tych dwojga sięga bardzo młodego wieku, kiedy Kacper jeszcze nawet nie osiągnął pełnoletności. To na dobrą sprawę był związek dwójki dzieciaków. Ale mimo wszelkich przeciwności losu przetrwał kilka lat. I miło było patrzeć, jak w czasie jego trwania dzieciaki razem wędrują przez życie, dojrzewając w drodze. Mieli szansę jeszcze tak wiele osiągnąć w tym względzie. Niestety, wygląda na to, że ich wspólna wędrówka nieodwołalnie stała się przeszłością...

Święta się skończyły, Kacper wrócił już do Krakowa, jest w tym wieku, że woli korzystać ze wsparcia rówieśników, nie matki. W pełni to rozumiem, choć matczyne serce wciąż pozostaje w zmartwieniu. Czuję je, cokolwiek bym nie robiła i czymkolwiek bym się nie zajmowała w każdym z przemijających dni... Nawet gdy zdarzają się miłe niespodzianki...

Po wirtualnych urodzinach Ali z Brzeska, przyjaciółka dzwoni do mnie, by podzielić się wzruszeniem, jakie wywołał w niej mój tekst przesłany na tę okoliczność. 

https://podobrejdrodze.blogspot.com/2021/04/o-przyjacioach-wasciwie-to-w-ten.html

Ale ja przedłużam tę rozmowę, jak tylko mogę - potrzebuję teraz tego poczucia “przyjacielskości” do rozproszenia smutków towarzyszących mi niełatwą spuścizną po Świętach, mimo że one już od dawna pogrążają się w niepamięci. Ta obecność Ali, nawet jeśli tylko po drugiej stronie słuchawki, to trochę jak chiński lampion wypełniony światłem, który zawisł u powały, rozświetlając moje mroczne kąty i zmieniając pole widzenia. I to wystarczy. Wcale nie muszą się nawet pojawiać w tym zwierzenia - z nimi zawsze miałam jakąś trudność. Wystarczy sama obecność...

Ala poleca mi teksty swojej córki do przeczytania na facebooku. Robię to od razu po skończeniu rozmowy, choć pewnie powinnam dopisywać wtedy kolejne rozdziały do mojej pracy magisterskiej. Ale miło jest obcować z mądrym słowem mądrej córki, która odziedziczyła życiową mądrość po swojej matce. I już wkrótce mam swojego tekstowego faworyta. To wpis Oli taki trochę podsumowujący zeszły rok. Jej inspiracją były słowa Olgi Tokarczuk na temat postaci, które chcą być opowiedziane, chcą istnieć na kartach książki. Tu cytat (we fragmencie:) z “Czułego narratora”:

Istnienie jest procesem nieciągłym, wyspowym.

Zdarza się, gdy czułe oko (...) wyciąga i stwarza postać (...), umieszczając ją we własnym, niepowtarzalnym i jedynym kontekście swojego życia".

 Do tego komentarz Oli:

mam przeszywające poczucie, że to o każdym i każdej z nas.

Że naprawdę istniejemy tylko pod spojrzeniem czułego oka, tylko w niepowtarzalnym kontekście czyjegoś życia.

Że tak istnieją nasi bliscy - nasze dzieciaki, nasi ukochani, nasi przyjaciele. O tyle, o ile ich opowiadamy, i dokładnie tacy, jakimi ich opisujemy. To, co przemilczymy - osłabnie; to co powiemy - zaistnieje.

Że to za tym ta paląca tęsknota w nas - być stworzonym to być opowiedzianym.

mam dużo wdzięczności za wszystkie konteksty, które mnie stworzyły w tym roku.

pamiętajcie: opowiadajcie sobie siebie nawzajem. miejcie oko na siebie, czułe.

życzę Wam istnienia.

https://www.facebook.com/okozminska

Czy pisałam już, że Ola jest mądrą córką mądrej matki?

Choć to bardzo smutne, to nie będę już dalej opowiadać Wiki. Ktoś, kogo stworzyłam córką na ostatnie lata, właśnie znika z mojego życia bez słowa pożegnania. Gacusia, Zosi i Kajtusia też już pewnie więcej nie zobaczę. I nie zostaje nic innego, jak tylko się z tym zmierzyć. Cóż powiedzieć na koniec?

Niech ktoś inny Wiki ma na Ciebie oko, czułe. Znajdź swoje szczęście tam, gdzie go szukasz.

Niech ktoś inny rozświetli Twoje życie jak chiński lampion Kacprze. Znajdź swoje szczęście tam, gdzie go jeszcze nie szukasz...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz