No i stało się. Nadszedł historyczny moment, gdy dzieci podczas pandemii wróciły do szkoły. Choć próbuję nie panikować, to jadę do niej trochę jak na rzeź, czuję, że pod powiekami niebezpiecznie zbiera się coś, co w końcu zawiesza się na rzęsach. Jeszcze nigdy w całej swojej nauczycielskiej karierze nie witałam nowego roku szkolnego w taki sposób.
Świat jakby dostroił się do mojego samopoczucia. Po burzowej końcówce sierpnia, od ostatniego dnia miesiąca zrobiło się nagle bardzo chłodno. Gdy kolejny raz stałam pod drzwiami poradni medycyny pracy, to zaczęło nawet na przemian mżyć i kropić deszczem. Całe szczęście, że nie lunęło na dobre, bo nie wiem, czy wszyscy oczekujący zmieściliby się pod niewielkim szklanym daszkiem. Nawet gdybyśmy, wbrew zaleceniom bezpieczeństwa, maksymalnie się stłoczyli.
Przy wejściu do poradni jest też skrzynka pocztowa - nie, nie na listy - jak głosi napis: na zamówienia na recepty, czas realizacji 3 dni. Wrzucająca tam karteczkę starsza, energiczna pani dodaje do tego komentarz: “do sklepu można, do kościoła można, na wesele można, tylko do lekarza nie można się dostać...”
Ja mogłabym jeszcze dopowiedzieć: do szkoły można...
No ale w końcu domykam swoją historię z medycyną pracy. Miła pani doktor wydaje orzeczenie o braku przeciwwskazań zdrowotnych do pracowania w moim zawodzie. Ja też ich nie widzę, poza oporami psychicznymi nic mi jakoś szczególnie nie dolega. Nadszedł historyczny moment, gdy podczas pandemii wracam do szkoły.
Jeszcze tylko ostatnia konferencja i już jesteśmy w pełni przygotowani do pracy. Obecny rok szkolny można uznać za otwarty...
Młodsze towarzystwo ze szkoły, którego w naszej placówce jest zdecydowana większość, wygląda na pogodzone z faktami - koleżanki i kolegów zmęczyła zdalna praca, a koronawirus z racji wieku im nie straszny. Ci nieliczni starsi, pracujący ze mną nauczyciele, są natomiast jeszcze bardziej spanikowani niż ja.
- Dlaczego ty się nie zabezpieczasz? - pyta mnie matematyczka, która właściwie jest już jedną nogą na emeryturze. Stoi ode mnie w odległości mniej więcej dwóch metrów w maseczce na twarzy. Dłonie zakrywa rękawiczkami.
- Bo ja Zosiu nie wierzę, że to mnie ochroni przed zakażeniem w pracy - odpowiadam koleżance zdawkowo, nie łudzę się, że ją przekonam. Czystości dłoni pilnuję skrupulatnie - ręce myję na okrągło nie tylko w szkole, chyba mam to już we krwi. Płynu do dezynfekcji też używam, kiedy tylko się da. A maseczka? Kawałek bawełny nic mi nie pomoże, a kto mnie w szkole zaopatrzy w ten model z filtrem przeciwwirusowym? Na wolnym rynku też brakuje takich środków ochrony.
Zresztą nawet zapas jednorazówek z Żabki zrujnowałby mój szkolny budżet, gdybym chciała zmieniać je tak często, jak to jest zalecane przez specjalistów. Zresztą wtedy to i tak byłaby ochrona nie dla mnie, tylko dla tych, co przebywają w mojej obecności.
Po cóż więc mam stwarzać pozory i udawać, że przy zachowaniu tych lipnych środków “ochrony”, do których ewentualnie mam dostęp, jestem bezpieczna w swojej pracy? To jakby oszukiwanie siebie i dostarczanie argumentów dla odpowiedzialnego za organizację oświaty ministra, że wszystko to, co się teraz w niej dzieje, jest w najlepszym porządku. A przecież to jedna wielka ściema.
Co do maseczek zagwarantowanych szkołom przez ministra (wczoraj ich jeszcze nie było, dziś o nie nawet nie pytałam), to sprawa została wyjaśniona ostatnio przez panią dyrektor. Ponoć przyznano nam jednorazówki, ale ich ilość w przeliczeniu na 1 osobę uczącą się/pracującą w naszej placówce wynosi półtora sztuki na rok szkolny. W innych okolicznościach pewnie bym się z tego uśmiała, ale teraz raczej nie jest mi do śmiechu. Tak więc nic od szkoły nie dostanę, bo po prostu nie ma czego rozdawać.
Maseczki od ministra zostaną rozłożone kupkami w salach lekcyjnych - gotowe do użycia w sytuacjach kryzysowych dla uczniów. My nauczyciele musimy się zaopatrzyć we własne egzemplarze, bo nie wolno nam podejść bez nich do naszych podopiecznych na odległość mniejszą niż półtora metra. Dobrze, że zamówiłam półprzyłbicę.
No i to tyle na temat przygotowania przez ministerstwo roku szkolnego w czasach pandemii. Był jeszcze oczywiście ministerialny spot, na którym pokazywano, jak dzieci mają się zachowywać po powrocie do szkoły. Widać, że minister nigdy w niej nie pracował. Jeśli mu się wydawało, że wystarczy pokazać i to zadziała, to się mylił. Wychodząc dziś z pracy, widzę jak grupka przyjaciółek ze starszych klas obściskuje się za drzwiami wejściowymi - dziewczyny zapewne będą się tak witać przez cały rok szkolny, lekceważąc zalecenia ministra, pracowników szkoły, wszystkich dorosłych, a także samego koronawirusa.
Dla uczniów powrót do szkoły jest sygnałem, że zagrożenie minęło. Tym bardziej, że minister przez ostatnie dni wmawiał im oraz ich rodzicom, jak bardzo jest już bezpiecznie.
Wydaje im się więc, że wracają do tego, co było przed zarazą. Myślę, że szkoła z procedurami wprowadzonymi ze względu na Covid 19 może się uczniom bardzo nie spodobać. A co dopiero powiedzieć o rodzicach, których już od dawna nie jesteśmy w stanie niczym zadowolić?
Już po południu czytam o ich oburzeniu faktem, że przed szkołami i przedszkolami 1 września utworzyły się kolejki (https://fakty.interia.pl/polska/news-gigantyczne-kolejki-przed-szkolami-i-przedszkolami-dwie-godz,nId,4704818).
Przed naszą też chwilowo zrobił się tłumek oczekujących, przyczyną był wymóg, że dzieci po kolei muszą przed wejściem zdezynfekować ręce, a to jednak trwa. Rodziców zaś do szkoły nie wpuszczamy w ogóle bez wcześniejszego umówienia. Stoją więc pod drzwiami i wieszają na nas psy, nie przeszkadzając sobie nawet wtedy, gdy koło nich przechodzimy. Gdybyśmy zaś odstąpili od procedur reżimu sanitarnego, a ich dziecko by zachorowało, to by nas zamordowali najpewniej. Tak czy owak zawsze będzie źle. Już się chyba do tego przyzwyczajamy.
Witamy więc w nowej rzeczywistości szkolnej, a jednocześnie w starych układach. Otwieramy szkoły dla polskich dzieci i zapraszamy do nich wszystkich podopiecznych, o których zdrowie i bezpieczeństwo też się szczerze martwimy. Szczęśliwego nowego roku szkolnego!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz