czwartek, 17 września 2020

WRZEŚNIOWE DNI

Wrześniowe dni biegną w przód jak szalone. Nie bardzo jest czas na to, by cieszyć się ich prześlicznością, choć poza małymi wyjątkami, to prawdziwe klejnoty o miękkim słonecznym świetle i ciepłym kolorycie, gdzie zieleń zyskuje, jeszcze bardziej wyczuwalną niż widoczną, domieszkę żółcieni. Wszystko to poprzedzielane nocami, których chłód coraz bardziej przypomina, że lato przechodzi już w jesień.

Nawet nie mam kiedy tego przejścia żałować. Odnoszę wrażenie, że teraz wszystko w moim życiu kręci się wokół pracy. Cóż, nie jest to dla mnie źródłem najlepszego samopoczucia.

Zgaszona - to dobre słowo, by opisać mój obecny stan. Bo już emocji mniej niż na początku, ale zdaje mi się też trochę tak, jakby ten ostatni czas wyssał ze mnie życie. Tak, wiedziałam, że będzie trudno po rocznej przerwie w szkole. Spodziewałam się zmęczenia, nawet wyczerpania. Ale jednak nie przypuszczałam, że system wytnie mi aż do kości skrzydła już na samym początku pracy.

Minęło ledwie pół miesiąca, a ja już zyskałam poczucie, że w polskiej szkole po prostu pracować się nie da i na razie nie wiem, co powinnam zrobić, żeby zmienić to przekonanie. Nie sądzę, żeby to była tylko specyfika układów panujących w moim miejscu pracy.

Beata mnie pociesza, że ubiegłoroczny początek roku szkolnego też był pełen zamieszania i ciężko się było w tym odnaleźć, ale potem wszystko wskoczyło na właściwe tory i jakoś się ułożyło. Może rzeczywiście więc trzeba tylko przeczekać ten okres organizacyjny? No nic, z braku innej strategii, chyba właśnie to mi pozostaje. Przetrwać.

Za to w kwestii radzenia sobie ze strachem nastąpił u mnie znaczący postęp - po prostu nie mam w pracy czasu na roztrząsanie obaw, związanych z chorobą, zagrożenieniem Covidem-19, możliwością zakażenia wprost na każdym kroku. Nasze dzieci i nasi nauczyciele już chorują, ale ponieważ nikt im wtedy testów nie robi, to i tak nie mamy szans dowiedzieć się, czy kontakt z nimi był ryzykiem, którego skutki możemy wkrótce sami odczuć.

Cóż, w sytuacji, gdy nie da się go wykluczyć, trzeba zachowywać się w taki sposób, jaki postuluje Helena - wierzyć, że, tak jak w przypadku pozostałych zdarzeń losowych - wypadków, innych chorób z wysokim poziomem śmiertelności (np. raka), czy podobnych nieszczęść, zarażenie Covidem-19 akurat nam się nie przytrafi. No nic, z braku innej strategii, chyba właśnie to mi pozostaje.  

Na dodatek muszę wierzyć za dwoje - mąż nie zgodził się na żadne rozdzielanie ze mną ze względu na mój powrót do pracy.

Próbuję więc wzniecić w sobie wiarę, że nie zdarzy nam się to, co zdarza się już innym. Ale po otwarciu internetu nagłówki aż krzyczą o przerażającej sytuacji w oświacie. Przykłady? Proszę bardzo, to tylko z dzisiejszego przeglądu stron internetowych:

- “Koronawirus w kolejnej szkole. Ponad 60 uczniów na kwarantannie”

https://wiadomosci.radiozet.pl/Koronawirus/Koronawirus-w-szkole-w-Kielcach.-Ponad-60-uczniow-na-kwarantannie

- “Koronawirus w przedszkolu. Placówka zamknięta do odwołania”

https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2020-08-24/koronaworus-w-przedszkolu-placowka-zamknieta-do-odwolania/

- "Koronawirus w żłobku i liceum. Ponad 200 osób objęto kwarantanną”

https://linia.com.pl/2020/09/15/koronawirus-w-zlobku-i-w-liceum-ponad-200-osob-objeto-kwarantanna/

Na dodatek pętla zagrożenia zaczyna się zaciskać coraz mocniej wokół nas. W naszym mieście potwierdzone zakażenia są już w starostwie, kościele i szpitalu. Robi się coraz bardziej ostro.

to już teraz raczej pójdzie lawinowo - zwierzam się Najbliższym ze swoich przeczuć.

Kolega z pracy mówi, iż obiecał sobie, że gdy wirus pojawi się w naszej szkole to on przeprowadzi się do... garażu, by nie zarazić mieszkającej z nim babci i mamy. Nie dalej jak kilka miesięcy wcześniej współczułam lekarzom i pielęgniarkom, którzy musieli podejmować tego typu decyzje.

Tyle, że oni byli wówczas okrzyknięci bohaterami. A my wciąż jesteśmy obrzucani najgorszymi obelgami, mimo że też poświęcamy swoje bezpieczeństwo dla dobra ogółu. Ale na nauczycieli można wylewać pomyje i jest na to pełna akceptacja władzy. A nawet powiedziałabym, że to usankcjonowany sposób kanałowania powszechnego niezadowolenia.

Jesteś zły? Proszę bardzo, wyżyj się na nauczycielach... Otóż podsuwamy ci ich chętnie, nawet na przysłowiowej tacy, jako chłopców do bicia, żebyś nie musiał szukać gdzieś indziej.

Przykłady? Ot, chociażby wieści z wczorajszego dnia:

1. Rano czytam w internecie artykuł o wnioskach z raportu Forum Obywatelskiego Rozwoju (czymkolwiek ta organizacja jest, a nawet o ile jest, bo pierwszy raz w życiu o niej słyszę). I tu jakieś “fakty” typu:

na jednego nauczyciela w szkołach podstawowych przypada 10 uczniów. W krajach OECD - ponad 16

Albo: “Wprawdzie nauczyciele zarabiają ok. niemal 2 tys. złotych, jednak korzystają z dwóch miesięcy płatnych wakacji oraz miesięcznych ferii

No i jeszcze: “Przeciętnie przepracowują więc 513 godzin rocznie. Średnia OECD to 786 godzin

No i skoro temu przeciętnemu nauczycielowi w Polsce tak dobrze, bo ma w klasie 10 uczniów (hahaha), co najmniej 90 dni płatnego urlopu (hahaha) oraz (w przeliczeniu na 10 miesięcy roku szkolnego) przypada mu 51,3 godzin pracy w miesiącu (a to dopiero!), to zastanawiam się, czemu nie garną się do naszych szkół nauczyciele z zagranicy? Mogliby uczyć chociażby języków obcych, mielibyśmy też możliwość otwierać placówki kilkujęzyczne. Zapraszamy więc tych cudownych nauczycieli z państw Unii, USA czy Skandynawii, którzy w swoich krajach mają zdecydowanie gorzej, do pracy w naszych polskich szkołach. Wbrew temu co wypisał autor “raportu” brakuje nam pracowników (co można potwierdzić w gminach, kuratoriach a także w Ministerstwie Edukacji Narodowej). Zresztą niektórzy z nas bez żalu odstąpiliby pracę w tym zawodzie innym, czemu nie obcokrajowcom, którzy przecież są skłonni pracować więcej i wydajniej? W polskich realiach nie oznacza to oczywiście zwiększenia pensji. Ale można pracować z powodu "powołania". W ten sposób pewnie wszyscy byliby zadowoleni (a najbardziej, jak sądzę, ci zagraniczni nauczyciele).

Wnioski, które zacytowałam powyżej pochodzą z tekstu o znamiennym tutyle: “Nauczycieli jest za dużo i za mało pracują” (https://www.infor.pl/prawo/nowosci-prawne/257472,Nauczycieli-jest-za-duzo-i-za-malo-pracuja.html)

2. Po powrocie z pracy natykam się natomiast na kolejny artykuł: “Koronawirus w szkołach. Rodzice wynajmują prawników. Posypią się pozwy?” (https://wiadomosci.wp.pl/koronawirus-w-szkolach-rodzice-wynajmuja-prawnikow-posypia-sie-pozwy-6552502241176512a)

Czytam tam o rodzicach, którzy sprzeciwiają się noszeniu przez dzieci maseczek w szkołach (u nas zaleca się stosowanie tego środka wówczas, gdy nie można zapewnić dystansu społecznego, np. na przerwach).

Tu cytat: “Mam 50 telefonów dziennie w takich sprawach. Nie nadążam z pisaniem pism - mówi nam mec. Maja Gidian (...) I wyjaśnia, że dyrektorzy szkół otrzymali jedynie wytyczne, które nie stanowią źródła prawa.

No tylko, że jeśli się do nich nie zastosujemy, to inni rodzice nas zamorduję za brak ochrony dla ich dzieci, stykających się na przerwach z tymi bez maseczek. Już o władzach oświatowych nie wspomnę.

3. Ale to nie koniec na ten piękny dzień, bo wieczorem widzę w internecie omówienie kolejnych badań, dotyczących szkoły, które zresztą już zupełnie nie wiadomo, kto zlecił i kto wykonał. I tu naprawdę nie chcę nawet pisać, co czuję, gdy czytam:

Niemal trzech na czterech rodziców dzieci w wieku szkolnym chce, żeby nauczyciele mieli stale mierzoną temperaturę ciała. Prawie 40% zwolenników tego rozwiązania twierdzi, że czynność powinna odbywać się przed każdą lekcją. Z kolei przeszło siedmiu na dziesięciu chciałoby mieć dostęp do tych wyników. Prawie 60% ankietowanych uważa, że w przypadku gorączki powinno być do rodziców wysyłane automatyczne powiadomienie SMS-em lub e-mailem. Do tego blisko 70% uważa, że przekazywanie takich informacji nie byłoby zbyt dużą ingerencją w prywatność nauczycieli.

Oczywiście w parze z tym nie idą oczekiwania, że także ich dzieci powinny mieć mierzoną temperaturę przed każdą lekcją (czy chociażby przed ich rozpoczęciem), bo mogą zarażać i nas, i swoje koleżanki oraz kolegów. A przecież badanie wszystkich przed wejściem do szkoły stanowiłoby przynajmniej namiastkę jakiegokolwiek zabezpieczenia i na pewno jest pożądanym przez nas (a przynajmniej przeze mnie), lecz już nie zalecanym odgórnie, środkiem zapobiegawczym.

Co do reszty przedstawionych w tekście pomysłów, to mi się nawet nie chce ich komentować. Po prostu zastanów się Rodzicu, czy gdybyśmy po stwierdzeniu podwyższonej temperatury u twojego dziecka, automatycznie powiadamiali o tym wszystkich innych sms-em lub mailowo, to też byś uważał, że nie jest to zbyt duża ingerencja w prywatność twojej pociechy (i ogólnie twojej rodziny)?

Ale bez obaw - nam nie przychodzą takie pomysły do głowy. I to jest ta różnica między nami.

Oczywiście adresatami tych słów są tylko osoby popierające rozwiązania przedstawione w opisywanym “badaniu”. Szerzej można o nim przeczytać w artykule pt. “Rodzice mocno się wystraszyli. Chcą stałego pomiaru temperatury ciała nauczycieli” (https://krakowwpigulce.pl/2020/09/16/rodzice-mocno-sie-wystraszyli-chca-stalego-pomiaru-temperatury-ciala-nauczycieli/)

Nawiasem mówiąc, zastanawia mnie fakt, czemu rodzice wystraszyli się dopiero teraz? Przecież, gdy ostrzegaliśmy, że po powrocie do szkoł czekają nas masowe zarażenia, to narażaliśmy się na zarzuty, iż takie przestrogi dyktuje nam tylko nasza niechęć do pracy. Rodzice zaś  (z niewielkimi wyjątkami) byli nastawieni entuzjastycznie do pomysłu zakończenia nauczania zdalnego, o czym mieliśmy możliwość przeczytać pod każdym artykułem, który forsował politykę rządu w tym względzie.

No i cóż myślę po dniu obcowania z taką “literaturą” i z takimi poglądami? Przetrwać, powtarzam sobie w nieskończoność. To się właśnie nazywa motywowanie przez społeczeństwo do pracy.

Pozbawić kogoś autorytetu, wyśmiewając go i oczerniając, jest łatwo. Ale wychowywać bez niego nie sposób.

W holu liceum, do którego uczęszczałam, stało popiersie patrona. Pod nim wyryte słowa, które na zawsze pozostaną w pamięci:

 

Takie będą Rzeczypospolite jakie ich młodzieży chowanie

 

Biedna moja Ojczyzno! Jakąż Rzeczypospolitą będziesz w przyszłości? Jakiż czeka Cię w tej sytuacji los? Czy tylko mnie się wydaje, że już nikogo to nie obchodzi?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz