środa, 16 września 2020

LUNA - UTRACONY SKARB

Miałam taki pomysł, żeby tu powspominać Lunę - za pomocą fotek, całe jej dziesięcioletnie życie. Na razie to okazało się jednak za trudne, nie jestem w stanie tego jeszcze zrobić. Ale postu nie kasuje, może kiedyś...

Do tego czasu musi wystarczyć, zamieszczone w poprzednim wpisie, ostatnie zdjęcie mojego Skarba, zrobione przez Wiki na wakacjach końcem sierpnia. Luna - utracony Skarb...

I utacone motto:

"Powtarza mi tysiące razy, że jestem jego powodem do życia, przez to, jak przytula się do mojej nogi, jak łupie ogonem na najmniejszy mój uśmiech."
Gene Hill

Czy ktoś jeszcze w moim życiu będzie mnie kochał tak mocno i to bez względu na jakiekolwiek okoliczności?

EDIT: I PRZYSZŁO TO KIEDYŚ. DOKŁADNIEJ - ROK PÓŹNIEJ

A ja zamiast zdjęć Luny mam tylko zdjęcie potwora...

Czy Luna miała z nim jakąkolwiek szansę?
Potwór był nowym nabytkiem sąsiada. Oczywiście, że nie chciał nim przejechać mojej cudownej psiny. Po prostu z wysokości, na której zasiadł, nie zobaczył jej na swojej drodze. I to do tego stopnia, że o tym co zrobił, dowiedział się dopiero telefonicznie od żony, będącej świadkiem całego zdarzenia.
Oczywiście sąsiad natychmiast wrócił na miejsce wypadku. W międzyczasie Luna zdążyła jeszcze podejść do domu. Jakby chciała się z nim pożegnać.
Sąsiadka zadzwoniła też po mnie. Ale gdy wybiegłam do Luny, ona sprawiała już wrażenie nieprzytomnej. Pojawił się sąsiad, wiem, że mu było bardzo głupio, tłumaczył, iż zdawało mu się, że przejechał po krawężniku chodnika. Chciał pomóc jak tylko mógł - razem z żoną zapakowali nam Lunę do samochodu i pojechaliśmy do weterynarza. Miałam nadzieję na reanimacje, ale okazało się, że serduszko mojego psiego Przyjaciela już nie biło i nie było możliwości, by je ożywić.
Sąsiadowi było niezmiernie przykro. Nie zamierzaliśmy go obwiniać. Mamy świadomość, że wypadki się zdarzają.
Ale niebieskiego potwora miałam nadzieję już nie oglądać więcej na oczy. Tymczasem ostatnio widuję go co dzień, gdy stoi sobie zaparkowany, jak gdyby nigdy nic, u wylotu mojej uliczki. To właśnie tam zrobiłam mu wczoraj zdjęcie.
Za miesiąc minie pełny rok bez Luny. Dla mnie to wciąż nie jest jak gdyby nigdy nic. Bezpowrotnie utraciłam skarb. Strasznie to bolesne wspomnienie dla całej naszej rodziny, zwłaszcza dla Kacpra, który w dzieciństwie nazywał ukochanego pieska swją Siostrzyczką.
I jeszcze długo nie zrobię tutaj galerii Jej zdjęć...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz