„O Świętach
już niestety myślę, bo wszędzie [...] świąteczne dekoracje i nie sposób tego
nie widzieć. I oczywiście wymyśliłam, że najlepiej przed nimi gdzieś uciec z
domu. W związku z tym organizujemy świąteczny wyjazd (wylot do Katalonii) -
tygodniowy, tak między moim szpitalem a Nowym Rokiem. Wiem, że nie masz już
urlopu i chcesz spędzić Święta ze swoją rodziną, więc piszę o tym zupełnie
niezobowiązująco. Może rok 2018 będzie łaskawszy dla naszych wspólnych wyjazdów.”
Kiedy
zaczynałam początkiem roku szkolnego pisać o swoim życiu, to wyobrażałam sobie,
że będzie to miało zupełnie inną formułę. Opowieści o sobie – ważne zdarzenia,
przemyślenia, wspomnienia, chciałam przeplatać relacjami z odwiedzanych miejsc –
bliższych i dalszych, przez które prowadzi moja życiowa droga. A tymczasem zdarzył
mi się właśnie dłuższy postój. I nie będę tu relacjonować pobytu w Wiśle, gdzie
pojechałam jako opiekunka wycieczki szkolnej, bo to tam zaczęła się dla mnie obecna chorobowa gehenna. Z jej powodu ominęły mnie wyjazdy z naszą wspólnotą
religijną do Czernej i Zakrzowa, a także planowany jesienny weekend z rodziną w
Bieszczadach. Zarezerwowałam go z myślą o Ani, której marzyły się klimaty z
połoninami w tle. Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze wspólnie je przemierzymy 😊
„Na razie u
nas taka bardziej "depresyjna" pogoda” – kończę maila do Ani. „Jak
zaświeci słonko, to pewnie też wszystko będzie wyglądało bardziej
optymistycznie”.
To również dlatego chciałabym spędzić okres świąteczno –
noworoczny w Katalonii. I również dlatego chciałabym spędzić kilka dni w Maroku.
Mój mąż w tym roku wyspecjalizował się w poszukiwaniu tanich lotów
okołoweekendowych i to on jest pomysłodawcą tych wycieczek. Tak naprawdę obecnie
chodzi w nich przede wszystkim o słoneczną terapię antydepresyjną dla mnie.
W sms-ie do
Beaty odsłaniam znacznie bardziej to, co się ze mną teraz dzieje: „całkiem
mi psychika siada – wiesz, jak reaguję na słowo szpital – a tu jeszcze klinika
[...] i do tego przed Świętami”.
Potrzebuję słońca zaraz, natychmiast! To teraz dla mnie jedyne lekarstwo na niemyślenie o chorobach, szpitalach i czekającej mnie biopsji szpiku kostnego. Bilety
do Marakeszu już kupione. Jutro pakuję walizkę.

Wygląda więc na to, że
w sprawie relacji z podróży jeszcze nie wszystko stracone. Po wielu tygodniach
gorączki wreszcie Pan onkolog zadecydował, że „chory może chodzić”. No więc żadna
choroba mnie już dłużej w łóżku nie zatrzyma. Zgodził się też na odroczenie zgłoszenia się do szpitala o kilka dni. Mam poczucie, jakby mi je podarował. Na moją wyprawę po słońce.
Do zobaczenia w Marakeszu!
Ps. Moja relacja z podróży do Marakeszu znajduje się we wpisie: https://podobrejdrodze.blogspot.com/2018/03/marrakesz-przed-wyjazdem-do-marrakeszu.html
Lektura na wieczór:https://spolecznosc.fly4free.pl/blog/738/2300km-czyli-co-robic-w-maroko-przez-15-dni-w-odcinkach/ (tak tylko dla inspiracji:)
Do zobaczenia w Marakeszu!
Lektura na wieczór:https://spolecznosc.fly4free.pl/blog/738/2300km-czyli-co-robic-w-maroko-przez-15-dni-w-odcinkach/ (tak tylko dla inspiracji:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz