piątek, 8 grudnia 2017

POTRZEBA SŁOŃCA



„to dla mnie trochę trudny czas. Czuję się znacznie lepiej i jem już znacznie lepiej (za chwilę też pewnie będę wyglądać znacznie lepiej:), a wyniki badań krwi okazały się znacznie gorsze. Pewnie już nie wywinę się od szpitala. [...] za tydzień muszę się wybrać do kliniki hematologicznej” – napisałam dziś w mailu do Ani. I jeszcze: 
„O Świętach już niestety myślę, bo wszędzie [...] świąteczne dekoracje i nie sposób tego nie widzieć. I oczywiście wymyśliłam, że najlepiej przed nimi gdzieś uciec z domu. W związku z tym organizujemy świąteczny wyjazd (wylot do Katalonii) - tygodniowy, tak między moim szpitalem a Nowym Rokiem. Wiem, że nie masz już urlopu i chcesz spędzić Święta ze swoją rodziną, więc piszę o tym zupełnie niezobowiązująco. Może rok 2018 będzie łaskawszy dla naszych wspólnych wyjazdów.

Kiedy zaczynałam początkiem roku szkolnego pisać o swoim życiu, to wyobrażałam sobie, że będzie to miało zupełnie inną formułę. Opowieści o sobie – ważne zdarzenia, przemyślenia, wspomnienia, chciałam przeplatać relacjami z odwiedzanych miejsc – bliższych i dalszych, przez które prowadzi moja życiowa droga. A tymczasem zdarzył mi się właśnie dłuższy postój. I nie będę tu relacjonować pobytu w Wiśle, gdzie pojechałam jako opiekunka wycieczki szkolnej, bo to tam zaczęła się dla mnie  obecna chorobowa gehenna. Z jej powodu ominęły mnie wyjazdy z naszą wspólnotą religijną do Czernej i Zakrzowa, a także planowany jesienny weekend z rodziną w Bieszczadach. Zarezerwowałam go z myślą o Ani, której marzyły się klimaty z połoninami w tle. Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze wspólnie je przemierzymy😊
„Na razie u nas taka bardziej "depresyjna" pogoda” – kończę maila do Ani. „Jak zaświeci słonko, to pewnie też wszystko będzie wyglądało bardziej optymistycznie”. 
To również dlatego chciałabym spędzić okres świąteczno – noworoczny w Katalonii. I również dlatego chciałabym spędzić kilka dni w Maroku. Mój mąż w tym roku wyspecjalizował się w poszukiwaniu tanich lotów okołoweekendowych i to on jest pomysłodawcą tych wycieczek. Tak naprawdę obecnie chodzi w nich przede wszystkim o słoneczną terapię antydepresyjną dla mnie.

W sms-ie do Beaty odsłaniam znacznie bardziej to, co się ze mną teraz dzieje: „całkiem mi psychika siada – wiesz, jak reaguję na słowo szpital – a tu jeszcze klinika [...] i do tego przed Świętami”.
Potrzebuję słońca zaraz, natychmiast! To teraz dla mnie jedyne lekarstwo na niemyślenie o chorobach, szpitalach i czekającej mnie biopsji szpiku kostnego. Bilety do Marakeszu już kupione. Jutro pakuję walizkę.


Wygląda więc na to, że w sprawie relacji z podróży jeszcze nie wszystko stracone. Po wielu tygodniach gorączki wreszcie Pan onkolog zadecydował, że „chory może chodzić”. No więc żadna choroba mnie już dłużej w łóżku nie zatrzyma. Zgodził się też na odroczenie zgłoszenia się do szpitala o kilka dni. Mam poczucie, jakby mi je podarował.  Na moją wyprawę po słońce.

Do zobaczenia w Marakeszu!



Ps. Moja relacja z podróży do Marakeszu znajduje się we wpisie: https://podobrejdrodze.blogspot.com/2018/03/marrakesz-przed-wyjazdem-do-marrakeszu.html

Lektura na wieczór:https://spolecznosc.fly4free.pl/blog/738/2300km-czyli-co-robic-w-maroko-przez-15-dni-w-odcinkach/ (tak tylko dla inspiracji:) 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz