Jestem jak bohater filmu „Wieloryb”, który jak raz postanowił, że będzie stosował pozytywną narrację, to się tego trzyma bez względu na wszelkie znaki na ziemi i niebie. Jeśli z całego serca chcesz widzieć świat w różowych barwach, to go takim ujrzysz, pomijając okoliczności zewnętrzne, które stoją w niezgodzie z przyjętym kierunkiem patrzenia. Czy to naiwne, jak zarzuciła Wielorybowi była żona? Pewnie tak. Ale czasem wybór takiej naiwnej opcji po prostu ratuje życie. Pozwala uwolnić się od jego mroku, ściągającego człowieka w dół. A ja zbyt długo już w nim byłam i dłużej być tam nie chcę. Toteż jak mantry używam ostatnio swojego zaklęcia, by rzeczywistość wyglądała tak, jak chcę ją zobaczyć. I na razie to się udaje.
W mojej zaklętej rzeczywistości więcej teraz i siły, i radości. Wyłuskuję je każdego dnia jak kiedyś w dzieciństwie kolejne jesienne strąki z młodych ziaren fasoli i przeobrażam w pożywną strawę. Karmię się radościami, które być może obiektywnie zbyt radosne nie są, ale ja nadałam im tak pozytywne znaczenie.
Jedna z nich przytrafiła mi się w ostatni weekend. Pojechałam wtedy, no cóż, znowu do Łodzi, choć pewnie wolałabym gdzieś indziej. I to jako kierowca. Bo zdawało mi się, że tylko samochodem ogarniemy w miarę komfortowo daleką podróż po okolicach tego miasta – w dodatku z pieskiem i z wszystkimi jego bambetlami. Okazało się, że to było tylko moje wyobrażenie. I że nikt tego ani nie oczekiwał, ani nawet w ten sposób nie oceniał sytuacji. Mogłabym więc tu napisać, że zupełnie bez potrzeby zafundowałam sobie ogrom stresu, związanego z przygotowaniami do roli długodystansowego kierowcy już ponad tydzień wcześniej. I że najwyraźniej chciałam być bardziej potrzebna niż byłam. Ale skreślam niepotrzebną część zdania i trzymam się tego, że jednak potrzebna byłam. Nawet jeśli nikt tego, oprócz mnie nie zauważył
Zorganizowałam ten wyjazd najlepiej jak się dało. W Łodzi zarezerwowałam dla całej naszej rodziny hotel, bo Ania, mimo dobrych chęci, wyjeżdżała na wesele i nie mogła nas przyjąć u siebie. Szarpnęłam się finansowo. To nie była byle jaka rezerwacja, tylko wybór najlepszy z możliwych. Czemu? Bo jednocześnie chciałam spełnić marzenie pewnego chłopca, który dawno temu, gdy zobaczył hotel w Manufakturze, to wypowiedział życzenie (https://podobrejdrodze.blogspot.com/2024/03/ziemia-obiecana-zakupy-grupowe-gdybym.html).
- Kiedyś będę tam mieszkał – oznajmił młody Kacper swojej matce. Tyle, że to było wiele lat temu. Chłopiec zdążył całkowicie o życzeniu zapomnieć. I tylko w matce te słowa wciąż brzmiały i przetrwały. Pragnęła spełnić marzenie. I już, już zdawało jej się, że to się stało, gdy nagle dowiedziała się, że to nie tak. Marzenie chłopca już marzeniem mężczyzny nie było. Czas zmienił wszystko, a ona jego wpływu nie wzięła pod uwagę. No i wywaliła kupę forsy na nocleg na próżno.
Lecz tu znów przyszła pora na wstawkę z pozytywną narracją i stwierdzeniem, że wprawdzie ten pobyt w Hotelu Vienna House Andel`s Łódź nie był spełnionym marzeniem Kacpra, ale moim już był. Tak postanowiłam i tego się będę trzymać. Koniec i kropka - nie ma odwołania. Jakby nie było, to przecież jest super hotel.
*
W Manufakturze budzi się dzień. Kontynuując moją pozytywną wersję opowieści, myślę o tym, iż wygrałam los na loterii, mogąc tu być i to oglądać. Oczywiście wcześniej wysłałam do hotelu zapytnie o możliwość cieszenia się ładnym widokiem. Przyszła odpowiedź: "Informujemy, iż prośba dotycząca lokalizacji pokoju została dopisana do rezerwacji. Pokoje przydzielane są w dniu przyjazdu zgodnie z dostępnością przez recepcję, natomiast zawsze brane są pod uwagę życzenia Gości.” I choć po takim tekście do końca nie wierzyłam, że się uda, to jednak czekało nas miłe rozczarowanie. Przy śniadaniu przyznaje to nawet słabo zainteresowana widokami Zuzia.
Cudowny to hotel spełniający życzenia specjalne i marzenia. Pyszne śniadanie, przepiękne pokoje, świetna obsługa. Mogłabym się tu nawet przychylić do opinii użytkowniczki Izabela, która stwierdziła na stronie Booking.com: „Hotel nie ma sobie równych, nie znam lepszego w PL!”.
No póki co, to rzeczywiście wymiata i dystansuje inne obiekty.
Bożenko, umiesz sobie pożyć. Tak trzymać – napisała Madzia o poranku
To taka rekompensata, reszta dnia zapowiada się bardzo stresująco, przyjechaliśmy wspierać Zuzię w załatwianiu i zamknięciu jej spraw
A co do umiejętności, to mam taką, że umiem w tych hotelach wyszukiwać najlepszą cenę Ever! Teraz też tak jest.
Toteż nie robię sobie większych nadziei, że taki pobyt się kiedyś powtórzy. Carpe diem...
Poranny rozruch: ja, woda i ta niesamowita Manufaktura za oknami w promieniach wrześniowego słońca - kontynuuję w takim duchu już po śniadaniu z panoramicznego basenu na dachu.
To już nie tylko pozytywna narracja, lecz głębokie poczucie wdzięczności, za to, co tu i teraz. Wchodzę do rozświetlonej blaskiem promieni wody, a gdy płynę na drugą stronę basenu, to rozchodzące się fale, odbijają się na jego szklanym dnie wszystkimi kolorami tęczy. Nie mogę oczu od tego oderwać. Zachwyt porywa mnie w objęcia tak mocno, że aż oczy zachodzą mgłą. Dziękuję Ci Boże – już myślałam, że nic tak pięknego nie czeka mnie w dalszym życiu.
A tęczowy blask zerka na mnie z Bożym uśmiechem. I w głębi serca słyszę, że to jeszcze nie koniec.
- Póki żyjesz, podążaj za mną – tam gdzie piękno, blask i tęcza kolorów. One będą Cię prowadzić dalej. Póki żyjesz…
Z takim przesłaniem opuszczam Hotel Vienna House Andel`s Łódź. Zabieram Wafelka na spacer, podczas gdy Młodzi robią obchód po Manufakturze. Krążymy po Parku Staromiejskim, w którym widać całkiem wyraźnie, że jesień króluje już na dobre. Z sentymentem zerkam na Pałac Poznańskiego, który zwiedzałam poprzedniego dnia, czekając na zameldowanie w hotelu.
Wspaniała historia rodów fabrykanckich Łodzi - jak napisała Madzia.
I echo „Ziemi Obiecanej”, z którą przyjechałam tutaj ostatnio (https://podobrejdrodze.blogspot.com/2024/03/poprawy-jeszcze-jestem-podekscytowana.html).
Bardzo ta historia Łodzi mnie frapuje – dzielę się z Madzią swoją fascynacją.
To już ostatnie moje chwile w tym mieście. Czuję, jak wzrasta napięcie. To wstęp do solidnego stresu, związanego z dalszą drogą, z załatwianiem odłożonych spraw, ze spotkaniami, które długo na to czekały. Ale to już zupełnie inna historia. I to ktoś inny ma więcej praw do jej opowiadania...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz