„Anioły
są wśród nas
spotykasz je co dzień.
Znajomą mają
twarz
mijają mnie, mijają cię.”
Po raz pierwszy mam okazję w tym roku uczestniczyć w szkole katolickiej w Dniu Anioła. W poprzednich latach, gdy pracowałam tam kolejno dwa, a potem trzy dni w tygodniu, to zwyczajnie rozmijałam się z tym świętem. A szkoda, bo to naprawdę cudny dzień, w którym szkoła zapełnia się właśnie anielskimi istotami. Miło jest obserwować wczesnym rankiem, jak schodzą się na lekcje, a potem rozchodzą po klasach. Kto nie ma wówczas na podorędziu profesjonalnych skrzydeł i aureoli nad głowę;), ten zakłada biały strój.
Tego dnia dzwonki w szkole wybrzmiewają zacytowanym powyżej tekstem piosenki Beaty Bednarz. Ela rozdaje zakładki z cytatami o aniołach. Wybieram taką z aniołem w granacie – pasuje do mnie kolorem – nie znając zwyczajów tego święta, niestety nie ubrałam się najlepiej i nie pasuję do białego anturażu.
W wolnych od lekcji chwilach przewidziane są sesje zdjęciowe. Robię sobie fotki z klasą piątą – profesjonalnie, w ramkach ozdobionych białymi piórami.
Ładny z Ciebie Bożenko Anioł, nawet włosy masz Anielskie - stara przyjaciółka pokrzepiająco komentuje przesłane jej zdjęcie. Na Iwonkę można liczyć zawsze.
Ale kiedy idę na zastępstwo do trzeciej klasy, to również Franek, stara się poprawić mi humor zwarzony nieodpowiednio granatowym strojem:
- Przecież ma pani coś białego Białe włosy!
No i jak tu nie kochać pracy z dziećmi:). I nie cieszyć się codziennym kontaktem z takimi aniołami? Jak dobrze jest w takiej zwykłej codzienności usłyszeć czasem tuż obok szum skrzydeł i zobaczyć spadające z nieba białe piórko...
„Anioły
są wśród nas
spotykasz je co dzień.
Znajoma maja
twarz
rozejrzyj się rozpoznasz je”
Beata
Bednarz „Anioły są wśród
nas”
*
W katolickiej szkole rozpoczęłam trzeci rok pracy, tym razem na cztery dni w tygodniu. Ale po dwuletnich doświadczeniach z tak zwanego „doskoku”, to dla mnie wciąż szkoła nowa, gdzie cały czas jeszcze coś mnie zaskakuje. Ale jak zatem nazwać tę, w której dopiero rozpoczynam pracę? Przecież ona jest jeszcze nowsza od katolickiej. Teraz po prostu w moim życiu nie ma już szkoły starej:).
Mieć szkołę nową i nowszą to coś naprawdę ożywczego – piszę do koleżanki pedagożki ze szkoły hmm… macierzystej(?) - no w każdym razie tej, gdzie pracowałam przeszło trzydzieści lat. Ale gdy odwiedzam ją początkiem roku szkolnego, by odebrać dokument potrzebny w nowym miejscu zatrudnienia, to ze zdziwieniem odkrywam, że już nic mnie z tą długoletnią pracą nie wiąże. Jeszcze w zeszłym roku czułam tęsknotę, było mi też czasem przykro z powodu utraty, jaka spotkała mnie z chwilą przejścia na emeryturę. A teraz już nic we mnie z tych uczuć nie ma - wypaliły się. Brak więzi łączy się tylko z obojętnością.
Nie cieszę się z tego powodu. Ale też nad tym nie boleję. Ot, zauważam zmianę i ją odnotowuję. Całe moje obecne życie koncentruje się już na szkołach nowej i nowszej. Na ożywczych nutach, które z nich płyną. I gdzie, sama nie wiedząc kiedy, zastosowałam cały posiadany obecnie zasób pozytywnego myślenia.
*
- Czy pani występowała kiedyś w kreskówkach?
- Może podkładała głos do bajek?
Uczniowie klasy szóstej w nowszej szkole zaskakują mnie swymi pytaniami na pierwszej wspólnej lekcji.
- Bo my znamy pani głos. On jest taki miły…
No i już mnie kupili. Ale czy jest ktoś, kto by się takiemu powitaniu oparł?
Placówka wcale nie musi być katolicka, by spotkać w niej anielskie dzieci. W mojej nowszej szkole również są prawdziwe anioły. Po doświadczeniach ostatnich lat już zaczynałam wątpić, że taka sytuacja jest możliwa w szkole masowej. Oczywiście mowa tu o statystyce i uogólnieniach prawem większości, a nie o konkretnych przypadkach. Jakby nie było, swoich ulubieńców w poprzednich szkołach masowych też miałam. I to nawet całkiem sporo.
Chodzi jednak o to, że w nowszej szkole, jak mi się zdaje, aniołów jest jakieś 100 procent. Właśnie tak, na razie cała społeczność uczniowska to moi ulubieńcy. Masowa szkoła, gdzie uczniowie mówią „dzień dobry” nauczycielom, którzy ich nie uczą, czyli podobnym do mnie - takie miejsce w tym roku wyhaczyłam.
A do tego jacy rodzice! Drugiego września w swojej opiekuńczości chcę przepuścić przez drzwi przed sobą małego chłopca, który zmierza do pierwszej klasy. W tym właśnie momencie włącza się w akcję ojciec pierwszaka. Robi mu szlaban ze swojej ręki. Zatrzymuje. I właśnie go nauczył, że kulturalnie jest zrobić przejście najpierw dla kobiety, starszej osoby, nauczyciela...
Jejku, skąd się tacy ludzie jeszcze biorą? Myślałam, że już wszyscy wyginęli. I to jest niestety efekt doświadczeń w szkołach masowych na wielkich osiedlach miejskich, gdzie poprzednio pracowałam. Mam wrażenie, że tam uczniowie wprost by po mnie w takiej sytuacji przeszli i to razem ze swoimi rodzicami. Bo to, że skoro nie prowadzę lekcji na oceny, to jestem nieważnym i niezauważanym nauczycielem, stało się jakąś normą. Więc o „dzień dobry” oczywiście nie było nawet co marzyć.
A tu proszę – w nowszej szkole mam uczniów dobrze wychowanych, kulturalnych i wyposażonych w wartości, które od wieków przekazuje się młodemu pokoleniu w rodzinnym domu. Takie dzieciaki to nadzieja na przetrwanie i zachowanie naszego kulturowego dziedzictwa. Napawają mnie dumą i optymizmem.
*
W moim byłym gabinecie w poprzedniej szkole masowej podczas wakacji, gdy jeszcze tam oficjalnie miałam zatrudnienie, odbyło się malowanie. Róż majtkowy na ścianach definitywnie zmienił się w spokojny popiel. Madzia przysłała fotki – wygląda to teraz naprawdę ładnie, wręcz elegancko i sprzyja relaksowi. Spodziewałam się, że zobaczę tę zmianę na własne oczy, odwiedzając byłą już współpracowniczkę w miejscu starej pracy, ale tak się nie stało. Madzia przebywa w tym roku na dłuższym zwolnieniu lekarskim i przygotowuje się do skorzystania z urlopu zdrowotnego. Nasz były gabinet stoi więc pustką…
W ostatnim dniu wakacji, gdy kończy mi się umowa o pracę w tym miejscu, piszę… podziękowania. To kolejna szkoła, z którą znowu nie udało mi się oficjalnie pożegnać końcem roku szkolnego. Wówczas nikt o mnie nie pomyślał, a później pani dyrektor zaproponowała pożegnalne spotkanie w drugiej połowie sierpnia. Czy to ze mną jest coś nie tak, że znowu dostaję propozycję, by przyjść w czasie wakacji w takim celu? A przecież mój letni urlop ma służyć wypoczynkowi i zapomnieniu o pracy. Toteż nie przystaję na proponowany termin. Zwłaszcza, że przypadł on na taki dzień wakacji, w którym przyjechała do mnie Ania.
Ale ponieważ po roku pracy nie chciałam też odejść bez słowa, to postanowiłam coś do swoich współpracowników napisać. I przesłałam ten tekst z osobistej poczty mejlowej, bo jak się okazało, od zawodowej zostałam już wówczas odłączona:
Szanowni Państwo,
w ostatni dzień mojego oficjalnego zatrudnienia w Szkole Podstawowej nr 8 chciałam się z Wami serdecznie i gorąco pożegnać.
Mimo że pracując na zastępstwie za innego psychologa, spodziewałam się, że chwila pożegnania w końcu nadejdzie, to nie myślałam, że będzie ono dla mnie tak dużym i niełatwym przeżyciem. Wszystko to dlatego, że w Państwa szkole znalazłam grono ludzi o ciepłym sercu i dużej wrażliwości, z którymi ciężko się rozstać.
Trafiłam do Waszej placówki w bardzo trudnym dla siebie momencie i zostałam przyjęta do pracy zaledwie kilka dni przed nagłą i niespodziewaną śmiercią męża. Nie miałam pewności, czy w ogóle w takiej sytuacji będę w stanie pozbierać siły i pracować w zupełnie nowym środowisku. To Państwa zrozumienie i wyrozumiałość sprawiły, że Wasza szkoła stała się dla mnie przyjaznym miejscem, gdzie doświadczyłam troski i wsparcia. Chciałam więc Wszystkim podziękować za całe dobro, które wydarzyło się w ciągu minionego roku, a nawet za to, co było trudne, bo to też mnie wiele nauczyło.
Szczególne podziękowania kieruję do Dyrekcji Szkoły oraz do osób, z którymi ściśle współpracowałam w ramach Zespołu Wychowawczego – do Pedagożek i przede wszystkim drugiej Psycholożki – Madziu, byłaś najlepszym Aniołem Stróżem, jakiego można mieć. Jestem także ogromnie wdzięczna tym z Państwa, z którymi połączyły mnie bliskie i nieformalne więzi – jestem pewna, że zmiana pracy im nie zaszkodzi:). Jeśli ktoś jeszcze miałby ochotę skontaktować się ze mną, to zapraszam na priv na stronie Akademia Rodzica, którą prowadzę na facebooku.
Życzę udanego nowego roku szkolnego i wszystkiego, co najlepsze w życiu. Na pewno miło mi będzie, jeśli kiedykolwiek jeszcze los skrzyżuje nasze ścieżki.
Z pozdrowieniami i wyrazami szacunku,
Wasza (już była) koleżanka z pracy
Gdy odbierałam w zeszłym tygodniu list polecony z tej szkoły, to myślałam, że będzie w nim choć jakiś ślad reakcji na mój tekst. Myliłam się. List zawierał świadectwo pracy i ani jednego dołączonego słowa ponad to.
Tym sposobem zakończyłam następną pracę pożegnaniem bez pożegnania. Trochę szkoda. Tak sobie myślę, że jeśli samo środowisko nauczycielskie nie będzie dbało o swoich członków, to na pewno nikt spoza niego o nas nie zadba. Dobrze chociaż, że pokłosiem odczytania mojego listu na posiedzeniu Rady Pedagogicznej był telefon od Beatki. Powiedziała, że miło jej było słuchać moich słów. Cieszę się bardzo, to dla takich ludzi jak ona warto było…
*
I to już prawie wszystkie moje ważne szkoły na przestrzeni całego życia zawodowego. Jest jeszcze taka, której już nie ma – pierwsza placówka, gdzie się zatrudniłam jako pedagog szkolny już dawno została zlikwidowana. Wówczas zdawało mi się, że zmiana instytucji oświatowych to droga do zdobycia wszechstronnego doświadczenia i pełni rozwoju zawodowego. Teraz wiem, że to również zburzenie poczucia bezpieczeństwa i trudne okresy adaptacji.
Myślę, że na ten moment w moim życiu wystarczy mi i pozytywów, i negatywów, związanych z zawodowymi zmianami. Od tego roku szkolnego ponownie pracuję w swoich placówkach w ramach umowy na czas nieokreślony. A to znów oznacza stabilizację zawodową i poczucie spokoju. I niech tak już zostanie. Aż do momentu, gdy ostatecznie pożegnam się z zawodem, pracą i wszystkimi moimi szkołami...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz