No i astronomicznie rzecz biorąc, przyszła jesień… "A mnie jest szkoda lata i letnich złotych wspomnień" - napisałam rankiem rodzince, przywołując z pamięci piosenkę Andrzeja Boguckiego.
https://www.youtube.com/watch?v=h8b1aHYDq-U&ab_channel=mian2008ami
Choć może te najzłocistsze to jeszcze przed nami…
oby ta jesień była istotnie złocista - odpisała Ania.
Wygląda na to, że życzenie ma szansę się spełnić. Po fali wielkiego ochłodzenia i nawału deszczy, które przyniosły powodzie i straty wielu ludziom, znów mamy piękną pogodę. Rankiem, gdy wszyscy jeszcze w domu śpią, mam okazję obserwować rudą wiewiórkę, która podbiera sąsiadom orzechy prosto z drzewa, robiąc zapasy na zimę. Świat skąpany jest w świetle słońca, które nie wypala mózgu, tylko koi zmysły, eksponując najcieplejsze wersje kolorów. Lubię ten czas, szczególnie że mam takie cudowne miejsce do obserwacji tych wszystkich zapierających dech w piersiach zmian w przyrodzie.
Ale letnie wspomnienia są wciąż jeszcze bardzo żywe. Zwłaszcza, gdy codziennie widuję się z Elą, z którą spędziłam tak miły czas w Międzyzdrojach. Często wracam myślami do morza, plaży i … wycieczek po okolicach miasta.
A było ich trochę. I na podsumowanie lata warto je tutaj wyliczyć. Co więc możemy polecić wszystkie trzy (ja, Ela i Stasia) w okolicach Międzyzdrojów?
I. Woliński Park Narodowy;
Cudne widoki, urzekające mnie w młodości na fotkach w mojej pierwszej książce do geografii. Podmywany przez morze najwyższy w Polsce klif, pod którym nie można spacerować w sztormową pogodę. Czepiające się go spazmatycznie drzewa na skraju urwiska, przechodzące w coraz spokojniejszy las na szczycie piaskowej góry.
Pierwszym niedzielnym popołudniem wczasów zmierzamy jej grzbietem na punkt widokowy na Kawczej Górze. Można na nią podejść również schodami z plaży i z tego, co obserwujemy, to nawet nie trzeba wówczas płacić za wstęp do Wolińskiego Parku Narodowego. Tyle, że to chyba opcja bardziej męcząca niż nasza i na pewno też bardziej zatłoczona.
Kawcza Góra wznosi się na wysokość 61 m., a punkt widokowy mieści się około czterech metrów poniżej. Nazwa być może pochodzi od kawki, ale chyba takiej do picia, gdyż przed wojną na szczycie wzniesienia mieściła się popularna wśród letników kawiarnia. Wówczas mieli oni do dyspozycji dwa tarasy widokowe, gdzie mogli posiedzieć z filiżanką małej czarnej w dłoni. Oczywiście wojna zakończyła definitywnie ten interes.
Z punktu widokowego można przejść do zagrody żubrów, ale gdy wreszcie odnalazłyśmy prowadzący do niej szlak, co nie było wcale takie oczywiste, to okazało się, że wychodzi on z lasu prosto na asfalt. I tu Ela zaprotestowała, że spacerowanie drogą asfaltową to nic miłego. Co racja, to racja, zawróciłyśmy bez żalu, bo w końcu obserwacja zwierząt w zagrodzie pokazowej, to i tak nie to samo, co bezpośrednio w naturze. Ale może bez protestu Eli byśmy tam tego dnia dotarły – ot, siłą rozpędu i miałabym swoje własne, a nie tylko internetowe uwagi na temat nieprzebytego szlaku. Z internetu zaś wiem, że w zagrodzie oprócz żubrów mieszkają jeszcze inne, nieliczne zwierzęta, które same z różnych względów nie poradziłyby sobie na wolności. Dokładne informacje można znaleźć pod linkiem: https://wopn.gov.pl/zagroda-pokazowa-zubrow-1#%C5%Bbubry.
W Wolińskim Parku Narodowym miałam okazję pobyć także bez towarzyszących mi na wakacjach dziewcząt. Było to związane z kolejną rocznicą urodzin Bartka, kiedy to potrzebowałam i samotności, i zmęczenia, powodującego przekierowanie mojej uwagi z tego, co w głowie, na to, co w innych częściach ciała, głównie w nogach. Przeszłam wówczas ponad 18 kilometrów plażą z Międzyzdrojów do zejścia na wydmę z kierunkowskazem na Grodno i oczywiście z powrotem. Było warto i polecam tę trasę każdemu, kto w kontakcie z morzem poszukuje wyciszenia, uspokojenia i nadziei na odzyskanie zdrowych zmysłów.
II. Wyspa Wolin;
Madziu umarłam ze śmiechu. Ty mi tu [jako inspirację] przesyłasz fotki Kawasaki [jakiś najnowszy model motocykla] i jachtu pod pełnymi żaglami, a ja w ramach emeryckiej fantazji pojechałam na wycieczkę tuktukiem. Ahoj przygodo :) - napisałam kolejnej niedzieli do drugiej psycholożki
Drogie Panie! Widzę, że nie ustajecie w trudzie wakacyjnego wypoczynku – Madzia jak zwykle nie dość, że odpowiada z wielkim taktem, kulturą i dyplomacją, to jeszcze z poczuciem humoru:), gdy przesyłam jej relację z tuktukowej wycieczki:). O dziwo, okazało się, że był to miło spędzony czas i że tego dnia odwiedziłyśmy kilka bardzo interesujących miejsc.
Tak naprawdę pojechałyśmy na wycieczkę kolejką o nazwie Holiday Express No1. Jej oferta obejmuje przejazd po mieście lub trzygodzinny objazd Wyspy Wolin. Wybrałyśmy tę drugą opcję i to ze względu na mnie – Ela ze Stasią zaliczyły tę atrakcję już rok wcześniej. To było bardzo miłe z ich strony, że mimo wszystko zdecydowały się mi towarzyszyć. Co prawda na pierwszym przystanku kolejki nie wysiadły wcale, lecz się nie dziwię, że nie były zainteresowane powtórnym zwiedzaniem obiektu militarnego. Ja też mam zawsze mieszane odczucia w takich miejscach.
Ale do rzeczy, czyli do pierwszego punktu w programie wycieczki:
1. „Muzeum
broni V3 w bunkrze
Zadaniem
ekspozycji muzealnej zlokalizowanej na byłym ,tajnym
poligonie w Międzyzdrojach - Zalesiu, jest przedstawienie techniki
wojskowej, która miała zmienić tok wojny. Ekspozycja jest (…)
umiejscowiona w bunkrze, gdzie były składowane pociski V-3” –
jak możemy przeczytać w reklamie obiektu
(https://www.miedzyzdroje.com/bunkier-v3-poligon-tajnej-broni-326c9d16).
O dziwo, z bunkra wyszłam zachwycona – dawno nie spotkałam przewodnika, który by oprowadzał wycieczki z takim zaangażowaniem, że nawet czasy wojny zaczęły mi się wydawać mega ciekawe. Słuchałam wszystkiego z zapartym tchem.
Tylko logistycznie nie było to do końca dobrze zorganizowane – podzielono nas na grupy z językiem polskim oraz niemieckim i zwiedzanie jednopomieszczeniowego bunkra w dwóch turach zajęło mnóstwo czasu, którego brakło na następny punkt programu.
2. Jezioro Turkusowe w Wapnicy
„jest bardzo małe (1,6 ha), ale za to dość głębokie. Znane jest jednak z turkusowo zielonej barwy wody. Co prawda woda jest taka sama jak w innych jeziorach, lecz na skutek białego kredowego dna i rozszczepienia światła wydaje się, iż jest zielona” – to informacje ze strony https://www.miedzyzdroje.net.pl/atrakcje/jezioro-turkusowe.
- Zeszłym razem mogliśmy wokół niego spacerować – stwierdza zawiedziona organizacją wycieczki Stasia. Rzeczywiście miejsce jest tak malownicze, że ogromnie szkoda, iż wyszliśmy z kolejki tylko po to, by zrobić sobie zdjęcia.
3. Zwiedzanie obiektów w Lubinie:
- dziewiętnastowieczny Kościół Matki Bożej Jasnogórskiej i Grodzisko z X – XII wieku;
„Odkryj tajemniczą historię znajdującego się tu przed wiekami grodu obronnego i pierwszego kościoła na Pomorzu” – można przeczytać pod adresem http://www.grodziskolubin.pl/#. Tak naprawdę chyba tylko ona jest tu interesująca, no i samo położenie grodziska - wielka gratka dla miłośników wyjątkowo pięknych widoków.
„Zobacz zapierającą dech w piersiach panoramę 44 wysp Zlewu Szczecińskiego oraz dziko żyjące ptaki, m.in. bielika” – czytam dalej. I choć to reklamowe hasło nijak się ma do rzeczywistości, to, i tak przyznać trzeba, że tarasy widokowe w Lubinie absolutnie nie są przereklamowane. Wprawdzie nikt nie zobaczy tam panoramy 44 wysp, a i bielika pewnie ciężko by było tu wypatrzeć, niemniej i tak warto przyjechać w to miejsce. Choćby dla tego jednego punktu programu wycieczki rekomenduję, żeby wziąć w niej udział.
Co zatem widziałyśmy z tarasów? Rozlewiska delty wstecznej rzeki Świny, które sięgały aż po przymglony horyzont. Nie miałam wcześniej pojęcia ani o ich ogromie, ani o uroku. Z pewnością było to największe zaskoczenie w ciągu całych nadmorskich wczasów. Jeśli zaś chodzi o ptaki, to z tarasów można zaobserwować całe stada kormoranów, ale trzeba by dysponować dobrym teleobiektywem lub lornetką, by im się lepiej przyjrzeć.
Czasu nie ma na to jednak zbyt wiele – tak naprawdę po relaksie w znajdującym się na terenie Grodziska Caffe Barze uczestnicy naszej wycieczki zaczęli już powoli zbierać się do powrotu. Mogłabym jeszcze z przyjemnością zostać dłużej na tarasie widokowym, ale wówczas chyba naprawdę musiałabym gonić kolejkę Holiday Express No1 aż do Międzyzdrojów. I tak już dobiegałam do parkingu, by w ostatniej chwili jeszcze do niej wskoczyć. I to wszystko tylko po to, by dojechać z powrotem 20 minut przed planowanym czasem zakończenia wycieczki, eh… Coś mi się zdaje, że nad jej logistyką organizatorzy muszą jeszcze popracować…
Oczywiście wszystkie te zabytki są dostępne również bez wyprawy kolejką, ale dla nas to była fajna opcja turystyki bezsamochodowej. Co nie zmienia faktu, że tego typu wycieczka wpisuje się w kanon emeryckich rozrywek i nawet w internecie figuruje w katalogu „sezonowych atrakcji dla seniorów” (https://miedzyzdroje-strony3.alfatv.pl/katalog/sezonowe-atrakcje-dla-seniorow-2).
Inną propozycją, która się tam znajduje jest rejs statkiem Adler-Schiffe. No i też się na niego załapałyśmy:). Normalnie nie przepadam za wycieczkami po morzu, nie lubię huśtania i rzucania żołądkiem na wszystkie strony. Gdy patrzę na kołyszący się na falach Bałtyku, stylizowany na łódź Wikingów stateczek wycieczkowy Viking, to właściwie od razu mam objawy choroby morskiej. Ale Adler-Schiffe jest dużo większy i stabilniejszy. Można nim popływać po morzu, ale można też udać się na całodzienną wycieczkę do kurortów po niemieckiej stronie. Brzmi dobrze? No to ruszajmy w rejs… Ahoj przygodo! Ale relację z pobytu w Niemczech przedstawię już w kolejnym wpisie...
To ta relacja:
https://podobrejdrodze.blogspot.com/2024/09/prawie-na-ukonczeniu.html
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz