Poprzedni wpis z podróży: https://podobrejdrodze.blogspot.com/2024/05/44.html
Właściwie to mogłabym w tym miejscu zakończyć relację z wyjazdu do Turcji. To nasza ostatnia noc w podróży, która nie ma w sobie nic z atrakcji. Spędzona w trasie, bo w Tokaju byliśmy zbyt późno, by szukać tam noclegu. Co prawda przed podróżą miałam swój typ, ale w środku nocy i tak nie zdecydowałabym się na budzenie jego gospodarza. Obiekt o nazwie Sós Borház Panzió upatrzyłam sobie już dawno temu podczas wcześniejszych podróży.
Kiedyś i ja w Mád będę się w nie wpatrywać do woli. Ale chyba raczej nie szybko, wnioskując po zablokowanej ostatnio na dobre stronie internetowej Sós Borház Panzió. Mam nadzieję, że to tylko z powodu koniecznej w obiekcie modernizacji. Wystrój sprzed lat już by obecnie nie miał szans w turystycznej rzeczywistości. Nawet tak entuzjastyczne teksty jak mój by nie pomogły.
Wiem, że tym razem nie pora na to, ale i tak żal mi opuszczać te strony bez jakiegokolwiek zwiedzania.
Tak, do domu najchętniej bym wróciła już z opracowanym planem... następnej podroży. Nawet nie chodzi o to, by znów gdzieś szybko wyjechać – samo planowanie daje mi poczucie bezpieczeństwa – nadzieję, że nie utknę w jednym miejscu i nie przestanę zbierać tego, co świat ma do ofiarowania. Wizja odpoczynku w domowych pieleszach oczywiście cieszy, ale musi być ona powiązana z poczuciem, że to nie przymus spowodowany brakiem możliwości. Co rusz odżywa we mnie zew potrzeb odziedziczonych zapewne po jakichś nomadycznych przodkach.
Ponieważ zaś nie wiem, kiedy następna podróż nam się przydarzy, to jestem trochę w nostalgicznym nastroju. Ożywiam się dopiero wtedy, gdy dojeżdżamy do szczególnie bliskiego mi miejsca.
Wszystko dobre, co się dobrze kończy. Rezygnacja z noclegu w Tokaju sprawiła, że wzięliśmy bezpośredni kurs na Polskę i przed świtem dotarliśmy do Beskidu Niskiego. Powitał nas deszczem, którego nie widzieliśmy od 40 dni.
To rzeczywiście była wielka zmiana w naszej podróży...
Ale gdy dotarliśmy do Hańczowej, to już go nie było. Postanowiliśmy więc rozłożyć nasze nieużywane od 40 dni kocyki, maty, śpiworki na trawie, trochę się przespać i doczekać ranka, gdy zbudzi się pani, od której chcemy kupić sery
I niby to tylko pretekst do zatrzymania się w tych stronach. Ale prawdą jest, że podwędzany bunc pani Ani jest wart nawet długiego oczekiwania. Po prostu nie ma sobie równych, co potwierdza przyznana gospodyni nagroda. Nie chcemy stąd odjeżdżać bez zrobienia stosownego zapasu. Kto wie, kiedy znów znajdziemy się w tych stronach? Póki co, mamy czas (o co było do tej pory raczej trudno na naszych tureckich wakacjach:). I niezwykłe miejsce na przerwę w podróży.
Za tymi drzewami jest piękna cerkiew
Ach, ileż mamy ciepłych wspomnień z nią związanych. Za naszą łemkowską przyjaciółką przyjeżdżaliśmy tu już od lat studenckich. Kto by pomyślał, że do tego wspomnieniowego zbioru dojdzie jeszcze nocleg na łonie natury;).
Oto nasze dzikie obozowisko za cerkwią w Hańczowej
Oczywiście, myślałam, że to tylko chwilowa prowizorka:).
Było już jasno, zdawało nam się, że rozkładamy się tylko na chwilę, ale Andrzej zmęczony, zasnął i śpi jeszcze
dobrze, niech wypocznie
Ja jakoś zasnąć nie mogę, więc biegam po okolicy i fotografuję już nasze rodzime krajobrazy. Tak się cieszę, że ten wyjazd jeszcze niespodziewanie zahaczył o Beskid Niski. W (tych) górach jest wszystko, co kocham.
Całkiem niedawno oglądałam filmik na You Tube z nadleśniczym tego rejonu w roli głównej. Podobały mi się jego słowa: „Mówi się, że największą atrakcją Beskidu Niskiego jest brak atrakcji. Faktycznie tak jest, bo ta dzikość sama w sobie jest ogromną atrakcją”
(https://gazetakrakowska.pl/tu-warto-wybrac-sie-na-wiosenny-spacer-galeria-rzezb-stanela-przy-sciezce-edukacyjnej-z-wysowej-do-blechnarki-drzewa-dostaly/ar/c1-1840860).
Czy więc jest w tym coś dziwnego, że takie miejsce też musiało się znaleźć w mojej relacji? Najbliższych zapoznaję z nią na bieżąco:
Mamy tu rzeczkę za samochodem
Nad którą jest miejsce piknikowe
Ale nawet najlepszy piknik musi się kiedyś skończyć...
U nas wstało słonko i Andrzej też
Sery kupione, pierogi z miętą wszamane, fotki zrobione - następny przystanek dom
Bo chyba już niestety nie mamy siły się dalej wczasować:). Odwiedziliśmy trochę ulubionych miejsc w okolicy, nacieszyliśmy oczy znajomymi krajobrazami - nie ma sensu odciągać dłużej tego, co nas czeka. Z Hańczowej mamy jeszcze około 200 kilometrów do domu.
A teraz jadąc, widzimy Tatry, nawet one wkręciły się w naszą podróż
Tylko że na fotce chyba nic z tego nie widać
Mam wrażenie, że w tej podróży chce się znaleźć absolutnie wszystko, co jest mi bliskie. Że to się do niej przedziera z każdej możliwej strony. Jakby cały świat chciał przydać piękna naszym późniejszym wspomnieniom.
A na zakończenie znajdzie się w nich dom… Wróciliśmy… Ale to jeszcze nie koniec tego, co dobre...
Wciąż mamy wakacje
I pamięć zapełnioną po brzegi obrazami, dźwiękami, zapachami, smakami… I głowę pełną wątków, które są koniecznie do przemyślenia. I przemożną chęć podzielenia się tym wszystkim ze światem, choćby w taki sposób, na blogu.
Może nasza historia uświadomi komuś, że warto zapomnieć o swoich ograniczeniach i je przekraczać. Nie poddawać się trudnościom i żyć na swoich zasadach. Warto też dopuścić do siebie myśl, że czasem opłaca się zrobić to, co może nie najrozsądniejsze, nie najwygodniejsze, czy nawet nie najtańsze, by spełniać marzenia…
Koleżanka psycholożka z nowej szkoły opowiadała mi kiedyś, że ktoś skrytykował ją za wydanie na podróże takiej kasy, za którą mogłaby kupić na przykład Thermomixa. No cóż, my wydaliśmy tyle, że pewnie mielibyśmy teraz i dwa takie urządzenia. Po jednym na głowę:). I na dodatek były to pożyczone pieniądze. Cóż mam powiedzieć na temat naszej decyzji? Po prostu warto było…
Czy chciałabym mieć Thermomixa? Oczywiście. Upiekłabym świeży chleb, zrobiłabym pyszne ciasto drożdżowe i sernik. Tylko, ile bym tego wszystkiego zjadła sama? I czy te smakołyki, którymi nie mogę się już podzielić z mężem, naprawdę by mnie teraz uszczęśliwiły? Czy pocieszałyby mnie tak, jak wspomnienia naszych pięknie przeżytych chwil? Czy wspierały, jak powroty myślami do wspólnej przeszłości, pełnej pokonanych przeszkód?
Gdy byliśmy w Turcji, nic nie zapowiadało rychłej śmierci męża. Od samej niepełnosprawności, nawet takiej w stopniu znacznym, się przecież nie umiera. A choroby męża? Cóż, też nie z ich powodu umarł. Przyczyną śmierci było zakażenie sepsą w czasie pobytu w szpitalu, który miał być panaceum na mężowe choroby... Ale ileż razy pisałam już na blogu o tym, jaka nieprzewidywalność towarzyszy nam na każdym kroku życia…
Po co mi więc ten Thermomix, skoro na tym życiowym zakręcie i tak ani mi się nie chce teraz gotować dla siebie samej, ani też samotnie jeść? Stałam się również nietowarzyska – przestałam zapraszać kogokolwiek, by go ugościć przy stole. A zresztą dodatkowo, po cieście drożdżowym zazwyczaj mam zgagę…
Co innego zdjęcia, czy notatki z podróży, której doświadczyliśmy. Sięgnęłam już do nich niezliczoną ilość razy i na pewno jeszcze nieraz to powtórzę. To dla mnie najlepsza odskocznia od rzeczywistości, która stała się od wielu miesięcy nie tyle nawet szara, co wręcz po prostu czarna. Lecz pamięć o tym, co było, ma moc rozjaśniania mroku...
I tego nie da się w żaden sposób materialny wycenić. A zaciągniętą pożyczkę mam szansę zwrócić w przeciągu najbliższego roku. Potem, jak będę chciała, to zaciągnę nową. I na przykład zakupię Thermomix… Bo żadnej podróży z mężem więcej już nie będzie...
Nie chcę więc uronić nawet okruszka z naszych wspomnień. Nie chcę, by mi je kiedyś zabrał czas lub na przykład demencja starcza... Ocalenie od zapomnienia ma tu więc nieco innego adresata niż u Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego.
A jednocześnie zależy mi na tym, by podzielić się tym, co dzięki tej podróży od świata dostałam. Niesamowitym ogromem dobra i piękna. Mam głębokie przekonanie, że to dar nie tylko dla nas z mężem, ale i dla wszystkich, którzy wyruszą z nami w tę wspominkową podróż.
Wszystko, co przeżyłam, jest i w dalszym ciągu żyje we mnie. Wraz z tym tekstem posyłam to w świat. Niech się rozsieje. I zaowocuje...
P.s. Sós Borház Panzió (sprzed lat) można obejrzeć tutaj:
https://sos-borhaz-panzio-guest-house-mad.booked.com.pl/?from=2024-07-12&to=2024-07-13












































































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz