Poprzedni wpis z podróży: https://podobrejdrodze.blogspot.com/2024/03/tam-gdzie-rzeka-spotyka-sie-z-niebem.html
Na potrzeby noclegu tranzytowego i paru godzin snu staramy się wybierać tanie (ale przyzwoite:) miejsca, które nie podniosą znacząco kosztów naszej podróży. Niedawno odzyskany Booking.com sygnalizuje nam, że na naszej trasie obiektem tego typu jest Vila Sara. Gdy sortujemy oferty od najniższej ceny, to ta propozycja pojawia nam się jako pierwsza. No nie ma się nad czym zastanawiać…
Wprawdzie w adresie Vili Sara wpisana jest miejscowość Chișoda, ale tak naprawdę mamy do czynienia z miejscem, które jest z Timişoarą organicznie związane. To jakby rogatki tego miasta. Tablica informacyjna z jego nazwą znajduje się właściwie tuż za parkiem, z którym sąsiaduje wybrany przez nas obiekt. Opis na Booking.com wskazuje, że Vilę Sara od stacji Timișoara Sud dzieli odległość zaledwie 1,1 kilometra. Zdaje mi się więc, że jest to nie najgorsze miejsce na zakwaterowanie nawet dla tych, którzy podróżują pociągiem. I mam na dowód koronny argument, którego używam w relacji dla najbliższych:
Standard wyższy niż oczekiwany za niewielkie pieniądze
Nawet jeśli na rachunku nieoczekiwanie pojawia się dodatek za korzystanie z klimy (choć go w ofercie Booking.com nie było), to i tak cena jest dla nas korzystna. Naprawdę trudno byłoby trafić lepiej.
Do Vili Sara (nazwa na cześć córki gospodarzy:) docieramy około północy. Tak to jest, gdy się wyrusza w trasę już po zachodzie słońca;). Via Michelin wskazuje, że gdybyśmy jednak przekroczyli tego dnia serbską granicę, to mielibyśmy zdecydowanie prostszą i bardziej komfortową drogę. No ale nie przekroczyliśmy, trzymając się całkiem dobrych nawierzchniowo, lecz pokręconych i opustoszałych rumuńskich traktów. Tyle że jazda sporo trwała...
Nasze późne pojawienie się nie było jednak problemem dla gospodarzy. To naprawdę bardzo mili ludzie. Dają nam do wyboru dwa czyste i „funkcjonalne” pokoje. Może nawet i różowo - mandarynkowy jest słodszy:), ale pozostajemy w tym, który urządzono w kolorach ziemi – widzimy z niego nasz zaparkowany przy ulicy samochód, co daje nam poczucie pewnej kontroli. Jak by nie było, mamy tam nasz cały podróżniczy dobytek, no bo kto by sobie zawracał głowę rozpakowywaniem bagażu na kilka godzin. Za ulicą (cicha i spokojna) znajduje się park, o którym już wspomniałam wcześniej. Ładny to widok i miłe, zielone miejsce. Od strony podwórka też jest sporo zieleni. Gospodarze mają tam uroczy ogródek, dla gości zaś rozłożono stoliczki na tarasie.
Przy jednym z nich gospodyni rankiem częstuje nas kawą. Można też skorzystać z ogólnodostępnej kuchni i jadalni, by przygotować sobie śniadanie, ale my zostawiamy konsumpcję już na Timişoarę.
Bardzo lubię to miasto (według Wikipedii nieoficjalna stolica Banatu). Zapisało się ono w mojej pamięci niezwykle miłymi wspomnieniami z czasów naszej pierwszej rodzinnej objazdówki po Rumunii jedenaście lat wcześniej. Mimo, że jest trzecim co do wielkości miastem w kraju, to jednak jego rozmiar nie przytłacza. Przynajmniej ja miałam takie odczucie, choć tak naprawdę przebywałam tylko w starszej części Timişoary.
Historia miasta jest długa i bogata, ale, szczerze mówiąc, ja znam przede wszystkim jego najnowsze dzieje. Dobrze zapadły mi w pamięć wydarzenia z 1989 roku, które w wielkim niegdyś napięciu śledziłam jako młoda dziewczyna. Można o nich przeczytać na stronie https://kultura.onet.pl/wywiady-i-artykuly/wyjazd-do-rumunii-to-w-timisoarze-zaczela-sie-krwawa-rewolucja/th15frz:
„Miasto uniwersyteckie, położone na styku kultur, było miejscem wymiany wolnej myśli — położone w oddali od stolicy i dość bogate, nie ściągało na siebie aż takiej uwagi komunistów, którzy chcieli "reformować" biedniejsze regiony.Kiedy jednak chcieli ukrócić wolnościowe zapędy Timisoary, nastąpił wybuch”.
Rumunia, w odróżnieniu od innych państw bloku wschodniego, przeszła transformację ustrojową w sposób krwawy i naznaczony ludzkimi ofiarami. Jest zresztą o tym mowa w dalszej części przywołanego tu tekstu:
„Pacyfikacja ludności Timisoary zaczęła się od ostrzelania demonstrantów gumowymi kulami. Gdy to nie przyniosło oczekiwanego przez komunistów rezultatu, wojsko użyło prawdziwej broni. Między 17 a 19 grudnia 1989 r. miało zginąć ok. 60 osób. W sieci krążą zdjęcia pokazujące koszmar tamtych dni. Wojskowi tłumaczyli potem, że zostali oszukani, a podwładni Ceaușescu okłamali ich na temat tego, czego dotyczy demonstracja i kto jest wśród protestujących. Armia przeszła na stronę protestujących, a 25 grudnia "geniusz Karpat", jak kazał siebie nazywać Nicolae Ceaușescu, i jego żona Elena zostali rozstrzelani”.
Nie do mnie należy ocena wojskowego przewrotu stanu, ani przeprowadzonego wówczas procesu dyktatora. Przemoc jednak zawsze budzi mój wewnętrzny sprzeciw, niezależnie od jej przyczyn i okoliczności. Krwawe rewolucje również. Autorka tekstu wspomina, że w dalszym ciągu przewodnik w Timişoarze zwraca uwagę turystów na „fasadę budynku przy Soborze Trzech Świętych Hierarchów. Wciąż widać tam dziury po kulach żołnierzy wysłanych przez reżim Ceaușescu, by stłumić protesty”.
Całe szczęście, my nie mamy przewodnika w Timişoarze. Nie muszę więc tym razem doświadczać śladów wydarzeń, które wstrząsnęły mną w młodości. Bez koszmarnych wspomnień mogę spacerować przy Soborze Trzech Świętych Hierarchów, zachwycając się budowlą niczym z bajki. Niestety tylko z zewnątrz, przedśniadaniowa pora nie daje szans na zwiedzanie wnętrza.
Budowla jest względnie nowa (z lat 1937 – 1940) i troszkę przypomina stylem mołdawskie monastyry z Bukowiny. Ma piękny zielony dach ze zdobieniami i 11 wież, najwyższa z nich osiąga 96 metrów wysokości. Patronami świątyni są następujący święci: Bazyli Wielki (ha, biskup z Kapadocji), Grzegorz Teolog (też z kapadockim pochodzeniem) i Jan Chryzostom (z Antiochii – również znajdującej się w Turcji). Choć sobór jest prawosławny, to świętość tych trzech hierarchów potwierdza także kościół katolicki. Ogromnie lubię takie miejsca, będące dowodami na to, jak bardzo mamy wspólne korzenie.
W Timişoarze, zwanej nawet szumnie „Małym Wiedniem” (i wyróżnionej tytułem Europejskiej Stolicy Kultury w 2023 roku) jest oczywiście wiele innych miejsc do zobaczenia. Ale dla nas tym razem to tylko krótki przystanek w drodze do Polski. Jednakże gdyby ktoś miał ochotę na dłużej zatrzymać się w centrum miasta, to z czystym sumieniem mogę mu polecić aparthotel Iosefin Residence, w którym nocowaliśmy poprzednio. Zarezerwowaliśmy tam wówczas „family room”, ale widzę na stronie obiektu, że teraz to pomieszczenie określa się nazwą „Business apartment” (no tak, nie zawsze wybieramy jedynie funkcjonalne, rumuńskie pokoje:). „Klasycznie i elegancko” – brzmi jego internetowa reklama i faktycznie jest to zgodne z prawdą. Nie chcę być posądzona o nieobiektywność, więc może oddam tu głos innym klientom, których opinie można znaleźć na Booking.com:
- Doskonała lokalizacja, poczułem jak wyglądała Timisoara w okresie międzywojennym. Nadzwyczajny! (Radu, Rumunia);
- Dziękujemy za uczynienie naszego pobytu radością (Valentina, Rumunia);
- Stylowo urządzony duży apartament, czysty i wygodny, w najpiękniejszej dzielnicy miasta (Martin, Niemcy);
- Pobyt był więcej niż idealny (Dragosi97, Rumunia);
Nie chcę być również posądzona o „odpłatną reklamę”;), więc od razu oświadczam, że nie mam żadnych finansowych powiązań ani z tym, ani z żadnym z wymienionych wcześniej w moich tekstach hoteli. Jeśli coś polecam, to tylko dlatego, żeby innym podróżnikom ułatwić sprawę i dać jakąś użyteczną wskazówkę. Wszystkie wymienione obiekty (z wyjątkiem tego, o którym jeszcze napiszę;) zostały przez nas przetestowane i ocenione w subiektywny sposób. Nikt mi za te polecenia nie daje bezpłatnych noclegów (jak choćby autorce podlinkowanego powyżej artykułu), ani w żaden sposób nie opłaca jakichkolwiek elementów podróży (zresztą nikogo o to nie prosiłam:).
Pojechaliśmy w świat z mężem za pieniądze z kolejnej z moich zakładowych pożyczek i choć znów długo będę ją spłacać, to nie żałuję tego ani przez chwilę. Wspomnienia, które pozbierałam po drodze są bezcenne. Błyszczą w mojej pamięci jak gwiazdy i mają moc rozświetlania nawet najczarniejszej nocy w moim życiu. Takiej, która po podróży nadeszła dla mnie wraz ze śmiercią męża...
❤
Następny wpis z podróży: https://podobrejdrodze.blogspot.com/2024/05/44.html
P.s Iosefin Residence można obejrzeć tutaj:
https://iosefinresidence.ro/en/iosefin-residence-timisoara-hotel-apartamente-english/

















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz